Siły zbrojne

USA: Podwodne Harpoony wracają do łask [WIDEO]

Załadunek kapsuły z rakietą Harpoon na okręt podwodny USS „Olympia” 3 lipca 2018 roku podczas manewrów RMPAC. Fot. S.Griffin/US Navy
Załadunek kapsuły z rakietą Harpoon na okręt podwodny USS „Olympia” 3 lipca 2018 roku podczas manewrów RMPAC. Fot. S.Griffin/US Navy

Amerykanie rozpoczęli negocjacje z koncernem Boeing, mające określić stałą cenę naprawy, modernizacji i ponownej certyfikacji podwodnej wersji rakiet przeciwokrętowych Harpoon, które wcześniej utraciły resurs ze względu na wiek i zostały wycofane. Zmodernizowane i sprawdzone pociski mają ponownie wejść na uzbrojenie atomowych okrętów podwodnych typu Los Angeles.

Amerykańska marynarka wojenna już dawno planowała wprowadzenie nowej generacji rakiet przeciwokrętowych, które zastąpiłyby opracowane jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych pociski Harpoon. Rakiety te były oczywiście cały czas modernizowane, ale nawet najnowsze wersje wyraźnie odstawały od tego, czego rzeczywiście potrzebowałyby siły morskie w czasie współczesnego konfliktu zbrojnego. Konieczność wymiany Harpoonów była najbardziej odczuwalna w przypadku pocisków przystosowanych do odpalania z zanurzonych okrętów podwodnych typu Los Angeles (SSN-688).

Ostatni z nich wszedł bowiem do służby w 1996 roku (USS „Cheyenne”), a więc rakiety przeciwokrętowe wprowadzone wraz z nim mają już 22 lata. Na innych jednostkach typu Los Angeles w linii jest jeszcze gorzej, ponieważ najstarsze z nich były przejmowane do US Navy w 1984 roku. Rakiety przeciwokrętowe traciły wiec resursy, ostatecznie zostały wycofane z okrętów podwodnych, a prace nad ich następcami były cały czas opóźniane.

image
Fot. US Navy

Wymianie nie sprzyjała również nowa taktyka amerykańskiej floty podwodnej, która w pierwszej kolejności nastawiała się na działanie w kierunku lądu. Zagrożenie ze strony okrętów było traktowane jako drugorzędne i zakładano, że do eliminowania ewentualnego niebezpieczeństwa wystarczy jedynie uzbrojenie torpedowe. Sytuację zmieniła rozbudowa chińskiej marynarki, która w pewnym momencie przestała być tylko flotą przybrzeżną i zaczęła przygotowywać się do działania na oceanach, w tym przede wszystkim na Pacyfiku i Oceanie Indyjskim. Stała się więc takim samym zagrożeniem dla US Navy, jakim wcześniej były radzieckie siły morskie. W takiej sytuacji zwalczanie celów nawodnych stało się równie ważnym zadaniem dla amerykańskich okrętów podwodnych, jak uderzenia na cele lądowe (zgodnie z tzw. polityką Tomahawków).

Biorąc pod uwagę brak możliwości wprowadzenia czegoś nowego, wojenna USA stanęła przed koniecznością przedłużenia życia Harpoonów poprzez przeprowadzenie ich remontu, naprawy, modernizacji i ponownej certyfikacji dla potrzeb atomowych, uderzeniowych okrętów podwodnych typu Los Angeles.

Wykonawcą tych prac może być tylko koncern Boeing. Prowadzące całą sprawę biuro ds. uzbrojenia precyzyjnego (Precision Strike Weapons Program Office) z dowództwa systemów powietrznych lotnictwa morskiego NAVAIR (Naval Air Systems Command) ma więc za zadanie tak naprawdę nie wybór oferenta, ale jedynie wynegocjowanie w 2019 r. akceptowalnej, stałej ceny realizowanych prac. Zadanie może być jednak kosztowne, ponieważ chodzi zarówno o modernizację pocisków z wersji Harpoon Block IC (HIC) do wersji HIG, HII lub HII+ jak i o certyfikowanie kapsuł, którymi te pociski są wynoszone na powierzchnię.

Rakiety przeciwokrętowe przeznaczone dla okrętów podwodnych są bowiem przechowywane w wodoszczelnych kontenerach-kapsułach, wielkością i kształtem przypominających torpedę i przystosowanych do wyrzucania z podwodnych wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm (stąd nazwa tych rakiet "ENCAP" - encapsulated). Kapsuły te nie mają własnego napędu, a wypływają na powierzchnię dzięki dodatniej pływalności. Pomagają w tym specjalne stery, zapewniające odpowiedni kąt wynurzania się z wody. Po wyjściu kapsuły na powierzchnię, jej część nosowa jest odrzucana przez mały silnik rakietowy i znajdujący się wewnątrz pocisk jest wystrzeliwany w powietrze (wysuwając się z kapsuły po specjalnych prowadnicach).

image
Załadunek kapsuły z rakietą Harpoon na okręt podwodny USS „Olympia” 3 lipca 2018 roku podczas manewrów RMPAC. Fot. S.Griffin/US Navy

Cały zestaw okrętowy Harpoon był projektowany, produkowany i integrowany tylko przez koncern Boeing. Amerykańska marynarka wojenna doskonale więc wie, że jest to jedyna firma, która ma sprzęt, wiedzę i doświadczenie potrzebne by wyjąć rakiety Harpoon z kapsuł, dokonać ich przeglądu, rozłożyć je, wyremontować, zmodernizować, sprawdzić silniki rakietowe, zmontować, przetestować i ponownie zamknąć w kontenerach-kapsułach. Wcześniej nie było z tym problemu, ponieważ pociski w miarę wygaszania resursów były po prostu usuwane z okrętów i magazynowano je do czasu recyklingu.

Pierwszym sygnałem zmiany priorytetów było odpalenie rakiety Sub-Harpoon z okrętu podwodnego USS „Olympia” (SSN-717) podczas ćwiczenia morskiego RIMPAC u wybrzeży Hawajów w 2018 r. Był to pierwszy taki przypadek od 1997 r., a więc momentu, gdy rakiety Harpoon tego typu wycofano z okrętów podwodnych. Pocisk wystrzelony z USS „Olympia” uderzył w cel, którym były, duży okręt desantowy typu Newport – ex. USS  „Racine”. Obiekt ten był atakowany w sumie sześcioma rakietami Harpoon wystrzelonymi również z amerykańskich i australijskich samolotów patrolowych P-8 Poseidon i singapurskiej fregaty RSS „Tenacious”, japońskimi rakietami Type 12 odpalonymi z baterii nabrzeżnych oraz ciężką torpedą Mk 48 z okrętu podwodnego USS „Olympia”.

Decyzja o powrocie do wykorzystania Harpoonów na okrętach podwodnych może stanowić duże zaskoczenie dla specjalistów, którzy śledzą proces rozwoju rakiet w amerykańskiej marynarce wojennej. Takie działanie przeczy bowiem dotychczasowemu sposobowi prowadzenia w USA programów zbrojeniowych, które z zasady miały zawsze spełniać potrzeby wszystkich ewentualnych użytkowników. Tak było np. z programem nowej generacji rakiet przeciwokrętowych dalekiego zasięgu LRASM (Long Range Anti-Ship Missiles). Ich wprowadzenie do operacyjnych jednostek lotniczych rozpoczęło się 18 grudnia 2018 r., początkowo dla samolotów bombowych B-1, a od 2019 r. również dla samolotów pokładowych F/A-18 Super Hornet. Jednocześnie trwały prace w koncernie Lockheed Martin nad przystosowaniem tych pocisków do odpalania z wyrzutni pionowego startu, które są na wyposażeniu amerykańskich niszczycieli typu Arleigh Burke oraz krążowników typu Ticonderoga i Zumwalt. Nieprawdziwe okazały się jednak przypuszczenia, że takie same działania są realizowane w odniesieniu do okrętów podwodnych.

Decyzja o „reanimowaniu” Harpoonów może być także sygnałem, że amerykańska marynarka wojenna nie będzie w sposób kompleksowy wprowadzała na swoje uzbrojenie innych rakiet przeciwokrętowych - typu NSM (Naval Strike Missile) proponowanych wspólnie przez koncerny Raytheon i Kongsberg. Może się więc okazać, że będzie to uzbrojenie ewentualnie przeznaczone jedynie na mniejsze jednostki pływające US Navy, w tym przede wszystkim na okręty do działań przybrzeżnych LCS i w przyszłości na nowe fregaty, które mają powstać w ramach programu FFG(X). Zabezpieczaniem potrzeb floty podwodnej będzie się natomiast nadal zajmował koncern Boeing.

Decyzja o przywróceniu do służby Harpoonów może być związana również z możliwością uzyskania ewentualnych zamówień ze strony australijskich i hiszpańskich sił morskich dla budowanych tam nowych okrętów podwodnych.

Komentarze