- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Atak Rosji na NATO? Szefowie służb zabierają głos
Autor. CyberDefence24/Canva
Niedawna eskalacja działań Kremla wywołała w Europie kolejną falę dyskusji na temat potencjalnej agresji Rosji na państwa NATO. Dziennik „The Guardian” zebrał opinie przedstawicieli europejskich służb, pytając ich o ocenę tego zagrożenia.
Ostatnia seria rosyjskich działań, wymierzonych nie tylko w Ukrainę, ale także w państwa NATO, wywołała kolejną debatę na temat zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej. Słowa premiera Donalda Tuska wygłoszone w ubiegłym tygodniu w Sejmie odbiły się szerokim echem w części państw Sojuszu. O potencjalnym wzmożeniu rosyjskich akcji sabotażowych, a nawet kinetycznych, mówił też ostatnio m.in. kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Do słów Tuska bezpośrednio odniósł się premier Norwegii Jonas Gahr Støre, oświadczając, że ostrzeżenia polskiego szefa rządu należy traktować poważnie. Powagi sytuacji dodało też niewątpliwie spotkanie zwołane w ubiegły piątek przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, na którym przedstawiał sytuację bezpieczeństwa najważniejszym politykom w kraju.
Rozmowy z szefami wywiadów
W reakcji na te wydarzenia dziennik „The Guardian” opublikował podsumowanie rozmów z szefami sojuszniczych służb wywiadowczych, z którymi dziennikarze gazety spotykali się w ostatnich tygodniach. Wśród rozmówców znaleźli się szef czeskiej BIS Michal Koudelka, dyrektor łotewskiej VDD Normunds Mežviets oraz stojący na czele szwedzkiego wywiadu wojskowego MUST Thomas Nilsson.
Początek artykułu wlewa nieco optymizmu w skołatane europejskie serca. „Nie widzimy oznak zbliżającego się ataku” – mówi wprost Normunds Mežviets. W podobnym tonie wypowiada się przedstawiciel estońskiego MSZ, krytykując osoby siejące panikę w mediach społecznościowych. „Jeśli pojawią się powody, by obawiać się ataku, zapewniam: jasno to zaznaczymy. Do tego czasu zachowajcie spokój, działajcie dalej i wspierajcie Ukrainę” – napisał Jonatan Vseviov na platformie X.
Wykluczenie bezpośredniej, pełnoskalowej agresji Rosji przynosi ulgę, zwłaszcza państwom wschodniej flanki NATO. Brak bezpośredniego (obecnie) zagrożenia wojną nie oznacza jednak, że Europa może czuć się w pełni bezpiecznie.
Michal Koudelka wskazuje, że nie można wykluczyć incydentów na mniejszą, ale groźną skalę – np. lokalnej inwazji na któreś z państw bałtyckich czy masowego naruszenia przestrzeni powietrznej NATO przez drony. Rosja – jego zdaniem – dąży do taktyki „eskalacji w celu deeskalacji”, wywierając presję na Zachód, aby zniechęcić go do dalszej pomocy Kijowowi. Czeski wojskowy zwraca też uwagę na perfidię działań Moskwy, które celowo obciążają zasoby europejskich służb, zmuszanych do weryfikacji licznych przypadków, które nie zawsze mają związek z dywersją.
O próbach zastraszania Europy mówi też Mežviets, zauważając, że Rosjanie coraz częściej biorą na cel infrastrukturę wspierającą Ukrainę (w tym pociągi i węzły kolejowe) oraz obiekty powiązane z zachodnim przemysłem zbrojeniowym.
Kolejnym celem Rosji jest sianie paniki i tworzenie podziałów wewnątrz Sojuszu Północnoatlantyckiego. Thomas Nilsson podkreśla: „Myślę, że Moskwa bardzo chciałaby, aby w NATO toczyły się niekończące się dyskusje na temat konsultacji w ramach artykułu 4, które do niczego konkretnego nie doprowadzą”.
We wszystkich trzech przypadkach panuje przekonanie, że Rosjanie będą intensyfikować działania sabotażowe wymierzone w kraje europejskie. A to z pewnością nie jest dla nas dobra wiadomość.
