Siły zbrojne

Milicje chrześcijańskie w Iraku i Syrii

Fot. Kurdishstruggle/Flickr/CC BY 2.0
Fot. Kurdishstruggle/Flickr/CC BY 2.0

Postawa tzw. Państwa Islamskiego wobec chrześcijan w Syrii i Iraku, którą można określić mianem eksterminacji i przymusowej islamizacji, spowodowała powstawanie oddziałów samoobrony złożonych z chrześcijan syryjskich, asyryjskich, czy chaldejskich. Milicje te zostały ostatnio zauważone, odgrywają jednakże – wciąż – ograniczoną rolę militarną borykając się z problemami organizacyjnymi i finansowymi  - dla Defence24.pl pisze Marcin Gawęda.

Złożona kilka miesięcy temu deklaracja MON, iż misja w Iraku będzie zawierać także pomoc szkoleniową dla milicji chrześcijańskich w tym kraju, stawia zagadnienie istnienia tego typu formacji w nowym świetle. Przede wszystkim należy wspomnieć, że są to z reguły oddziały o charakterze samoobrony, uważane w dalszym ciągu za słabo wyszkolone i uzbrojone. Ich główną rolą jest obrona ludności przed zbrodniami wojennymi, dokonywanymi przez terrorystów.

Z uwagi na pełnione zadania nie odgrywają więc poważnej roli militarnej w działaniach ofensywnych przeciwko terrorystom, a wymiar taktyczny zależy w dużej mierze od wsparcia, jakiego udzielają im sojusznicy i protektorzy, np. kurdyjscy peszmergowie.

Warto także nadmienić, iż o ile Daesh pozostaje głównym wrogiem asyryjskich milicji chrześcijańskich (jest to element determinujący właściwie przetrwanie tej społeczności), o tyle cele licznych oddziałów są już nieco szersze – przeciwnikiem, zwłaszcza w przyszłości, mogą być również inne ugrupowania. Zwłaszcza w Syrii niektóre formacje tzw. umiarkowanych rebeliantów są oskarżane o dokonywanie poważnych przestępstw wobec ludności chrześcijańskiej.

Niektórzy z dowódców milicji podkreślają rolę obrony własnego terytorium (skrajna postawa samoobrony, w rodzaju obrony terytorialnej dosłownie poszczególnych miejscowości), w którym priorytetem jest powstanie oddziałów wojskowych, a więc zapewnienie wyszkolenia, uzbrojenia i finansowania. Inni z kolei dążą do podporządkowania formowanych jednostek oficjalnemu łańcuchowi dowodzenia - bądź to władz w Bagdadzie, bądź to Regionalnego Rządu Kurdystanu.

„Musimy chronić naszą ziemię”, mówi gen. Aboosh, dowódca milicji z Niniwy (NPU/NPPU), „nie tylko przed Państwem Islamskim. Mówię wam, wszystkie grunty, ziemie które są uwalniane od Państwa Islamskiego, tworzą duży problem. Wielu ludzi chce naszej ziemi. Pozostaniemy na naszej ziemi!”

To implikuje ewentualne problemy w przyszłości i jednocześnie powoduje powstawanie małych oddziałów samoobrony, które nie stanowią zwartej formacji zbrojnej chrześcijan ani w Syrii, ani w Iraku. Kluczowym wyznacznikiem tzw. milicji chrześcijańskiej będzie więc przede wszystkim skład osobowy – głównie wyznawcy różnych kościołów chrześcijańskich, ale nie tylko – w mniejszym stopniu zaś protektor, czy nadbudowa polityczna, postrzegana jako baza organizacyjno-finansowa, a nie jako baza ideologiczna (stąd jedne milicje opierają się na rządzie w Badgadzie, drugie na kurdyjskich peszmergach itd.).

Chrześcijańskim milicjom brakuje nie tylko broni i pieniędzy, ale i wsparcia logistycznego i organizacyjnego. Wszystko, łącznie z bronią i mundurami, pochodzi od donatorów i fundacji charytatywnych. Nawet takie „oficjalne” jednostki jak NPU, nie mają żadnego wsparcia rządu centralnego ani regionalnego. Bardzo trudno jest im o broń, wyposażenie, możliwość formowania i szkolenia. Milicje chrześcijańskie nie dysponują prawie wcale ciężkim uzbrojeniem. Bojownicy wierzą tylko samym sobie – nawet sojusznicza peszmerga ma swoje plany i może porzucić towarzyszy broni, gdy zdecyduje się na odwrót. Dla asyryjskich milicji chrześcijańskich odwrót nie wchodzi w rachubę, są samoobroną broniącą swoich osad.

Zastanawiające, że brakuje informacji dotyczących zagadnień stricte militarnych związanych z działalnością operacyjną poszczególnych milicji. Chrześcijanie biorą udział w ciężkich walkach, jednakże ich rola nie jest eksponowana, bo nikomu na tym nie zależy. Kiedy w maju 2016 r. w Tel Askof, na północ od Mosulu, zginął amerykański żołnierz Navy SEALs (Charles Keating IV), wiadomo, że należał do grupy wspierająca kurdyjskich peszmergów. Udział w boju chrześcijańskich milicji jest zaledwie wzmiankowany.

Czytaj też: Starcie pod Telskuf. Śmierć operatora Navy Seals w Iraku.

Baza rekrutacyjna nie jest mała, gdyż na Bliskim Wschodzie wyznawcy różnych kościołów chrześcijańskich są na niektórych terenach relatywnie liczni. Przykładowo, wielu chrześcijan irackich zamieszkuje prowincję Niniwa (przed 2003 tylko w Mosulu żyło ich ok. 60 tys.), gdzie od 2014 r. powstają liczne formacje samoobrony. Biorąc pod uwagę, że „być albo nie być” tych społeczności „wymusza” powołanie pod broń nastolatków, osób starszych i kobiet (sic!), jest to duża baza rekrutacyjna, liczona w tysiące. Problemem nie jest więc brak ochotników, ale brak stałego finansowania, stabilnej organizacji oraz odpowiedniego uzbrojenia i wyszkolenia milicji chrześcijańskich.

Milicje chrześcijańskie nie maja oczywiście jednolitego umundurowania, dlatego ważnym elementem identyfikacji (i zarazem budowania tożsamości) są znaki i symbole, czy to w postaci tatuaży (np. krzyże), czy to naszywek (np. arabska litera „N” (nun) – skrót od Nazarejczyk, co jest elementem stygmatyzacji chrześcijan przez islamistów).

Wielu chrześcijan służy także w innych oddziałach kurdyjskich bądź irackich. Przykładowo, w prorządowej irackiej Brygadzie Babilon (ang. Babylon Brigade), która powstała w 2014 r., służy wielu chrześcijan, stąd określana jest czasem mianem milicji chrześcijańskiej.

Polska, zgodnie z postanowieniem Prezydenta RP z 17 czerwca 2016 r., wydzieliła siły do Operacji Inherent Resolve, jako wyraz solidarności z ofiarami fali zamachów terrorystycznych organizowanych przez tzw. Państwo Islamskie. Zadania Polskich Wojsk Specjalnych wydzielonych do OIR mają głównie charakter szkoleniowo-doradczy, bez angażowania polskich żołnierzy w działania bojowe. Główne zadanie WS to wsparcie Irackich Sił Bezpieczeństwa poprzez szkolenie, doradztwo i asystowanie w budowaniu zdolności do zwalczania ugrupowań tzw. państwa islamskiego. Dalszych informacji, ze względu na bezpieczeństwo żołnierzy pełniących służbę nie możemy udzielić.

p.o. Szef Wydziału Prasowego i Promocji, mjr Krzysztof Łukawski, Rzecznik Prasowy DKWS

Dla wielu hierarchów, także chrześcijańskich, zamiast formować nowe oddziały milicji chrześcijańskich (syryjskich, asyryjskich czy chaldejskich), nie podporządkowanych oficjalnym władzom, lepiej wstępować do formacji regularnych. I tak patriarcha Babilonu, w przesłaniu do wiernych Katolickiego Kościoła Chaldejskiego, stwierdził, że jedyną słuszną i skuteczną drogą jest wstąpienie do regularnych formacji Iraku lub Autonomicznego Regionu Kurdystanu, które walczą o wyzwolenie okupowanych ziem od Daesh. Nie jest to odosobnione zdanie – potrzebę walki z Daesh ponad wyznaniami widzą także dowódcy polowi. Przykładowo, dowódca Brygady Babilon stwierdził „Walczymy ramię w ramię z szyitami [...] Nie rozróżniamy na sunnitów i szyitów, czy chrześcijan i muzułmanów. Wszyscy jesteśmy Irakijczykami. ”.

Wybrane formacje milicji chrześcijańskich:

Irak

– Jednostki Obrony Równiny Niniwy (ang. Nineveh Plains Protection Units - NPU/NPPU), których bazą polityczną jest asyryjski Ruch Demokratyczny. Z początkiem 2015 r. liczebność bojowników NPU szacowano na ok. 3-5 tys. Dowódcą NPU jest gen. Behnam Aboosh, były oficer irackiej armii. Początki formacji sięgają wynegocjowanego z Kurdami porozumienia o tymczasowym dostępie do bazy szkoleniowej w rejonie Kirkuk w 2014 r. 500 ochotników zakończyło 6-tygodniowy proces szkolenia, dając podwaliny pod formację NPU.

- Siły Równiny Niniwy (Nineweh Plain Forces – NPF), powstały na początku 2015 r. przy armii kurdyjskiej, w odróżnieniu od NPU, która współpracuje z rządem w Bagdadzie, NPF współpracuje z władzami regionalnymi.

- Dwekh Nawsha – asyryjska formacja złożona z chrześcijan oraz ochotników zagranicznych (m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i innych) utworzona latem 2014 r. Bazą polityczną jest formalnie Patriotyczna Partia Asyrii, jednakże wielu bojowników nie przynależy do żadnej organizacji politycznej, a jedynym motywem zaciągu (własnym sumptem) jest walka z Daesh. Ochotnicy niewielkiej liczebnie Dwekh Nawsha walczą w szeregach kurdyjskich peszmergów. Dwekh Nawsha to po aramejsku męczennicy (Ci, Którzy się Ofiarowali).

- Milicja z Bartelli – rodzaj lokalnej milicji chrześcijańskiej tworzonej ad hoc w 2014 r. Tego typu formacje, powstające w celach samoobrony chrześcijańskich osad wobec załamania się irackich sił regularnych, nie były wówczas wyjątkiem.

Syria

- Sutoro - asyryjska milicja chrześcijańska w prowincji Hasaka (dla Syriaków al-Hasakah to Gozarto), której polityczną nadbudową jest Partia Unii Syryjskiej (SUP), a głównym sojusznikiem Kurdowie.

- Siły Ochrony Kobiet Bethnahrin (HSNB) - oddział paramilitarny sformowany pod koniec sierpnia 2015 r. z syriackich kobiet w prowincji Hasaka (Gozarto). Podlega dowództwu MFS (Syriacka Rada Wojskowa) i współpracuje w walce z Daesh z kurdyjskimi YPG.

Marcin Gawęda

Komentarze (6)

  1. Boruta

    To właśnie wspomniana MFS (Mawtbo Fulhoyo Suryoyo) jest główną militarną siłą Syriaków (czyli syryjskich chrześcijan) w Syrii. Jest wojskowym skrzydłem SUP i wchodzi w skład Syryjskich Sił Demokratycznych.

  2. Adam B.

    W Syrii jest jeszcze Sootoro powiązana z rządem syryjskim.

  3. wypada dodać

    Jakoś wobec ekspansywnych kurdów nikt nie zauważa problemu przyszłych walk o tereny odbite od daesz i zbroi się ich jak popadnie. Równie wygodne jest pominięcie milicji chrześcijańskich walczących dla rządu w damaszku.

    1. stop NATO terror in Syria and Serbia

      Nic nowego. Linia tego portalu jest jawnym odbiciem klamliwej, demokratycznej propagandy.

  4. Bartosz Rutkowski

    Bardzo potrzebny artykuł niestety zawiera kilka dość istotnych nieścisłości, które pozwolę sobie uzupełnić. Autor twierdzi, że jednostki chrześcijańskie: nie odgrywają więc poważnej roli militarnej w działaniach ofensywnych przeciwko terrorystom. To częściowo prawda ale nie takie jest ich główne zadanie. Mają chronić ludność cywilną co jest wzmiankowane zdanie wcześniej. Akurat 1 września jednostka NPU zaatakowała i wyzwoliła wieś Badna Kaber 12 km od Karakuszu i 35 km na południowy wschód od Mosulu. Co bardzo istotne atak był oficjalnie wspierany przez lotnictwo koalicyjne. Celem jednostek chrześcijańskich w Iraku nie będą "inni wrogowie" bo nie taki jest ich cel. Chyba, że zaczną mordować ludność cywilną. Jednostka NPF działa normalnie w ramach Peszmergi i jest jej częścią. Dwekh Newsha ma zgodę Peshmergi. NPU działa jako regularna jednostka wojskowa będąca częścią "operacji mosulskiej" prowadzonej przez Armię Iracką. Co więcej jednostka ta od lutego tego roku dostaje regularny żołd i pieniądze na żywność od rządu w Bagdadzie. Dane osobowe są całkowicie nieprawdziwe. NPU liczy ok. 300 żołnierzy (w czerwcu było 283 z czego 200 uzbrojonych) i bez problemu może się rozwinąć do swego docelowego rozmiaru 600 osób ale brak jest środków. Generalnie krzywdzące jest nazywanie tych jednostek "milicjami" gdyż wszystkie współdziałają z KRG lub rządem w Bagdadzie. Na takiej zasadzie jak pisze autor to i Peszmerga jest "milicją" bo działa nieformalnie. Serdecznie pozdrawiam i służę kontaktami do wszystkich tych jednostek. Wspieramy regularnie rodziny tych żołnierzy. Planujemy kolejny wyjazd z pomocą rzeczowa w październiku. Modlę się aby Polska zdecydowała się na jakikolwiek gest wsparcia dla tych dzielnych ludzi.

    1. Bartosz Rutkowski

      *Chodziło mi oczywiście o to, że "inni wrogowie" mogą się stać celem dla jednostek chrześcijańskich gdyby zaczęli zagrażać ludności cywilnej.

  5. [email protected]

    Bartosz Rutkowski Prezes Fundacji "Orla Straż" pomagającej chrześcijanom i Jazydom w Syrii i Iraku: "za 5 proc. kosztów polskiej misji przeciw ISIS można by doposażyć wszystkie chrześcijańskie jednostki w Kurdystanie". To tak do przemyślenia dla naszych decydentów z MON - po co marnować środki na misje, które nic nie dają, jak za znacznie mniejsze pieniądze można w realny sposób pomóc walczącym z ISIS i to nie narażając naszych F-16.

    1. Bartosz Rutkowski

      Proszę zwrócić uwagę, że w tym wywiadzie nie negowałem sensu udziału naszych żołnierzy (czy tez samolotów) w walkach z ISIS. Mam jednak cichą nadzieję, że słowa Ministra Obrony Narodowej mają swoją wagę i Polska wesprze tych dzielnych ludzi. Ich potrzeby z punktu widzenia naszego kraju są wręcz minimalne ... kilkadziesiąt używanych hełmów czy kamizelek przeciw odłamkowych. Kilka samochodów.

    2. EagleWatch

      Bartosz Rutkowski doskonale wie co mówi, tam nie trzeba wiele, żeby zapewnić tym ludziom przeżycie. Broń kupią sobie sami, potrzebują szkolenia i trochę gotówki.

  6. ekonomista

    Polska powinna tym milicjom podarować beryle, kamizelki, a być może nawet moździerze typu Rak.

    1. Toxotes

      Podarujmy im też Kraby i Homary a co...

    2. Kosmit

      No, z tymi Rakami to kolego poleciałeś. Może od razu korwetę Gawron, pardon, patrolowiec Ślązak? Miejscowi mają talent do montowania uzbrojenia na wszystkim, co się rusza - skoro umieli wstawić ZSU-23 na pick-upa, to Ślązaka przebudują na monitor rzeczny, który popłynie w dół Eufratu i puści Rakkę z dymem ;)

    3. Pedro

      Pan tak na serio? Raki, których sami nie mamy? Co najwyżej goździki wycofywane ze służby.