Defence24.pl - wojsko, przemysł, bezpieczeństwo, geopolityka

Środowy przegląd prasy:Prace nad polskim rejestratorem skażeń kosztowały 6 mln - Armia wybrała francuskie odpowiedniki; Budowa OPL-szansa dla polskiego przemysłu; "W weekend komandosa nie da się wyszkolić"- eksperci krytycznie o Oddziałach Specjalnych NSR

Fot. por. Martyna Fedro-Samojedny/4 kpzmot, st. szer. Łukasz Kermel/17WBZ/ http://www.zoom.mon.gov.pl/
Fot. por. Martyna Fedro-Samojedny/4 kpzmot, st. szer. Łukasz Kermel/17WBZ/ http://www.zoom.mon.gov.pl/

Środowy przegląd prasy

Polityka, Skażone procedury, Juliusz Ćwieluch: "Na stworzenie polskiego rejestratora skażeń wydano z budżetu państwa prawie 6 mln zł. Na kilka miesięcy przed ukończeniem prac armia postanowiła kupić francuskie odpowiedniki. Ręczny rejestrator skażeń chemicznych mieści się w małej walizeczce. Wygląda jak spora latarka z dzióbkiem. I dla wojska malowany jest na obowiązkowy zielony kolor. Taki światowej klasy waży w okolicach 3 kg. Ale kosztuje tyle co dobrej klasy samochód. Średnio 100 tys. zł za sztukę. Wojsko ustaliło, że przy takim zapotrzebowaniu i kosztach warto postawić na produkt polski. Tym bardziej że akurat w tej dziedzinie polskim naukowcom szło całkiem nieźle. Finansowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii (WIChiR) pracował nad tego typu urządzeniami już od ponad 20 lat. Stworzył nawet własną bazę próbników gazów bojowych. Trudno oszacować koszty, ale przez lata z kasy państwa poszły na ten cel miliony. Efekty były zadowalające, skoro w 2012 r. w czasie Międzynarodowego Salonu Obronności w Kielcach Instytut dostał nagrodę Prezydenta RP. W branżowej prasie chwalono ich prototypy za innowacyjność. Polacy opracowali własną, unikalną metodę badania skażeń. (...) 18 grudnia 2012 r. NCBiR podpisało umowę na stworzenie ręcznego rejestratora skażeń. Przewidziano, że w trzech transzach konsorcjum (WIChIR, WB Electronic i Galwes Sp. z o.o.) wykonujące projekt dostanie 5,9 mln zł. W zamian do 18 grudnia 2014 r. dostarczy dokumentację gotowego i przebadanego urządzenia. Żeby nie powtarzać wcześniejszych błędów, wojsko zagwarantowało sobie pełny wgląd w projekty na każdym etapie ich realizacji  (...) Radość prezesa Wojciechowskiego trwała do 3 kwietnia. Wtedy ze strony unijnego publikatora zamówień publicznych dowiedział się, że polska armia zamierza kupić bez przetargu 550 ręcznych rejestratorów skażeń. Zakupy będą realizowane wiatach 2014-17. A część sprzętu trafi do magazynów na wypadek sytuacji nadzwyczajnej. Żgodnie z informacjami zawartymi w zamówieniu przyjęto formę bezprzetargową, bo zamówienie "dotyczy wznowienia dostaw" francuskich rejestratorów AP4C. Uzasadniano również, że "zmiana wykonawcy mogłaby zobowiązać Zamawiającego do nabywania przyrządów o innych właściwościach technicznych, co powodowałoby konieczność poniesienia dodatkowych kosztów wynikających z prowadzenia testów i badań nowego sprzętu". (...) Sprawą zainteresował się już Czesław Mroczek, wiceminister obrony odpowiedzialny za zakupy dla armii. Zażądał pełnej dokumentacji tego zakupu. A i wojskowi nie są już tak przekonani, że to była przemyślana decyzja. - Umowa jeszcze nie została ostatecznie podpisana. Planujemy ją tak skonstruować, żeby zakupy w każdej chwili można było przerwać i kupować polski produkt, jeśli będzie równie dobry - zapewnia jedna z osób zaangażowana w ten przetarg."

 

Rzeczpospolita, Szansa dla polskiego przemysłu, Z Marillyn A. Hewson - prezes i CEO Lockheed Martin Corporation rozmawia Marcin Piasecki

"Co Lockheed Martin chce zaproponować Polsce?
Z uwagą śledzimy wasz program dotyczący obrony przeciwrakietowej. Od dziewięciu lat pracujemy wraz z MEADS International nad najbardziej nowoczesnym systemem tego rodzaju, systemem nowej generacji, spełniającym wszystkie wymagania NATO i wymagania pola walki. Program pochłonął już ponad 4 miliardy dolarów, uczestniczą w nim Niemcy i Włosi. To byłaby również wielka szansa dla polskiego przemysłu.
Czyli?
Gdyby Polska wybrała MEADS, polski sektor obronny stałby się pełnoprawnym partnerem programu. W Polsce powstawałyby elementy systemu na potrzeby innych krajów.
Kupilibyście polskie firmy 
Nie - MEADS powierzyłby im produkcję. Powtarzam: bylibyście kluczowymi partnerami.
A konkretne liczby 
Polski program antyrakietowy ma mieć wartość 5 miliardów dolarów w ciągu najbliższych dziesięciu lat. W przypadku MEADS nie mniej niż 40 procent całkowitej wartości programu zostałoby powierzone polskiemu przemysłowi, czyli około 2 miliardów dolarów. I do tego możliwości eksportowe. Szacujemy światowe możliwości rynkowe MEADS na 100 miliardów dolarów, według naszych prognoz zainteresowanych byłoby około 20 państw.
Czy polski przemysł jest na to przygotowany 
Jestem w Warszawie, mam spotkania z jego przedstawicielami. Wyglądają obiecująco, aczkolwiek będziemy musieli bardzo precyzyjnie przedyskutować możliwości realizacji konkretnych elementów systemu.
Pytam dlatego, że nasze doświadczenia dotyczące offsetu przy kupnie F-16 były mieszane.
Chcę podkreślić, że w ramach programu F-16 wypełniliśmy wszystkie offsetowe zobowiązania. Macie jedne z najbardziej nowoczesnych F-16 na świecie, macie bardzo silne partnerstwo z amerykańskimi siłami powietrznymi. To niewątpliwe korzyści dla Polski z tej transakcji: nastąpił skok jakościowy. Jesteśmy przekonani, że wasz przemysł podoła ewentualnej kooperacji przy MEADS, jak i zresztą przy innych ewentualnych programach. Tu już nie mówimy o doraźnych działaniach związanych z offsetem, lecz o długoterminowym, strategicznym partnerstwie."

Dziennik Polski, Komandosi z doskoku, czyli rezerwa pobawi się w GROM, Piotr Subik: "Oddziałów specjalnych Narodowych Sił Rezerwowych jeszcze nie ma, a już ich żołnierzy nazywa się "partyzantami". - Nie wyobrażam sobie, że komandosi skoczą na spadochronach, na ziemi będą czekać na nich jacyś partyzanci i ramię w ramię pójdą w bój. Takie rzeczy można włożyć między bajki -mówi publicysta militarny i ekspert ds. wojsk specjalnych Jarosław Rybak.
To reakcja na zapowiedź komendanta-rektora Akademii Obrony Narodowej (AON) gen. Bogusława Packa o utworzeniu Terenowych Oddziałów Specjalnych Narodowych Sił Rezerwowych. Miałyby być powołane we wszystkich województwach, podlegałyby Wojewódzkim Sztabom Wojskowym i liczyły 10 tysięcy żołnierzy. Szkoliliby ich instruktorzy Wojsk Specjalnych. - Rezerwiści w czasie konfliktu zbrojnego działaliby jako formacje zbrojne, wspierające oddziały specjalne. Zadania mieliby w części podobne do obrony terytorialnej, a w części o charakterze specjalnym i antydywersyjnym, zbliżonym do działań wojsk specjalnych - mówił gen. Bogusław Pacek podczas prezentacji planów reformy NSR przygotowanych przez zespół ekspertów AON. Szczegóły nowego pomysłu na rezerwistów poznały na razie jednak tylko MON i Sztab Generalny. Ale już o członkach tych oddziałów mówi się "partyzanci". - To jakieś nieporozumienie, bo Wojska Specjalne kojarzą się z najwyższym poziomem wyszkolenia, gotowości do działania. Wrzucanie ich do jednego worka z rezerwistami to absurd -zwraca uwagę gen. Piotr Makarewicz, były dyrektor Departamentu Kontroli MON i b. zastępca dowódcy Krakowskiego Okręgu Wojskowego. Na blogu internetowym regularnie krytykuje on polską armię pod rządami ministra Tomasza Siemoniaka. Podobnie odebrano zapowiedź gen. Packa w krakowskim Centrum Operacji Specjalnych, które odpowiada za dowodzenie polskimi jednostkami specjalnymi m.in. w Afganistanie. - Nikt z nami na ten temat nie rozmawiał. W czym mieliby nam pomagać "harcerze" z NSR Nie będziemy sobie brali garba na plecy - mówi "Dziennikowi Polskiemu" anonimowo jeden z oficerów COS. (...) Podobny problem widzi Jarosław Rybak: - Tak naprawdę nie wiem, na czym miałoby polegać takie szkolenie. Każdy, kto zna Wojska Specjalne, wie, że w weekend komandosa nie da się wyszkolić. To kwestia wzajemnego poznawania się ludzi, żeby byli partnerami. Poza tym nie wiadomo, na czym miałoby polegać wspieranie komandosów przez żołnierzy z NSR: czy na wspólnym działaniu, czy na przechowywaniu ich w stodołę i przynoszeniu bochenka chleba."

Nasz Dziennik, Ręka na kurku, Artur Kowalski: "Na wypadek zakłóceń w dostawach gazu jesteśmy przygotowani - twierdzi premier Donald Tusk. Rosyjski Gazprom zażądał od Ukrainy uregulowania rachunków, zapowiadając, że od 3 czerwca będzie dostarczał gaz, za który otrzyma zapłatę z góry. Gdy w minionych latach Rosjanie parokrotnie zakręcali kurek z gazem Ukraińcom, zakłócone tyły dostawy gazu z Rosji gazociągiem biegnącym przez Ukrainę również do naszego kraju. Kolejny kryzys gazowy zdaje się kwestią najbliższych tygodni. Rosyjski Gazprom jasno dał do zrozumienia, że Ukrainie ponownie zakręci kurek z gazem, jeśli nie ureguluje ona zobowiązań za odebrany surowiec. Premier starał się wczoraj przekonywać, że możliwe ograniczenie dostaw gazu do naszego wschodniego sąsiada nie stanowi dla Polski z punktu widzenia naszych odbiorców surowca wielkiego problemu. - W przypadku Polski jesteśmy zabezpieczeni. Nie sądzę, żeby Polska była obiektem blokady gazowej, ale na wypadek nawet jakichś drastycznych perturbacji Polska jest przygotowana, jeśli chodzi o zapas gazu oraz inne kierunki dostarczania gazu. I nawet jeżeliby coś złego się zdarzyło w tej kwestii, to Polacy nie odczują tego na własnej skórze - powiedział Tusk podczas konferencji po posiedzeniu Rady Ministrów."

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.