Siły zbrojne

Krym: Rosjanie reanimują radzieckie instalacje rakietowe [Video]

Strzelanie rakietami P-35 z systemu „Utjos” w 1999 r. – fot. YouTube
Strzelanie rakietami P-35 z systemu „Utjos” w 1999 r. – fot. YouTube

Rosjanie ujawnili, że na Krymie przywrócono gotowość bojową dwóch poradzieckich, stacjonarnych systemów brzegowych „Utjos”. Gotowość bojową potwierdzono faktycznym strzelaniem rakietami, w którym wykorzystano dane i system kierowania mobilnych baterii nadbrzeżnych Bastion.

System „Utjos” wykorzystuje podnoszoną z podziemnego silosu podwójną, kontenerową wyrzutnię rakiet P-35 (wg. NATO oznaczanych w NATO jako SS-N-3a Shaddock), które w Rosji są klasyfikowane jako manewrujące. To właśnie jedną z takich wyrzutni wykorzystano, by sprawdzić gotowość bojową kompleksu i jak informują Rosjanie - testy zakończyły się sukcesem.

Zaskoczenie jest o tyle duże, że system „Utjos” był uznawany za przestarzały, nieperspektywiczny i od kilku lat był niesprawny. Jego wyrzutnie zostały rozmieszczone 60 lat temu w tajnym „Obiekcie 100”, który znajduje się na najdalej wysuniętym na południe górskim cyplu Krymu, niedaleko miejscowości Bałakława. Teren był ściśle tajny, ogrodzone oraz pełny różnego rodzaju bunkrów i podziemnych instalacji. Ukrycie wszystkiego pod ziemią miało zabezpieczyć ten kompleks rakietowy przed atakiem z powietrza.

Czytaj też: Rosyjski radar dalekiego zasięgu wraca na Krym

W składzie „Obiektu 100” były organizacyjnie dwa dywizjony rakietowe oddalone od siebie o około 6 km, z których każdy miał dwa stanowiska startowe. Obiekt ten zbudowano w 1954 r. dla rakietowego systemu „Sopka” i od tego czasu przeszedł on dwie poważne modernizacje – w 1964 r. (przystosowującą system do strzelania rakiet kompleksu „Utjos” o zasięgu 300 km) i w 1982 roku, gdy dostosowano obiekt dla rakiet przenoszących głowice jądrowe. W 1996 roku „Obiekt 100” został przeniesiony do sił morskich Ukrainy i od tego czasu zaczął się jego upadek. Pierwszy dywizjon został całkowicie rozszabrowany, początkowo przez samych żołnierzy, a później pobliską ludność, która wywoziła stamtąd metale na złom wielkimi ciężarówkami. Drugi dywizjon Ukraińcy próbowali uruchomić w 2009 r. jednak zrobili to dopiero Rosjanie po przejęciu Krymu.

Zgodnie z ujawnioną obecnie informacją udało im się uruchomić dwie wyrzutnie z dywizjonu rozmieszczonego koło wioski Riezierwnoje, z których każda posiada po dwa kontenery startowe. Jednorazowa salwa może więc składać się z czterech rakiet P-35. Każda z tych rakiet ze złożonymi skrzydłami jest transportowana do zestawu startowego tunelami z podziemnych magazynów na specjalnych wózkach szynowych z napędem elektrycznym.

Wyrzutnie w pozycji wyczekiwania znajdują się w silosie przykryte i chronione masywnymi stalowymi pokrywami. Podczas procedury startowej pokrywy te są przesuwane na bok i wyrzutnia w ciągu kilku minut pojawia się na powierzchni już załadowana rakietami. Cała procedura jest skomplikowana, a start rakiet zupełnie nie przypomina działania takich systemów rakietowych jak np. „Kalibr” czy „Bastion”. Co ciekawe bardzo duża część tej tajnej, podziemnej instalacji została pokazana w radzieckim filmie fabularnym z 1985 r. pt. „Odinoćnojke pławanije”.

Czytaj też: Szwecja przywraca nadbrzeżne systemy rakietowe

Rakiety P-35 są stare jednak stanowią znaczne zagrożenie ze względu na prędkość (ponad 2000 km/h), zasięg (około 190 Mm (350-400 km) oraz potężną głowicę bojową (zawierająca 560 kg ładunku wybuchowego). Daje to możliwość wyłączenia z walki praktycznie każdego okrętu, jaki by się znalazł w zasięgu ognia.

Należy przy tym zaznaczyć, że Rosjanom udało się uruchomić dwie wyrzutnie, ale nie było możliwości wymienić poradzieckiego systemu obserwacji i dowodzenia. Dlatego startująca rakieta była kierowana ze stanowiska naprowadzania systemu „Bastion”. Oznacza to, że zrezygnowano z oryginalnego układu, opartego na danych przekazywanych przede wszystkim z radaru wykrywania celów nawodnych „Mys”. Radar ten był umieszczony na wysokiej skale Mys Ayya, która wznosi się na wysokość ponad 500 m. Automatycznie zwiększało to zasięg wykrywania w porównaniu do stacji radiolokacyjnych stojących nisko na wydmach.

Komentarze