- WIADOMOŚCI
- POLECANE
Bombami we Flotę Cieni. Francuski lotniskowiec pokazuje pazury [RELACJA]
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Francuski lotniskowiec Charles de Gaulle, jedyny lotniskowiec w NATO poza flotą USA z napędem jądrowym, ćwiczył, jak wspierać wschodnią flankę NATO. Redakcja Defence24.pl widziała to z bliska.
Autor pragnie podziękować całej załodze Charles’a de Gaulle’a oraz JFC w Neapolu za umożliwienie wizyty.
Francuski jedynak
R91 Charles de Gaulle to okręt wyjątkowy. Francuski jedynak, jeżeli chodzi o okręt klasy lotniskowiec, dodatkowo jako jedyny okrętem nawodnym w NATO poza flotą USA jest napędzany reaktorami jądrowymi. Okręt został zwodowany w 1994 r. i wszedł do służby w 2001 r. Jest flagową jednostką Marine Nationale i jednym z nielicznych na świecie z systemem CATOBAR (catapult-assisted take-off, barrier-arrested recovery) (katapulty + linie hamujące), co pozwala na operacje cięższymi samolotami z pełnym uzbrojeniem i posiadanie pokładowych samolotów wczesnego ostrzegania (E-2 Hawkeye). Okręt ma klasyczną konfigurację z pokładem lotniczym skośnym.
Pokład lotniczy ma powierzchnię ok. 12 000 m² i jest wyposażony w dwie parowe katapulty typu C13-3 (skrócona wersja amerykańskich katapult z lotniskowców klasy Nimitz). Lądowanie zapewnia system aerofiniszerów (lin hamujących). Hangar o powierzchni ok. 4070 m² i wysokości 6,1 m mieści do 40 maszyn – głównie Rafale. Okręt jest napędzany dwoma reaktorami wodnymi ciśnieniowymi (PWR) typu K15 (produkowanymi przez Areva/Framatome), każdy o mocy termicznej 150 MWt. Reaktory zasilają dwie turbiny parowe Alstom o łącznej mocy wałowej ok. 61 MW (82 000 KM). Uzupełniają je cztery zespoły prądotwórcze dieslowo-elektryczne.
Jak francuski lotniskowiec może pomóc Polsce w odparciu inwazji Rosji?
— Mariusz Marszałkowski (@MJMarszalkowski) May 10, 2026
Na czym ćwiczą Francuzi zwalczanie okrętów?
Ile dziennie odbywa się lotów myśliwców Rafale z pokładu lotniskowca?
Na te i wiele innych pytań odpowiem w relacji z pokładu 4. lotniskowca, na którym miałem… pic.twitter.com/zeknBVhqJE
Typowe ugrupowanie lotnicze składa się z około 40 maszyn, z czego 30–35 to myśliwce Rafale, 2 samoloty wczesnego wykrywania i dowodzenia E-2 Hawkeye, 2 do 4 śmigłowców NH-90 oraz do 2 śmigłowców wsparcia i ratownictwa AS365 Dauphin.
Załogę okrętu stanowi około 2000 ludzi, z czego 1300 to załoga samego okrętu, a około 500–600 osób to personel lotniczy. Na jednostkę można zaokrętować również do 500 pasażerów – np. żołnierzy piechoty morskiej.
Następcą lotniskowca Charles’a de Gaulle’a będzie lotniskowiec nowego typu France Libre, który ma być jednostką większą niż poprzednik i wejść do służby pod koniec lat 30. XXI wieku.
La Fayette i przerwany pokaz na Bałtyku
Trwające rozmieszczenie francuskiej armady lotniskowcowej (Groupe Aéronaval) nosi nazwę La Fayette. Nazwa „La Fayette” nawiązuje do tradycji francuskiej marynarki nadawania nazw większym rozmieszczeniom lotniskowcowym na cześć historycznych postaci (poprzednie to m.in. Clemenceau 25). Z założenia operacja miała w głównej mierze skupić się na północy i wschodzie Europy, m.in. jako sygnał wobec Rosji. Charles de Gaulle wraz ze swoją grupą składającą się z trzech fregat, okrętów wsparcia oraz okrętu podwodnego zawitał na Morze Północne i – długo niewidzące lotniskowców – Morze Bałtyckie. Niestety misja nie została w pełni zrealizowana, gdyż cała grupa została pospiesznie wycofana z naszej części Europy po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskiej kampanii wojennej skierowanej przeciwko Iranowi.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Mimo przerwanej misji na Bałtyku, Charles de Gaulle nie pozostał bezczynny. Pod koniec kwietnia on i jego grupa uderzeniowa wzięli aktywny udział w kolejnej w tym roku iteracji natowskich ćwiczeń Neptun Strike. Redakcja Defence24.pl wizytowała wcześniej pokład włoskiego lotniskowca Cavour, który również brał udział w poprzedniej edycji ćwiczeń.
Neptun Strike i „uderzenia” w tankowce
Neptun Strike to jedno z ważniejszych cyklicznych ćwiczeń wojskowych organizowanych przez NATO. Są to ćwiczenia, które skupiają się na domenie morsko-powietrznej i zadaniach związanych m.in. z dalekimi uderzeniami lotnictwa pokładowego należącego do państw NATO. Aktywnymi uczestnikami Neptun Strike są państwa, które naturalnie posiadają takowe zdolności, czyli USA, Wielka Brytania, Francja, Włochy oraz w ograniczonym stopniu Hiszpania oraz Turcja. Kluczowe jest również przeciwdziałanie najnowszym wyzwaniom – czyli bezzałogowcom. Ten epizod ćwiczeń autor widział z bliska na pokładzie fregaty Alsace.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Francuzi w swoich działaniach wzięli pod uwagę jeszcze jeden element, czyli jednostki morskie należące do tzw. floty cieni. Flota cieni to statki, które trudnią się transportem surowców objętych międzynarodowymi sankcjami. Statki te, często przestarzałe, pływające bez należytych ubezpieczeń, z wyłączonymi transponderami Automatycznej Identyfikacji Statków (AIS), mogą stwarzać poważne zagrożenie dla żeglugi międzynarodowej i środowiska w przypadku np. katastrofy ekologicznej.
Swoje potężne floty tankowców cieni zbudowały Iran i Rosja. W ramach rosyjskiej floty cieni pływa około 1000 tankowców, które transportują surowiec rosyjski do rafinerii m.in. w Indiach i Chinach, ale także do państw Ameryki Południowej. Sam surowiec podlega sankcjom m.in. Grupy G7, zgodnie z którymi międzynarodowi armatorzy nie mogą przyjmować zleceń na transport rosyjskiej ropy, jeżeli jej cena przekracza określony pułap (stały współczynnik poniżej notowań ropy gatunku Brent).
Na pokład Charles’a de Gaulle’a autor dotarł na pokładzie wielozadaniowego śmigłowca AS365F Dauphin. Po wylądowaniu odbył się briefing bezpieczeństwa związany z przebywaniem na pokładzie okrętu. Po krótkim szkoleniu odbyliśmy spotkanie z dowódcą okrętu komandorem Thomasem Pugą oraz dowódcą francuskiej CSG kontradmirałem Thibault de Possesse. Francuscy dowódcy – okrętu i całego zgrupowania – wyjaśnili rolę grupy i zadania, które zostały przed nimi postawione. Wskazywali na istotę potencjału uderzeniowego, który pozwala we współpracy z innymi sojusznikami na działanie daleko od miejsca rozpoczęcia misji. Wskazywali, że ćwiczonymi scenariuszami działań są loty nad wschodnią flankę NATO w celu wsparcia ćwiczących pododdziałów. To kluczowa zdolność, gdyż przeciwnik musi wliczać w ryzyko swojej operacji pojawienie się dodatkowych sił lotniczych, których fizycznie nie ma na planowanym teatrze działań.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Jednak kluczowym zadaniem grupy w prowadzonych ćwiczeniach była kontrola żeglugi i ruchu morskiego oraz przeprowadzanie uderzeń lotniczych na jednostki morskie potencjalnego przeciwnika. I tu ciekawy wątek – rolę celu dla francuskich myśliwców Rafale startujących z pokładu Charles’a de Gaulle’a pełnią… rosyjskie tankowce floty cieni.
Francja aktywnie wzięła dosłownie na celownik rosyjskie statki pływające pod banderami (często fałszywymi) obcych państw. Od jesieni 2025 roku francuska Marine Nationale (Marynarka Wojenna Francji) dokonała abordażu i zajęcia pięciu zbiornikowców. Statki te zostały zajęte na wodach międzynarodowych Oceanu Atlantyckiego i Morza Śródziemnego.
W przypadku ćwiczeń Neptun Strike tankowce te stawały się umownymi celami uderzeń lotniczych. W obserwowanym przez autora scenariuszu dwa myśliwce Rafale uderzyły w tankowiec dwoma precyzyjnymi bombami lotniczymi, zrzuconymi z odległości 4 mil morskich od celu. Jeden z myśliwców pełnił zadanie podświetlania celu przy użyciu podwieszanego zasobnika celowniczego. Co podkreślają sami Francuzi, działania te odbywają się z poszanowaniem prawa międzynarodowego, przy jednoczesnej transparentności działania.
Załogi samych tankowców, ale także operujące w okolicy rosyjskie okręty (w tym rozpoznania radioelektronicznego) mają mieć świadomość, co jest celem ataków. Jest to swego rodzaju komunikacja strategiczna, mówiąca, że w przypadku agresywnych działań Rosji poza Ukrainą, jej aktywa utrzymujące państwo rosyjskie przy finansowym życiu mogą stać się ofiarą również w kontekście celów militarnych. Piloci francuscy nie mają w tym przypadku ukrywać swoich „zamiarów”.
W całej operacji brało udział 12 myśliwców Rafale, które w ciągu niespełna 10 minut wystartowały z pokładu Charles de Gaulle oraz samolot dozoru powietrznego i dowodzenia E-2C Hawkeye. Cel znajdował się 45 mil morskich od francuskiej grupy – ze względów bezpieczeństwa nie będę ujawniać nazwy tankowca-celu.
Operacje na pokładzie
W czasie wizyty autor miał okazję zobaczyć Centrum Informacji Bojowej (Combat Information Center), czyli „mózg” okrętu, w którym odbywa się dowodzenie i kierowanie działaniami bojowymi. Z miejsca tego monitoruje się przestrzeń powietrzną, nawodną i podwodną, sterowaniem systemami uzbrojenia oraz operacjami lotniczymi. W czasie wizyty autor zwiedził również Poste de Commandement de la Flotte, czyli centrum dowodzenia działaniami całej Grupy Lotniczej (Groupe Aéronaval). W tym niewielkim pomieszczeniu kieruje się działaniami wszystkich okrętów zespołu – m.in. rozdysponowuje się zadania dla poszczególnych jednostek morskich.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Na okręcie często można spotkać charakterystyczne hasła – oficjalne hasła Marynarki Wojennej czyl Discipline, honour, patrie i valour – Dyscyplina, honor, ojczyzna i waleczność.
Sam pokład w momencie przebywania na nim myśliwców, które są dostarczane z hangarów dwoma windami (plus dwie windy do transportu uzbrojenia) jest dość zatłoczony. Samoloty stoją zarówno z przodu okrętu, jak i na jego rufie. Z przodu zazwyczaj bazują również śmigłowce oraz jeden z dwóch powietrznych punktów dowodzenia i rozpoznania E-2C. Same starty przebiegają dość standardowo, jak na ten rodzaj zastosowanych rozwiązań CATOBAR. W pierwszej kolejności dużo zależy od wiatru – siły i jego kierunku. Wedle niego ustawia się okręt. Tak jak na lądzie, tak i na morzu starty odbywają się pod wiatr. Zwiększa się również prędkość okrętu. Docelowo – aby prędkość wiatru nad pokładem mieściła się w przedziale 20–30 węzłów. Ustawienie samolotów, czyli tzw. spotting na pokładzie okrętu odbywa się zgodnie z planem pokładu, czyli planami lotów – najogólniej, jakie zadania są przeznaczone dla konkretnej maszyny i kiedy ma je realizować. To ustawienie jest wcześniej obrazowane na specjalnej tablicy, gdzie role prawdziwych samolotów przejmują miniaturowe modele.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Na pokładzie lotniczym intensywnie pracują inżynierowie lotów ubrani w różnokolorowe kamizelki. Żółte przeznaczone są za sterowanie ruchem i odpalanie katapulty, zielone za przygotowanie samolotu do startu i podłączenie do katapulty, białe przysługują szefostwu i oficerom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo, a brązowy i czerwony należą do mechaników, strażaków oraz obsługi uzbrojenia i tankowania maszyn.
Po wydaniu komendy przygotowania do lotów samoloty są rulowane przez „chien jaune”, czyli żółte kamizelki (kierownik ruchu na pokładzie) do odpowiedniej katapulty. Po zatrzymaniu za samolotem podnoszony jest deflektor strumienia (Jet Blast Deflector), który ma wzmocnić odrzut samolotu i ochronić znajdujące się z tyłu maszyny przed podmuchem. Pilot wysuwa z przodu podwozia „dyszel”, czyli launch bar, który łączony jest z wózkiem katapulty. „Élingueur”, czyli personel w zielonych kamizelkach montuje holdbar łączący dyszel launch bara z wózkiem katapulty. Element ten pęka w momencie, gdy samolot „wyrzucany” jest na końcu rozbiegu. Kiedy wszystko jest połączone, pilot samolotu zwiększa moc silnika do maksimum, sprawdza ostatnie systemy przed startem i czeka na sygnał od obsługi pokładu. „Officier de lancement”, czyli oficer startu, ubrany w specjalny, żółty strój, podnosi do góry zieloną flagę, która jest sygnałem dla pilota, że wszystko na pokładzie jest gotowe.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Kiedy pilot odpowiada salutem, oficer startowy opuszcza chorągiewkę do ziemi – to sygnał do obsługi katapulty, aby została odpalona, a samolot wystartował. Pilot nie trzyma sterów w momencie użycia katapulty. Przeciążenie – powyżej 4–5 G mogłoby spowodować niekontrolowany ruch sterem. Rafale opuszcza pokład z nosem uniesionym ku górze.
Starty mogą odbywać się z dwóch katapult niemal równocześnie. W przypadku startów, których autor był świadkiem, interwały wynosiły mniej niż 30 sekund.
Bardziej skomplikowana jest procedura lądowania. Piloci lądują na skośnym pokładzie, którego długość wynosi około 200 metrów. Rozkładane są 3 liny hamujące, w które trafić musi lądujący pilot. Te mają swoje nazwy – pierwsza to Athéna, druga – Aphrodite, a trzecia – Andromède. Atena jako bogini mądrości, ale i odwagi (najtrudniejsza do osiągnięcia), Afrodyta jako bogini miłości, której każdy lotnik pożąda, oraz Andromeda, jako uratowana przez Perseusza przed śmiercią w morskich toniach, jako ostatnia szansa dla pilota.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Na specjalnej wyspie znajdującej się na bakburcie (lewej burcie) okrętu swoje stanowisko mają Officiers d’Appontage, czyli potocznie nazwani Raquettes lub paddles po angielsku, czyli oficerowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo lądowania. Ich „uzbrojeniem” są specjalne joysticki, którymi dają znaki lądującemu pilotowi. Ten widzi znaki w tzw. „meatballu”, czyli optycznym systemie lądowania, który pokazuje pilotowi w formie kolorów, czy jest w osi, na odpowiednim kursie i dobrej wysokości do lądowania. Oficerowie przez radio dają również odpowiednie komendy pilotowi, albo do korekty, albo do porzucenia procedury lądowania. Tak się dzieje, gdy np. na pokładzie wciąż znajduje się samolot lub inny przedmiot. Jeżeli samolot nie trafi w liny, na „pełnym gazie” odchodzi z pokładu do kolejnej próby.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Francuski lotniskowiec, mimo swego wieku (najstarszy z lotniskowców, na których przebywał autor tekstu), cały czas jest zdolny do realizacji swoich zadań. Po wizytacji okrętu oraz jego pokładu lotniczego z pokładu na ląd gości zabrał śmigłowiec NH90 w wersji zwalczania okrętów podwodnych.
Autor. Mariusz Marszałkowski/Defence24.pl
Autor pragnie podziękować całej załodze Charles’a de Gaulle’a oraz JFC w Neapolu za umożliwienie wizyty.



