- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
„Nieustraszymyj” straszy koło Wielkiej Brytanii. A może rozśmiesza
Autor. Jarosław Ciślak
Zamiast wysyłać fregatę „Nieustraszymyj” w pobliże Wielkiej Brytanii, Rosjanie powinni doholować tam krążownik „Aurora”. Efekt bojowy byłby ten sam, a więc zerowy, a przynajmniej dla Brytyjczyków byłoby ciekawiej.
Półgodzinne ćwiczenia przeprowadzone 20 lipca 2026 roku przez rosyjską fregatę „Nieustraszymyj” (projektu 11540 typu „Jastrieb”) koło Wielkiej Brytanii wzbudziły zadziwiająco duże zainteresowanie medialne. Teoretycznie był do tego powód, ponieważ w ramach manewrów Rosjanie wykonali również pokazowe strzelanie artyleryjskie ostrą amunicją, i to w odległości około 40 mil morskich na południe od Plymouth. Dodatkowo na prośbę wysłaną z rosyjskiej fregaty Brytyjczycy musieli wycofać na większą odległość swój okręt patrolowy HMS „Tyne”, który towarzyszył Rosjanom, pilnując ich podczas rejsu w pobliżu Wielkiej Brytanii.
W zrozumiały sposób budzi to emocje, ale bardziej z powodów politycznych, niż możliwości fregaty. W rzeczywistości należy traktować to ćwiczenie jako pokaz prawdziwej bezsilności Wojennomorskowa Fłota. Nie mając nowoczesnych okrętów nawodnych, Rosjanie wysłali bowiem w stronę Wielkiej Brytanii to, co mieli, każąc rosyjskiej załodze straszyć wszystkich naokoło, strzelając bezsensownie z tego, co działa na tej jednostce, a więc z artylerii lufowej. Przy takim jednak założeniu na ten propagandowy „pokaz siły” można by było również wysłać krążownik „Aurora” z Sankt Petersburga.
Efekt byłby większy, ponieważ fregata „Nieustraszymyj” ma tylko jedną armatę kalibru 100 mm AK-100, a „Aurora” ma aż 8 „dział” kalibru 152 mm i 24 „działa” kalibru 75 mm. Myślę, że pojawienie się tego krążownika koło Wielkiej Brytanii, nawet na holu, wzbudziłoby o wiele większą sensację, a pragmatyczni Anglicy organizowaliby masowe wycieczki, żeby zobaczyć tak znany na świecie okręt i zrobić sobie na jego tle selfie.
Autor. mil.ru
Wartość bojowa fregaty „Nieustraszymyj”
Tymczasem fregata „Nieustraszymyj” ma o wiele mniejszą wartość historyczną, natomiast wcale nie większej wartości bojowej, poza tym, że się jeszcze samodzielnie porusza. I nie ma tu znaczenia, że na pokładzie tego okrętu znajdują się podobno nowoczesne systemy sonarowe i uzbrojenie zwalczania okrętów podwodnych („podobno”, ponieważ nikt nie jest w stanie tego potwierdzić). O wartości fregaty „Nieustraszymyj” decyduje bowiem fakt, że nie ma ona na swoim pokładzie skutecznego systemu obrony przeciwlotniczej.
Z tego właśnie powodu, w razie jakiegokolwiek, faktycznego konfliktu zbrojnego z krajami NATO, fregata „Nieustraszymyj” pozostałaby na morzu tak samo długo jak krążownik „Aurora”, a więc tyle czasu, ile potrzebowałyby na dolecenie do niej natowskie rakiety przeciwokrętowe. W przypadku Bałtyku byłoby to kilkanaście minut, bo tyle potrzeba, by do dowolnego miejsca na tym akwenie dotarły rakiety NSM z polskiej Morskiej Jednostki Rakietowej lub RBS-15 ze szwedzkich wyrzutni nabrzeżnych.
Wartość fregaty „Nieustraszymyj” powinno się więc liczyć jedynie wartością pocisków przeciwokrętowych, jakie trzeba byłoby zużyć, by ją zatopić. W przypadku krążownika „Moskwa” były to tylko dwie ukraińskie rakiety „Neptun”. W przypadku fregaty „Nieustraszymyj” być może potrzeba byłoby tych pocisków użyć więcej, ponieważ tego rodzaju jednostki trzeba wyeliminować od razu, a nie czekać, aż ona sama zatonie z powodu uszkodzeń, tak jak w przypadku „Moskwy”.
Taka ocena nie jest wcale lekceważeniem rosyjskiego okrętu, który w czasie pokoju może wykonywać nadal wiele zadań, np. podczas operacji antypirackich lub w ochronie statków „floty cieni”. Jednak jest to fregata bojowa i powinna być gotowa na działanie w każdym rejonie, również w czasie wojny. Tym bardziej, że „Nieustraszymyj” wchodzi w skład rosyjskiej Floty Bałtyckiej, a więc powinien być przygotowany do operowania na Bałtyku, gdzie w razie faktycznego konfliktu zbrojnego będzie pełno natowskich okrętów, samolotów i rakiet.
Tymczasem rosyjska fregata poza artylerią nie ma żadnych systemów walki, które mogłyby zaszkodzić okrętom nawodnym przeciwnika. „Nieustraszymyj” miał bowiem być uzbrojony w rakiety przeciwokrętowe typu Uran, jednak ich ostatecznie nie otrzymał, pomimo że wyposażono w nie siostrzany okręt „Jarosław Mądry” (który wszedł do służby w 2009 roku, a więc 15 lat po „Nieustraszymym”). W ten sposób rosyjska fregata może zwalczać pirackie łodzie motorowe, ale przegrałaby z podobnymi łodziami wyposażonymi w rakiety, jakie wykorzystuje chociażby irański Korpus Strażników Rewolucji. „Nieustraszymyj” jest praktycznie bezbronny przed nowoczesnymi środkami napadu powietrznego.
Obrona przeciwlotnicza – „pięta achillesowa” rosyjskich okrętów
Największym problemem fregaty „Nieustraszymyj” jest jej system obrony przeciwlotniczej. Teoretycznie na tym okręcie znajduje się wszystko: radary wstępnego wykrywania celów powietrznych, radary kierowania uzbrojeniem, okrętowy system walki oraz rakietowo-artyleryjskie systemy uzbrojenia. Wszystko to jest jednak zbudowane w technologii z lat osiemdziesiątych i nie zostało wymienione w czasie remontu trwającego od 2014 do 2023 roku.
Autor. mil.ru
Oczywiście nikt z zewnątrz nie ma dostępu do prawdziwych możliwości wykorzystywanego na tym okręcie sprzętu. Jednak to, co widać z zewnątrz już pozwala wątpić w możliwości rosyjskiej fregaty. Weźmy np. radar wstępnego wykrywania „Friegat”. Według oficjalnych informacji, podczas dziewięcioletniego remontu zastąpiono sprzęt analogowy cyfrowym. Jednak antena radaru pozostała niezmieniona, a to właśnie ona decyduje o możliwościach konkretnej stacji radiolokacyjnej.
Przykładowo dwie płaszczyzny antenowe, pochylone względem siebie, wskazują, że do pomiaru wysokości zastosowano tzw. wiązkę typu V. Metoda ta jest skomplikowana i przede wszystkim mało dokładna, szczególnie przy celach niskolecących. A tymczasem to właśnie one stanowią największe zagrożenie dla okrętu. Nowoczesne rakiety przeciwokrętowe działają bowiem poniżej pułapu 5 metrów, lecąc nawet na wysokości fal.
I tu dochodzimy do wad podstawowego uzbrojenia rakietowego fregaty „Nieustraszymyj”, a więc systemu 3K95 „Kinżał” (nie należy go mylić z rakietami hipersonicznymi wykorzystywanymi do atakowania Ukrainy). I znowu nie są znane rzeczywiste zdolności tego systemu, jednak zgodnie z opisem może on zwalczać cele lecące od wysokości 10 do 6000 metrów. Nie nadaje się on więc do zwalczania nowoczesnych rakiet przeciwokrętowych lecących o wiele niżej. Nie wiadomo też, czy „Kinżał” jest sprawny, ponieważ rewolwerowy system podawania rakiet od dawna sprawiał Rosjanom problemy techniczne. Na zastosowanie modułowych wyrzutni pionowego startu Rosjanie się jednak nie zdecydowali.
Wcale nie lepiej jest w przypadku rakietowo-artyleryjskiego zestawu przeciwlotniczego 3M87 „Kortik”. System ten został przyjęty na uzbrojenie w 1989 roku i w swoim czasie mógł budzić podziw miłośników luf. „Kortik” ma bowiem na jednej podstawie dwie armaty sześciolufowe kalibru 30 mm oraz może wystrzeliwać osiem rakiet przeciwlotniczych krótkiego zasięgu 9M311-1. Jego słabością jest system kierowania ogniem, który w części antenowej pozostawiono, wymieniając prawdopodobnie jedynie podzespoły elektroniczne, których nie można już było pozyskać w magazynach. Jeżeli więc o wiele nowocześniejszy system przeciwlotniczy Pancyr-M1 nie radzi sobie z atakami ukraińskich dronów, to trudno jest przypuszczać, że „Kortik” zachowywałby się w tym względzie o wiele lepiej.
Autor. mil.ru
Sami Rosjanie zdawali sobie sprawę z ograniczeń, jakie mają fregaty projektu 11540, budując w sumie tylko dwa takie okręty. Są one bowiem bardzo skomplikowane i wadliwe. Warto tylko przypomnieć, że po siedmiomiesięcznym rejsie fregaty „Nieustraszymyj” w rejon Rogu Afryki (w latach 2008 – 2009) okręt ten doznał 20 poważnych awarii, które między innymi zmniejszyły wyraźnie jego prędkość. Fregata więc po powrocie musiała przejść półroczną naprawę, w czasie której wymieniono m.in. wszystkie cztery silniki Diesla, wszystkie agregaty chłodnicze i dwie turbiny.
Wysłanie takiego okrętu w pobliże Wielkiej Brytanii i Francji trzeba więc traktować jako żart, a nie groźbę.


