Reklama

Wojna na Ukrainie

Od hełmów do obrony elektronicznej. Ukraina: "Bawełna" wspiera obronę [WYWIAD]

Fot. Fundacja Bavovna

Wojna na Ukrainie dotyka nie tylko żołnierzy, ale także cywili. W pomoc włączają się wolontariusze z całego świata, ale wolontariat działa również na samej Ukrainie. Defence24.pl rozmawia z przedstawicielami Fundacji Bawełna (Bavovna) która zajmuje się organizowaniem pomocy dla Sił Zbrojnych Ukrainy oraz poszkodowanej ludności cywilnej.

Reklama

Bartłomiej Wypartowicz, Defence24.pl: Czym zajmowaliście się do wybuchu wojny?

Reklama

Wlad: Zarówno przed rozpoczęciem wojny w 2014 roku, którą rozpętała Rosja, jak i przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji 24 lutego 2022 roku zajmowałem się programowaniem. Miałem kilka hobby - motocykle, LARP (rodzaj gier fabularnych łączących środowisko wirtualne i realne - red.), podróże i festiwale rockowe. Kiedyś miałem swój własny klub LARP, organizowaliśmy gry i festiwale historyczne.

Denys: Jestem reżyserem teatralnym i aktorem, przez kilka lat pracowałem dla Publicznego Radia Ukrainy. Interesuję się LARP-em i rekonstrukcją historyczną. Właściwie większość moich bliskich przyjaciół to środowisko LARP-owe i wszyscy razem zaczęliśmy pracę w ramach wolontariatu. Obecnie pełnię służbę w Siłach Zbrojnych Ukrainy.

Reklama

Jak zapamiętaliście 24 lutego 2022 roku?

Wlad: Już dzień wcześniej wisiało w powietrzu przekonanie, że wszystko zmierza ku katastrofie. Wielu było przygotowanych wcześniej, miało zapakowane ewakuacyjne walizki, niektórzy nawet wyjechali z miasta lub z kraju. Ale my z żoną postanowiliśmy, że nie będziemy uciekać. I oczywiście nigdy nie zapomnę tej nocy, kiedy obudziliśmy się od dźwięku pierwszych ostrzałów miasta. Na początku nawet nie do końca rozumieliśmy, co się dzieje. Po chaosie pierwszych dni, była próba zrozumienia nowej sytuacji, filtrowanie prawdziwych wiadomości od fake'ów, nocowanie w schronach. Stanie w kolejce do komisariatu wojskowego lub próba zdobycia broni od wojska. Czasem nawet panika. Tak naprawdę dopiero pod koniec pierwszego tygodnia inwazji na pełną skalę zrozumiałem, co dokładnie należy zrobić i gdzie mogę się być przydatny. Jestem wolontariuszem od 2014 roku i byłem uczestnikiem wydarzeń na Majdanie w Zaporożu. Zachowałem pewną ilość sprzętu ochronnego, kamizelek kuloodpornych, hełmów, lekarstw, opatrunków. Jakieś radiotelefony. Dlatego wiedziałem, komu dokładnie to będzie potrzebne.

Denys: Ja wiedziałem, że zaczęła się inwazja, więc razem z bliskimi omówiliśmy różne plany na wypadek możliwego rozwoju sytuacji. W nocy, 24 lutego, wysłuchałem przemówienia Putina i przy pierwszym ostrzale rakietowym około czwartej czy piątej nad ranem, zacząłem budzić kolegów słowami, że czas zacząć pisać informacje w bieżących wydarzeń. Zabrałem do siebie moją dziewczynę, która wtedy mieszkała w innej okolicy. Poinstruowałem też dokładnie moją mamę i zaczął się nasz kilkumiesięczny maraton newsów, podczas którego z kolegami z redakcji pracowaliśmy na okrągło, relacjonując wydarzenia w regionie. Nie spaliśmy praktycznie wcale w schronach. W schronach nie ma internetu, a news przecież sam się nie napisze.

Fot. Fundacja Bavovna

Czytaj też

Dużo działacie jako wolontariusze. Z początku wszyscy ludzie mocno angażowali się w pomoc wojsku. Czy na przestrzeni półtora roku to się zmieniło?

Wlad: Byłem wolontariuszem jeszcze przed inwazją na pełną skalę, chociaż nie w takim samym stopniu. Wtedy chodziło bardziej o pomoc przyjaciołom, którzy byli w wojsku. Potem przerodziło się to w coś w rodzaju hobby. A po 24 lutego stało się to głównym zadaniem. Wszystko, co robiłem, było tylko sposobem na przyspieszenie dostarczania pomocy. Czy coś się zmieniło przez ostatnie półtora roku? Dla mnie tak - zdobyłem dużo doświadczenia, zacząłem rozumieć wiele rzeczy, które wcześniej były raczej poza moją ligą. Zorganizowaliśmy się w fundację, znaleźliśmy podobnie myślących ludzi. Teraz nie jesteśmy już grupą osób próbujących zrobić coś na własną rękę, ale zespołem, który ma cel i rozumie, jak go osiągnąć.

Denys: Do 2022 roku moje osobiste doświadczenia z wolontariatem nie miały jakiegoś systemowego charakteru. Pomagałem znajomym, którzy służyli w wojsku i organizowałem wydarzenia dla dzieci. Po rozpoczęciu inwazji na pełną skalę liczba służących przyjaciół i znajomych znacznie wzrosła i stało się jasne, że musimy zorganizować jakąś procedurę. Przez pierwsze trzy miesiące łączyłem pracę z organizowaniem i zarządzaniem zbiórkami pieniędzy na potrzeby żołnierzy. I wtedy Vlad, z którym regularnie współpracowaliśmy, powiedział: "Czas założyć fundację i przejść do oficjalnej pracy".

Fot. Fundacja Bavovna

Jeśli chodzi o zmiany, to w ciągu półtora roku od rozpoczęcia inwazji są one bardzo zauważalne. Generalnie jednak powtarzają się trendy z początku wojny w latach 2014-2016, tylko w tej chwili na znacznie większą skalę. Przez całe osiem lat, od początku inwazji do 2022 roku, na Ukrainie istniało wiele wolontariackich społeczności. Jednak choćby pod względem liczby wojskowych w tamtym czasie, potrzeby były znacznie mniejsze. Bezpośrednio po Majdanie, od początku aneksji Krymu i wojny w Donbasie ludzie byli aktywnie zaangażowani w pomoc armii. Ale gdy tylko konflikt zaczął "zamarzać", znacznie mniej uwagi poświęcano wojnie. Ludzie wspierali armię w najtrudniejszych czasach, a później państwo ustanowiło procesy zaopatrzenia i utrzymania, więc chociaż wolontariusze odgrywali ważną rolę, zjawisko to stawało się coraz mniej powszechne.

Od 24 lutego 2022 roku sytuacja zmieniła się diametralnie. Armia stała się znacznie większa, zrobiło się też bardziej grząsko, a w pierwszym okresie sytuacja ze sprzętem była krytyczna. W tym czasie zarówno Ukraińcy, jak i przyjaciele z zagranicy, aktywnie zgłaszali się na ochotników na niespotykaną dotąd skalę. Teraz, biorąc pod uwagę wyczerpanie ukraińskiej gospodarki, a w rezultacie spadek zamożności obywateli, wsparcie nieco spadło. Wolontariusze zoptymalizowali jednak również procesy, ustanowili łańcuchy dostaw i jasno zrozumieli krytyczność niektórych potrzeb. Dlatego zebrane fundusze są wykorzystywane z chirurgiczną precyzją. A prośby ze strony wojska stały się bardziej konkretne, ponieważ ci, którzy dołączyli do armii, zdobyli doświadczenie i zrozumieli, jakiego sprzętu i amunicji potrzebują w swojej pracy.

Czytaj też

Skąd wzięła się nazwa Fundacji "Bawełna"?

Wlad: Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na jej wymyślenie, ponieważ proces rejestracji fundacji już się rozpoczął, ale nie mieliśmy jeszcze nazwy. Zorganizowaliśmy więc burzę mózgów na czacie z naszymi przyjaciółmi, którzy nas wspierali i zaprosiliśmy wszystkich do przyłączenia się do wymyślania nazwy, a następnie zorganizowaliśmy głosowanie. Zwyciężyła nazwa "Bawełna", pochodząca z popularnego wówczas w Internecie mema.

Denys: Jeśli chodzi o sam mem, to może trzeba go wyjaśnić: kiedy Ukraińcy odparli pierwszą inwazję w 2022 roku i w niektórych miejscach przeszli do działań ofensywnych i sabotażu, na terytorium Rosji zaczęły się różne eksplozje. W rosyjskich mediach propagandowych, aby miejscowej ludności wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, nie pisano słowa "eksplozja", gdy coś uderzyło w ich bazy i magazyny, ale pisali po rosyjsku "klask". W języku ukraińskim "klaśnięcie" można przetłumaczyć zarówno jako dźwięk (na przykład "klaśnięcie w dłoń"), ale też jako "bawełna". Od razu zaczęły się żarty o bawełnie kwitnącej w Rosji. A wraz z tą bawełną pojawiła się cała masa memów i właśnie latem, kiedy nasza fundacja była budowana, te żarty były u szczytu popularności. Teraz wszyscy są już nimi trochę znudzeni, ale żołnierze wciąż się śmieją, kiedy mówimy im, żeby "napisali prośbę do Fundacji Bawełna".

Fot. Fundacja Bavovna

O co was najczęściej proszą żołnierze? Jakie mają zapotrzebowania?

Wlad: Potrzeby stale się zmieniają, a my dostosowujemy się do okoliczności. Na początku inwazji na pełną skalę były to głównie mundury, sprzęt ochronny, sprzęt taktyczny i polowy, medycyna taktyczna, a po pierwszej połowie roku dodano prośby o samochodu i sprzęt niezbędny do łączności. Przed Nowym Rokiem otrzymaliśmy prośby o generatory, stacje ładowania, kuchenki, bieliznę termiczną. Obecnie pojawia się wiele zapytań o bezzałogowe systemy powietrzne (quadrocoptery, drony FPV) oraz o środki przeciwdziałania im - działa antydronowe, systemy kopułkowe i półkopułkowe.

Denys: Być może powinienem wyjaśnić nieco, dlaczego niektóre rzeczy są potrzebne, podczas gdy na inne zapotrzebowanie stopniowo maleje. Na początku inwazji na pełną skalę najważniejszą rzeczą było zapewnienie żołnierzom przynajmniej minimalnego komfortu, więc było wiele próśb o odzież, obuwie i sprzęt ochronny. Ale teraz nastąpiły zmiany jakościowe w zaopatrzeniu państwa, więc większość wojskowych jest zwykle zaopatrzona w to niezbędne minimum i zdecydowanie nie ma potrzeby szukania koszulek czy spodni. Z drugiej strony, charakter wojny stał się jasny, a jednocześnie wzrosło znaczenie grup mobilnych i bezzałogowych statków powietrznych. Drony i samochody są dokładnie tym, co cywilni ochotnicy mogą stosunkowo łatwo dostarczyć armii. A ponieważ aktywne korzystanie ze sprzętu oznacza jego szybkie niszczenie, proces ciągłego zbierania funduszy, wyszukiwania niezbędnego sprzętu i przekazywania go jednostkom nie ma końca. Ale sprzęt - choć jest drogi - to tu nie tylko o pieniądze chodzi, to po prostu kwestia życia żołnierzy. Dlatego staramy się zapewnić im niezbędny sprzęt i poprawić ich ochronę, ponieważ standardowe kamizelki kuloodporne, hełmy i apteczki nie są najgorsze, ale staramy się dać naszym podopiecznym to, co najlepsze.

Fot. Fundacja Bavovna

Czytaj też

Dlaczego pomoc wolontariuszy jest tak ważna? Dlaczego państwo nie jest w stanie dotrzeć z pomocą wszędzie?

Wlad: Ukraina została praktycznie zniszczona w latach okupacji/kolonizacji przez Rosję. A w 1991 roku wyłoniliśmy się z takimi przywódcami na czele, którzy w dużej mierze nie nadawali się do samodzielnego rządzenia krajem. Lata kryzysów, schematy korupcyjne, brak zrozumienia tego, kim jesteśmy, wojny gospodarcze rozpętane przez Rosję. Moim zdaniem kraj zaczął się w pełni realizować dopiero po 2014 roku, a wcześniej żył w jakichś postsowieckich snach. A to wszystko na tle dramatycznego wzrostu liczby żołnierzy, który nastąpił drastycznie szybko jako odpowiedź na zagrożenia zewnętrzne. Oczywiście, nie usprawiedliwia to faktu, że państwo nie było w pełni przygotowane na taki rozwój spraw, ale mamy to, co mamy teraz. Prywatne inicjatywy, wolontariusze i ochotnicy są wynikiem maksymalnej spójności kraju. Jesteśmy naszym krajem, jesteśmy teraz naszym państwem.

Denys: Osobiście nigdy nie mówię, że "cała armia spoczywa na barkach wolontariuszy". Tak mogą mówić tylko ci, którzy są bardzo daleko od zrozumienia, jak działa i jest utrzymywana armia oraz ile pracy wykonują instytucje państwowe przy wsparciu partnerów zagranicznych. Inną rzeczą jest to, że państwo dba o armię na poziomie strategicznym, podczas gdy wolontariusze pracują na poziomie pojedynczego żołnierza lub co najwyżej jednostki. Państwo myśli więc o tym, jak zapewnić setkom tysięcy ludzi sprzęt potrzebny do wykonywania większości zadań, a wolontariusze upewniają się, że Petro, który będzie zajmował stanowisko w okopie w zimie, dostanie najlepszą bieliznę termiczną, a Wasyl, który strzela z armaty, ma hełm z dobrymi aktywnymi słuchawkami.

Nie idealizuję aparatu państwowego. Gdyby działał prawidłowo, większości obecnych problemów dałoby się uniknąć. Ale państwo to my, a fakt, że obywatele muszą tworzyć podpory dla armii, jest konsekwencją tego, że większość nie dbała o budowanie instytucji państwowych w czasie pokoju. I jestem pewien, że obecna spójność i aktywna postawa obywateli przełoży się w przyszłości na jakościowe zmiany na poziomie państwowym.

Wszyscy teraz mówią o kontrofensywie. Czy zapotrzebowanie na wsparcie wzrosło?

Wlad: Urosły i trochę się zmieniły, z naszych zapytań wynika, że ponownie, podobnie jak na początku ubiegłego roku, wzrosła liczba próśb o sprzęt ochronny, ale równolegle z tym pojawiły się prośby o środki do monitorowania wroga. Jest duże zainteresowanie środkami do zwalczania dronów. To tzw. „okopowy system elektromagnetyczny", do zagłuszania, który jest używany przez małe grupy.

Denys: Mamy dowcip ze Sztabu Generalnego, który staje się aktualny za każdym razem przed większymi operacjami, a jeśli usuniesz z niego wszystkie nieprzyzwoite słowa, będzie to oznaczać coś w rodzaju "zamknijcie gęby". Nie wiemy więc nic o kontrofensywie czy jakichś specjalnych potrzebach, wszystkie prośby są czysto sezonowe i uzasadnione charakterem walk. Nie wiemy, czy ma to związek ze zbliżającą się zwycięską kontrofensywą Ukrainy :).

Dziękuję za rozmowę.

Fundacje Bavovna możecie wesprzeć tutaj:

https://send.monobank.ua/jar/3ahyczpAEq

Wladyslav: Prezes fundacji Bawełna (ukr. Бавовна), wolontariusz, pracownik branży IT

Denys: jeden z członków fundacji charytatywnej Bawełna, ochotnik, żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy.

Komentarze