Reklama
  • WIADOMOŚCI

Czy Stany Zjednoczone opuszczą NATO? Nowe sygnały po spotkaniu Trump–Rutte

Wczoraj pojawiła się informacja przekazana przez rzeczniczkę Białego Domu, Karoline Leavitt, że Donald Trump planuje rozmowę z sekretarzem generalnym NATO, Markiem Rutte, a jednym z tematów ma być przyszłość Stanów Zjednoczonych w Sojuszu Pólnocnoatlantyckim. Już sama zapowiedź takiego spotkania wywołała spekulacje, czy administracja USA rzeczywiście rozważa opuszczenie NATO.

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
Autor. Grafika AI/Gemini

Do rozmowy doszło jeszcze tego samego dnia w Białym Domu. Spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami, a jego szczegóły nie zostały w pełni ujawnione. Wiadomo jednak, że dyskusja dotyczyła napięć między Waszyngtonem a częścią sojuszników oraz wcześniejszych sugestii Trumpa dotyczących możliwego wyjścia USA z NATO. Po zakończeniu rozmów żadna ze stron nie ogłosiła przełomu ani konkretnych decyzji.

Reklama

Krótko po spotkaniu głos zabrał sam Donald Trump, publikując wpis w mediach społecznościowych. Prezydent USA napisał, że NATO „nie było przy Stanach Zjednoczonych, kiedy było to potrzebne” i nie będzie również w przyszłości. Wpis pojawił się niedługo po opuszczeniu Białego Domu przez Marka Rutte i został odebrany jako wyraźny sygnał frustracji wobec części państw członkowskich.

Niedługo później pojawiły się kolejne informacje, tym razem opisane przez The Wall Street Journal. Dziennik, powołując się na źródła w administracji USA, podał, że w Białym Domu rozważany jest plan nacisku na wybrane kraje NATO. Nie chodzi jednak o wyjście Stanów Zjednoczonych z Sojuszu, lecz o zmianę rozmieszczenia sił wojskowych.

Według tych doniesień administracja Trumpa analizuje możliwość przeniesienia amerykańskich wojsk z państw uznanych za niewystarczająco wspierające działania USA. Wśród krajów, które miały wzbudzić niezadowolenie Waszyngtonu, wymieniane są między innymi Niemcy i Hiszpania, ale także Włochy i Francja, które w różny sposób ograniczały wykorzystanie swoich baz wojskowych.

Plan zakładałby relokację sił do innych państw NATO, przede wszystkim na wschodnią flankę Sojuszu. W tym kontekście pojawiają się takie kraje jak Polska, Rumunia czy Litwa, które należą do najbardziej zaangażowanych militarnie członków NATO i utrzymują wysokie wydatki na obronność. Rozważane ma być również zamknięcie co najmniej jednej bazy w Europie Zachodniej.

Do sprawy odniósł się także Mark Rutte, który po spotkaniu z Trumpem przyznał, że amerykański prezydent jest wyraźnie rozczarowany postawą części sojuszników. Jednocześnie podkreślił, że większość państw NATO udzieliła Stanom Zjednoczonym wsparcia logistycznego i operacyjnego, a współpraca w ramach Sojuszu nadal funkcjonuje.

Wszystkie te wydarzenia, następujące jedno po drugim, pokazują, że choć temat wyjścia USA z NATO ponownie pojawił się w przestrzeni publicznej, to na razie bardziej realnym scenariuszem jest wywieranie presji na sojuszników i zmiana rozmieszczenia wojsk niż faktyczne opuszczenie Sojuszu.

Kluczowym elementem całej tej dyskusji pozostają jednak realne możliwości działania amerykańskiego prezydenta. Wbrew politycznej retoryce, Donald Trump nie ma pełnej swobody w kwestii wyprowadzenia Stanów Zjednoczonych z NATO. Amerykański system prawny opiera się na podziale kompetencji, a członkostwo w sojuszach międzynarodowych jest zakorzenione nie tylko w decyzjach władzy wykonawczej, ale również ustawodawczej.

Formalne opuszczenie NATO wymagałoby zaangażowania Kongresu, który odgrywa istotną rolę w zatwierdzaniu kluczowych decyzji dotyczących polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W ostatnich latach pojawiały się nawet inicjatywy ustawodawcze mające wprost ograniczyć możliwość jednostronnego wycofania USA z Sojuszu przez prezydenta. To pokazuje, że niezależnie od tego, jak ostre są deklaracje polityczne, istnieją mechanizmy mające zabezpieczyć ciągłość amerykańskich zobowiązań sojuszniczych.

Można więc zinterpretować działania Trumpa nie jako realne przygotowanie do wyjścia z NATO, lecz jako próbę zwiększenia swojej pozycji negocjacyjnej. Groźba opuszczenia Sojuszu działa bowiem jako silny instrument nacisku, szczególnie wobec państw, które w opinii Waszyngtonu nie spełniają oczekiwań w zakresie finansowania obronności czy wsparcia operacyjnego.

Taki sposób prowadzenia polityki oznacza przesunięcie akcentów – z bezwarunkowego przywództwa na bardziej transakcyjne podejście do sojuszy. W jego ramach obecność wojskowa, gwarancje bezpieczeństwa czy współpraca militarna stają się elementami negocjacji, a nie stałymi filarami polityki. To z kolei może prowadzić do większej niepewności wśród sojuszników, którzy dotychczas opierali swoje strategie bezpieczeństwa na stabilności relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Reklama

W efekcie, nawet bez formalnego opuszczenia NATO, sama zmiana podejścia Waszyngtonu może znacząco wpłynąć na funkcjonowanie całego Sojuszu.

WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153
Reklama