Geopolityka

Trump o reakcji na ataki w Arabii Saudyjskiej: "ostateczną odpowiedzią byłaby wojna"

Irański bezzałogowiec Ababil, zestrzelony przez jednostki izraelskie. Fot. IDF (zdjęcie ilustracyjne).
Irański bezzałogowiec Ababil, zestrzelony przez jednostki izraelskie. Fot. IDF (zdjęcie ilustracyjne).

Władze saudyjskie pokazały w środę resztki dronów i pocisków, które według nich zostały wykorzystane w sobotnich atakach na instalacje naftowe na wschodzie kraju jako "niezaprzeczalne" dowody agresji ze strony Iranu. Teheran temu zaprzecza.

Rzecznik ministerstwa obrony Arabii Saudyjskiej płk Turki al-Malki sprecyzował na konferencji prasowej w Rijadzie, że na dwie instalacje naftowe skierowano w sumie 25 dronów i pocisków, w tym bezzałogowe statki powietrzne Delta Wing i pociski manewrujące Ja Ali. Dodał, że pociski zostały użyte przez Strażników Rewolucji, elitarne irańskie jednostki. 

Atak został przeprowadzony z północy i niewątpliwie sponsorowany przez Iran - przekazał rzecznik. - Dowody (...), które są przed wami, czyni to niezaprzeczalnym

płk Turki al-Malki,rzecznik ministerstwa obrony Arabii Saudyjskiej

 Al-Malki poinformował, że zarówno drony, jak i pociski zostały skierowane na instalacje Bukajk (Abqaiq) oraz, że pociski trafiły w instalację Churajs (Khurais).Al-Malki, który jest również rzecznikiem sił koalicji, stwierdził, że atak nie mógł zostać przeprowadzony z Jemenu. 

Iran zaprzeczył, że dokonał jakiegokolwiek ataku. W reakcji na konferencję prasową al-Malkiego przedstawiciel władz irańskich oświadczył, że Arabia Suadyjska pokazała, że "nic nie wie".

Konferencja prasowa dowiodła, że Arabia Saudyjska nic nie wie o tym, gdzie zostały wyprodukowane, ani skąd wystrzelone rakiety i drony, i nie wyjaśniła, dlaczego system obronny kraju nie zdołał ich przechwycić

Hesameddin Aszena, doradca predydenta Iranu Hasana Rowhaniego na Twitterze

Oficjalnie do przeprowadzenia ataków przyznali się sprzymierzeni z Iranem jemeńscy rebelianci Huti, co zdaniem Teheranu miało być "ostrzeżeniem" dla Saudyjczyków, którzy dowodzą międzynarodową arabską koalicją walczącą w Jemenie z Huti od 2015 roku. Świat odnosi się do tej deklaracji nader ostrożnie. Swoje stanowisko w tej sprawie przedstawił już m.in. Paryż.

Jemeńscy rebelianci ogłosili, że to oni dokonali tego ataku. Nie jest to bardzo wiarygodne (...) Trwa międzynarodowe dochodzenie (w sprawie ustalenia sprawców i okoliczności ataku - PAP), poczekajmy na jego wyniki. Przed ich ogłoszeniem nie będę miał sprecyzowanej opinii

Drian, minister spraw zagranicznych Francji w wywiadzie dla telewizji C News.

Francja zapowiedziała, że wyśle do Arabii Saudyjskiej ekspertów, którzy mają pomóc w śledztwie w sprawie ataku.

Jednoznaczne, jest natomiast stanowisko USA. Prezydent USA Donald Trump powiedział w środę dziennikarzom, że szczegóły planu dotyczącego nowych sankcji na Iran przestawi w ciągu 48 godzin. Kolejne sankcje będą reakcją na sobotnie ataki na obiekty naftowe w Arabii Saudyjskiej, o które podejrzewany jest Iran.

Sekretarz Stanu USA, Mike Pompeo, spotkał się w środę z następcą tronu księciem Muhammadem ibn Salmanem, pierwszym wicepremierem i zarazem szefem resortu obrony Arabii Saudyjskiej, by omówić wspólne działania po sobotnim ataku z użyciem dronów na saudyjskie instalacje naftowe w rafineriach należących do koncernu Aramco w mieście Bukajk i Churajs na wschodzie kraju.

W wywiadzie, Trump powiedział też reporterom, że ostateczną odpowiedzią na sobotnie ataki byłaby wojna, ale istnieją też inne opcje - relacjonuje Reuters. 

Taka wypowiedź nie mogła pozostać bez reakcji ze strony Teheranu. Minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Dżawad Zarif ostrzegł w czwartek w rozmowie z telewizją CNN, że atak zbrojny USA lub Arabii Saudyjskiej na jego kraj przerodzi się w "wojnę na pełną skalę".

"Mówię bardzo poważnie, że nie chcemy wojny, nie chcemy angażować się w konfrontację militarną (...). Ale bez mrugnięcia okiem będziemy bronić naszego terytorium" - powiedział

Mohammad Dżawad Zarif, minister spraw zagranicznych Iranu dla CNN

Zapytany przez CNN, jakie będą konsekwencje ewentualnego ataku na Iran ze strony USA czy Arabii Saudyjskiej, odpowiedział: "Wojna na pełną skalę". Jednocześnie na Twitterze wyraził opinię, że oskarżenia przedstawicieli USA i ich sojuszników, jakoby ataki na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej były "aktem wojny", są podstępną próbą wciągnięcia w wojnę prezydenta USA Donalda Trumpa.

"Pozostałości Zespołu B (+ambitni sojusznicy) usiłują podstępnie wciągnąć Donalda Trumpa w wojnę" - napisał szef irańskie dyplomacji.Już w przeszłości Zarif wielokrotnie mówił, że tzw. Zespół B (ang. B Team), do którego zaliczał premiera Izraela Benjamina Netanjahu, następcę saudyjskiego tronu księcia Muhammada ibn Salmana, byłego doradcę prezydenta ds. bezpieczeństwa Johna Boltona oraz władcy ZEA Mohammeda bin Zayed Al Nahyana może sprowokować Trumpa do wywołania konfliktu z Iranem.

W ich własnym interesie powinni się modlić, by nie dostali tego, o co zabiegają

Mohammad Dżawad Zarif, minister spraw zagranicznych Iranu

W wyniku pożarów, które wybuchły po ataku, dzienna produkcja ropy w Arabii Saudyjskiej spadła o połowę. Szef amerykańskiego MSZ poparł ideę powołania międzynarodowej grupy ekspertów, która miałaby zbadać okoliczności tych ataków - podała agencja SPA. Z inicjatywą wystąpiły władze Arabii Saudyjskiej. W depeszy poświęconej spotkaniu Pompeo i Muhammada saudyjska agencja prasowa zacytowała słowa saudyjskiego następcy tronu, który uznał, że "atak na instalacje koncernu Aramco miał na celu naruszenie systemu bezpieczeństwa w regionie i zaszkodzeniu płynności dostaw surowca w ramach gospodarki światowej".

Jemeńscy rebelianci Huti, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność za sobotni atak na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej, poinformowali w środę, że celem ich ataków mogą być dziesiątki kolejnych miejsc w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA).

Ogłaszamy (...), że mamy dziesiątki celów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w tym Abu Zabi i Dubaj, i że możemy te miejsca zaatakować w dowolnym momencie

Jahija Sari, rzecznik armii Huti 

Rzecznik armii Huti Jahija Sari oświadczył też, że rebelianci mają obecnie do dyspozycji nowe drony, napędzane "normalnymi i odrzutowymi silnikami", które mogą także dotrzeć do celów położonych głęboko w Arabii Saudyjskiej.

Źródło:
PAP

Komentarze