Siły zbrojne

"Powinniśmy mieć pięć dywizji". Gen. Skrzypczak w programie SKANER Defence24

Fot. Defence24.pl
Fot. Defence24.pl

Powinniśmy mieć pięć dywizji – uważa były dowódca Wojsk Lądowych emerytowany gen. broni Waldemar Skrzypczak. W programie SKANER Defence24.pl ocenił on, że powołanie jednej dodatkowej dywizji nie rozwiąże potencjalnych problemów. – Istotą operacji obronnej powinno być zatrzymanie przeciwnika na wschód od Wisły – powiedział.

Gen. Skrzypczak był gościem programu SKANER Defence24.pl podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach. Było to przed ogłoszeniem decyzji szefa MON Mariusza Błaszczaka o powołaniu 18. Dywizji Zmechanizowanej w Siedlcach, czwartej tego typu jednostki w Wojskach Lądowych. Wyznaczony na dowódcę nowej dywizji gen. bryg. Jarosław Gromadziński w rozmowie z Defence24.pl przedstawił wówczas swoją koncepcję dywizji mobilnej lekkiej.

Pomysł generała Skrzypczaka jest jednak zupełnie inny. – Rozwiązaniem byłoby posiadanie na trudnym do obrony kierunku brzesko-warszawskim takiego potencjału, który będzie przygotowany do tego, żeby Rosjanie musieli pokonywać ten teren w ciężkiej walce – uważa gen. Skrzypczak.

Zmierzam do tego, żeby na tym kierunku była twardo osadzona, być może ciężka dywizja, ale taka, która będzie w stanie "wgryźć się w ziemię", ufortyfikować, nie dopuścić do szybkiego dojścia przeciwnika do rubieży Wisły. Na skrzydłach tej pozycji obronnej, czyli na kierunkach Narew i Biebrza oraz Roztocze, Wieprz i Krzna, powinny być dywizje czy związki operacyjno-taktyczne wysoce manewrowe, w miarę lekkie lub średnie, które będą zdolne do osłony skrzydeł sił broniących się na kierunki Brześć-Wisła.

gen. broni w st. spocz. Waldemar Skrzypczak

Według byłego dowódcy Wojsk Lądowych potrzebne są więc trzy dywizje na kierunku wschodnim, co najmniej jedna do obrony Wybrzeża przed desantem oraz jedna w odwodzie. – Prosty rachunek jest taki, że powinniśmy mieć pięć dywizji – uważa gen. Skrzypczak. Jego zdaniem jedna dodatkowa dywizja nie rozwiązuje problemu.

Były dowódca Wojsk Lądowych przyznał, że dzisiaj nie stać nas na tak rozbudowane siły zbrojne. Dojście do odpowiedniego poziomu powinno być zatem rozłożone na wiele etapów. Natomiast połączenie wysiłku wojsk operacyjnych i Wojsk Obrony Terytorialnej pozwoliłoby w ciągu ośmiu lat zbudować takie zdolności wystarczające do zatrzymania przeciwnika na tyle długo, by NATO zdążyło przyjść nam z pomocą.

Zdaniem generała w razie agresji Rosjanie będą dążyli do zablokowania sił NATO na rubieży jednej z rzek – najprawdopodobniej Odry, ewentualnie Wisły. Uniemożliwiłoby to siłom sojuszniczym szybkie przyjście z pomocą Polsce i państwom bałtyckim.

Według Skrzypczaka Rosjanie, jeśli wywalczą przewagę w powietrzu, potrzebują od ośmiu do dziesięciu dób, aby dojść do Odry i to z uwzględnieniem przeciwdziałania Wojska Polskiego.

W dogodnym terenie na kierunku Brześć-Warszawa – w opinii generała – Rosjanie na pewno będą prowadzili operację zaczepną. – Trzeba się liczyć z operacją połączoną prowadzoną z dużym rozmachem. Główny wysiłek będzie skierowany na Warszawę, połączony z desantami operacyjnymi na Wiśle i z desantem morskim – uważa Skrzypczak.

Istotą prowadzenia strategicznej operacji obronnej przez Polskę do czasu podejścia sił głównych NATO do rejonu operacji powinno być maksymalne zatrzymanie przeciwnika na wschód od Wisły. (...) Jeżeli nam się to nie uda, przeciwnik osiągnie cel swojej operacji, czyli wyjdzie na Odrę. Zatem na wschód od Wisły trzeba mieć taki potencjał, aby móc przeciwnika zatrzymać nawet do ośmiu dób, żeby dać NATO czas na wywalczenie przewagi w powietrzu i podciągnięcie pierwszych jednostek do rejonu operacji.

gen. broni w st. spocz. Waldemar Skrzypczak

Komentarze