Reklama
Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • WIADOMOŚCI

Niemcy nie chcą przeniesienia wojsk USA do Polski [KOMENTARZ]

Fot. Bundesregierung
Fot. Bundesregierung

Niemieccy komentatorzy są mocno sceptyczni wobec możliwości przeniesienia do Polski części amerykańskich wojsk. Berlin powołuje się na Akt Stanowiący NATO-Rosja, chcąc zachować dobre relacje z Moskwą.

Po deklaracjach ambasadorów USA w Polsce i Niemczech o możliwości przeniesienia do Polski z Republiki Federalnej części sił Stanów Zjednoczonych, niemieccy komentatorzy sprzeciwiają się takiej perspektywie i krytykują amerykańską administrację. Mówią też o konieczności zachowania dobrych stosunków z Rosją.

Przykładowo, Wolfgang Ischinger, szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, stwierdził za pośrednictwem Twittera, że znaczące przeniesienie wojsk z Niemiec do Polski prawdopodobnie naruszyłoby akt stanowiący NATO-Rosja – „jedno z kilku pozostałych” porozumień w zakresie bezpieczeństwa, ograniczających zbrojenia. Ishichinger stwierdził, że odpowiedzią Rosji byłoby wprowadzenie wojsk na Białoruś. „Pogorszenie. Nikt tego nie chce – stwierdził”.

Co ważne, w dość podobnym tonie wypowiedział się Roedrich Kiesewetter, ekspert do spraw polityki zagranicznej frakcji CDU/CSU kierowanej przez Angelę Merkel. Stwierdził, że krytyka wydatków obronnych Niemiec jest uprawniona, ale przeniesienie wojsk z Niemiec byłoby sprzeczne z planami NATO i byłoby „grą na rękę Putina” z uwagi na dzielenie członków Sojuszu Północnoatlantyckiego. Dodał, że opowiada się za obecnością wojsk USA w Niemczech, ze względów strategicznych.

image
Fot. Twitter.

Nie wolno też zapominać, że jeszcze w lutym br. – na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa – za przestrzeganiem aktu NATO-Rosja opowiedziała się sama kanclerz Angela Merkel. Z kronikarskiego obowiązku należy dodać, że kanclerz jest zwolenniczką relacji transatlantyckich, wzmacniania obronności w większym stopniu niż np. jej partnerzy z SPD.

Sceptycznie wobec koncepcji przeniesienia wojsk do Polski opowiada się też duża część niemieckich mediów. Przykładowo, Frankfurter Allgemeine Sonntagzeitung pisał, że Trump stosuje taktykę zastraszania i szantażu. Podobnie wypowiada się również wielu komentatorów w lokalnych mediach, które – jak wiadomo – w Niemczech odgrywają ważną rolę.

„Rzeczpospolita” pisze z kolei, że na razie amerykańska administracja naciska na RFN, by ta zwiększyła swoje wydatki obronne, ale – w wypadku niepowodzenia – „poważne rozważania” w tej sprawie mogą mieć miejsce po przyszłorocznych ćwiczeniach Defender 2020, przy czym przynajmniej na początku może chodzić raczej o niewielką część kontyngentu. Stany Zjednoczone i Niemcy dzieli nie tylko kwestia wydatków obronnych, ale też stosunek do aktu NATO-Rosja (co potwierdza przytoczona wyżej dyskusja), czy wreszcie – do wypowiedzenia przez Waszyngton traktatu INF, w reakcji na złamanie tej umowy przez Rosję.

W komentarzu dla „Rz” Marek Cichocki pisze, że Berlin obawia się przeniesienia wojsk do Polski również ze względów prestiżowych. Pisze też, że w Niemczech szczególny niepokój budzi nieprzewidywalność obecnego prezydenta USA. Sugeruje, by obecną sytuację wykorzystać jako kapitał w relacjach polsko-niemieckich. Apeluje o próbę zdefiniowania korzyści, jakie Polska oczekiwałaby w tym zakresie w ramach współpracy z Republiką Federalną Niemiec.

Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego tygodnia ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher stwierdziła: „W przeciwieństwie do Niemiec, Polska wypełnia zobowiązanie do wydatkowania 2 proc. PKB na rzecz NATO. Chętnie byśmy powitali w Polsce amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech". Z kolei amerykański ambasador w Niemczech powiedział agencji DPA: „Zarówno prezydent Trump jak i Georgette Mosbacher mają rację. (...) Wielu prezydentów przekonywało największą gospodarkę Europy, by płaciła za swoje bezpieczeństwo. Jest to prośba, która pojawiała się przez wiele lat. Doszliśmy wreszcie do punktu, w którym Amerykanie i prezydent USA muszą zareagować”. (...) To naprawdę obraźliwe oczekiwać, że amerykański podatnik nadal będzie utrzymywał ponad 50 tys. Amerykanów (żołnierzy i cywilnej obsługi) w Niemczech, podczas gdy Niemcy wykorzystują pieniądze z nadwyżki handlowej na własne cele”.

Z kolei w czerwcu – przy okazji wizyty prezydenta Andrzeja Dudy – prezydent Donald Trump mówił, że Waszyngton rozważa przeniesienie do Polski 2 tysięcy żołnierzy, z Niemiec lub z innej lokalizacji. Deklaracja prezydenta USA miała miejsce tuż przed podpisaniem porozumienia o zacieśnieniu polsko-amerykańskiej współpracy wojskowej.

Porozumienie to zakłada zwiększenie trwałej obecności USA w Polsce o około tysiąc żołnierzy. W Poznaniu ma powstać dowództwo dywizyjne USA, w Powidzu – baza materiałowo-techniczna, w Drawsku Pomorskim – Centrum Szkolenia Bojowego, a w Mirosławcu baza bezzałogowców. Porozumienie zakłada też sformowanie elementów wsparcia dla trwałej obecności wojsk USA w Polsce, ale i przygotowanie infrastruktury. To ostatnie jest o tyle ważne, że to właśnie infrastruktura była podawana jako jedna z najważniejszych przeszkód w ewentualnym rozmieszczeniu wojsk USA w Polsce.

Dziś w Republice Federalnej stacjonuje duży kontyngent amerykański, liczący ponad 33 tys. żołnierzy wspieranych przez pracowników cywilnych. Obejmuje on nie tylko jednostki bojowe, takie jak np. 2. pułk kawalerii stacjonujący w Vilseck, ale też liczne jednostki wsparcia, logistyczne i przeznaczone do projekcji siły w teatrze europejskim, ale też na Bliskim Wschodzie.

Warto przypomnieć, że ostatnia decyzja o wzmocnieniu stałej obecności w Niemczech zapadła we wrześniu 2018 roku, a więc wtedy gdy było już wiadomo o sporze z administracją Trumpa. USA zdecydowały się rozlokować w Niemczech m.in. brygadę artylerii rakietowej z dwoma batalionami MLRS, a także batalion obrony przeciwlotniczej z zestawami Avenger. Formowanie kolejnych jednostek stacjonującej w Niemczech 41. Brygady Artylerii trwa od końca 2018 roku. Nie jest wykluczone, że brygada zostanie w przyszłości uzbrojona w pociski PrSM, jakie mają wejść na wyposażenie wyrzutni MLRS w miejsce używanych obecnie ATACMS. W perspektywie ich zasięg, wynoszący według wcześniejszych założeń „ponad 400 km”, zostanie prawdopodobnie powiększony do ok. 700-800 km, a więc będzie się mieścił w przedziale objętym traktatem INF. Otwarte jest pytanie, czy – po wejściu do służby około 2024 roku – Amerykanie zdecydują się rozmieścić pociski w zasięgu INF w swojej stacjonującej dziś w Niemczech „europejskiej” brygadzie artylerii i jak zareagują na to Niemcy, z zasady przeciwni rozlokowaniu tego typu rakiet w Europie.

Mówiąc bardziej generalnie, niemieccy politycy ostro sprzeciwiają się ewentualnemu przeniesieniu wojsk USA do Polski. Sprzeciw Berlina ma kilka powodów. Po pierwsze, RFN chce utrzymywać dobre stosunki z Rosją. Do tego stopnia, że czołowi politycy i eksperci mówią o obawach o reakcję Moskwy, jak i o korzyściach jakie Rosja miałaby odnieść z uwagi na naruszenie spójności Sojuszu. To bardzo ostre sygnały, zwłaszcza że z czysto operacyjnego punktu widzenia stała obecność w Polsce pewnej części sił bazujących lub rozmieszczanych dziś w Niemczech (niekoniecznie większości czy wszystkich) byłaby uzasadniona.

Po drugie, pomimo częstej krytyki wobec władz Stanów Zjednoczonych, amerykańska obecność jest uważana za czynnik wydatnie sprzyjający bezpieczeństwu Niemiec. Wreszcie, ustanowienie stałych baz w Polsce mogłoby – przynajmniej w pewnym stopniu – zapewnić Warszawie silniejszą pozycję międzynarodową, co Berlin najwyraźniej postrzega jako potencjalny, niekorzystny czynnik dla swoich interesów.

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować