Technologie

Amunicja naprowadzana laserowo. Czy polski „bóg wojny” pozostanie ślepy?

Od kliku lat polski przemysł prezentuje w swojej ofercie amunicję naprowadzaną laserowo, która nie jest jednak zamawiana przez MON. Fot. M.Dura
Od kliku lat polski przemysł prezentuje w swojej ofercie amunicję naprowadzaną laserowo, która nie jest jednak zamawiana przez MON. Fot. M.Dura

Zawarty w 2016 roku ze spółką MESKO kilkuletni kontrakt na dostawę 1300 rakiet i 420 wyrzutni przeciwlotniczych zestawu bliskiego zasięgu „Piorun” to dobry przykład, jak przez właściwe decyzje Ministerstwo Obrony Narodowej może zapewnić polskiemu przemysłowi stałe finansowanie, a polskiej armii nowoczesne systemy uzbrojenia. W podobny sposób powinno się również podejść do zamówienia opracowanej w Polsce amunicji naprowadzanej laserowo oraz podświetlaczy laserowych. W przeciwnym przypadku polski przemysł straci zdolność do produkcji, a zakupy trzeba będzie zrealizować za granicą, w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

Umowa podpisana przez Inspektorat Uzbrojenia z firmą MESKO S.A. 20 grudnia 2016 roku zakładała dostawę do 2022 roku za 932 milionów złotych: 420 wyrzutni i 1300 rakiet przenośnych, przeciwlotniczych zestawów rakietowych „Piorun” (klasy MANPADS). Dzięki tak zawartemu kontraktowi przemysł ma możliwość realizacji z odpowiednim wyprzedzeniem procesu zakupów komponentów, utrzymywania co najmniej do 2022 roku całego ciągu produkcyjnego (z zatrudnieniem), jak również kontynuowania badań i dalszego rozwoju potrzebnych technologii.

Decyzja podjęta przez MON w 2016 roku ma również pozytywny wpływ na wojsko, które otrzymuje bardzo potrzebne system uzbrojenia nie doraźnie, w trybie alarmowym, w ramach jednorazowych zakupów, ale systematycznie i dużymi partiami. Przyśpieszy to i usystematyzuje modernizację sił przeciwlotniczych polskiej armii, jak również uprości później eksploatację zestawów „Piorun”. Nie będzie ich bowiem trzeba np. modernizować lub wycofywać bardzo dużymi partiami, a będzie można ten proces rozłożyć na lata.

image
Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun. Fot. M.Dura

Pośrednim, pozytywnym efektem takiego podejścia Ministerstwa Obrony Narodowej są nowe zdolności, które przemysł uzyskuje realizując wieloletnie zamówienia. Ich wykorzystanie będzie jednak możliwe tylko wtedy, gdy pojawią się kontrakty zawarte w taki sam sposób, jak w przypadku „Piorunów”. Dobrym tego przykładem jest amunicja precyzyjna naprowadzana laserowo, której produkcja może bardzo szybko zostać uruchomiona w Polsce. Decyzja MON w tej sprawie nadal nie została jednak podjęta.

Po co polskiej armii amunicja precyzyjna?

Doktryna połączonego wsparcia ogniowego (Joint Fire Support) zakłada skoordynowane i zintegrowane użycie wszystkich rodzajów uzbrojenia, w tym przede wszystkim broni precyzyjnej lotnictwa, marynarki wojennej oraz wojsk lądowych. W Polsce ta doktryna nie jest jednak powszechnie wdrażana, a w nierakietową amunicję precyzyjną nadal są wyposażone tylko Siły Powietrzne. I nic nie wskazuje na to, by coś w tej sytuacji mogło się szybko zmienić.

Ta ocena dotyczy również uzbrojenia rakietowego. Teoretycznie poza lotnictwem posiadają je zarówno Marynarka Wojenna, jak i Wojska Lądowe (po wprowadzeniu: rakiet przeciwokrętowych RBS-15 na małych korwetach typu Orkan, rakiet przeciwokrętowych NSM w Morskiej Jednostce Rakietowej oraz zakupieniu systemu „ziemia-ziemia” HIMARS). Wsparcie ogniowe za pomocą bardzo drogich pocisków, wyspecjalizowanych w zwalczaniu nowoczesnych okrętów (RBS-15 i NSM), powinno być jednak traktowane jako ostateczność i tylko w odniesieniu do bardzo ważnych, nieruchomych obiektów. Natomiast ilość i koszt kupionych rakiet HIMARS na pewno nie pozwoli na ich powszechne wykorzystanie do bezpośredniego wspierania walczących jednostek Wojsk Lądowych.

Takie zadanie można wykonywać obecnie jedynie z pomocą artylerii precyzyjnej, jednak stosującej pociski: jak najtańsze, dostępnej w jak największej ilości i najlepiej produkowane w kraju. Ponieważ nie ma szans, by Polska uzyskała pełną autonomię w produkowaniu amunicji naprowadzanej za pomocą GPS, polski przemysł skupił się na amunicji naprowadzanej laserowo.

Pocisk tego rodzaju po odpaleniu nakierowuje się na cel najpierw inercyjnie, a w końcowej fazie na promieniowanie laserowe z „oświetlacza”, odbite bezpośrednio od tego celu. By było to możliwe, już w czasie lotu odstrzeliwana jest owiewka nosowa (odsłaniając czujnik promieniowania laserowego). Zadaniem specjalistów i systemów naprowadzania jest wprowadzenie takich samych kodów sygnału laserowego w „oświetlaczu”, jak w pocisku oraz włączenie „oświetlacza”, gdy ten pocisk znajduje się 2-3 km od atakowanego celu.

Jak się okazuje polski przemysł jest w o tyle dobrej sytuacji, że posiada zarówno możliwości zaprojektowania jak i uruchomienia produkcji tego rodzaju amunicji. Nie jest to jednak w Polsce uważane za priorytet.

image
Przyrząd dalmierczo-rozpoznawczy APDR w wariancie wykorzystywanym w Wojskach Lądowych – z dalmierzem, ale bez zintegrowanego, laserowego podświetlacza celu. Fot. M.Dura

Tymczasem tylko amunicja precyzyjna pozwala na jak najszybsze zniszczenie wskazanego obiektu, jak najmniejszym kosztem i przy jak najbardziej ograniczonych stratach ubocznych (warunek koniczny podczas działań prowadzonych np. w rejonie zurbanizowanym). Oczywiście w Wojskach Lądowych wprowadzono specjalność wysuniętego obserwatora artyleryjskiego WOA. Jednak w odróżnieniu od specjalistów JTAC (wysuniętych nawigatorów naprowadzania lotnictwa) i członków Taktycznych Zespołów Kontroli Obszaru TACP (Tactical Air Control Party) w Siłach Powietrznych, działalność polskich WOA praktycznie niczym nie różni się obserwatorów w czasie II wojny światowej – poza środkami łączności i obserwacji. W odróżnieniu od JTAC nie są więc oni wyposażani w „oświetlacze” laserowe (laser target designator), a w większości przypadków jedynie w artyleryjskie przyrządy dalmierczo-rozpoznawcze APDR w wersji dysponującej wyłącznie dalmierzami laserowymi.

image
Naziemny laserowy oświetlacz celów GLTD III będący na wyposażeniu specjalistów sił powietrznych z Taktycznych Zespołów Kontroli Obszaru TACP. Fot. M.Dura

Jest to o tyle logiczne, że polska artyleria lufowa nie posiada amunicji naprowadzanej laserowo (w tym nowe samobieżne armatohaubice „Krab” kalibru 155 mm i samobieżne moździerze „Rak” kalibru 120 mm), a wieloprowadnicowe zestawy rakietowe ognia salwowego takie jak WR-40 „Langusta”, BM-21 „Grad” i RM-70 nadal wykorzystują tylko niekierowane pociski rakietowe (kalibru 122 mm). A przecież dla wszystkich tych systemów ogniowych można w Polsce opracować i wyprodukować amunicję precyzyjną. Można również uruchomić produkcję podświetlaczy laserowych, których konstrukcja pozwala obecnie zarówno na wskazywanie celu dla bomb i rakiet, jak też dla pocisków artyleryjskich i moździerzowych.

image
Produkowane w Polsce niekierowane pociski rakietowe M-21 FENIKS HE można przerobić siłami polskiego przemysłu na amunicję kierowaną. Fot. M.Dura

Oczywiście jest prawdą, że amunicja precyzyjnego rażenia (APR) jest znacznie droższa od standardowych pocisków. Tą cenę rekompensuje jednak z nawiązką większa celność. Analizy wykazały, że 16 pocisków precyzyjnego rażenia pozwala na uzyskanie takiego samego efektu jak 800 nowoczesnych, standardowych pocisków kalibru 155 mm. Automatycznie daje to możliwość ponad dziesięciokrotnego skrócenie czasu wykonania zadania, dzięki czemu po zakończeniu prowadzenia ognia, zestawy rakietowo-artyleryjskie mogą szybciej opuścić stanowisko ogniowe uciekając przed kontrostrzałem.

Mniejsze zużycie amunicji to również mniejsze koszty zabezpieczenia logistycznego (związane np. z przechowywaniem pocisków i ich dostarczaniem do walczących baterii) oraz mniejsze straty uboczne po stronie przeciwnika (co ma szczególnie istotne znaczenie podczas misji ekspedycyjnych i działań obronnych na własnym terytorium). Amunicja precyzyjna jest przy tym wielokrotnie tańsza w działaniu od precyzyjnego uzbrojenia rakietowego lub „ataku lotniczego” i z tego powodu może być powszechnie wprowadzana i wykorzystywana nawet do wspierania działań najmniejszych pododdziałów. Dodatkowo jest trudniejsza w zwalczaniu.

To właśnie dzięki tym cechom amunicja precyzyjna jest często uznawana za taktyczną broń odstraszania. Przeciwnik mający świadomość obecności pocisków naprowadzanych laserowo musi bowiem działać ostrożniej i wolniej, a to daje więcej czasu na zorganizowanie skutecznej obrony. Dodatkowo wykorzystując powszechnie wprowadzane „oświetlacze laserowe" Polska może liczyć na natychmiastowe wsparcie lotnictwa NATO, które dokonywałoby precyzyjnych uderzeń na cele wskazywane przez polskich żołnierzy. Dotarcie pomocy ze strony jednostek lądowych NATO będzie wymagało o wiele więcej czasu.

image
Naziemny laserowy oświetlacz celów GLTD II z Przenośną Kamerą Podczerwieni SeeSpot III będące na wyposażeniu specjalistów sił powietrznych z Taktycznych Zespołów Kontroli Obszaru TACP. Fot. M.Dura

Amunicja precyzyjnego rażenia APR 155

Zaawansowane prace nad amunicją precyzyjnego rażenia w Polsce rozpoczęły się formalnie dopiero w 2009 r. To właśnie wtedy konsorcjum składające się z Wojskowej Akademii Technicznej, Zakładów Mechanicznych MESKO S.A. i Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowego Telesystem - Mesko Sp. z o.o. Sp. z o.o. z Lubiczowa pod Warszawą zaproponowało ówczesnemu dowódcy Wojsk Lądowych wprowadzenie na uzbrojenie amunicji artyleryjskiej naprowadzanej laserowo:

  • pocisków: kalibru 120 mm dla moździerzy;
  • pocisków kalibru 122 mm dla haubic 2S1 Goździk;
  • pocisków kalibru 152 mm dla haubicoarmat Dana;
  • pocisków kalibru 155 mm dla haubicoarmat Krab.

We wrześniu 2012 r. spółka Telesystem – Mesko otrzymała zamówienie od ZM MESKO na przeprowadzenie trzech prac badawczo-rozwojowych, które dotyczyły:

  • laserowej głowicy śledzącej dla amunicji kalibru 120 mm moździerza Rak (APR 120);
  • laserowej głowicy śledzącej dla amunicji kalibru 155 mm haubic Krab i Kryl (APR 155);
  • laserowego podświetlacza celu (LPC) dla obu tych systemów artyleryjskich.

W celu przyśpieszenia programu i ze względu na brak doświadczeń w projektowaniu tego rodzaju pocisków założono, że bazą dla nich będzie amunicja opracowana już na Ukrainie. W przypadku APR 155 zastosowano pewne rozwiązania i ideę działania z pocisku artyleryjskiego „Kwitnik” spółki Progress (według Rosjan był on opracowany na bazie rosyjskiego pocisku 30F39 „Krasnopol”, według Ukraińców było zupełnie odwrotnie). Inna sytuacja była w odniesieniu do pocisku moździerzowego APR 120 naprowadzanego laserowo, który nie miał swojego odpowiedniego na Ukrainie. Z tego powodu był on opracowywany od początku przez polskich inżynierów i ukraińskich specjalistów z zakładów Łucz.

image
Ukraiński pocisk artyleryjski naprowadzany laserowo „Kwitnik-E”. Fot. M.Dura

Takie prace projektowe były również potrzebne w przypadku APR 155, ponieważ jak się okazało „tylko” trzymilimetrowa różnica pomiędzy kalibrem 155 mm (jakie mają polskie armatohaubice Krab) i 152 mm (do jakiego był przygotowywany „Kwitnik” na Ukrainie) przekładała się na przeciążenia większe nawet o kilka tysięcy G. Ukraińscy inżynierowie musieli więc przeprojektować swój pocisk (optymalizując m.in. rozkład mas oraz aerodynamikę) i odsprzedali Polsce dokumentację amunicji już dla kalibru 155 mm. Dokumentacja ta obejmowała również projekt głowicy naprowadzającej, co świadczy o wadze, jaką Ukraińcy przywiązują do współpracy z polskim przemysłem.

O ile jednak sama „mechanika” pocisku mogła zostać zaadoptowana w „docelowym” APR 155, to polscy konstruktorzy i inżynierowie nie skorzystali z ukraińskich rozwiązań jeżeli chodzi o ogólnie pojętą „elektronikę” pocisku, pozostawiając tylko ogólny zamysł systemu naprowadzania. Dzięki tym zmianom, już polskie, cyfrowe systemy elektroniczne mogą np. absorbować kody natowskie (czego w ukraińskich pociskach z wiadomych powodów nie można było robić). O wadze sukcesu polskich konstruktorów może świadczyć fakt, że doświadczony w tej dziedzinie, ukraiński przemysł nadal nie ucyfrowił swoich głowic naprowadzania. Tymczasem Polacy zmienili również całkowicie układ optyczny i detektory, zbudowali własnego „autopilota”, jak również zupełnie obok opracowali, oparty na krajowych doświadczeniach, laserowy podświetlacz celu.

Efekty tych działań zostały później sprawdzone - początkowo na Ukrainie, ponieważ Polska nie posiada stanowisk testowych sprawdzających układy przy przeciążeniach o wartości 10000 G (a więc takie, jakie działają na pocisk kalibru 155 mm). Już podczas pierwszych prób okazało się, że polskie, cyfrowe rozwiązania bez problemu przetrwały badania, co wzbudziło zdziwienie i podziw doświadczonych, ukraińskich specjalistów.

Podobnym sukcesem były faktyczne strzelania poligonowe. Prototypowe pociski APR 155 mm były m.in. wystrzelone 18 listopada 2016 r. na odległość ponad 15,3 km. Pomimo bardzo silnego, ponadnormatywnego wiatru udało się nimi trafić w cel o rozmiarach 2x2 m z odchyleniem 0,3 m i 0,6 m od punktu celowania (podświetlacz znajdował się 500 metrów od celu). Wykorzystywano wtedy jeszcze ukraińską, półaktywna głowicę naprowadzająca 9E421 - współpracującą z polskim podświetlaczem celu LPC-1 w tzw. trybie neutralnym.

image
Naprowadzany laserowo pocisk artyleryjski APR 155 kalibru 155 mm. Fot. M.Dura

Wersja operacyjna pocisków APR 155 ma już jednak otrzymać opracowaną i przebadaną strzelaniem polską, programowalną, cyfrową głowicę samonaprowadzającą, wraz z krajowym układem detekcji. Pozwoli to na zastosowanie wiązki kodowanej, zgodnie z normami NATO. Firmy uczestniczące w programie jeszcze w 2018 r. składały deklarację, że będą gotowe do uruchomienia produkcji seryjnej jeszcze w 2020 roku.

Zgodnie ze standardowym podziałem kompetencyjnym w tego rodzaju pracach, wykonaniem elementów głowicy naprowadzającej „współdziałającej” z laserem zajmuje się Centrum Rozwojowo Wdrożeniowe Telesystem-Mesko natomiast wykonawcą części napędowej pocisku i głowicy bojowej jest spółka MESKO. Paliwo dla dodatkowego napędu opracowała spółka GAMRAT, natomiast ośmiokilogramowy ładunek materiału wybuchowego – spółka NITRO-CHEM. Całość ma ważyć około 48 kg i mieć zasięg planowany ponad 20 km.

Amunicja precyzyjnego rażenia APR 120

Na nieco dalszym etapie prac rozwojowych w polskim przemyśle znajduje się amunicja precyzyjna APR 120 przeznaczona przede wszystkim dla samobieżnego, automatycznego moździerza „Rak”. Pocisk o wadze 16,8 kg, długości 800 mm i średnicy 120 mm w wersji „przeciwpancernej” ma służyć do precyzyjnego niszczenia celów opancerzonych na maksymalnej odległości do 8 km atakując je z górnej półsfery (opancerzenie części stropowej wież i korpusów podwozi wozów bojowych jest najczęściej najsłabsze). Z tego powodu APR 120 posiada jednostopniową głowicę z wkładką kumulacyjną z osiągami „satysfakcjonującymi” stronę wojskową. Rozpatrywana jest również możliwość zbudowania odłamkowo-burzącej wersji tego pocisku.

Prace konstrukcyjne w przypadku APR 120 były trudniejsze niż w przypadku APR 155, który został oparty na już „latającej” amunicji ukraińskiej kalibru 152 mm. Tymczasem APR 120 był od początku opracowywany przez polskich i ukraińskich specjalistów. Przy czym strona polska wzięła na siebie zaprojektowanie części „elektroniki” w układzie przednim granatu, natomiast Ukraińcy mieli się zająć sterowaniem.

Początkowo próbowano wprowadzić rozwiązanie podobne do układu aerodynamicznego naprowadzania w linii wizowania wykorzystywanego w bombach lotniczych. Próby wykazały jednak, że przeszkodą dla tego rodzaju układu jest ograniczona długość pocisku (do około 800 mm), który zgodnie z założeniami polskiej armii musiał się zmieścić do „automatu” ładowania moździerza Rak.

image
Naprowadzany laserowo pocisk moździerzowy APR 120 kalibru 120 mm. Fot. M.Dura

Polacy zaproponowali więc opracowanie projektu układu naprowadzania opartego o układ inercyjny, w którym to pocisk stał się sam pewnego rodzaju „żyroskopem” i w którym „unieruchomiono” układ optyczny (ze zmianą jego konstrukcji). Pocisk APR 120 stał się w ten sposób polsko – ukraińskim opracowaniem, który nie ma swojego odpowiednika na świecie. Jedynie Izrael informował o posiadaniu amunicji moździerzowej strzelanej w ten sposób (nie wyposażonej w żyroskop, a sterowanej „elektronicznie”), w której jednak w odróżnieniu od polskiego rozwiązania specjalnie zatrzymuje się rotację pocisku.

W APR 120 udało się nie tylko ustabilizować lot, ale również nakierować go w kierunku światła laserowego. Jeżeli polsko-ukraiński układ naprowadzania przejdzie teraz pozytywnie serię testów ogniowych w już gotowych pociskach, to będzie można rozpocząć produkcję moździerzowej amunicji naprowadzanej laserowo nawet w 2021 roku.

Przeciwpancerny pocisk rakietowy „Pirat”

Kiedy w Polsce powstała koncepcja budowy lekkiego (ręczny sposób użycia), naprowadzanego laserowo przeciwpancernego pocisku rakietowego „Pirat” to zakładano, że ma on wypełnić lukę między granatnikami i pociskami przeciwpancernymi Spike. Bardzo ważna miała być również stosunkowo niska cena.

Nad nowym zestawem uzbrojenia przeciwpancernego pracuje zespół, w skład którego wchodzą: MESKO S.A. (jako główny wykonawca), Centrum Rozwojowo Wdrożeniowe Telesystem-Mesko oraz Wojskowa Akademia Techniczna. Przy czym w pracach wykorzystano doświadczenia ukraińskiej spółki KKB Łucz przy rozwijaniu przeciwpancernych pocisków kierowanych R-3 systemu „Korsar” oraz implementowano rozwiązania wprowadzone w bloku naprowadzania przeciwlotniczego przenośnego zestawu rakietowego „Grom”.

image
Ukraiński przeciwpancerny zestaw „Korsar” z pociskiem kierowanym R-3. Fot. M.Dura

Ta implementacja była konieczna, ponieważ pocisk systemy „Korsar” zalicza się do klasy „beamriderów”, a więc rakiet naprowadzanych w wiązce laserowej LOSBR (Line-Of-Sight Beam Riding). „Pirat” ma być natomiast naprowadzony na promieniowanie laserowe odbite od celu, pochodzące od oświetlaczy laserowych. O ile więc w przodzie ukraińskiej rakiety R-3 jest prekursor, to w mającym podobny korpus „Piracie” znajduje się tam głowica naprowadzająca. Zgodnie z założeniami pocisk „Pirat” ma ważyć około 10,1 kg, mieć średnicę 107 mm i długość 1180 mm. Będzie on przenoszony i przechowywany w kontenerze o wadze około 3,4 kg.

Dotychczasowe badania poligonowe wykazały, że maksymalny zasięg „Pirata” to około 2,5 km (czas lotu to tylko 12 s). Obecnie prace skupiają się na pocisku z kumulacyjną głowicą przeciwpancerną o wadze około 2,5 kg, która ma potwierdzoną testami przebijalność 500 mm RHA (nadaje się więc do niszczenia starszych typów czołgów, bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych). W wersji docelowej „Pirat może być produkowany także z głowicą odłamkowo-burzącą oraz termobaryczną. Zgodnie z założeniami ma to być pocisk przystosowany również do użycia z wykorzystaniem podświetlania celu z bezzałogowych aparatów latających.

Pomimo, że prace nad samą wyrzutnią są jeszcze w toku spółka MESKO deklarowała, że jest w stanie uruchomić seryjną produkcję zestawu „Pirat” w 2020 roku. Jak na razie nie ma jednak oficjalnych zamówień na to uzbrojenie ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej.

image
Przeciwpancerny pocisk rakietowy Pirat. Fot. M.Dura

Oświetlacze laserowe gotowe do wdrożenia

Polska jest krajem, w którym przemysł nie tylko prowadzi prace nad amunicją naprowadzaną laserowo, ale również opracował polski podświetlacz laserowy, który pozwala dodatkowo: na mierzenie odległości od celu (dzięki wbudowanemu dalmierzowi laserowemu o zasięgu do 20 km), na określanie własnego położenia (w oparciu o system GPS), na dwukierunkową wymianę informacji z centrum dowodzenia i systemem kierowania ogniem (z możliwością przesyłania informacji o stanie urządzenia i namiarach na cel oraz zdalnego sterowania pracą systemu z centrum dowodzenia) oraz na określanie azymutu i elewacji celu (dzięki możliwej współpracy z goniometrem).

Urządzenie to zostało opracowane przez Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem - Mesko i przygotowane do produkcji pod nazwą Laserowy Podświetlacz Celu LPC-1. Jak na razie całość mieści się w prostopadłościennej obudowie o rozmiarach: wysokość - 126 mm, szerokość - 377 mm, głębokość - 258 mm i samodzielnie waży 9,7 kg. CRW Telesystem – Mesko deklaruje jednak możliwość zbudowania bardziej kompaktowego i lżejszego urządzenia – zależnie od wymagań zamawiającego.

image
Opracowany w Polsce laserowy podświetlacz celu LPC-1. Fot. M.Dura

Układ podświetlania LPC-1 jest oparty na laserze neodymowo-yagowym (Nd:YAG), pracującym na fali o długości 1,064 μm, którego sygnał jest kodowany, składając się z odpowiednio rozsuwanych w czasie impulsów o długości 15± 5 ns (przez co tylko on może być „odczytany” przez głowicę nakierowywanego pocisku). Przy czym programowanie sekwencji impulsów PRT (Pulse Repetition Time) może być zgodnie z dokumentem standaryzacyjnym NATO STANAG 3733. Odbywa się to zdalnie - z centrum kierowania ogniem, albo ręcznie (przez operatora) - z wykorzystaniem trzech cyfrowych pokręteł na płycie tylnej urządzenia (na podstawie informacji przekazanej drogą radiową).

Wymienne moduły celownicze (luneta celownicza, kamerę dzienna, termowizyjna lub noktowizor) są montowane na zewnętrznych szynach montażowych (typu Picatinny - zgodnych z dokumentem STANAG 2324) natomiast samo kontrola  urządzenia odbywa się tylko z wykorzystaniem wbudowanego wyświetlacza OLED (który informuje dodatkowo o sposobie sterowania zdalnym/ręcznym) oraz zobrazowuje dane pomiarowe).

Czy powszechne wprowadzenie amunicji precyzyjnej do polskiej armii jest w ogóle możliwe?

Uruchomienie programu wyposażania polskich sił zbrojnych w amunicję naprowadzaną laserowo wymaga takiego samego podejścia, jakie MON ma w odniesieniu do przenośnych, przeciwlotniczych zestawów krótkiego zasięgu „Piorun”. Oczywiście pociski naprowadzane laserowo są wielokrotnie droższe od standardowych, ale trzeba pamiętać, że APR to tak naprawdę rakiety: z własnym napędem i systemem naprowadzania.

Wprowadzenie ich do wojsk nie musi jednak odbywać się poprzez jednorazowy zakup wielkiej partii amunicji, ale systematyczne wprowadzanie kilkuset pocisków rocznie (minimum dwustu), co utrzyma moce produkcyjne i da zakładom przemysłowym możliwość dalszego rozwijania dostarczanego systemu uzbrojenia. Pozytywne efekty takiego działania widać w przypadku pięcioletniego kontraktu w sprawie „Piorunów”. Decyzja MON pozwoliła bowiem polskim zakładom zbrojeniowym przygotować i rozplanować produkcję, co automatycznie zmniejszyło jej koszty.

Podobne oszczędności można uzyskać w przypadku wieloletniego zamówienia amunicji precyzyjnej naprowadzanej laserowo. W porównaniu do rozwiązań zachodnich tego typu pociski będą na pewno kilkakrotnie tańsze, a w osiągach jeżeli nie lepsze, to na pewno nie gorsze. Programy APR i „Pirat” to dodatkowo źródło technologii, które można w przyszłości zaadoptować w zupełnie nowych programach.

Przekładem jest układ IMU z granatów moździerzowych APR 120, który można wykorzystać jako podstawę do opracowania każdego innego pocisku. Według polskich inżynierów może być on precyzyjniejszy od tego układu, jaki zastosowano w lądowych, amerykańskich zestawach HIMARS. W taki sposób postąpili specjaliści z Biur Konstrukcyjnych „Łucz” i „Piwdiennie”, którzy po opracowaniu pocisku moździerzowego, wprowadzili podobne rozwiązania w systemie rakietowym „Wilcha” („Olcha”), zbudowanym na bazie wyrzutni BM-30 „Smiercz”. Uzyskali w ten sposób system precyzyjnego rażenia kalibru 300 mm (naprowadzanego według nawigacji satelitarnej).

W taki sam sposób można teraz postąpić w przypadku polskich wyrzutni rakietowych ognia salwowego kalibru 122 mm. Istnieje przecież blok sterów kalibru 155 mm, dla kalibru 120 mm (z moździerza) i dla kalibru 70 mm (dla Pirata). Ich zaadoptowanie może pozwolić np. na szybkie opracowanie pakietu modernizacyjnego dla pocisków rakietowych odłamkowo-burzących 122 mm „Feniks” HE tworząc z nich broń precyzyjną, podobną jeżeli chodzi o celność, a niewątpliwie tańszą od rakiet systemu HIMARS. W podobny sposób postąpił np. izraelski koncern Rafale opracowując zestaw modernizacyjny EPIK (Electro-Optical Precision Integration Kit) dla amunicji 122 mm.

image
Zestaw modernizacyjny EPIK (Electro-Optical Precision Integration Kit) opracowany przez izraelski koncern Rafale pozwala na przerobienie rakiet niekierowanych kalibru 122 mm na amunicje precyzyjną. Fot. M.Dura

Polska ma dodatkowo możliwość wyboru sposobu naprowadzania. Może bowiem wykorzystać system laserowy, jak również na podczerwień. Taki rozwój można zacząć np. w odniesieniu do pocisków APR 155 wydłużając go i dodając silnik marszowy. Pocisk armatni zmieni się w ten sposób w precyzyjny pocisk rakietowy o zasięgu zależnym od zastosowanego silnika (którego opracowanie leży w możliwościach polskiego przemysłu). Polska armia otrzymałaby w ten prosty sposób odpowiednik np. pocisków przeciwpancernych Hellfire o nieco mniejszym zasięgu (około 5 km).

Na bazie technologii wypracowanych w trakcie programu „Pirat” można również dopracować rakietę przeciwlotniczą krótkiego zasięgu PK-6 zaprojektowaną przez Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem-Mesko, wraz ze spółką MESKO S.A. oraz zmodernizować rakiety „Piorun”, w taki sposób by mogły one przechwytywać cele już w trakcie lotu. Obecnie „Pioruny muszą bowiem „widzieć” obiekt ataku przed opuszczeniem wyrzutni. W możliwości polskiego przemysłu jest jednak wstępne naprowadzanie rakiety po starcie realizowane np. w wiązce laserowej (metodą LOSBR).

Teoretycznie taki zestaw już istnieje np. w mobilnych zestawach „Poprad”. Są one bowiem wyposażone w system obserwacji (radar wstępnego wykrycia, kamery, system śledzenia obiektów) pozwalający na doprowadzenie pocisku w wiązce laserowej do momentu włączenia w nim własnej głowicy naprowadzania. Daje to np. możliwość przejścia przez chmury, ponieważ promieniowanie laserowe może być mocniejsze. Problemem nie jest także „zgubienie” w locie wiązki laserowej LOSBR, ponieważ wtedy pocisk automatycznie włącza swoją głowice i rozpoczyna skanowanie przestrzeni w poszukiwaniu celu. Takie rozwiązanie nie tylko zwiększa zasięg działania, ale poprawia również skuteczność ataku.

image
Przykładowa wieloelementowa struktura detekcyjna rakiety przeciwlotniczej naprowadzanej na podczerwień opracowana i wykonana w Polsce. Fot. Telesystem-Mesko

Jeżeli do tego wprowadzi się w „Piorunach” multispektralną głowicę naprowadzania, która już została opracowana i badana w Telesystem-Mesko (głowicę taka podobno wprowadzili Rosjanie w zestawach klasy MANPADS – „Wierba”), to uzyskany zostanie zupełnie nowy system uzbrojenia, który rzeczywiście nie będzie miał swoich odpowiedników na świecie. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że prace nad bardzo trudną do zakłócenia głowicą multispektralną osiągną w tym roku w Polsce poziom szósty.

Do wykorzystanie tego potencjału wystarczyłaby analiza możliwości polskiego przemysłu, opracowanie uwzgledniającego te zdolności planu modernizacji Wojsk Lądowych oraz realizacja zakupów w ramach takich kontraktów, jakie zawarto na dostawę zestawów „Piorun”.

Komentarze