Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Zachód potrzebuje jednolitej strategii wobec Sahelu [CZ. 3]

Autor. Armée française - Opérations militaires / Wikimedia Commons

Wsparcie walki z dżihadystami w Mali oznacza obecnie pośrednie wzmacnianie junty i rosyjskiej obecności. Z kolei całkowita izolacja Bamako ułatwia JNIM zdobywanie terenu i jeszcze mocniej uzależnia władze od Moskwy. Podobny dylemat dotyczy Burkiny Faso i Nigru. Nie ma tutaj prostego wyboru między dobrem a złem. Są dwa zagrożenia, które trzeba ograniczać równocześnie.

To trzecia część publikacji. Aby przejść do drugiej części, kliknij tutaj.

Dylemat Zachodu

Powtórzenie Barkhane w tej samej formie, jak wcześniej, nie jest realne. Republika Francuska nie ma już politycznej zgody na powrót, a państwa europejskie pamiętają porażkę misji w Sahelu oraz doświadczenie Libii. Zakończenie Barkhane stworzyło lukę, która nie została wypełniona, a działania Zachodu pozostają nieskoordynowane i fragmentaryczne.

Reklama

Nie oznacza to jednak, że NATO powinno przeprowadzić kolejną dużą interwencję. Sojusz musi przede wszystkim uznać, że bezpieczeństwo południowej i wschodniej flanki łączy się przez rosyjskie wpływy, przepływy finansowe, migrację oraz terroryzm. NATO przyjęło plan silniejszego zaangażowania w południowym sąsiedztwie i powołało specjalnego przedstawiciela, ale na ten moment głównym narzędziem pozostają dialog i współpraca na ogólnym poziomie.

Właśnie tutaj potrzebne jest nowe podejście. Nie może ono ograniczać się do szkolenia kilku batalionów ani do przekazywania pieniędzy władzom, które nie kontrolują prowincji. Nie może też polegać wyłącznie na ochronie europejskich granic. Sahel wymaga wsparcia rozpoznawczego, ochrony transportu i zdolności lotniczych, ale równocześnie odbudowy administracji, sądów, szkół i lokalnej gospodarki. Działania wojskowe muszą zostać połączone z reformami politycznymi, rozwojem i przeciwdziałaniem radykalizacji. Należy zacząć od misji stabilizacyjnej. Niestety innych rozwiązań nie ma. No może oprócz rozstawienia wojsk na granicach krajów Afryki (tych bardziej stabilnych) oraz Europy.

Co należy zrobić?

Pierwszym kierunkiem powinno być zatrzymanie ekspansji w stronę Zatoki Gwinejskiej. Benin, Togo, Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej potrzebują wsparcia przed utrwaleniem struktur JNIM, a nie dopiero po powstaniu kolejnego frontu. Chodzi o rozpoznanie, zabezpieczenie granic, mobilność wojskową, ochronę dróg i przeciwdziałanie dronom. Wsparcie musi jednak obejmować również lokalne społeczności, ponieważ nadużycia wojska mogą w kilka miesięcy zniszczyć efekt wieloletnich programów.

Drugim elementem jest odbudowa współpracy regionalnej mimo rozłamu między ECOWAS i AES. Terroryści korzystają z granic, natomiast państwa tracą czas na spory polityczne. Konieczne są mechanizmy wymiany informacji o przemieszczaniu bojowników, handlu bronią i finansowaniu. Utrzymywanie kanałów kontaktu z juntami nie oznacza akceptacji ich polityki. Oznacza zachowanie możliwości działania tam, gdzie brak komunikacji bezpośrednio wzmacnia Rosję i JNIM.

Trzecim kierunkiem powinno być uderzenie w rosyjskie sieci finansowe. Sankcje wobec pojedynczych dowódców nie wystarczą, jeżeli złoto nadal trafia do pośredników i uzyskuje legalne dokumenty w kolejnych państwach. Potrzebna jest identyfikacja kopalń, firm ochroniarskich, przewoźników i rafinerii, a także większa przejrzystość importu do ZEA i Europy. Trzeba podkreślić, że rosyjską obecność należy analizować jednocześnie jako zagrożenie wojskowe, gospodarcze i informacyjne, również z perspektywy Polski.

Czwartym elementem jest powrót do walki – rywalizacji informacyjnej. Rosja wygrała znaczną część sporu o narrację w Afryce, ponieważ przedstawiała każdą porażkę Francji jako dowód skuteczności własnego modelu. Dziś należy pokazywać realny bilans, czyli to, że po kilku latach współpracy z Rosją kontrola dżihadystów nie zmalała, liczba ofiar pozostaje wysoka, a Mali stało się polem regularnej wojny. Potrzebę komunikacji z ludnością Sahelu wskazywano już przy analizie operacji Barkhane.

Reklama

Piątym kierunkiem jest większe zaangażowanie NATO i Unii Europejskiej, ale bez kopiowania wcześniejszych interwencji. Sojusz ma ogromne zdolności wojskowe. Najgorszym rozwiązaniem byłoby ponowne wejście bez celu politycznego, a następnie wycofanie się po kilku latach. Równie złe jest jednak przekonanie, że brak obecności oznacza brak kosztów.

Sahel jest częścią bezpieczeństwa Europy

Destabilizacja Sahelu prowadzi do rozwoju przemytu broni, narkotyków i ludzi. Powoduje przesiedlenia wewnątrz Afryki, a następnie zwiększa presję migracyjną w kierunku północnej części kontynentu i Europy. Nie należy utożsamiać migrantów z terrorystami. Trzeba jednak przyjąć, że organizacje zbrojne wykorzystują te same szlaki, sieci przestępcze i fałszywe dokumenty. Kryzys dotyczy więc jednocześnie bezpieczeństwa humanitarnego i ochrony granic.

Pogorszenie sytuacji może prowadzić do większych ruchów migracyjnych i bardziej zaawansowanych operacji terrorystycznych wymierzonych w Europę. Jednocześnie regionalne armie nie są zdolne do kontrolowania znacznej części własnego terytorium. Odpowiedzią nie może być wyłącznie zamknięcie granic, ponieważ źródło problemu znajduje się tysiące kilometrów dalej.

Na ten moment najbardziej prawdopodobnym scenariuszem nie jest powstanie jednego państwa dżihadystycznego obejmującego cały Sahel. Bardziej realna jest dalsza fragmentacja. Stolice pozostaną w rękach junt, Rosja będzie chronić reżimy i interesy gospodarcze, natomiast JNIM oraz Państwo Islamskie będą rozwijały kontrolę nad obszarami wiejskimi i szlakami transportowymi. Taki układ może trwać latami i stopniowo rozszerzać się na południe.

Właśnie dlatego Mali jest tak ważne. To nie tylko front wojenny Federacji Rosyjskiej, ale również miejsce, w którym widać ograniczenia rosyjskiego modelu. Moskwa potrafi utrzymać partnera przy władzy, ale nie potrafi odbudować państwa. Potrafi pozyskiwać surowce, lecz nie zatrzymuje ekspansji JNIM. Każdy kolejny rok konfliktu zwiększa jej wpływy w stolicy, a równocześnie zmniejsza kontrolę władz nad prowincjami.

Europa nie może wybierać między wspieraniem rosyjskich partnerów a pozostawieniem regionu dżihadystom. Musi prowadzić politykę, która ogranicza oba zagrożenia. Wymaga to kontaktu z AES, wzmocnienia państw Zatoki Gwinejskiej, uderzenia w finansowanie rosyjskich operacji i odbudowy zdolności rozpoznawczych. Będzie to kosztowne i politycznie trudne, ale dalsza bezczynność również ma swoją cenę.

Największym błędem byłoby uznanie, że Afryka, Rosja i Ukraina są trzema osobnymi tematami. Rosja wykorzystuje afrykańskie surowce, aby wzmacniać własne działania wojenne. Wykorzystuje kryzys bezpieczeństwa, aby wypierać Zachód, a następnie przedstawia się jako jedyny partner zdolny ochronić reżimy. Dżihadyści korzystają z tej samej próżni, rozszerzając wpływy w stronę Zatoki Gwinejskiej. Jeżeli Europa nie stworzy strategii obejmującej te zależności, będzie reagowała dopiero wtedy, gdy zagrożenie ponownie znajdzie się znacznie bliżej jej granic.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować