Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Broń przyszłości i szybkie rakiety. Czym Amerykanie walczyli w Wenezueli?

Operacja pod kryptonimem „Absolutna Determinacja” przeprowadzona 3 stycznia 2026 roku w Wenezueli wciąż jest przedmiotem intensywnych analiz. Na światło dzienne wychodzą nowe fakty na temat przebiegu walk i zastosowanej taktyki. W mediach pojawiły się też spekulacje na temat wykorzystania futurystycznych broni przez siły zbrojne USA. Czy to kolejna odsłona operacji typu psy-ops mających osłabić morale potencjalnych przeciwników?

Ćwiczenia jednostek specjalnych USA
Ćwiczenia jednostek specjalnych USA.
Autor. Sgt. Olivia Cowart
Czy USA posiadają broń soniczną? Śmiercionośne gogle Nie wiemy co nas trafiło Zasady admirała McRaven'a

„W dniu operacji nie słyszeliśmy niczego niepokojącego. Byliśmy na warcie, gdy nagle wszystkie nasze systemy radarowe wyłączyły się bez żadnego wyjaśnienia. Następną rzeczą, jaką zobaczyliśmy, były drony, mnóstwo dronów, przelatujące nad naszymi pozycjami. Nie wiedzieliśmy, jak zareagować” – tak zaczyna się relacja jednego z wenezuelskich strażników, której angielskie tłumaczenie zamieszczone na portalu społecznościowym X (a pierwotnie na TikTok) osiągnęło milionowe zasięgi.

Reklama

Następnie domniemany strażnik opisuje przebieg amerykańskiego desantu w bazie Tiuna:

„Po pojawieniu się dronów nadleciało kilka helikopterów, ale było ich bardzo mało. Chyba ledwie osiem. Z tych helikopterów wylądowali żołnierze, ale bardzo niewielu. Może dwudziestu. Ale ci ludzie byli bardzo zaawansowani technologicznie. Nie wyglądali jak nic, z czym wcześniej walczyliśmy. (…) to była masakra. Było nas setki, ale nie mieliśmy szans. Strzelali z taką precyzją i szybkością… wydawało się, że każdy żołnierz strzela 300 pocisków na minutę. Nie mogliśmy nic zrobić” – wspomina strażnik.

W pewnym momencie (Amerykanie) odpalili coś – nie wiem, jak to opisać… to było jak bardzo intensywna fala dźwiękowa. Nagle poczułem, jakby moja głowa eksplodowała od środka. Wszyscy zaczęliśmy krwawić z nosa. Niektórzy wymiotowali krwią. Upadliśmy na ziemię, nie mogąc się ruszyć (…) Tych dwudziestu ludzi, bez ani jednej ofiary, zabiło setki z nas. Nie mieliśmy szans konkurować z ich technologią, z ich bronią. Przysięgam, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie mogliśmy nawet wstać po tej broni dźwiękowej, czy czymkolwiek to było – wspomina wenezuelski strażnik.

Powyższy opis większość ekspertów uważa za co najmniej przesadzony i spowodowany szokiem bitewnym. W oryginalnym wywiadzie prowadzonym po hiszpańsku, żołnierz, który nie pokazuje swojej twarzy, nie brzmi, jakby był zestresowany. Nasuwa się przypuszczenie, że cała historia użycia broni sonicznej może być przykładem amerykańskiej operacji psychologicznej (Psy-Ops), której celem jest zastraszenie potencjalnych przeciwników i dodatkowe wykorzystanie w warstwie narracyjnej osiągniętego sukcesu militarnego. Rewelacje na temat broni sonicznej zostały upowszechnione również przez rzeczniczkę Białego Domu Karoline Leavitt, która zacytowała wspomniany powyżej wpis. Temat podjęły również media głównego nurtu, np. Fox News.

Czy USA posiadają broń soniczną?

W tym kontekście nasuwa się system LRAD (Long-range acoustic device, czyli urządzenie akustyczne dalekiego zasięgu), zwane też czasami działem akustycznym. Pierwotnie służyło ono do komunikacji na wodzie (zasięg do 2,5 km, maksymalna głośność 160 dB), ale z biegiem czasu znalazło zastosowanie jako element oddziaływania na tłum w czasie demonstracji. Dzieje się tak poprzez przekazywanie głośnych komunikatów i ostrzeżeń, ale także poprzez emitowanie fal dźwiękowych, które wywołują negatywne doznania, aż do poziomu bólu.

Najnowsze relacje na temat użycia tego typu środków przez policję pojawiły się w związku z wybuchem paniki podczas demonstracji antyrządowych 15 marca 2025 r. w Belgradzie. Objawy miały obejmować napady lęku i ogólną konfuzję tłumu. Innym nieśmiercionośnym systemem służącym odstraszaniu agresywnych demonstrantów jest ADS (Active Denial System). Ta eksperymentalna broń energetyczna emitująca wiązkę fal milimetrowych powstała z myślą o misjach w Iraku i Afganistanie.

Autor. Official White House Photo by Molly Riley

Działanie polegało na wywoływaniu odczucia parzenia na skórze (zasięg maksymalny ponad 500 metrów), które ustępowało po opuszczeniu strefy odziaływania wiązki. Nie można wykluczyć miniaturyzacji (a także modernizacji i łączenia) tych nieśmiercionośnych broni, chociaż nie ma dowodów, iż tego rodzaju broń została użyta przez Amerykanów w Wenezueli. Nie ulega jednak wątpliwości, że posiadanie nieśmiercionośnych broni (np. zainstalowanych na śmigłowcach) może być przydatne podczas operacji specjalnych, w których ograniczenie strat przeciwnika jest istotne z szeroko pojętych względów politycznych.

Śmiercionośne gogle

Jej współzałożyciel, Palmer Luckey, w programie Joe Rogan Experience zademonstrował wspomagany AI kompaktowy system hełmowy Eagle Eye. Urządzenie to daje żołnierzowi do dyspozycji instrumenty kontroli i dowodzenia. Obraz z zewnętrznych platform (np. dronów) wyświetlany jest w czasie rzeczywistym na okularach będących de facto ekranami. Dane z platform zewnętrznych nakładane są na obraz widziany przez żołnierza. W ten sposób przeciwnik kryjący się za przeszkodą staje się widoczny, np. dla szturmujących obiekt operatorów jednostki specjalnej. Docelowo żołnierz ma mieć możliwość zaatakowania wykrytego celu, np. przy użyciu amunicji krążącej lub innych środków robotycznych.

Reklama

Nie wiemy co nas trafiło

Oprócz kontrowersyjnej relacji na temat broni sonicznej pojawiły się również relacje rannych żołnierzy wenezuelskich, które wydają się znacznie bardziej wiarygodne. Rozmowy z rannymi żołnierzami zamieścił m.in. chiński kanał YouTube ShanghaiEye (oraz CGTN), który wykorzystał materiał wenezuelskiej stacji telewizyjnej Telesur (La Nueva Televisora del Sur). W nagraniu z 3. stycznia 2026 roku widzimy wciąż wstrząśniętych niedawną walką rannych żołnierzy wenezuelskich.

Jeden z nich, sierżant Ricardo Salazar, opowiada o przebiegu walk. Wedle jego relacji eksplozje poprzedziły odgłos zbliżających się śmigłowców. Żołnierz, wraz z dwoma kolegami, wybiegł z budynku z dwoma pociskami przeciwlotniczymi Igła. Po zainstalowaniu mechanizmu startowego próbował podnieść do ramienia przenośny zestaw przeciwlotniczy Igła.

Reklama

„W tym momencie pocisk uderzył bezpośrednio koło nas. Nie wiem, co nas trafiło, ale padliśmy. (…) Chciałem jeszcze walczyć, ale byłem ranny” – wspomina sierżant. Jak wynika z innych publikacji, jego stanowisko przenośnych rakiet przeciwlotniczych Igła miało znajdować się na dachu wojskowego uniwersytetu technicznego UNEFA (Universidad Nacional Experimental Politécnica de la Fuerza Armada Bolivariana) nieopodal lotniska La Carlota, które było obiektem ataku. Sierżant Salazar, podobnie jak inny z rannych żołnierzy, zapewniał o woli dalszej walki. Informacje te są bardzo istotne z kilku powodów. Jeżeli założymy, że nie są one jakąś formą inscenizacji na użytek wewnętrzny, to świadczą zarówno o posiadaniu przenośnych zestawów Igła w momencie ataku jak również o wysokiej determinacji i woli ich użycia przez żołnierzy.

Do uderzenia Amerykanie mogli użyć zarówno pocisków APKWS, jak i amunicji krążącej lub innych efektorów wystrzeliwanych ze śmigłowców (Launched effects). Istotna była koordynacja środków rozpoznania i efektorów – wszelkie przenośne zestawy przeciwlotnicze musiały być traktowane jako priorytetowe zagrożenie dla śmigłowców, nawet jeśli te wyposażone były w skuteczne systemy samoobrony, np. DIRCM (Directional Infrared Countermeasures). Pojawiły się też informacje o wyposażeniu śmigłowców we flary spektralne o niskiej luminancji. Przed operacją zakładano, że Siły Zbrojne Wenezueli mogą posiadać nawet 5000 przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych Igła-S. Można przypuszczać, iż część z nich nie była sprawna. W internecie dostępne są też nagrania przedstawiające ćwiczenia paramilitarnych jednostek w Caracas z wykorzystaniem… plastikowych atrap Igieł.

Z dostępnych nagrań wiadomo, iż w strefie działań operował RQ-170 Sentinel – odrzutowy BSL o niskiej wykrywalności. Tego rodzaju maszyny z pewnością odegrały istotną rolę w rozpoznaniu wenezuelskiej obrony przeciwlotniczej. Z kolei samoloty walki elektronicznej EA-18G Growler startujące z lotniskowca USS Gerald R. Ford skutecznie zakłóciły pracę wenezuelskich radarów. Zakłada się również, że po raz pierwszy na dużą skalę użyte zostały relatywnie tanie, jednorazowe drony uderzeniowe LUCAS. Wykorzystano też bomby szybujące AGM-154 C JSOW i przeciwradiolokacyjne pociski rakietowe AGM-88 HARM (High Speed Anti Radiation Missile).

Zasady admirała McRaven'a

Operacja „Absolutna Determinacja” została przeprowadzona zgodnie z zasadami opracowanymi przez admirała Williama H. McRavena, byłego dowódcy JSOC. McRaven nadzorował operację „Neptune Spear” w Abbottabadzie w 2011 roku, podczas której zabity został Bin Laden. Zgodnie z zasadami McRavena warunkiem sukcesu w operacjach specjalnych jest osiągnięcie miejscowej przewagi nad liczniejszym i czasami nawet silniejszym przeciwnikiem. Główne zasady to:

  • Jasno określony cel operacji;
  • Szybkie przeprowadzenie operacji;
  • Element zaskoczenia;
  • Zachowanie planów w tajemnicy;
  • Prostota planu;
  • Kompleksowe i realistyczne przećwiczenie operacji.
Reklama

Liczba zaangażowanych w operację środków wsparcia lotniczego była bezprecedensowa. W operacji uczestniczyło 150 statków powietrznych. Dokładna trasa przelotu ochranianych przez samoloty wielozadaniowe śmigłowców 160 SOAR pozostaje nieznana. Pojawiły się przypuszczenia, że komandosi Delta Force mogli przylecieć na teren bazy Fuerte Tiuna od południowego wschodu. Temu celowi mogło służyć zniszczenie przeciwlotniczego systemu Buk M2E na lotnisku w Higuerote.

Trasa przelotu wiodłaby wówczas nad słabiej zaludnionymi obszarami, co zwiększałoby element zaskoczenia. Atak na system Buk mógł też służyć odwróceniu uwagi lub zabezpieczeniu alternatywnej trasy ewakuacji. Nie wiemy również, jaką trasą miałby podążać element QRF – który musiał zostać uwzględniony w czasie planowania – być może właśnie od południowego wschodu.

Przebieg operacji „Absolutna Determinacja” jest bardzo wysoko oceniany przez żołnierzy amerykańskich jednostek specjalnych – w tym byłych operatorów SEAL Team Six. Wskazują oni na ryzyko, które pomimo starannego planowania zawsze towarzyszy operacjom specjalnym. W trakcie akcji jeden z pilotów Chinooka (podobno odpowiedzialny za planowanie lotniczej części operacji) został trzykrotnie trafiony w nogę.

Śmierć poniosło zaś 32 Kubańczyków stanowiących m.in. osobistą ochronę Maduro oraz kilkudziesięciu żołnierzy wenezuelskich. Niezależnie od ewentualnych okoliczności polityczno-wywiadowczych, które mogły sprzyjać akcji pojmania Nicolasa Maduro, podczas planowania zakłada się najgorsze scenariusze i do nich dostosowuje warianty operacji. Strona amerykańska posiadała środki do zadania bardzo poważnych strat, gdyby napotkała zdecydowany opór.

Reklama

Część celów wojskowych (np. samoloty) została zapewne oszczędzona ze względów politycznych. Pełna dominacja w powietrzu wsparta przewagą technologiczną i skutecznym rozpoznaniem była najważniejszym atutem Amerykanów. Relatywna bliskość operującej na Morzu Karaibskim floty umożliwiała długotrwałą obserwację przeciwnika i stopniowe zwiększanie presji. Armia wenezuelska nie mogła też przez miesiące pozostawać w stanie podwyższonej gotowości. Klęska wenezuelskiej obrony przeciwlotniczej, opartej głównie na rosyjskich systemach S-300 i Buk M2E, unaoczniła, że rosyjska technologia nie jest w stanie zapewnić ochrony przed zachodnim lotnictwem wykorzystującym samoloty piątej generacji oraz nowoczesne systemy walki elektronicznej.

Wydaje się wysoce prawdopodobnym, że w najbliższym czasie będziemy świadkami kolejnego skoku technologicznego w amerykańskich jednostkach specjalnych. Zwiększenie świadomości sytuacyjnej wsparte AI, a także integracja różnorodnych efektorów oraz dronów staną się multiplikatorem ich możliwości, szczególnie jeśli będą działały pod parasolem własnego lotnictwa.

PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142
Reklama