- WIADOMOŚCI
- WYWIADY
Armia na kredyt i dywizje z papieru. Generał o modernizacji armii i SAFE
„Program rozwoju bez kosztorysu i projektu konstrukcyjnego” – tak gen. broni (rez.) Jarosław Gromadziński podsumowuje aktualny stan planowania obronnego RP. Czego najbardziej brakuje?
Posłuchaj artykułu
Autor. Centrum Szkolenia Bojowego Drawsko
Mariusz Marszałkowski, Defence24.pl: Jak ocenia Pan najnowszy plan rozwoju Sił Zbrojnych? Jako były oficer Sztabu Generalnego, który brał udział w tworzeniu podobnych dokumentów w zarządach P3 czy P5, ma Pan swoją unikatową perspektywę.
Gen. broni (rez.) Jarosław Gromadziński, Defence Institute: Patrzę na niego z dużym niepokojem. Widziałem wiele programów rozwoju, ale ten jest precedensowy w negatywnym tego słowa znaczeniu. Po raz pierwszy otrzymaliśmy dokument, który jest całkowicie niezbilansowany. Ogłoszono wizję, ale nie podpisano kluczowych załączników takich jak: Planu Modernizacji Technicznej (PMT) czy Planu Inwestycji Budowlanych. To tak, jakbyś ogłosił budowę wieżowca, pokazał ładną wizualizację, ale nie miał projektu konstrukcyjnego ani kosztorysu. Co gorsza, w oficjalnym planie po raz pierwszy w historii nie podano całkowitej kwoty kosztów Planu rozwoju Sił Zbrojnych RP . To nie jest strategia, to „chciejstwo”.
Zatrzymajmy się przy tych kwotach. Oficjalnie słyszymy o budowie 300-tysięcznej armii zawodowej wspieranej przez 200 tysięcy rezerwistów. To ambitny cel. Czy budżet MON go udźwignie?
Tu zaczyna się fikcja. Jeśli zestawimy polityczne deklaracje z twardymi danymi budżetowymi na lata 2025–2026, zobaczymy dwa różne światy. W roku 2026 zaplanowano o 14 tysięcy etatów średniorocznych mniej niż w 2025. Gdzie tu logika rozbudowy? Najbardziej jaskrawym przykładem jest aktywna rezerwa. W 2025 roku pieniądze były na 30 tysięcy ludzi. W 2026? Zaledwie na 3 tysiące. To dziesięciokrotny zjazd! Takie są twarde dane zawarte w budżecie, wiec jak zamierza się osiągnąć poziom 200 tysięcy aktywnej rezerwy w 2039 roku?!
A co z nowymi jednostkami? 1. Dywizja Piechoty Legionów, 8. Dywizja. To mają być filary naszej obrony na wschodzie.
Na razie to filary z papieru. 1. Dywizja w rzeczywistości mogłaby dziś aspirować do miana brygady, a 8. Dywizja to w dużej mierze samo dowództwo. Budujemy struktury bez wypełnienia ich ludźmi i sprzętem. Zamiast mnożyć byty, powinniśmy postawić na budowę realnych zdolności bojowych.
Zamiast tworzyć fikcyjne dywizje od zera, lepiej byłoby spiąć istniejące jednostki, na dziś samomodzielne takie jak: 6. Brygadę Powietrznodesantową, 25. Kawalerię Powietrzną i brygadę lotnictwa wojsk lądowych w jedną potężną dywizję aero-mobilną na wzór amerykańskiej 82nd Airborne. To byłaby realna zdolność oraz możliwość szybkiego reagowania, a nie kolejna pieczątka w szufladzie.
W rozmowach o finansach pojawia się magiczne hasło „SAFE” – europejski mechanizm wsparcia. To nasza tarcza finansowa?
Raczej kredytowa pułapka. SAFE to nie są „dodatkowe” pieniądze, które spadają nam z nieba. To pożyczka, która często zastępuje środki, które już mieliśmy zaplanowane w Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Mówimy o gigantycznym zadłużeniu – 180 miliardów złotych kredytu głównego plus drugie tyle kosztów obsługi przez 44 lata. To oznacza, że przez niemal pół wieku będziemy płacić 4 miliardy rocznie samej raty z budżetu MON. To zabierze tlen przyszłym pokoleniom i w efekcie będzie balastem dla modernizacji armii.
Prezydent proponuje inną drogę: wykorzystanie zysków Narodowego Banku Polskiego. To bezpieczniejszy kierunek?
Koncepcyjnie – tak, bo to zysk, a nie dług. Ale diabeł tkwi w zarządzaniu NBP. Prezes NBP może wygenerować stratę lub zysk. Na dzisiaj NBP generuje straty, tak wiec wierzę, że przy niewielkiej zmianie sytuacji rynkowej realnie mógłby wypracować zyski, ale w moim przekonaniu dopiero w 2028 roku. Do tego czasu pozostaje nam łatać dziury w budżecie na modernizację armii kredytami.
Jednak przemysł zbrojeniowy też bije na alarm. Kupujemy „z półki” w USA i Korei, a nasze zakłady dostają okruchy.
I to jest największy ból. Przemysł nie może zwiększyć produkcji, jeśli MON zamawia 140 sztuk zamiast 1400. Nikt nie postawi nowej hali produkcyjnej dla jednego kontraktu, który starczy na dwa lata. Kupujemy F-35 czy systemy Patriot, bo musimy mieć przewagę technologiczną, ale zapominamy o fundamencie. Bez stałych, wieloletnich zamówień dla polskiego przemysłu, Borsuk czy Rosomak zostaną projektami niszowymi, a my będziemy serwisować obcy sprzęt za ciężkie miliardy.
Jak zatem z tego wyjść? Ma Pan własną receptę na uzdrowienie finansowania armii?
Potrzebujemy rozwiązania systemowego, a nie akcyjnego. W aktualnej sytuacji geostrategicznej proponuję wprowadzenie pewnej formy podatku obronnego na okres 10-15 lat. Skoro mamy 1,5% na organizacje pożytku publicznego, to wprowadźmy 1,5 % dobrowolnego podatku w podobnej formie na obronność oraz obowiązkowe 3% od podatku przychodowego od dużych międzynarodowych firm, które często unikają płacenia podatku w Polsce, bezpośrednio na celowy fundusz inwestycji obronnych.
To dałoby ministrowi obrony stabilny, przewidywalny dopływ gotówki rzędu kilkunastu miliardów rocznie, niezależny od tego, czy akurat jest dziura budżetowa, czy NBP miał gorszy kwartał. To jedyna droga, by przejść od „armii z PowerPointa” do armii, która faktycznie odstrasza agresora. My już nie mamy czasu na dyskusje, nadszedł czas działania.
WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151