Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA

Marynarka Wojenna RP z „podwójną osobowością”? [OPINIA]

bandera
Polska bandera będzie nadal obecna na Bałtyku i co do tego nie ma żadnej wątpliwości
Autor. M.Dura

Z jednej strony polska Marynarka Wojenna zaczyna mieć coraz więcej nowego sprzętu, ale z drugiej trudno jest wytłumaczyć, po co on został kupiony i dlaczego tak drogo.

Strategia Bezpieczeństwa Morskiego – jest czy jej nie ma? Program Miecznik – fregaty „nowoczesne”, ale czy idealne z uwzględnieniem szacunków „koszt-efekt”? Nadbrzeżne dywizjony rakietowe. Po co aż tyle rakiet NSM? Dużo nowego wcale nie oznacza, że jest to naprawdę potrzebne?

Ocena Marynarki Wojennej RP w dobie modernizacji całych Sił Zbrojnych jest bardzo trudna. Z jednej strony rysuje się obraz wreszcie „nowoczesnych” sił morskich, w których wprowadza się coraz więcej nowego i nowoczesnego sprzętu (w tym okrętów). Natomiast z drugiej strony mamy obraz przesadzonych i przepłaconych zakupów, które trudno jest w racjonalny sposób wytłumaczyć.

Reklama

Oczywiście każda z decyzji dotyczących pozyskiwanego sprzętu jest uzasadniana wcześniejszymi analizami i szacunkami. Jednak większość z nich kompletnie nie zgadza się z tym, co kilkanaście lat temu wyartykułowały istniejące wtedy Dowództwo i Sztab Marynarki Wojennej w oparciu o ogromną wiedzę służących tam specjalistów. Nagle wszystko się zmienia i nikt nawet nie próbuje wytłumaczyć, dlaczego.

Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi, czy nasza Marynarka Wojenna będzie zbudowana na miarę naszych rzeczywistych potrzeb na Morzu Bałtyckim. Natomiast na pewno budowane przez nas okręty są bardzo drogie i nie zawsze uzyskane efekty są w stanie te koszty uzasadnić. W ten sposób praktycznie każda inwestycja w Marynarce Wojennej ma dwie strony: pozytywną i negatywną. I teraz tylko od oceniającej to osoby zależy, jaka strona zostanie wybrana.

Błyskawica
Niszczyciel muzeum ORP „Błyskawica”, jedyny okręt Marynarki Wojennej, w którego wartość nikt nie wątpi
Autor. M.Dura

Strategia Bezpieczeństwa Morskiego – jest czy jej nie ma?

Plan modernizacji Marynarki Wojennej powinien być oparty na dokumencie ustalającym w ogóle potrzeby sił morskich w zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, czyli na Strategii Bezpieczeństwa Morskiego. Problem polega na tym, że pomimo wielokrotnych zapowiedzi, takiego dokumentu jak na razie nie opracowano. W efekcie tego cały czas jesteśmy zaskakiwani zakupami i programami, które albo nie były priorytetem, albo też są często „nadrozwijaniem” tego, co już zostało zrobione. W ten sposób np. nagle dokupiono „kilkaset rakiet NSM” oraz zamówiono kolejne trzy niszczyciele Kormoran II.

Dodatkowo nie wiadomo, dlaczego Marynarka Wojenna całkowicie zmieniła swoje podejście do nawodnych okrętów bojowych, wybierając zamiast wcześniej planowanych korwet – fregaty, i to dodatkowo prawie dwukrotnie większe pod względem wyporności od obecnie wykorzystywanych w Polsce dwóch fregat typu Oliver Hazard Perry. Decyzję tę argumentowano m.in. zapisami w opracowaniu: „Strategiczna koncepcja bezpieczeństwa morskiego RP”, które zostało napisane pod egidą Biura Bezpieczeństwa Narodowego przez grupę specjalistów działających poza Ministerstwem Obrony Narodowej.

BBN
Pomimo szumnych zapowiedzi w 2017 roku nadal nie ma Strategii Bezpieczeństwa Morskiego, a jest tylko kontrowersyjna „koncepcja”
Autor. M.Dura

Niestety opracowanie to nagle uznano za strategiczny dokument, chociaż sam szef BBN Paweł Soloch tłumaczył w 2017 roku, że są to tylko „propozycje, rekomendacje pod dyskusję”. Wyjaśniał też, że celem tego opracowania nie było przerwanie programów Miecznik (budowa korwet) i Czapla (budowa okrętów patrolowych).

Okazało się jednak inaczej, tak jak przewidywaliśmy w Defence24 w 2017 roku. Bardzo szybko jako pierwszy poszedł do kosza program Czapla i w ten sposób Marynarka Wojenna nie ma tanich patrolowców, tak bardzo potrzebnych obecnie np. do ochrony morskiej infrastruktury krytycznej i przeganiania statków „floty cieni”. Z kolei program budowy okrętów podwodnych Orka został odłożony na później, chociaż wcześniej uznawano go za priorytet. Natomiast za najważniejsze nagle uznano fregaty, które jednak urosły do wyporności wcześniej charakterystycznej dla niszczycieli.

Co więcej, „fregatowy” program Miecznik został uznany za przykład, jak mądrze jest rozwijana nasza Marynarka Wojenna. Ale czy słusznie?

Program Miecznik – fregaty „nowoczesne”, ale czy idealne z uwzględnieniem szacunków „koszt-efekt”?

Chrzest fregaty „Wicher” 12 sierpnia oraz jej wodowanie 13 sierpnia 2026 roku uznano za przełom w polskiej Marynarce Wojennej. Wreszcie bowiem do naszych sił morskich zostanie wprowadzony okręt, który będzie mógł rzeczywiście działać w czasie faktycznego konfliktu zbrojnego. Ma mieć bowiem silny system obrony przeciwlotniczej, który pozwoli walczyć z największym zagrożeniem, jakim dla jednostek pływających na Bałtyku są rakiety przeciwokrętowe oraz drony.

Wszyscy są więc zachwyceni, podziwiając wielką rozmiarowo fregatę i opisując, jakie to wspaniałe i nowoczesne systemy uzbrojenia będzie ona posiadała. Ciągle wspomina się również o tym, ile części będzie użytych do jej budowy oraz jakiej długości okablowanie będzie ona miała na pokładzie. Ponieważ okręty te są już budowane, to trzeba trzymać kciuki, by program rzeczywiście się zakończył i nasza Marynarka Wojenna otrzymała te potrzebne przecież okręty. Ale nie należy również zapominać o tym, co straciliśmy, dokonując takiego, a nie innego wyboru.

Wicher
Fregata „Wicher” tuż po zwodowaniu
Autor. J.Ciślak

Po pierwsze, od samego początku manipulowano ceną, by wybrać właśnie brytyjskie rozwiązanie. W końcowej fazie przetargu poza brytyjską fregatą A-140 były przecież bardzo nowoczesne: niemiecka fregata MEKO A-300 i hiszpańska fregata F100. Wygrała oferta z Wielkiej Brytanii, m.in. ponieważ koszt programu budowy trzech okrętów A-140 oszacowano in 2021 roku na 8 mld zł. Bardzo szybko okazało się, że za te pieniądze przekazana będzie tylko jedna, w pełni wyposażona i uzbrojona jednostka seryjna oraz dwie platformy jednostek seryjnych bez części wyposażenia i bez całości uzbrojenia.

Reklama

Kiedy już konkurencja została odrzucona, to kolejnymi aneksami zaczęto zwiększać środki, jakie wojsko musi zapłacić za trzy fregaty A140. I tak 8 mld zł urosło w aneksie 3 podpisanym 30 czerwca 2023 do około 12,8 mld zł brutto (nadal za jedną fregatę i dwie nieuzbrojone platformy, bez śmigłowców i zapasów rakiet oraz torped), do 14,8 mld zł w aneksie nr 4 podpisanym 15 grudnia 2023 roku (już za trzy wyposażone okręty) i do 15 mld zł zgodnie z aneksem nr 7 z 16 grudnia 2024 roku. I niestety nie jest to ostatnie słowo, ponieważ pesymiści uważają, że koszty programu wzrosną jeszcze co najmniej o 2 mld zł.

Agencja Uzbrojenia tłumaczyła to m.in. zmianami wymagań do platformy i Zintegrowanego Systemu Walki, co właściwie oznacza, że wybrano coś, co okazało się nie spełniać wszystkich potrzeb Marynarki Wojennej. Automatycznie konieczna była „zmiana zakresu prac projektowych”, za co również trzeba było dodatkowo zapłacić.

Oczywiście jak na razie nie są znane propozycje cenowe w programie Miecznik stoczni konkurencyjnych dla brytyjskiej firmy Babcock (niemieckiej tkMS i hiszpańskiej Navantia). Jednak koszt ostatniej fregaty typu F100 „Cristóbal Colón” zbudowanej dla hiszpańskiej marynarki wojennej to 834 mln euro. Z kolei cena każdej z pięciu budowanych obecnie nowszych fregat F110 to około 860 mln euro. A to oznacza, że za trzy obecnie budowane brytyjskie Mieczniki można by pozyskać cztery hiszpańskie fregaty F-110! (wyposażone w najnowszą wersję systemu Aegis z najnowszym radarem z aktywnymi antenami ścianowymi AN/SPY-7)

Miecznik
Wizualizacja fregaty ORP Wicher (274) już w czasie służby
Autor. PGZ Stocznia Wojenna

Razem z ceną zwiększano też okręt. Fregata Arrowhead 140, na bazie której powstają Mieczniki, ma w wersji brytyjskiej wyporność około 5700 ton. „Wicher” ma mieć wyporność o co najmniej 1300 ton większą. I to również było związane z kosztownym przerobieniem już gotowego projektu Arrowhead 140. Przykładem może być Bojowe Centrum Informacyjne, które na fregacie „Wicher” ma mieć aż 18 stanowisk operatorskich. Tymczasem na o wiele bardziej zaawansowanym amerykańskim niszczycielu rakietowym typu Arleigh Burke Flight II znajduje się tylko 16 konsol operatorskich.

Dodatkowo, by wybrać brytyjski projekt, zrezygnowano ze zdolności, jakie automatycznie można byłoby pozyskać, wybierając ofertę konkurencji. Najlepiej to widać na przykładzie hiszpańskich fregat F100, proponowanych dla polskiej Marynarki Wojennej. „Wicher” będzie okrętem z zupełnie nowym systemem walki i w zupełnie nowej, nigdy niesprawdzonej konfiguracji. Zawsze istnieje więc ryzyko, że coś może nie zadziałać.

F100
Hiszpańska fregata F100 z systemem Aegis proponowana dla Polski przez stocznię Navantia
Autor. M.Dura

Tymczasem Hiszpanie zaoferowali nam okręt z systemem walki, od razu zintegrowanym z amerykańskim systemem obrony powietrznej Aegis. Navantia współpracuje bowiem w tej dziedzinie z koncernem Lockheed Martin i mogliśmy z tego skorzystać. Byłoby to związane m.in. z automatyczną integracją Mieczników z systemem antyrakietowym Aegis Ashore zbudowanym w Redzikowie, z amerykańskimi okrętami Aegis, z samolotami F-35 jako powietrznymi sensorami oraz nawet z bateriami Patriot. W przypadku „Wichra” za wszystko to trzeba będzie ekstra zapłacić – później, o ile Amerykanie się oczywiście zgodzą.

Dodatkowym kompromisem okazało się wyposażenie okrętów tylko w rakiety przeciwlotnicze CAMM, pomimo że na Miecznikach mają być zamontowane o wiele bardziej wszechstronne cztery ośmiosilosowe wyrzutnie pionowego startu Lockheed Martin Mk 41. Do wykorzystania będą więc 32 stanowiska startowe dla w sumie 128 rakiet CAMM (po cztery w silosie) o zasięgu maksymalnym około 25 km. Niestety jak na razie nie realizuje się prac mających pozwolić na wykorzystanie pocisków CAMM-ER o zasięgu około 45 km (być może dlatego, że będą one wtedy zajmowały cały silos, a nie tylko ¼) – co prawdopodobnie zmniejszyłoby liczbę tych rakiet do 32. To również odkłada się na przyszłość.

MK41
Sześć modułów wyrzutni Mk41 na hiszpańskiej fregacie typu F100 „Cristóbal Colón”.
Autor. M.Dura

Dla porównania: tańsze fregaty F100 mają 6 modułów wyrzutni Mk41 z 48 stanowiskami startowymi, w których standardowo umieszcza się 32 rakiety Standard SM-2MR o zasięgu do 170 km i 64 pociski ESSM (po 4 na silos) o zasięgu do 170 km. Jak widać, okręty hiszpańskie mogą zabrać więcej rakiet, a dodatkowo zabezpieczają wokół siebie o wiele większy akwen.

Natomiast trzy polskie fregaty z obecnym uzbrojeniem nie będą w stanie stworzyć tarczy przeciwlotniczej na północ od polskiego wybrzeża nawet w pasie o szerokości 150 km. Dodatkowo polskie Mieczniki nie będą mogły łatwo stać się elementem polskiej tarczy antyrakietowej, zwalczając np. rosyjskie rakiety hipersoniczne i balistyczne. Tymczasem okrętowy system walki na hiszpańskich Miecznikach wywodzący się z systemu Aegis może być łatwo przystosowany do współpracy z rakietami SM-3, które zapewniają już zwalczanie tak wyrafinowanych celów.

Z budowanych obecnie Mieczników trzeba się więc cieszyć, jednak zawsze należy pamiętać, że polskie fregaty mogłyby być lepsze i tańsze. Ale komuś wyraźnie na tym nie zależało.

Reklama

Nadbrzeżne dywizjony rakietowe. Po co aż tyle rakiet NSM?

Najważniejsza decyzja dotycząca Marynarki Wojennej wcale nie była związana z kupnem okrętów, ale pierwszego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Dzięki kontraktowi podpisanemu 30 grudnia 2008 roku na polskim wybrzeżu pojawiły się bowiem wyrzutnie z rakietami przeciwokrętowymi NSM (Naval Strike Missile) norweskiej firmy Kongsberg, które praktycznie pozbawiły rosyjską Flotę Bałtycką możliwości działania na Bałtyku (poza okrętami podwodnymi). Zakup okazał się tak celny z punktu widzenia strategicznego, że 30 grudnia 2014 roku zakupiono drugi dywizjon, tworząc Morską Jednostkę Rakietową.

Jednostka ta dysponuje w sumie 12 wyrzutniami rakietowymi, mając do dyspozycji prawdopodobnie 74 rakiety NSM. Teoretycznie liczba ta wystarczałaby do zaatakowania wszystkich bojowych okrętów nawodnych, jakie posiada rosyjska Flota Bałtycka, i to jeszcze z zapasem. Postanowiono jednak pójść dalej i 5 września 2023 roku kupiono za 8 mld zł kolejne cztery dywizjony rakietowe oraz „kilkaset dodatkowych rakiet NSM”. Na bazie tych systemów ma zostać stworzona Brygada Rakietowa. Oficjalnie wszyscy są zachwyceni.

NDR
Ktoś zadecydował, że Polsce potrzebnych jest aż 6 takich, rakietowych dywizjonów nadbrzeżnych
Autor. M.Dura

Jednak w rzeczywistości nikt nigdy nie uzasadnił, skąd nagle pojawiła się decyzja o zakupie aż „kilkuset rakiet”. I nic dziwnego, bo takiego uzasadnienia, poza wizjami wielkiej Brygady Rakietowej, tak naprawdę nie ma. Planując ją, doskonale wiedziano, że liczba okrętów bojowych Floty Bałtyckiej raczej się zmniejsza i w Rosji nie ma też planów wyposażania tej floty w nowe, nawodne jednostki pływające. Dodatkowo po wejściu Szwecji i Finlandii do NATO rosyjskie okręty praktycznie straciły możliwości działania na Morzu Bałtyckim.

Tymczasem polskie Siły Zbrojne zaplanowały wprowadzenie aż 36 lądowych wyrzutni rakietowych, z których jednocześnie będzie można wystrzelić 144 rakiety NSM. W naszej Marynarce Wojennej będziemy więc mieli w sumie ponad 300 rakiet przeciwokrętowych (doliczając do tego, co jest na wyrzutniach brzegowych: 24 rakiety NSM z fregat Miecznik, 36 pocisków RBS-15 Mk III z kutrów rakietowych Orkan oraz prawdopodobnie ponad 70 zapasowych pocisków NSM Brygady Rakietowej).

Tymczasem Flota Bałtycka ma obecnie tak naprawdę tylko 32 okręty nawodne, mające wyporność zbliżoną lub większą od 500 ton, które są więc potencjalnymi celami dla rakiet przeciwokrętowych NSM i RBS-15 (2 trałowce projektu 12700 typu Aleksandrit, 2 poduszkowce desantowe projektu 12322 typu Żubr, 2 duże okręty desantowe projektu 775 typu Ropucha, 4 kutry rakietowe projektu 12411M typu Mołnia, 4 małe korwety projektu 22800 typu Karakurt, 5 małych korwet projektu 21631 typu Bujan-M, 6 korwet ZOP projektu 1331-M typu Parchim, 4 korwety projektu 20380 typu Strieguszczyj, 2 fregaty projektu 11540 typu Jastrieb i 1 niszczyciel projektu 956 typu Sarycz).

Radar
Poza radarem TRS-15C Odra polskie nadbrzeżne dywizjony rakietowe nadal muszą liczyć, że ktoś przekaże im wskazanie celu w odległości większej niż 30-40 km od brzegu
Autor. M.Dura

Wygląda to tak, jakby ktoś w Marynarce Wojennej uznał, że do zniszczenia jednego rosyjskiego okrętu potrzeba aż dziesięciu rakiet przeciwokrętowych. Albo dwadzieścia, jeżeli, tak jak jest obecnie, około połowa rosyjskich jednostek pływających będzie przebazowana do portu Kronsztad koło Sankt Petersburga. Pamiętajmy dodatkowo, że do zatopienia krążownika „Moskwa” wystarczyły jedynie dwie ukraińskie rakiety Neptun.

Reklama

Oczywiście rakiety NSM i RBS-15 MkIII mają możliwość atakowania również celów lądowych. Jednak byłoby to marnotrastwo, ponieważ kilkakrotnie mniej kosztują robiące to samo pociski rakietowe dla wyrzutni K239 Chunmoo i HIMARS. A wprowadzono je w polskich Siłach Zbrojnych w takiej liczbie, że można zneutralizować nie tylko Bałtijsk, ale cały Obwód Królewiecki.

Dodatkowo nadal nie rozwiązano dwóch problemów, na które od początku wskazywaliśmy w Defence24. Po pierwsze własne środki Marynarki Wojennej pozwalają wykorzystywać rakiety NSM tylko do odległości około 40 km od brzegu. Dalej nie widzą bowiem brzegowe systemy obserwacji technicznej ze względu na horyzont radiolokacyjny. Tymczasem pociski NSM mają zasięg ponad 200 km, a podobno mają mieć nawet 300 km. Korzystając z integralnych systemów MJR, można więc wykorzystywać tylko 20% zasięgowych możliwości rakiety NSM. Wskazania dalszych celów będą więc musiały przyjść z zewnątrz.

NDR
„Stary” typ wyrzutni rakiet NSM na trzyosiowym Jelczu
Autor. M.Dura

Po drugie nadal wprowadza się wyrzutnie rakietowe, które przez swoją charakterystyczną nadbudowę można już z daleka bardzo łatwo rozpoznać. Jest to więc idealny cel dla amunicji krążącej wyposażonej w sztuczną inteligencję i mającej zdolność do identyfikacji obrazowej wcześniej zaprogramowanych obiektów. A takie systemy uzbrojenia są coraz częściej wykorzystywane zarówno przez Ukrainę, jak i przez Rosję.

NDR
I „nowy” typ wyrzutni NSM na czteroosiowym Jelczu
Autor. MON

To właśnie dlatego systemy rakietowe na świecie są coraz częściej projektowane w standardowych kontenerach, by nie można ich było odróżnić od kontenerów cywilnych. Tymczasem przy uroczystym zaprezentowaniu nowych wyrzutni dla polskich nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych w kwietniu 2026 roku, okazało się, że tak naprawdę zmieniono jedynie trzykołowe podwozie Jelcza na czterokołowe podwozie Jelcza.

Z jednej strony mamy więc ogromną liczbę nowoczesnych rakiet, którymi wszyscy się chwalą, a z drugiej strony potrzeby obronne, które takiej liczby na pewno nie uzasadniają.

Dużo nowego wcale nie oznacza, że jest to naprawdę potrzebne?

Takich rozwiązań wprowadzanych w Marynarce Wojennej, a budzących kontrowersje, jest niestety o wiele więcej:

  • Nie wiadomo np. dlaczego rozpoczęto budowę aż dwóch okrętów rozpoznawczych Delfin, gdy do rozpoznania jest tylko 147 km wybrzeża w Obwodzie Królewieckim, Flota Bałtycka ma coraz mniejszą aktywność, a rozpoznanie systemów lądowych można realizować za pomocą systemów brzegowych i dronów;
  • Nie wiadomo, dlaczego zrezygnowano z rakiet manewrujących na okrętach podwodnych w ramach programu Orka, pozostając jedynie przy uzbrojeniu torpedowym, chociaż wiadomo, że w czasie konfliktu na Bałtyku w ogóle nie będzie ruchu rosyjskich nawodnych jednostek pływających;
Orka
Torpedowe okręty podwodne Orka będą miały duży problem ze zalezieniem celów dla swoich torped na opanowanym przez NATO Bałtyku
Autor. M.Dura
  • Nie wiadomo, dlaczego zdecydowano się na budowę serii sześciu niszczycieli min w ramach programu Kormoran, chociaż w krajach zachodnich zwalczanie min zleca się o wiele bardziej wszechstronnym okrętom wojny minowej. I dlatego nikt jak na razie nie chce zamówić polskich jednostek pływających, pomimo że u nas uważa się je za najnowocześniejsze na świecie;
  • Nie wiadomo, dlaczego odsuwa się w czasie wprowadzanie nowych śmigłowców SAR, chociaż dzięki nim Marynarka Wojenna ma najlepszych pilotów helikopterów w Polsce, przygotowanych do działania w każdych warunkach, a dodatkowo ratuje życie ludziom na morzu;
  • Nie wiadomo, dlaczego program Ratownik rozpoczęto jeszcze przed decyzją o zakupie okrętów podwodnych w ramach programu Miecznik i dlaczego buduje się okręt o wyporności aż 6500 ton, który będzie kosztował ponad 1,3 miliarda złotych;
  • Nie wiadomo, dlaczego Marynarka Wojenna nie działa, by stworzyć flotę małych i szybkich okrętów patrolowo-interwencyjnych, które działając również z mniejszych portów polskiego wybrzeża, byłyby w stanie chronić polską infrastrukturę morską i interweniować przy atakach np. rosyjskiej „floty cieni".

Tylko uczciwie odpowiadając sobie na te pytania, otrzyma się obraz rzeczywistego stanu, w jakim znajduje się i będzie się znajdowała polska Marynarka Wojenna.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować