Geopolityka

Rosyjska armia stawia na historię [FOTO]

  • Photo: mjr. Robert Siemaszko/DKS MON
  • Fot. Casino Connection/Flickr/CC 4.0

Coraz więcej przykładów wskazuje, że rosyjska armia w sposób zorganizowany, a nie przypadkowy uczestniczy w poszukiwaniu poległych żołnierzy i zabytków pochodzących z czasów II wojny światowej. Wyniki tych prac są później opisywane na stronie ministerstwa obrony, by podkreślić, że obecni rosyjscy żołnierze są kontynuatorami tradycji zwycięskiej Armii Czerwonej.

Od około dwóch lat raporty z prac poszukiwawczych i archeologicznych bardzo często goszczą na oficjalnej stronie rosyjskiego ministerstwa obrony. Nie służą ona jednak tylko do pokazania tego co został zrobione, ale przede wszystkim do podkreślenia głębokiej więzi łączącej obecnych żołnierzy z tymi, którzy w szeregach Armii Czerwonej walczyli w czasach II wojny światowej.

Prace poszukiwawcze trwają praktycznie na całym obszarze objętym działaniami wojennymi oraz na otaczających Rosję morzach. Przykładowo, zastępca ministra obrony Federacji Rosyjskiej, generał armii Dmitrij Bułhakow poinformował 7 lipca br. o planach przeprowadzenia dwuetapowej ekspedycji poszukiwawczej, zorganizowanej przez współkierowane przez niego ministerstwo.

Fot. mil.ru

W pierwszej fazie pomocnicze jednostki pływające i płetwonurkowie Floty Czarnomorskiej (w sumie około 100 osób) mają w okresie od 19 do 29 lipca br. prowadzić poszukiwanie statków i okrętów (w tym podwodnych), które zatopiono w okolicach Krymu w czasie II wojny światowej. W drugim etapie, trwającym od 31 lipca br. do 12 sierpnia br., Rosjanie chcą odnaleźć szczątki poległych obrońców Kerczu i kamieniołomów Adżimuszkajskich.

Zgodnie z oświadczeniem Bulhakowa w ekspedycji mają również uczestniczyć przedstawiciele ekspedycyjnego centrum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, urzędu d/s utrwalania pamięci o poległych w obronie ojczyzny podległego ministerstwu, rosyjskiego ruchu poszukiwawczego oraz rosyjskiego towarzystwa geograficznego.

Fot. mil.ru

W części lądowej ekspedycji mają być zaangażowani żołnierze z 90. samodzielnego batalionu poszukiwawczego Zachodniego Okręgu Wojskowego. Batalion ten nie ma najprawdopodobniej swojego odpowiednika w siłach zbrojnych innych państw. Został on bowiem powołany specjalnie do prowadzenia prac poszukiwawczych decyzją ministra obrony Federacji Rosyjskiej z 21 stycznia 2006 r. „O prowadzenie poszukiwań nieznanych grobów wojskowych w strefie działań bojowych w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

 

Fot. mil.ru

Efektem takich ekspedycji badawczych są pogrzeby poległych żołnierzy – odbywające się okresowo zgodnie z ceremoniałem wojskowym i z szerokim udziałem lokalnej społeczności. Do takich patriotycznych uroczystości można zaliczyć np. ceremonię zorganizowaną na Krymie na początku lipca 2017 r., w czasie której pochowano szczątki 93 obrońców Sewastopola. Półwysep krymski stał się zresztą jednym z najbardziej aktywnych w tej dziedzinie obszarów. Rosjanie starają się bowiem za każdym razem podkreślić, jak bardzo ten obszar jest związany z historią Rosji. Podobne operacje „propagandowe” są realizowane w górach Kaukazu.

Z drugiej jednak strony wszyscy w Rosji zdają sobie sprawę, że na terenie walk okresu II wojny światowej prowadzone są też nielegalne poszukiwania, w których niszczy się ślady walk tylko po to, by zarobić pieniądze na odszukanych artefaktach. Filmy z tego rodzaju działań można bardzo łatwo odszukać w Internecie – i to takie, gdy cywilni „poszukiwacze” wydobywają amunicję.

Fot. mil.ru

Rosyjska armia najczęściej łączy prace poszukiwawcze z programem szkolenia specjalistycznego. Jest to szczególnie widoczne w siłach morskich, czego dowodem może być ekspedycja przeprowadzona od początku lipca br. na Morzu Barentsa przy wejściu do Zatoki Kola. W jej trakcie Rosjanie wysłali po raz kolejny w rejon zatopionego w czasie II wojny światowej transportowca „Thomas Donaldson” (typu Liberty) zespół okrętowy Floty Północnej w składzie: okręt inżynieryjny KIŁ-143 oraz dwie jednostki zabezpieczenia prac podwodnych.

Rosyjscy płetwonurkowie traktują ten wrak jako swoisty poligon, szkoląc się w nurkowaniu głębokowodnym (50-60 m) i na wrakach, a przy okazji wydobywając różnego rodzaju sprzęt wojskowy, który nie dotarł do Związku Radzieckiego w czasie wojny. Szkolą się więc jednostki nawodne (w wydobywaniu podwodnych obiektów), jak również nurkowie (w prowadzeniu prac podwodnych i likwidacji niebezpiecznych obiektów na dużych głębokościach).

Przy okazji nowe artefakty otrzymują rosyjskie muzea i parki pamięci, dotychczas wydobyto spod wody m.in.: czołg Sherman M4, lokomotywę, ciągniki oraz armaty przeciwlotnicze. Prace są o tyle trudne i niebezpieczne, że na pokładzie statku „Thomas Donaldson” była także amunicja. Dlatego rosyjscy płetwonurkowie ćwiczą w rzeczywiście realnych warunkach bojowych. Ekspedycja na Morzu Barentsa ma trwać kilka tygodni.

Fot. mil.ru

Ostatnim przedsięwzięciem szeroko reklamowanym przez rosyjskie media jest planowane przez specjalistów Floty Północnej podniesienie wraku samolotu myśliwskiego P-39 Airacobra z dna jeziora Szczukoziero w Obwodzie Murmańskim. Pozostałości myśliwca z II wojny światowej odkryto w 2011 r., ale dopiero teraz znalazły się środki na ich wydobycie. By nadać odpowiedni wydźwięk tej operacji, proces przygotowanie do niej jest nadzorowany osobiście przez dowódcę Floty Północnej wiceadmirała Nikołaja Jewmienowa, „który przywiązuje dużą wagę do historyczno-wojskowych i muzealnych prac”.

Początkowo było wiadomo tylko tyle, że w grząskim dnie Szczukoziera na głębokości około 40 m znajduje się duży obiekt. Późniejsze ekspedycje wykorzystujące już sonary dużej rozdzielczości oraz pojazdy podwodne określiły, że na dnie znajdują się duże fragmenty myśliwca P-39 Airacobra przekazanego Związkowi Radzieckiemu ze Stanów Zjednoczonych w ramach umowy pomocowej Lend-Lease.

Po przejrzeniu archiwów wojskowych z dużym prawdopodobieństwem stwierdzono, że jest to samolot z 2. eskadry 255. pułku myśliwskiego, który zaginął podczas lotu treningowego 6 marca 1945 r. Kierujący nim pilot, podporucznik Warawczikow zginął, gdy myśliwiec uderzył w taflę lodową, jaka jeszcze wtedy pokrywała jezioro. Rosjanie mają nadzieję, że wrak samolotu zachował się w dobrym stanie i być może uda się go odbudować w taki sposób, by stał się elementem ekspozycji w jednym z muzeów poświęconych II wojny światowej.

Komentarze