Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA

Ukraiński IPN próbuje wybielić UPA. Publikuje mapę [OPINIA]

Flaga ukraińskich nacjonalistów UPA - zdjęcie poglądowe
Flaga ukraińskich nacjonalistów UPA - zdjęcie poglądowe
Autor. Envato

We wtorek 8 września ukraiński IPN (UINP) opublikował interaktywną mapę wydarzeń „konfliktu polsko-ukraińskiego” z lat 1939-1947 oraz pakiet sowieckich dokumentów, które mają rzucać nowe światło na rzeź wołyńską i okoliczności jej towarzyszące. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to kolejna próba relatywizacji ukraińskiego ludobójstwa na polskiej ludności przez kijowskich historyków.

Interaktywna mapa i sowieckie dokumenty

Ukraińskie IPN opublikowało we wtorek (8 września) 28 tomów sowieckich dokumentów (ponad 2700 jednostek archiwalnych), w oparciu o które stworzono interaktywną mapę „konfliktu polsko-ukraińskiego”. Mapa umożliwia zapoznanie się z wydarzeniem, które miało miejsce na danym terenie, wespół z opisem i skanem materiałów źródłowych.

Dokumenty zostały przekazane przez Służbę Wywiadu Zagranicznego Ukrainy. Wołodymyr Zełenski zapewniał, że w przyszłości mają zostać otwarte wszystkie archiwa SBU i SWZ, a światło dzienne mają ujrzeć dokumenty dotyczące rzezi wołyńskiej.

Reklama

Dokumenty niskiej wiarygodności

Zarówno interaktywna mapa upubliczniona przez Ukrainę, jak i dokumenty do niej załączane, na pewno mają jakąś wartość historyczną – jak wszystkie dokumenty z zamierzchłych epok. Niemniej, bezrefleksyjne podchodzenie do nich, jak i próba budowania narracji wyłącznie wokół nich, to prosta droga do zakłamania historii.

Dokumenty upublicznione przez stronę ukraińską zawierają informacje o poszczególnych zbrodniach popełnionych na Polakach przez UPA. W zbiorach znalazła się chociażby informacja o zbrodni w Parośli – uznawanej za nieoficjalny początek rzezi wołyńskiej – gdzie banderowcy nożami i siekierami zamordowali ok. 186 Polaków (w tym kobiety, dzieci i starców). Wiele dokumentów ma jednak wątpliwą jakość, często opierając się wyłącznie o zeznania świadków, wyrażane dziesiątki lat po wydarzeniach.

Reklama

NKWD przebrane za UPA? Tak twierdzi Ukraina

W zbiorze znajdują się jednak także dokumenty, które sugerują, że za żołnierzy UPA przebierało się NKWD, które miało za zadanie skompromitować ukraińskie podziemie. Są też dokumenty mówiące o polskich akcjach odwetowych. Są w tej materii przynajmniej dwa problemy, o którym ukraiński IPN nie mówi.

Pierwszy z nich dotyczy faktu, że o ile rzeczywiście NKWD dokonywało operacji pod fałszywą flagą w mundurach UPA, to dla zbrodni wołyńskiej były to wydarzenia o znaczeniu marginalnym. Próba tłumaczenia ludobójstwa wołyńskiego ingerencją sowiecką to bardzo poważne nadużycie ze strony Ukrainy.

Reklama

Relatywizacja ludobójstwa na Wołyniu

Drugim z problemów jest nieprawdopodobna dysproporcja narracyjna, świadomie budowana przez środowisko historyków ukraińskich co do polskich akcji odwetowych. Pamiętajmy, że nie było żadnego „konfliktu polsko-ukraińskiego” – było ludobójstwo wołyńskie.

W jego wyniku „bohaterowie UPA” wymordowali ponad 100 tys. Polaków w sposób okrutny. Widły, siekiery, kosy czy noże były przez banderowców stosowane powszechnie. Kobietom ciężarnym rozcinano brzuchy, roztrzaskując wyciągnięte płody. Niemowlęta rozbijali o mury. Dzieci nabijano na widły. To tylko część banderowskiej „kreatywności”. Powszechne było palenie polskiej ludności w stodołach, tortury i gwałty.

Polskie „akcje odwetowe” stanowiły odpowiedź na te działania. To była samoobrona. Tu nie ma miejsca na żaden znak równości. Nie było sytuacji, w których Polacy torturowali ludność ukraińską, gwałcili ukraińskie kobiety czy nabijali na sztachety niemowlęta.

Reklama

Między historią a współczesnością

Nieudolna retoryka wybielania zbrodni Ukraińskiej Powstańczej Armii ma miejsce od dawna. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, jedną z jednostek współczesnej armii Ukrainy ochrzcił imieniem „Bohaterów UPA”. Ulica o tej samej nazwie do dziś jest we Lwowie.

Na fasadzie polskiej szkoły we Lwowie widnieje tablica upamiętniająca Romana Szuchewycza, jednego ze zbrodniarzy mordujących Polaków na Wołyniu. W Kanadzie Zełenski oddawał hołd 98-letniemu Jarosławowi Hunce, żołnierzowi kolaborującej z Niemcami, ukraińskiej SS-Galizien. To właśnie do tej formacji odwoływała się niejednokrotnie Brygada Azow, która na emblematach nosi symbol „Wolfsangel” – „wilczy hak”, będący jednym z najbardziej rozpoznawalnych, nazistowskich symboli. A to wszystko kropla w morzu.

Niezależnie od współczesnych uwarunkowań geopolitycznych i sposobu pojmowania polskiej racji stanu, w relacjach polsko-ukraińskich nie może być miejsca na jakiekolwiek relatywizowanie zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu.

Reklama
Zobacz również
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować