Siły zbrojne

Próba „porwania” brytyjskiego sonaru przez rosyjski okręt podwodny?

HMS Northumberland
Brytyjska fregata HMS Northumberland
Fot. Maxine Davies/MoD

Brytyjczycy przyznali się, że pod koniec 2020 roku doszło do kolizji ich fregaty HMS „Northumberland" z niezidentyfikowanym, rosyjskim okrętem podwodnym. Jest bardzo prawdopodobne, że w trakcie zderzenia doszło do próby porwania przez Rosjan linearnego sonaru, który w tym czasie był holowany daleko za brytyjskim okrętem.

Zdarzenie potwierdzone przez brytyjskie ministerstwo obrony miało miejsce na Północnym Atlantyku w czasie rutynowego patrolu fregaty typu 23 HMS „Northumberland". Jednostka ta prowadziła rutynowy patrol przy kole podbiegunowym pomiędzy wybrzeżem Norwegii i Islandii, a więc na trasie przejścia rosyjskich okrętów podwodnych z Floty Północnej z Morza Barentsa na Ocean Atlantycki.

Brytyjska fregata śledziła na radarze jedną z takich jednostek, jednak w pewnym momencie kontakt się urwał. Uznano wtedy, że rosyjski okręt podwodny się zanurzył i by go śledzić zdecydowano się użyć systemów sonarowych. Na wyposażeniu fregat najskuteczniejszym rozwiązaniem do tego rodzaju misji jest pasywno-aktywny sonar holowany typu 2087. Pracuje on na bardzo niskich częstotliwościach, a więc jest idealnym środkiem do wykrywania najnowszej generacji okrętów podwodnych.

Czytaj też

Jego skuteczność jest tym większa że system antenowy holuje się daleko za fregatą, eliminując zakłócenia „własne", a dodatkowo można go zanurzać na głębokość optymalną dla danych warunków hydrologicznych oraz taktyki przyjętej przez tropiony okręt podwodny. Sonar zastosowany na fregatach typu 23 ma dodatkowo tą zaletę, że posiada holowaną antenę pasywno-aktywną. To właśnie podczas jej wykorzystania doszło do zderzenia całego systemu antenowego z niezidentyfikowanym obiektem podwodnym. Z dużym prawdopodobieństwem uznano jednak, że był to rosyjski okręt, którego peryskop był chwilę wcześniej śledzony przez brytyjski śmigłowiec pokładowy ZOP typu Marlin.

Całe zdarzenie zostało zresztą nagrane, ponieważ na brytyjskiej fregacie znajdowała się w tym czasie ekipa filmowa kanału „Channel 5" kręcąc serial „Life at Sea". Nagrano m.in. gorący komentarz załogi, krzyczącej „Co to do cholery było?" \[Dosłownie „What the hell was that?\]. Nie wiadomo, jakie uszkodzenia spowodowała kolizja: zarówno na okręcie podwodnym, jak i na fregacie. Brytyjczycy musieli jednak przerwać misje i powrócić do bazy, by wymienić sonarowy system antenowy. Stwierdzenie „wymienić" może wskazywać, że całą antenę udało się odzyskać, ale wcale nie musi. Brytyjczycy mogą po prostu nie chcieć się przyznać do utracenia anteny, a tym samym do możliwości jej przejęcie przez Rosjan. Dlatego brytyjska marynarka wojenna oficjalnie twierdzi, że do zdarzenia nie doszło specjalnie, a przypadkowo.

Czytaj też

A może nie przypadek tylko rewanż"?

Istnieje jednak całkiem prawdopodobna teoria, że Rosjanie chcieli specjalnie urwać antenę brytyjskiego sonaru. Z jednej strony mieli by w ten sposób wgląd w najnowszą technologię ZOP, do której inaczej nie mieliby dostępu, a z drugiej strony zrewanżowaliby się za podobną akcję, którą przeprowadzili Brytyjczycy w 1982 roku. To właśnie wtedy okręt podwodny HMS „Conqueror" typu Valiant (ten sam który w czasie Wojny Falklandzkiej zatopił argentyński krążownik „General Belgrano"), „ukradł" w tajnej operacji pod kryptonimem Barmaid sowiecki sonar holowany na Morzu Barentsa.

Okręt brytyjski był w o tyle lepszej sytuacji, że Rosjanie wykorzystywali tylko linearny sonar holowany (a nie aktywno-pasywny), którego antena bardzo przypomina ciągnącą się kilkaset metrów linę. Sonar typu 2087 był o tyle trudniejszy do „porwania", że w jego składzie jest bardziej masywny blok aktywny, który jest ciężkim, modułem o wysokości kilku metrów. Ponadto Brytyjczycy twierdzą, że w 2020 roku odzyskali swój system antenowy, chociaż mocno „pokiereszowany".

Czytaj też

Dodatkowo rosyjski okręt podwodny, która prawdopodobnie wziął udział w kolizji z fregatą HMS „Northumberland" nie krył swojej obecności, płynąc początkowo na powierzchni, a więc nie mógł mieć na swoim pokładzie jakiegoś dodatkowego wyposażenia. Z kolei HMS „Conqueror" do swojej misji w 1982 roku był wcześniej odpowiednio przygotowany. Dla „porwania" sowieckiego sonaru zamontowano na nim bowiem m.in. parę zdalnie sterowanych, ciężkich, stalowych ostrzy tnących (dostarczonych przez Amerykanów) oraz zestaw podwodnych kamer telewizyjnych, pozwalających z wnętrza okrętu na śledzenie całej operacji. Operacja ta zresztą była ściśle tajna i dlatego HMS „Conqueror" płynął więc cały czas pod wodą.

Fot. Royal Navy

Brytyjczyków interesował nowy, sowiecki, linearny sonar holowany. Miał on być tajną bronią Związku Radzieckiego w poszukiwaniu i zwalczaniu NATO-wskich okrętów podwodnych, wykrywając wydobywający się z ich wnętrza hałas (np. siłowni) i to na bardzo dużych odległościach. Jest to urządzenie tak czułe, że by uniknąć zakłócania przez własne silniki, trzeba je było holować w odległości kilkuset metrów od okrętu matki. Dawało to Brytyjczykom szansę, by wejść pomiędzy linearny system antenowy, a wykorzystującą go jednostkę pływającą i przeciąć kablolinę, która: utrzymywała ten system w odpowiedniej odległości i głębokości, jak również służyła do przekazywania informacji w czasie rzeczywistym z zanurzonej anteny.

Czytaj też

Zadanie było trudne nie tylko ze względu na konieczność dokładnego manewrowania pod wodą, ale również z powodu samej zasady działania sonaru linearnego. Jest to bowiem urządzenie pasywne, a więc bardzo trudne do lokalizacji. Brytyjczycy musieli więc nie tylko odszukać długą, poruszającą się za sowieckim okrętem antenę, ale również zrobić to unikając wykrycia. Tymczasem Sowieci chwalili się, że ich sonary są w stanie odszukać pod wodą nawet najbardziej wyciszone okręty podwodne.

Najciekawsze w tym wszystkim było to, że holująca antenę sonarową sowiecka, rozpoznawcza jednostka pływająca miała według Brytyjczyków płynąć pod polską banderą. Pomimo tych trudności brytyjski okręt podwodny najpierw odszukał sowiecką jednostkę rozpoznawczą i następnie zlokalizował holowany za nią system antenowy. Operacja była trudniejsza do przeprowadzenia, ponieważ okazało się że kamery zamontowane na HMS „Conqueror" były kompletnie nieprzydatne i nic przez nie było widać.

Czytaj też

Pomimo tego Brytyjczycy posługując się tylko własnym sonarem pasywnym i obliczeniami matematycznymi nie tylko odszukali kablolinę, ale również zbliżyli się do niej na tyle, by ją odciąć i następnie przytrzymać drugą parą szczypiec. Dodatkowo musieli to zrobić zaledwie kilka jardów od holującej system antenowy, sowieckiej jednostki pływającej i to w taki sposób, by wyglądał to na przypadkowe zerwanie.

Cała operacja została przeprowadzona prawdopodobnie już na sowieckich wodach terytorialnych, jednak Brytyjczycy nie tylko uniknęli później wykrycia przez zaalarmowane, sowieckie okręty, ale również umieścili uciętą antenę na pokładzie swojej jednostki z wykorzystaniem nurków. HMS „Conqueror" wrócił następnie skrycie do swojej macierzystej bazy okrętów podwodnych w Faslane w Szkocji. Tam cały sowiecki system antenowy spakowano do samolotu i wysłano do Stanów Zjednoczonych w celu przeprowadzania odpowiednich badań. Powtórzenie takiej operacji przez Rosjan byłoby dla nich niewątpliwie wielkim sukcesem propagandowym.

Komentarze