Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Dronorakiety. Czym tak naprawdę jest Gierań-5?

Gierań-5
Dronorakieta Gierań-5 przygotowana do startu
Autor. mil.ru

Drony i rakiety zaczęły przejmować od siebie pewne cechy, tworząc rozwiązania, które nie mieszczą się dokładnie w żadnej z tradycyjnych kategorii uzbrojenia. A to zaczęło stwarzać problem systemom przeciwlotniczym.

Współczesne konflikty zbrojne, w tym przede wszystkim wojna na Ukrainie, całkowicie wymieszały dotychczasową terminologię wojskową, czego dobitnym przykładem jest rosyjski dron Gierań-5. Wcześniej nazwa Gierań kojarzyła się z bezzałogowym statkiem powietrznym kamikaze dalekiego zasięgu. Zmiany techniczne, jakie jednak wprowadzono do tego systemu uzbrojenia, dały mu możliwości, które wcześniej były zarezerwowane: albo tylko dla dronów, albo tylko dla rakiet.

Co więc ostatecznie opracowano?

Czy Gierań 5 to dronorakieta?

Drony Gierań były wcześniej klonami różnego rodzaju irańskich bezzałogowców kamikaze Shahed. Rosjanie zachowali więc generalnie w kolejnych wersjach płatowiec w układzie delta, z czasem jedynie go modyfikując. Prawdziwą rewolucją okazało się jednak pojawienie się drona Gierań-5, w którym po zintegrowaniu silnika turboodrzutowego zmieniono nie tylko parametry lotu, ale również sylwetkę. W ten sposób „piątka” zaczęła bardziej przypominać rakietę manewrującą niż bezzałogowy samolot. Ale czy tą rakietą jest rzeczywiście?

Myląca jest już sama nazwa, jaką wykorzystali Rosjanie. Gieranie były bowiem ewidentnie wzorowane na irańskich bezzałogowcach Shahed. Uważa się więc, że Gierań-1 to odpowiednik Shaheda 131, Gierań-2 to wariant irańskiego drona Shaheda 136, a Gierań-3 to rosyjska odmiana odrzutowego bezzałogowca Shaheda 238. Tymczasem pierwowzorem Gierania-5 jest nie jakaś kolejna wersja Shaheda, ale irański dron odrzutowy Karrar.

Prawdopodobne wytłumaczenie tej sytuacji znaleziono w szczątkach tych bezzałogowców, które po odszukaniu przebadano na Ukrainie. Okazało się wtedy, że większość podzespołów w „piątce” jest identyczna z tymi, jakie stosuje się w innych rosyjskich dronach z wcześniejszych wersji Gierani. Przy okazji okazało się zresztą, że duża część podzespołów elektronicznych pochodzi z trzech krajów: Stanów Zjednoczonych, Chin i Niemiec.

To elektroniczne wnętrze „piątki” jest jednak o wiele skromniejsze od podzespołów, jakie stosuje się w standardowych rakietach manewrujących. Jest to zrozumiałe, ponieważ jedną z najważniejszych cech dronów ma być ich niska cena. Podzespoły w nich wykorzystywane muszą być tanie, a więc produkowane również na rynek cywilny. Zupełnie inaczej było wcześniej w rakietach manewrujących, gdzie stosowano unikalne systemy elektroniczne spełniające restrykcyjne wymagania wojskowe. Jako pierwsi od tego warunku zaczęli odchodzić Rosjanie, do czego zostali jednak zmuszeni sankcjami nałożonymi za agresję na Ukrainę i zapaścią technologiczną w samej Rosji.

O ile „elektronika” w Gieraniu-5 wyraźnie różni się od tego, co stosuje się w rakietach manewrujących, to bardzo podobny jest system napędowy tych dronów, oparty na silniku turboodrzutowym. Po zmianie kształtu płatowca zwiększono prędkość lotu do około 650 km/h. Jest to już bardzo blisko tego, co mogą „standardowe” rakiety manewrujące. Francuskie pociski Scalp Naval latają bowiem z prędkością do 800 km/h, a amerykańskie Tomahawki do 880 km/h.

Ta różnica w prędkości wynika jednak tylko z rodzaju zastosowanego silnika. Rosjanie wykorzystali bowiem w Gieraniach-5 silnik turboodrzutowy Telefly TF-TJ2000A, chińskiej firmy Telefly Telecommunications Equipment, który jest rozwiązaniem komercyjnym, dostępnym dla rynku o wiele łatwiej niż silniki stosowane w Tomahawkach i ich europejskich odpowiednikach. Stosując silniki bardziej wyrafinowane, rosyjskie drony na pewno latałyby szybciej niż 800 km/h. Taki napęd jest jednak o wiele trudniej dostępny, a ponadto kosztuje znacznie więcej.

Osiągi gorsze od rakiety manewrującej, cena większa od drona

Dzięki silnikowi turboodrzutowemu Telefly TF-TJ2000A bezzałogowiec Gierań-5 zbliżył się osiągami do rakiet manewrujących, zarówno jeżeli chodzi o prędkość, jak i zasięg. Dron ten może bowiem atakować cele oddalone o 1000 km, podczas gdy np. pociski Scalp Naval mają zasięg 1400 km, a Tomahawk – 1700 km. Najważniejsza różnica jest jednak w wielkości przenoszonego ładunku bojowego, a więc w tym, co decyduje o efektywności uderzenia.

Gierań-5 ma bowiem ładunek bojowy ważący „tylko” 90 kg. W przypadku Scalp Naval ten ładunek ma już 250 kg, natomiast w Tomahawkach jest to już 450 kg. Wcześniej rekompensowano tę różnicę niższą ceną dronów, których dzięki temu można było wysyłać o wiele więcej, co po zsumowaniu mogło przynieść podobny efekt. Tak jest nadal w przypadku dronów Gierań-2, które prawdopodobnie kosztują około 70 tysięcy dolarów, ale wcale nie musi tak być w przypadku Gierani-5.

Gierań-5
Komponenty zidentyfikowane przez Ukraińców w dronorakiecie Gierań-5
Autor. war-sanctions.gur.gov

W przypadku „piątek” ta cena jest już bowiem o wiele większa i na pewno znacznie przekracza 100 tysięcy dolarów. Widać to chociażby w wartości rynkowej zastosowanego w nich systemu napędowego. Czterocylindrowy, chiński silnik Mado MD-550 stosowany w dronach Gierań-2 kosztuje bowiem około 17 tysięcy dolarów. Niestety nie jest jeszcze znana cena chińskiego silnika turboodrzutowego Telefly TF-TJ2000A wykorzystywanego w Gieraniach-5. Wiadomo jednak, że jego „słabszy” odpowiednik Telefly JT80, stosowany w Gieraniach-3, może kosztować nawet 35 tysięcy dolarów. Jest więc bardzo prawdopodobne, że cena mocniejszego silnika TF-TJ2000A z „piątki” może być większa niż 50 tysięcy dolarów.

A przecież swoje kosztuje również pozostałe wyposażenie pokładowe. Sam szkielet konstrukcyjny Gierani-5 składa się z profili aluminiowych i elementów stalowych, natomiast poszycie kadłuba, skrzydeł i usterzenia wykonano ze stosunkowo drogiego włókna węglowego, droższego niż włókno szklane czy aluminium. Kosztowna jest również „elektronika”. W Gieraniach-5 do nawigacji podczas lotu wykorzystuje się dwunastokanałowy system nawigacji satelitarnej Kometa-M12, amerykański system transmisji danych telemetrycznych Tracker V3 (oparty na brytyjskim mikrokomputerze Raspberry i modemach 3G/LTE) oraz chiński modem MESH typu Xingkai Tech XK-F358 (który sam kosztuje ponad 8100 dolarów).

Czy cena i interceptory pokonają drony Gierań-5?

Zyskując cechy rakiety manewrującej, Gierań-5 traci więc ważną zaletę innych dronów kamikaze z rodziny Gierań, jaką jest niska cena. Jednak takie „bonusy”, jak duża prędkość oraz wysoki pułap (do 6 tysięcy metrów), jak na razie powodują, że produkcja Gierani-5 cały czas się zwiększa. Rosjanie dostrzegli bowiem, że ukraińska obrona przeciwlotnicza ma duże problemy ze strącaniem tego rodzaju zagrożeń.

I nie chodzi tu wcale o dużą prędkość, ale przede wszystkim o wysoki pułap lotu. Jest on bowiem za wysoki dla standardowych, powszechnie wykorzystywanych dronów przechwytujących, uzbrojenia lufowego stosowanego w antydronowych grupach mobilnych, a nawet dla przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych. MANPADS-y zwalczają bowiem cele do wysokości 3500 m (Igła), 3800 m (Stinger) i 4000 m (Piorun). „Piątki” są więc również nieuchwytne dla polskich baterii antydronowych San.

Do zwalczania Gierani-5 w czasie lotu Ukraińcy muszą więc używać bardziej wyrafinowanych rakiet z mobilnych zestawów przeciwlotniczych (których jest jednak zbyt mało i dodatkowo kosztują więcej od zwalczanego drona) lub wysyłać do tego rodzaju misji samoloty myśliwskie (co z użyciem działek jest często bardzo niebezpieczne). Często czeka się więc, aż rosyjski dron zacznie zniżać lot już po zbliżeniu się do celu, co pozostawia obronie naziemnej bardzo mało czasu na reakcję.

Pojawiły się już jednak pierwsze nagrania przechwycenia Gierani-5 przez ukraińskie drony przechwytujące. Jest więc bardzo prawdopodobne, że tak jak do 2025 roku siły zbrojne Ukrainy nauczyły się skutecznie zwalczać Gieranie-2 za pomocą przeciwlotniczych dronów FPV, tak samo będzie w przypadku zwalczania „piątek”.

I jeżeli takie interceptory zaczną być wprowadzane na Ukrainie masowo, to Rosjanie staną przed poważnym dylematem. Czy budować droższe Gieranie-5, czy pozostać przy masowo produkowanych Gieraniach-2, które są wolniejsze, ale za to o wiele tańsze i łatwiejsze w produkcji. Rosjanie jak na razie nie opanowali bowiem produkcji silników turboodrzutowych dla dronów i są w tej dziedzinie całkowicie uzależnieni od Chińczyków. Podobnie jak w przypadku „elektroniki”.

Rosjanie zdają sobie dodatkowo sprawę, że Gierań-5 jest konstrukcyjnie bardziej rakietą niż dronem i to zbyt dużą rakietą, jak na przenoszoną głowicę bojową, ważącą jedynie 90 kg. Kadłub tego drona ma bowiem długość 6 m i skrzydła o rozpiętości 5,5 m. Dla porównania rakieta Tomahawk ma długość 6,1 m i rozpiętość skrzydeł 2,67 m, a Scalp Naval ma długość 5,5 m (bez silnika startowego) i rozpiętość skrzydeł 2,85 m.

Wzrost prędkości spowodował również kilkakrotny wzrost wagi. O ile bowiem Gierań-2 waży przy starcie około 200 kg, to Gierań-5 ma masę startową około 850 kg (przy praktycznie takiej samej głowicy bojowej). Scalp Naval waży z kolei 1400 kg (bez silnika startowego), podobnie zresztą jak Tomahawk. Gdyby więc zdjąć głowice bojowe, to dron Gierań-5 ważyłby tyle, co Tomahawk. O ile jednak na amerykańskim pocisku można zamontować ponad 450 kg ładunku, to na rosyjskim już tylko 90 kg.

Gierań-5
Wrak drona Gierań-5 znaleziony na Ukrainie
Autor. Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy

Ta duża waga wpłynęła również na skrócenie zasięgu, ponieważ „dwójki” mogą podobno nawet latać na odległość do 2500 km, a z kolei „piątki” „tylko” do 1000 km. W Gieraniach-5 można oczywiście dołożyć więcej paliwa, ale to by wymagało zwiększenia płatowca lub znalezienia dodatkowego miejsca na już istniejącym, np. poprzez zmniejszenie głowicy.

Obecnie tłumaczy się, że Gierań-5 nie musi być tak dobry jak rakieta manewrująca i tak tani jak Gierań-2, ponieważ łącząc zalety rakiet i dronów, może być wykorzystywany w dużej liczbie. Jak się okazuje, tych zalet wcale nie ma tak dużo, a i ta masowa produkcja nie jest wcale taka opłacalna. Jeżeli więc Ukraińcy znajdą tani sposób na tego rodzaju drony, to Rosjanie w naturalny sposób wrócą do „dwójek”. Kosztują one bowiem mniej i są łatwiejsze w produkcji, przy okazji tak samo angażując ukraińską obronę przeciwlotniczą.

Niestety nie oznacza to końca Gierani-5. Drony te będą bowiem wykorzystywane przeciwko państwom, które nie są przygotowane do ich zwalczania. I niestety do takich krajów zalicza się jak na razie również Polska.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama