- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
Royal Navy zrywa z alkoholem i tradycją [KOMENTARZ]
Brytyjska marynarka wojenna ogranicza marynarzom ilość alkoholu, który mogą spożywać w czasie działań na morzu. Tradycjonaliści biją na alarm.
Autor. Royal Navy/Wikipedia
Według nowych ustaleń rządowych, brytyjscy marynarze mają obecnie zakaz spożywania alkoholu przez co najmniej dwa dni w tygodniu, przy jednoczesnym ograniczeniu tygodniowego przydziału do czternastu jednostek alkoholu (każda jednostka to 10 ml lub 8 g czystego alkoholu), co odpowiada sześciu pintom piwa (3,4 litra). W ten sposób zastąpiono obowiązującą dotychczas w całych siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii tradycyjną zasadę „dwóch puszek” („two-can rule”), wprowadzoną dla podniesienia morale w czasie działań operacyjnych.
Jednak zasada ta była równoważna z przyzwoleniem na spożycie 21 jednostek alkoholu tygodniowo, co jest o jedną trzecią więcej niż rekomendowany przez państwową służbę zdrowia w Wielkiej Brytanii NHS (National Health Service) limit wynoszący 14 jednostek. Pomysł ograniczenia dostępu do alkoholu nie wynikał jednak jedynie z wytycznych NHS. Na poważny problem z piciem alkoholu na pokładzie jednostek pływających Royal Navy wskazuje również raport „Polityka alkoholowa na pokładach okrętów” (Alcohol Policy Onboard Ships) opracowany przez samą brytyjską marynarkę wojenną.
Wskazano w nim m.in. na konieczność zrobienia czegoś z przyzwoleniem na sprzedawanie piwa w kantynach okrętowych. Szeregowi marynarze mogli bowiem zakupić dziennie trzy puszki piwa o pojemności pół pinty (około 284 ml), a w przypadku podoficerów i oficerów takich ograniczeń nie było w ogóle. Na okrętach jest to o tyle niebezpieczne, że w wielu przypadkach do działania potrzebna jest natychmiast cała załoga, a nie tylko dyżurna wachta. Alkohol mógł spowodować, że takie alarmowe działanie mogłoby być utrudnione lub nawet niemożliwe.
Kolejny krok do pełnej prohibicji w Royal Navy
Ograniczenie ilości dopuszczalnych pint na okrętach jest kolejnym krokiem do wprowadzenia całkowitej abstynencji w czasie rejsów dla załóg. Pierwszą „rewolucją alkoholową” była rezygnacja z trzystuletniej tradycji picia dziennej porcji rumu, którą określa się jako tot. Ostatnia taka codzienna racja rumu w Royal Navy została wydana 31 lipca 1970 roku i ten dzień przeszedł do historii jako Black Tot Day. „Czarny dzień”, ponieważ uważano, że w ten sposób likwiduje się ważny element morskiej tradycji, z której słynie Royal Navy.
Autor. Brytyjskie ministerstwo obrony
W rzeczywistości usunięto coś, co wcześniej wprowadzono na okrętach z przymusu. Kilkaset lat temu na brytyjskich okrętach był bowiem poważny problem z czystą wodą, która po prostu psuła się w drewnianych beczkach. Dlatego marynarze otrzymywali dziennie nawet osiem pint dość słabego piwa. Później wprowadzono zasadę wydawania dziennie pół pinty rumu lub brandy, które od 1740 roku zaczęto rozcieńczać wodą w stosunku cztery do jednego.
Ponieważ zasadę tę wprowadził admirał Edward Vernon, znany w służbie z przydomka „stary Grog”, to od tego czasu mieszanka rumu i wody stała się znana jako grog. Alkohol był także przydatny, by nieco złagodzić smak soku z limonki z drewnianych beczek, który również był wydawany brytyjskim marynarzom w czasie długich rejsów.
Rum był też swego rodzaju nagrodą dla marynarzy za sukcesy i jako zachęta przed ciężką pracą. Stąd właśnie pochodzi tradycyjny rozkaz „Splice the Mainbrace” (w kodzie sygnałowym BRAVO-XRAY) stosowany na okrętach Royal Navy w celu wydania załodze dodatkowej porcji rumu. Rozkaz ten dotyczył bowiem pracy na głównym olinowaniu na żaglowcach, która należała do najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych, szczególnie w złych warunkach atmosferycznych. Od 1773 roku ten tradycyjny rozkaz jest również wydawany z okazji narodzin członka rodziny królewskiej, wizyty monarchy na okręcie, zwycięstwa w bitwie lub w wojnie.
Obecnie te powody, dla których wprowadzono piwo i rum na brytyjskich okrętach, już nie istnieją, jednak zgoda na picie napojów alkoholowych pozostała. A efekt tego jest taki, że w ocenie samej marynarki wojennej prawie połowa (48%) brytyjskich marynarzy spożywa obecnie nadmierne ilości alkoholu. Według admiralicji taka sytuacja może znacząco obniżyć możliwości operacyjne okrętów. Pierwszym krokiem na drodze do naprawienia tej sytuacji ma być obowiązkowa dwudniowa prohibicja i pozwolenie na ewentualne spożycie 14 jednostek alkoholu w tygodniu.
To, co uznaje się już za sukces, oznacza jednak nadal zgodę na wypicie przez każdego marynarza 300 ml wódki tygodniowo.
Po co alkohol na okrętach?
Dyskusja, jaka w tej sprawie toczy się w Royal Navy, wywołuje zdziwienie w innych marynarkach wojennych na świecie. W Polsce na przykład jest w ogóle zakaz picia alkoholu w jednostkach wojskowych, w tym również na okrętach działających na morzu. Podobnie jest w amerykańskiej marynarce wojennej, gdzie obowiązuje pełna prohibicja na jednostkach pływających. Od 1914 roku w US Navy istnieje jednak tradycja, że okręty spędzające poza portem ponad 45 dni mogą zorganizować w czasie rejsu tzw. „dzień piwa” (beer day), w którym marynarze - dla poniesienia morale, mogą wypić dwie puszki napoju alkoholowego.
W Royal Navy, słynącej z wprost obsesyjnego przywiązania do tradycji, sprawa jest jednak o wiele trudniejsza. Dlatego wprowadzanie prohibicji na okrętach realizuje się stopniowo. Poza ograniczeniem jednostek alkoholu zamierza się również wprowadzić do kantyn okrętowych większy wybór napojów bezalkoholowych i niskoalkoholowych. Zamierza się również „promować odpowiedzialne nawyki związane z piciem”, chociaż jest to najbardziej wykpiwany element działań.
Tak naprawdę najbardziej mogą pomóc nowi marynarze, którzy często sami preferują zdrowy styl życia i siłownię zamiast barów tradycyjnie „wypełnionych dymem z papierosów”. Dodatkowo dochodzi do tego też świadomość niebezpieczeństwa, szczególnie widoczna na okrętach podwodnych. Tam praktycznie panuje jednomyślność, jeżeli chodzi o zakaz spożywania alkoholu w ogóle. Każdy z podwodników zdaje sobie bowiem doskonale sprawę, że nieobecność nawet jednej osoby w sytuacji awaryjnej może spowodować śmiertelne zagrożenie dla całej załogi.
Zaktualizowana polityka jest zgodna z zaleceniami głównego lekarza Wielkiej Brytanii, gwarantując, że nasi ludzie pozostają w dobrej kondycji do realizowania operacji morskich i spełniają współczesne standardy wojskowe i cywilne. Priorytetem jest również zdrowie naszych ludzi, które jest najważniejsze i zapewnienie im gotowości do reagowania na dynamiczne wyzwania operacji morskich, a jednocześnie umożliwienie im czerpania przyjemności z odpoczynku.
Kmdr Serena Brotherton - rzecznik Royal Navy
Jest bardzo prawdopodobne, że do takiego samego wniosku już niedługo dojdą marynarze służący na okrętach nawodnych Royal Navy, szczególnie na tych jednostkach pływających, które działają na niebezpiecznych akwenach – takich jak chociażby Zatoka Perska. Tym bardziej że o niepożądanych skutkach picia alkoholu mówi się coraz głośniej praktycznie wszędzie. Podobny efekt osiągnięto w walce z paleniem tytoniu, które zresztą jest w pewien sposób związane z piciem rumu na brytyjskich okrętach. Racja rumu wydzielana dziennie każdemu marynarzowi nie była bowiem nalewana z miarki, ale z komina główki fajki.
Ta tradycja jednak już na pewno nie wróci.



WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych