Siły zbrojne

Bułgaria: wielki skandal szpiegowski z rosyjską siatką agentów w roli głównej

Fot. Tourbillon - praca własna, licencja CC BY 3.0, commons.wikimedia.org
Fot. Tourbillon - praca własna, licencja CC BY 3.0, commons.wikimedia.org

Bułgaria przekazała w piątek, że tamtejszym służbom specjalnym udało się rozbić bardzo groźną siatkę szpiegowską pracującą dla rosyjskiego wywiadu. Mieli oni wniknąć w struktury wojska, wojskowych służb specjalnych, itp. poszukując tajnych informacji odnoszących się do bezpieczeństwa i obronności kraju, ale też współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, UE i NATO. Pojawiają się pytania czy obraz niewątpliwego sukcesu kontrwywiadu nie przesłonią wątpliwości w zakresie tego, że Bułgaria nadal jest wysoce narażona na penetrację ze strony rosyjskich służb specjalnych i przede wszystkim czy nawet w tej sprawie nie doszło do przecieku, który mógł skończyć się ucieczką jednego z najważniejszych domniemanych rosyjskich agentów.

Premier Bułgarii Bojko Borysow wezwał Rosję do zaprzestania działalności szpiegowskiej wymierzonej w bezpieczeństwo jego państwa. Zapowiedź miała nastąpić tuż po tym, jak rozbita miała zostać siatka szpiegowska przekazująca Rosji tajemnice wojskowe Bułgarii. W sumie, 19 marca bułgarscy prokuratorzy mieli oskarżyć o szpiegostwo sześć osób, w tym byłych oraz obecnych żołnierzy tamtejszych wojskowych służb specjalnych, wcześniej zatrzymanych w dużej akcji kontrwywiadowczej. Dokładniej, według bułgarskiej agencji informacyjnej BTA, śledczy zajęli się pięcioma wojskowymi (obecnymi i byłymi) i żoną jednego z nich, która miała legitymować się podwójnym, bułgarsko-rosyjskim obywatelstwem.

Główny oskarżony w ramach wspomnianej siatki szpiegowskiej miał wcześniej piastować wcześniej wysokie stanowisko w wywiadzie wojskowym. W toku swej służby wojskowej był szkolony zarówno w samej Bułgarii, jak i w ramach kursów GRU, które odbywały się w Moskwie. Co więcej, miał również pracować jako instruktor w bułgarskim wywiadzie wojskowym. Wraz z podjęciem się aktywności szpiegowskiej (tej oczywiście udokumentowanej przez bułgarski kontrwywiad, bowiem obecnie mogą rodzić się również hipotezy co do momentu podjęcia działań na rzecz Rosji), były wojskowy miał werbować do współpracy osoby dysponujące dostępem do informacji niejawnych, które interesowały Rosjan. W toku działań operacyjnych zatrzymano właśnie żonę wspomnianego lidera rozbitej siatki szpiegowskiej. Podejrzewając, iż to właśnie ona pośredniczyła w kontaktach z rosyjskimi kadrowymi funkcjonariuszami wywiadu z rezydentury znajdującej się w ambasadzie tego państwa w Sofii.

Bułgarscy śledczy mieli uzyskać dowody na jej wizyty w ambasadzie, gdzie jak czytamy w komunikacie prasowym była traktowana z wielkim szacunkiem. Rzecznik bułgarskiego Prokuratora Generalnego Siika Mileva zaznaczyła, że zatrzymani rosyjscy agenci, z racji swojej wiedzy oraz dostępu do pewnych informacji, zagrozili bezpieczeństwu narodowemu. Organizatorowi siatki (tzw. „Rezydent”), od strony bułgarskiej - a nie prowadzących ich kadrowych funkcjonariuszy rosyjskich, miało udać się pozyskać do współpracy agenturalnej wyższego rangą urzędnika Ministerstwa Obrony. Ten był zaangażowany w procesy planistyczne oraz kwestie budżetowania sił zbrojnych. Innym agentem miał być oficer wywiadu wojskowego, zadaniowany oficjalnie, co interesujące, do zbierania na co dzień informacji o zagrożeniach hybrydowych, w tym także tych płynących z Rosji.

Trzecim członkiem siatki miał być oficer wywiadu wojskowego, który służył na misjach zagranicznych. Bułgarski kontrwywiad wpadł również na ślad działań oficera wywiadu wojskowego, który działał w dyplomacji wojskowej oraz obecnie poruszał się zawodowo blisko tamtejszego Zgromadzenia Narodowego. Do zatrzymań miało dojść jednocześnie w kilku miejscach stolicy Bułgarii.

Zauważa się, że w przypadku jednego z rosyjskich agentów należało sięgnąć po narzędzia w postaci blokady drogi (zjazd z autostrady Trakia prowadzącej z Sofii do Płowdiwu) i sprawdzania pojazdów. Albowiem, mógł on próbować uciec najpewniej do budynku ambasady Rosji w Bułgarii (zatrzymano go po dwugodzinnym pościgu na ul. ulicy Joliot Curie w Sofii, właśnie w pobliżu budynku rosyjskiej ambasady). Obecnie ma być prowadzone postępowanie czy „Rezydent” nie został uprzedzony lub (i) nie nastąpiła pomoc ze strony kogoś z zespołu, który miał go pierwotnie zatrzymać. Ponownie rodzą się wątpliwości, co do penetracji różnych bułgarskich struktur siłowych osobami sympatyzującymi z Rosją i mogącymi stanowić zagrożenie dla chociażby operacji zatrzymań w sprawach związanych ze szpiegostwem. 

Sama operacja namierzenia oraz rozbicia rosyjskiej siatki szpiegowskiej była połączonym działaniem prokuratury, Państwowej Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (DANS), służby wywiadu wojskowego oraz ministerstwa spraw wewnętrznych. Prokurator generalny Geshev miał wyrazić szczególne uznanie w zakresie współpracy z ministrem obrony Krassimirem Karakaczanowem i szefa wywiadu wojskowego pułkownikiem Velko Atanasovem. Według strony bułgarskiej, uderzenie ich służb w rosyjską aktywność wywiadowczą może nawet przyczynić się do zamrożenia rosyjskich działań szpiegowskich w kraju przez okres roku.

Bułgarski kontrwywiad, w toku śledztwa i działań operacyjnych podjętych wobec namierzonych agentów, udokumentował kompromitujące oskarżonych epizody z ich działań szpiegowskich. Obecnie publicznie odtworzono nagrania rozmów telefonicznych z ich zadaniowaniem. Pozyskano również materiał fotograficzny ukazujący nielegalne rejestrowanie danych z komputera służbowego znajdującego się w biurze jednego z oskarżonych. Wskazuje się, że agent na co dzień pracujący w resorcie obrony Bułgarii mógł spędzić nawet jednorazowo do czterech i pół godziny na fotografowaniu dokumentów wyświetlanych na ekranie swojego służbowego komputera, który zapewniał mu dostęp do tajemnic państwowych.

Istnieje też materiał wideo, na którym uczestnicy siatki szpiegowskiej wymieniają pieniądze w kantorze i liczą swój urobek finansowy w biurze. W sumie, z podsłuchu miało wynikać, że agenci rosyjscy za dostarczane informacje mogli otrzymywać kwoty od 1000 do 1500 euro w zależności od ich użyteczności dla Rosji. Ich spotkania miały klasyczny wymiar spotkań agenturalnych, starając się ograniczyć do minimum możliwość ich wykrycia. Materiały były przekazywane na różnych nośnikach danych, komunikowano się za pomocą różnych telefonów komórkowych dostarczanych członkom siatki przez „Rezydenta”.

Obecnie grozi zatrzymanym, w przypadku udowodnienia winy przed sądem, od 10 lat pozbawienia wolności, aż do dożywocia. Prokurator generalny Bułgarii Iwan Geshev miał wskazać, że śledztwo ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa Bułgarii, ale także dla bezpieczeństwa partnerów państwa z NATO, UE oraz Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem, to pierwsza tak poważna sprawa od 1944 r. (sic!). Jeden z oskarżonych miał przyznać się do winy i przekazać prokuratorom informacje o działalności siatki. Dzięki temu, według BNT mógł on wyjść z aresztu za kaucją. Sąd ma rozpatrzyć metody zabezpieczenia reszty zatrzymanych do czasu procesu w kolejnych dniach.  

Jednocześnie, pojawiła się zapowiedź możliwego wydalenia z Bułgarii kolejnych rosyjskich dyplomatów, których aktywność została udokumentowana jako szpiegowska w obliczu zatrzymań samych Bułgarów. Trzeba bowiem pamiętać, że w 2019 r. władze w Sofii zdecydowały się na podobny krok, także po aferze szpiegowskiej. Tylko do grudnia 2019 r. z Bułgarii musiało wyjechać sześciu Rosjan (pięciu miało być legendowanymi jako dyplomaci szpiegami, a jeden posługiwał się przykrywką pracownika technicznego). W jednym z przypadków wskazano, że rosyjski dyplomata-szpieg szukał wrażliwych informacji wojskowych, w tym liczby żołnierzy amerykańskich rozmieszczonych w Bułgarii podczas  ćwiczeń wojskowych. Ówcześnie prokuratorzy zaznaczali, że mają również dowody na to, że Rosjanin miał kontakt z obywatelem Bułgarii mającym dostęp do informacji niejawnych, któremu oferował pieniądze za działania szpiegowskie.

Reklama
link: https://sklep.defence24.pl/produkt/kontrwywiad-atak-i-obrona/
Reklama 

20 marca władze w Bułgarii zostały wsparte przez stronę amerykańską i brytyjską. Na Twitterze Ned Price rzecznik Departamentu Stanu miał wskazać, że „Bułgaria jest przyjacielem, sojusznikiem w ramach NATO i partnerem. Uważnie przyglądamy się bułgarskiemu śledztwu w sprawie domniemanej rosyjskiej siatki szpiegowskiej. Stany Zjednoczone zdecydowanie popierają suwerenność Bułgarii i sprzeciwiają się szkodliwym działaniom na ich terytorium”. Szef resortu spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab również za pomocą mediów społecznościowych podkreślił, iż „Wielka Brytania stoi po stronie Bułgarii przeciwko złośliwej działalności Rosji, która ma na celu podważenie suwerenności naszego sojusznika z NATO. W pełni popieramy wysiłki Bułgarii w rozbijaniu podejrzewanej siatki szpiegowskiej i podejmowaniu kroków w celu przeciwdziałania wrogim działaniom Rosji na jej terytorium”.

Dla Rosjan oczywiście cała sprawa jest formą propagandowej nagonki na dobre relacje kulturowe i historyczne między oboma narodami. Rosyjska ambasada w Sofii stwierdziła wręcz, że mamy do czynienia z jedną z „nieustannych prób wbicia klina w dialog rosyjsko-bułgarski i po raz kolejny demonizowania naszego państwa”. Jednocześnie, we wspomnianym oświadczeniu ambasady rosyjskiej stwierdzono, że oczekuje ona, iż „dochodzenie sądowe będzie prowadzone na zasadach apolitycznych, bezstronnych i obiektywnych, w ścisłej zgodności z normami bułgarskiego i międzynarodowego prawa”. Trzeba zauważyć, że dla strony bułgarskiej to mocno problematyczna sprawa. Jak wskazał prokurator generalny Iwan Geshev chciałby aby „sprawa nie została wykorzystana do podziału narodu”. Albowiem nadal znaczna część obywateli Bułgarii ma zdaniem obserwatorów życia społeczno-politycznego sympatyzować raczej z Moskwą niż z NATO. Co więcej, na bułgarskiej scenie politycznej mają znajdować się politycy otwarcie popierający obecną politykę Rosji i samego Władimira Putina.

Komentarze