Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Narwa i Kłajpeda na celowniku Putina?

W ostatnich miesiącach do mediów coraz częściej przedostają się informacje o rzekomej chęci utworzenia „Kłajpedzkiej” oraz „Narewskiej” Republiki Ludowej. Czy na Litwie i w Estonii Rosja planuje zrealizować scenariusz podobny do tego, który realizowała kilka lat wcześniej na Ukrainie?

<p>Prorosyjscy bojownicy mieli zaatakować nie tylko punkt kontrolny, ale także kolumnę ukraińskich wojsk podczas jej przemieszczania. Fot. mil.gov.ua</p>
<p>Prorosyjscy bojownicy mieli zaatakować nie tylko punkt kontrolny, ale także kolumnę ukraińskich wojsk podczas jej przemieszczania. Fot. mil.gov.ua</p>

Intensyfikacja treści wskazujących na ryzyko utworzenia „niepodległych” republik na terytoriach krajów bałtyckich skłania do zadania kilku istotnych pytań. Co jest celem publikacji takich wiadomości? Do kogo w głównej mierze skierowana jest akcja?

Reklama

Dlaczego Narwa i Kłajpeda?

Pojawianie się wiadomości o ewentualnych tendencjach wskazujących na możliwe odłączenie Narwy czy Kłajpedy nie bierze się znikąd. W obydwu przypadkach istotną rolę odgrywa demografia i uwarunkowania historyczne. „W wyniku sowieckiej polityki osadniczej profil etniczny tych miast został zmieniony. Dziś zamieszkują je osoby mówiące po rosyjsku. Co ważne, w Kłajpedzie około 1/5 to mieszkańcy innej narodowości niż litewska. Narwa w zasadzie jest miastem mówiącym po rosyjsku” — powiedział nam Bartosz Chmielewski, ekspert odpowiadający za Projekt Bałtycki w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Nadgorliwość czy słuszna postawa?

Znając uwarunkowania demograficzne opisywanych terenów, możemy przejść do tego, kto konkretnie wykorzystuje je do tworzenia kampanii dezinformacyjnych. Z pomocą przychodzi nam tekst opublikowany niedawno przez estoński „Eesti Ekspress”. Czytamy w nim, że za kolportowaniem treści podżegających do separatyzmu w Narwie stoją m.in. radykalni rosyjscy neobolszewicy (dokładnie Ruch narodowo-bolszewicki — red.).

Warto zauważyć, że wspomniane estońskie medium nie jest zresztą jedynym podmiotem, który ujawnia aktywność grup suflujących narrację o rzekomo rosnących tendencjach niepodległościowych w Narwie czy litewskiej Kłajpedzie. Zdaniem Bartosza Chmielewskiego z OSW, powyższy fakt pokazuje, że zarówno Litwa, jak i Estonia odpowiednio monitorują i reagują na tego typu akcje dezinformacyjne. Jednocześnie — jak zauważył — ich reakcja może być momentami zbyt przesadna.

„Moim zdaniem bajki o „republikach ludowych” w państwach bałtyckich budzą większe zainteresowanie europejskich mediów niż społeczności, do których są adresowane” — twierdzi, zaznaczając, że prawdopodobnie rosyjskie akcje dezinformacyjne nie skończą się na tych dwóch regionach. „W przyszłości będą powstawać kolejne fanpage „republik ludowych”. Tworzenie wirtualnych republik separatystycznych w państwach bałtyckich przez rosyjską propagandę trwa od ponad dekady. Zmieniają się tylko metody komunikacji” — dodał, podając przykład z 2008 roku, kiedy to w Narwie kolportowano ulotki wzywające do stworzenia autonomii, a po roku 2015 przeniesiono się do internetu, gdzie zaczęły powstawać fanpage takich wirtualnych republik jak Wileńska, Łatgalska czy Bałtycko-Rosyjska.

Czy fakt tworzenia „wirtualnych republik ludowych” oznacza, że w ślad za nimi powstaną realne podmioty polityczne? Zdaniem Bartosza Chmielewskiego, niekoniecznie. „Bez względu na to, że w przyszłości powstaną kolejne „wirtualne republiki ludowe”, realny separatyzm w Narwie, Kłajpedzie, Wilnie czy Łatgalii nie istnieje” — twierdzi, przypominając, że próby powoływania autonomii na terenach państw bałtyckich rzeczywiście miały miejsce, ale odbywało się to na początku lat 90. w obawie przed przemianami polityczno-ekonomicznymi (Estonia) czy lituanizacją (Wileńszczyzna).

Scenariusz ukraiński możliwy?

Na koniec rodzi się jeszcze jedno ważne pytanie. Czy dzisiejsza rosyjska kampania (dez)informacyjna może być elementem stwarzania „podglebia” pod poważniejszą, zakrojoną na szerszą skalę, akcję militarną? W pamięci mamy bowiem wydarzenia z maja 2014 roku, kiedy to prorosyjscy separatyści na terenie Ukrainy ogłosili utworzenie Ługańskiej oraz Donieckiej Republiki Ludowej, a także z lutego 2022 roku, kiedy to Władimir Putin podpisał dekret o uznaniu „republik ludowych” w Donbasie, co stało się przyczyną rozpoczęcia „specjalnej operacji wojskowej”, czyli wojny na Ukrainie.

Według Bartosza Chmielewskiego trudno porównać obecną sytuację w krajach bałtyckich z tym, co działo się na Ukrainie w 2014 roku. „Wydarzenia na pomajdanowej Ukrainie są nieporównywalne z pojawiającymi się w przestrzeni internetowej „wirtualnymi republikami”. Litwa, Łotwa czy Estonia nie są państwami targanymi rewolucją polityczną jak ówczesna Ukraina. Ponadto Estonia czy Litwa są państwami, gdzie aparat państwowy jest sprawniejszy niż ukraiński kilkanaście lat temu. Wszelkie przejawy organizowanego z zewnątrz separatyzmu spotkałyby się z reakcją organów siłowych państw bałtyckich” — twierdzi analityk.

„Państwa bałtyckie są celem moskiewskiej polityki imperialnej od ponad 30 lat. Jak podkreślałem wyżej, insynuacje dotyczące „republik ludowych” pojawiają się regularnie od kilku lat, ale dotychczas istnieją jedynie w internecie. Obecnie niewiele wskazuje, by Rosja mobilizowała siły u granic Estonii czy Łotwy. Wydaje się, że przy tak znaczącym zaangażowaniu w walki na Ukrainie Moskwa ma ograniczone możliwości udanej interwencji na północy. Nie oznacza to jednak, że Rosja nie posiada planów ataku na państwa bałtyckie (…)” — kontynuował, dodając, że w tym konkretnym przypadku bardziej prawdopodobny jest scenariusz z 2022 roku, a nie 2014 roku.

„Narwa czy Kłajpeda, czy jakiekolwiek inne miasto w państwach bałtyckich, nie będą „drugim Krymem”, a w najmroczniejszym scenariuszu raczej podzielą one los Mariupola” — podsumował.

Reklama
WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153
Reklama