Zachwiane filary bezpieczeństwa - polityka zagraniczna i bezpieczeństwa oczami Niemców [KOMENTARZ]

9 grudnia 2017, 11:28
Fot. Bundesregierung/Bergmann

Niemcy są sceptyczni wobec USA, stawiają na budowę bezpieczeństwa w ramach UE i są podzieleni w kwestii utrzymania sankcji wobec Rosji – tak w skrócie prezentuje się obraz polityki zagranicznej w oczach Niemców. Jej wyniki stawiają pytanie o aktywność RFN po utworzeniu nowego rządu.

W październiku tego roku Kantar Public na zlecenie fundacji Körber-Stiftung przeprowadził badania poglądów mieszkańców Republiki Federalnej na wybrane zagadnienia dotyczące polityki zagranicznej. Ankietę przeprowadzono na grupie ponad 1000 osób powyżej osiemnastego roku życia.

Kryzys migracyjny największym wyzwaniem

Największym wyzwaniem dla Niemiec, według 26 proc. badanych, jest migracja, na drugim miejscu znajdują się relacje z USA pod rządami prezydenta Trumpa (19 proc.), a na trzecim z Turcją (17 proc.). Poza pierwszą trójką znalazła się Korea Północna (10 proc.), relacje z Rosją (8 proc.), konflikt w Syrii (6 proc.) oraz kondycja UE (5 proc.). Jest to zmiana w porównaniu z ubiegłorocznymi wynikami, kiedy pierwsze miejsce zajmowały właśnie relacje z Waszyngtonem (30 proc.), kryzys migracyjny plasował się na drugiej pozycji (28 proc.), a relacje z Turcją na trzecim (21 proc.). W 2016 r. za największe wyzwanie kontrakty z Moskwą uważało 21 proc. ankietowanych.

Wciąż większość Niemców jest zdania, że ich państwo powinno okazać wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o zaangażowanie w kryzysy międzynarodowe (52 proc.), przy 43 proc. osób mających odmienne zdanie. Respondentów zapytano również o kwestię zwiększenia wydatków zbrojeniowych. Ponad połowa z nich (51 proc.) jest za utrzymaniem budżetu Bundeswehry na obecnym poziomie, 32 proc. opowiada się za jego zwiększeniem, a 13 proc. jest przeciwko temu pomysłowi. Zdaniem 88 proc. respondentów współpraca z państwami europejskimi, a nie z USA (9 proc.) powinna być priorytetem dla przyszłości niemieckiej polityki bezpieczeństwa. W tym samym badaniu 58 proc. ankietowanych opowiedziało się za utworzeniem wspólnej europejskiej armii. 

Zobacz więcej: Speck: PESCO "polisą ubezpieczeniową" dla Europy [Defence24.pl TV]

Respondenci wśród obszarów, gdzie Niemcy powinny być bardziej zaangażowane wymienili zapewnienie bezpieczeństwa własnego oraz swoich sojuszników, a także walkę z terroryzmem (71 proc.), ochronę klimatu (67 proc.), ochronę praw człowieka na świecie (64 proc.) oraz regulację i zredukowanie nielegalnej imigracji (54 proc.). 

Według respondentów trzema najważniejszymi partnerami Berlina są Francja (63 proc.), USA (43 proc.) i Rosja (11 proc.). Jednocześnie 90 proc. badanych uważa, że należy rozbudowywać współpracę z Paryżem, 78 proc. z Moskwą, a 56 proc. z Waszyngtonem. Bliskie relacje ze Stanami Zjednoczonymi za ważniejsze od relacji z Rosją uważa 42 proc. badanych, 32 proc. jest zdania, że to kontakty z Moskwą są ważniejsze, a 20 proc. stawia znak równości pomiędzy obiema stolicami. Większość uczestników ankiety (48 proc.) uważa, że rola Rosji w polityce międzynarodowej jest destruktywna. Przeciwnego zdania jest 35 proc. badanych.

Sceptyczni wobec USA i gotowi na reset z Rosją?

Wyniki pokazują, że powoli, ale jednak w świadomości Niemców dochodzi do zmiany postarzenia własnej roli w polityce międzynarodowej. W styczniu 2015 r. 34 proc. ankietowanych opowiadało się za większym zaangażowaniem Niemiec w rozwiązywanie kryzysów międzynarodowych, natomiast dziś ten wynik jest wyższy o 9 punktów procentowych.

Widoczna jest również zmiana w hierarchii wyzwań. Obecnie najważniejszym z nich jest kwestia uchodźców, co może być konsekwencją problemów z integracją obcokrajowców przybyłych do Niemiec, a także powiązania kryzysu migracyjnego ze wzrostem zagrożenia terrorystycznego w Europie. Warto zauważyć, że najwięcej osób opowiedziało się za aktywnością Niemiec właśnie w obszarze walki z terroryzmem, a zaangażowanie w walkę z ISIS popiera 46 proc. respondentów.

Dość wymownie wygląda postrzeganie relacji z Rosją. Różnica pomiędzy odpowiedziami ankietowanych zapytanych o to, które z państw - Rosja czy Stany Zjednoczone - są ważniejsze dla Niemiec, wynosi 10 punktów procentowych. Więcej osób jest zdania, że należy zmniejszyć współpracę z Waszyngtonem (34 proc.) niż z Moskwą (16 proc.). Dość zaskakująco wygalają również wyniki pytania dotyczącego przyszłości sankcji nałożonych na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie - 1 punkt procentowy dzieli zwolenników ich zniesienia /rozluźnienia od osób opowiadających się za ich utrzymaniem (odpowiednio 45 proc. i 46 proc.). Pokazuje to zatem rozdźwięk między postępowaniem obecnych władz Niemiec, które chcą utrzymania sankcji, a wyborcami i może sugerować, że gdyby w przyszłości Berlin zdecydował się na rozluźnienie polityki wobec Moskwy nie spotkałoby się to z dużym społecznym sprzeciwem.

Czytaj także: Niemcy: Krym jako "trwałe prowizorium"?

Opinie ankietowanych potwierdzają kontynuację trwającego od kilku lat pogorszenia wizerunku USA w Niemczech, dodatkowo wzmocnionego negatywnym odbiorem prezydentury Donalda Trumpa. Niemały wpływ miały na to zarówno krytyczne wypowiedzi amerykańskiego prezydenta pod adresem Niemiec, jak i wizerunek USA obecny w dyskusji publicznej, poddający w wątpliwość ich wiarygodność. USA postrzegane są przede wszystkim jako partner gospodarczy - 45 proc. osób jest zdania, że najważniej dla relacji amerykańsko-niemieckich są więzy ekonomiczne, natomiast bezpieczeństwo i obronność jako element łączący oba kraje pojawia się w odpowiedziach 16 proc. respondentów. Co więcej, 52 proc. uważa, że relacje amerykańsko–niemieckie są złe.

Na tym tle interesująco prezentują się badania dotyczące obronności oraz postrzegania przyszłości polityki bezpieczeństwa. Ponad połowa respondentów opowiada się za utrzymaniem wydatków na obecnym poziomie, natomiast 32 proc. popiera ich zwiększenie. Ponownie widoczny jest rozdźwięk między celami rządzącej chadecji, która popiera dążenie Niemiec do osiągnięcia poziomu 2 proc. PKB wydatków na zbrojenia, a opinią większości badanych będących zdania, że budżet w wysokości 37 mld euro jest wystarczający. Dodatkowo przytłaczająca większość badanych (88 proc.) uważa, że polityka obronna powinna być rozbudowywana w oparciu o współpracę z państwami europejskimi, podczas gdy z USA jedynie 9 proc.

Badania pokazują wyraźny regres w relacjach amerykańsko–niemieckich, który jest widoczny w przyjęciu różnych stanowisk w szeregu kwestii – od funkcjonowania wolnego rynku, przez nowe sankcje nałożone na Rosję, po przyszłość porozumienia z Iranem. Co więcej, niemieccy politycy otwarcie przyznają, że te różnice są widoczne, a receptą na ich rozwiązanie jest większa integracja europejska m.in. w ramach polityki bezpieczeństwa. Sama idea zwiększenia kooperacji państw UE w tej dziedzinie jest pożądana, ale niebezpieczne jest ustawianie jej w kontrze do współpracy transatlantyckiej, zwłaszcza , że przedstawiciele amerykańskiej administracji zapewniają o sojuszu łączącym Stany Zjednoczone i Europę.

Czytaj więcej: Breakup & Makeup. Tillerson o relacjach z Europą [KOMENTARZ]

Niepokojący jest nie tylko sceptycyzm wobec relacji Niemcy – USA, ale stosunkowo niskie poparcie dla zwiększanie budżetu armii oraz niska świadomość zagrożenia ze strony Rosji. Wskazuje to zatem na rozbieżność między opinią większości elektoratu a polityką prowadzoną przez obecne władze.

Polityczny dryf i zachwiany filar

Publikacja wyników nastąpiła w momencie, kiedy Niemcy wciąż próbują zbudować rząd większościowy. Po załamaniu rozmów koalicyjnych z FDP i Zielonymi w ubiegłym tygodniu, między CDU/CSU a SPD doszło do kompromisu w sprawie podjęcia rozmów dotyczących ponownego utworzenia rozmów wielkiej koalicji. Realizacja tego scenariusza jest jednak niepewna, zwłaszcza, że większość zwolenników socjaldemokratów opowiada się przeciwko kontynuacji rządów z chadekami. Według sondażu opublikowanego przez dziennik „Der Tagesspiegel” takie rozwiązanie popiera jedynie 27,9 proc. badanych, przy 56,5 proc. opowiadających się za pozostaniem poza rządem.

Do tej pory filarami niemieckiej polityki zagranicznej była Unia Europejska oraz sojusz transatlantycki. Zachwianie jednego z nich odbić się nie tylko na bezpieczeństwie samych Niemiec ,ale rezonować na całą Europę.

Lidia Gibadło

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Reklama
Kiks
sobota, 9 grudnia 2017, 21:43

Dla Europy jedynym wrogiem na kontynencie jest Rosja. Dla USA jednym z kilku. I nie oznacza to, że od razu ktoś wyciąga działa, ale trudno nazwać ruskie działania przyjaznymi. Krótkie pytanie, co jest lepsze dla ruskich, Europa jednolita czy podzielona? Pytanie retoryczne oczywiście. A na dominację Niemiec w Europie ponad to co widzimy teraz nie pozwolą USA. Taki był zresztą warunek na zgodę na zjednoczenie Niemiec.

tak tylko pytam...
sobota, 9 grudnia 2017, 12:41

Dobrze byłoby zapytać Niemców, czy wspólną europejską armię rozumieli by tak samo jak obecnie egzekwują wspólną europejską politykę energetyczną, szczególnie w kontekście NS II?

tak tylko...
sobota, 9 grudnia 2017, 12:24

Niemcy są niespójni i sami sobie zaprzeczają. Odpuszczenie bowiem sankcji wobec Rosji jest sprzeczne ze wspólnym bezpieczeństwem dla krajów UE. Likwidując sankcje dajemy przyzwolenie na zbrojne przesuwanie granic w Europie...

Bartek 1
niedziela, 10 grudnia 2017, 23:49

Zdaje się, że poniżej komentujący mają zbyt idealistyczne zdanie na rolę USA w Europie a w szczególnie w Niemczech. USA Army nikogo tam nie pilnuje, a jeśli już,to nie Niemców. Stacjonowanie wojska jest dla Niemców po prostu opłacalne i umożliwia brak inwestycji we własną armię, co niedwuznacznie wypomniał im Trump. Gdyby tak nie było, to dlaczego walczą o nowe dowództwo NATO ? Potrzebują więcej strażników dla siebie? Mało tego że walczą - oni już je wygrali. I tutaj "brawa" dla naszego AM za skuteczny lobbing w tej sprawie, tak trzymać. Niemcy mają swoje interesy - zgadza się. Tylko kto ich mnie ma? Ma je Rosja, mają je Czechy , mamy je i my - i nasze interesy też nie wszystkim się muszą podobać. Jak ktoś nie wierzy, to niech się obudzi - witamy w realnym świecie.

Kristo
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 13:11

Armia USA na terenie Niemiec,to czynnik stabilizujący i wprost, mający swoje powojenne ustalenia. Polecam poczytać nieco o geostrategii i zadaniach USArmy w Europie. Zapewniam,że ogromna część klasy politycznej Niemiec , wolałaby uwolnić się od tej, jak piszesz "opłacalnej bytności" Amerykanów, tyle,że nie mogą, bo Amerykanie się na to nie godzą, dlatego wolą oficjalnie prawić banały o opłacalności czy "darmowej" ochronie sojuszniczej.Przydałoby się trochę realizmu, zamiast idealizujących bajek...co niektórym.Powojenny ład w Europie, to coś , z czym Niemcy muszą się godzić...chyba,że Amerykanie zdecydują inaczej i zerwą tę zależność,co dla nas nie byłoby korzystne.

dziadek
sobota, 9 grudnia 2017, 11:55

Polisą ubezpieczeniową dla Niemiec (UE) jest Polska. Sojusz Polski z Ameryką będzie trwały dotąd, dopóki Rosja będzie zagrażać USA.

Wawiak
niedziela, 10 grudnia 2017, 00:52

Może nie tyle USA, co jego interesom.

Brum Brum
sobota, 9 grudnia 2017, 17:20

...myślę że coś jest na rzeczy w tej wypowiedzi

Marek1
sobota, 9 grudnia 2017, 11:44

Osobiście wcale mnie NIE martwi brak chęci u Niemców do wzmacniania Bundeswehry. Wręcz przeciwnie - relatywnie słaba armia za Odrą, to dla nas dobra sprawa.

tak tylko pytam...
niedziela, 10 grudnia 2017, 11:37

A co sądzisz o armii rosyjskiej i wpływie jej potencjału na bezpieczeństwo Polski?

papuga
sobota, 9 grudnia 2017, 19:15

To w sposób zupełnie jasny pokazuje, jak niepewnym partnerem są Niemcy, w których powoli narastają ciepłe uczucia do Rosji. Na szczęście dla nas USA postanowiły im trochę przytrzeć uszu. Na początek w segmencie energetycznym. W rzeczywistości Niemcy są dużo słabsze niż się to nam w Europie wydaje. To mocarstwo schodzące, tak pod względem demograficznym (powojenny wyż przechodzi właśnie stopniowo na emeryturę) jak i technologicznym. Co charakterystyczne, bardzo odstają od światowej czołówki w dziedzinie cyfrowej. W kolejnych dekadach będzie to dużo bardziej widoczne.

andys
piątek, 15 grudnia 2017, 13:53

Mysle,ze nazwanie Niemiec mocarstwem "schodzacym" jest generalnie słuszne. Jednak takimi mocarstwami są również USA, WB i Francja. Mocarstwa "rosnace" to przede wszystkim Chiny, Iran, Brazylia, zapewne też Rosja (bez ambicji na wymienienie wszystkich takich państw). Myslę, ze mocarstwem będzie UE (po zakończeniu najwazniejszych elementów procesu integracyjnego). Kurczowe trzymanie sie USA w kwestiach militarnych i oczekiwanie manny niebieskiej z Chin (w postaci Szlaku Jedwabnego) to bład. Jestesmy w Europie i to wyznacza nam kierunek naszych działań.

ccc
sobota, 9 grudnia 2017, 18:27

Niestety, do Niemiec jako "sojusznika" trzeba mieć daleko idącą rezerwę. Nie wiem nawet czy słowo "sojusznik" jest tutaj uprawnione. Oficjalnie, na papierze Niemcy to sojusznik po tej samej stronie co my. Wiele faktów, o ile nie wszystkie, w ostatnich latach temu przeczy i to nie tylko Nord Stream 2. Jeden z wielu faktów. Ponieważ objęcie władzy przez PIS nie spodobało się Niemcom, władze poufnie zorganizowali szkolenie dla dziennikarzy niemieckich o tym jak mają pisać negatywnie o Polsce, tj. o kraju w który łamie się prawo, nie ma demokracji itp. Razi jednak szczególnie troska Niemiec o "dobre samopoczucie" Rosji z arogancją wobec tego samego samopoczucia wobec Polski. Gdy Rosja organizuje ćwiczenia ataku bronią atomową na Warszawę Berlin milczy, ale gdy Polska organizuje ćwiczenia obronne Berlin twierdzi, że to "prowokacja" . Tak zachowuje się sojusznik ? Nie, Niemcy nie są już sojusznikiem (jeśli kiedykolwiek były). Ryzyko zakupów wojskowych w Niemczech to olbrzymie ryzyko polityczne. W razie zagrożenia po prostu nie sprzedadzą nam części zamiennych i uzbrojenia bo uznają to za "prowokację" wobec Rosji. Obawiam się, że gdyby nie zaangażowanie USA i UK, Rosja mogłaby powtórzyć manewr z zielonymi ludzikami na większą skalę po to aby zająć przesmyk suwalski i odseparować kraje bałtyckie od Europy. Wtedy Merkel i Macron negocjowaliby pokój za cenę zatrzymania zajętych terenów Polski a nam kazałyby siedzieć cicho i "nie prowokować Rosji" protestami.

Boczek
niedziela, 10 grudnia 2017, 11:03

"Wiele faktów, o ile nie wszystkie, w ostatnich latach temu przeczy i to nie tylko Nord Stream 2." ...i Holandia i Wielka Brytania i Włochy i Francja i Szwajcaria i Austria... - bo to są wszytko uczestnicy NS II - ...który nawiasem mówiąc Niemcy 8-10 miesięcy temu zablokowali zakazując budowy przyłączy (wyjścia na ląd) do części podmorskiej. :o "Ponieważ objęcie władzy przez PIS nie spodobało się Niemcom, władze poufnie zorganizowali szkolenie dla dziennikarzy niemieckich o tym jak mają pisać negatywnie o Polsce,.." Jak długo ta bzdura będzie krążyć po internecie? Media niemieckie będące w opozycji do mainstreamu też? A ci też przecież nazywają po imieniu łamanie prawa i demokracji w Polsce i w GB i F I, P, I, E i S i A etc. i.... WĘGRY!!! Ci ostatni zajęli przedwczoraj stanowisko w Komisji Weneckiej ....przeciwko Polsce :O Też mieli taki briefing? Czyżby wszyscy jechali na autostradzie pod prąd tylko my nie? ...strzyżone? Taki bełkot drogi CCC nie czyni Polsce jakiejkolwiek przysługi - chyba, że taki był zamiar, bo nie ma z faktami nic wspólnego, a nie ma możliwości wysnuć poprawnych wniosków, bazując na fałszywych przesłankach. Jednostronne spoglądanie na sprawę prowadzi do tworzenia opinii na błędnych założeniach, wynikających z owych fałszywych przesłanek. Jest to bardzo niebezpieczna dla naszej przyszłości, rozwoju i niepodległości polityka, jeżeli będziemy sobie budować nasz obraz polityczny świata i tym samym naszą politykę, na fałszywych czy niepełnych informacjach, wylądujemy tam gdzie już od 250 lat naszej historii nasza taka polityka nas prowadziła - podejmowanie błędnych decyzji strategicznych, izolacja i w końcu osamotnienie polityczne i w efekcie militarne. Na fałszywych przesłankach nie można stworzyć skutecznej polityki. Wiemy to już od 200-300 lat, i ciągle próbujemy tego samego. Ciekawe kto Polakom wbija takie głupoty do głowy i dlaczego? A przede wszystkim dlaczego Polacy je tak łatwo i chętnie łykają.

Mac
sobota, 9 grudnia 2017, 18:26

Ta ich armia nie powinna być duża, a nawet w ogóle istnieć. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze niemczaki przekażą w ramach odszkodowań wojennych i za obronę do Polski.

Kristo
niedziela, 10 grudnia 2017, 20:53

Niemcy to nasz sąsiad, ale w żadnym wypadku kraj, którego nazwać możemy pewnym sojusznikiem. Tak jak w przeszłości , woleli robić interesy ponad naszymi głowami z Moskwą, tak i dziś wolą robić to samo i bądźmy pewni,że w chwili próby, nie kiwną palcem w naszej sprawie i nie postawią się rosyjskim przyjaciołom... Amerykanów można nie kochać,nawet nie do końca lubić,ale cieszmy się,że są u nas i przede wszystkim,że są w Niemczech i realnie temperują niemieckie , hegemonistyczne zapędy.

KAR
niedziela, 10 grudnia 2017, 00:10

Ciekawe, co sądzą o relacjach z Polską? Warto następnym razem o to zapytać. Jestem ciekaw odpowiedzi Niemców na temat sąsiadów ze wschodu i.... procentowego miejsca w szeregu...

Boczek
sobota, 9 grudnia 2017, 14:09

"Niemcy są sceptyczni wobec USA..." Pozwoliłem sobie "wciągnąć" mowę Gabriela. Na tym poziomie Niemcy nie są sceptyczni w stosunku do USA. Stawiają jedynie słuszne pytanie, czy USA będą w stanie dalej wypełniać wiodąca rolę i nie można powiedzieć, że niesłusznie interpretują rolę Trumpa i oczekiwaną zapaść znaczenia USA. Nam pozostaje to obserwować i zaaranżować się z nieuniknionym wzrostem dominacji Niemiec na naszym kontynencie a to zmieni kompletnie słupki, ale i całej polityce światowej, ale nie tylko zaaranżować, a wyciągnąć odpowiednie wnioski i podjąć odpowiednie działania.

Tweets Defence24