- KOMENTARZ
- OPINIA
- WIADOMOŚCI
Między młotem a kowadłem. Polscy żołnierze w misji ONZ w Libanie
W ostatni poniedziałek Bejrut zastygł w oczekiwaniu na zapowiedziane przez Izrael bombardowanie południowych dzielnic. Wieczorem, po słowach Trumpa do Netanjahu: „Jesteś pieprzonym wariatem. Siedziałbyś w więzieniu, gdyby nie ja”, miasto odetchnęło. Niestety nie mogą tego samego powiedzieć mieszkańcy południa Libanu, które Izrael zamienia w coraz rozleglejszą strefę buforową, stosując zasadę spalonej (dosłownie) ziemi. Tym sposobem żołnierze Polskiego Kontyngentu Wojskowego, będącego częścią onzowskiej misji UNIFIL, znaleźli się dosłownie na linii frontu walk pomiędzy Izraelem a Hezbollahem – pisze z Bejrutu Joanna Kluzik-Rostkowska, wiceszefowa Komisji obrony narodowej.
Reguła wojny na południu Libanu jest niewzruszona. Hezbollah atakuje zwykle w ciągu dnia, Izrael w nocy. Najpierw drony, potem artyleria, na końcu koparki, które zrównują z ziemią to, co jeszcze pozostało do zniszczenia. Libańczycy, którzy uciekli z południa do Bejrutu, zgodnie powtarzają: „Nie mamy do czego wracać”.
Siły ONZ w Libanie (UNIFIL) w oficjalnych komunikatach przekonują, że mandat misji jest realizowany, tyle że „z ograniczeniami”. Rzeczywistość brutalnie to weryfikuje. Działania ograniczają się wyłącznie do logistyki, czyli konwojów z zaopatrzeniem, krążących pomiędzy bazami ONZ i Bejrutem, ochrony baz oraz obsługi rotacji żołnierzy przebywających w poszczególnych bazach. Główne zadanie UNIFIL, czyli patrolowanie strefy odpowiedzialności ONZ i monitorowanie linii granicznej izraelsko-libańskiej (Blue Line), jest niewykonalne. Wynika to z ciągłych działań wojennych i stałego zagrożenia. UNIFIL nie realizuje również projektów pomocowych dla ludności lokalnej. Przyczyna jest prosta – 90 procent ludności opuściło rejon opanowany przez Siły Obronne Izraela (IDF) oraz co najmniej 60–70 procent z terenów południa (strefa ONZ), nieopanowanych przez IDF, ale objętych atakami powietrznymi i ostrzałem.
Zasadnicze siły Polskiego Kontyngentu Wojskowego stacjonują w bazie UNP 2-45 (Camp Shamrock) położonej w sektorze zachodnim UNIFIL. Teraz jest to bezpośredni rejon operacji lądowej prowadzonej przez Izrael przeciwko Hezbollahowi. IDF prowadzi ataki na miejscowości przyległe do rejonu bazy. To działania sił pancernych, intensywny ostrzał artyleryjski oraz uderzenia lotnicze. IDF prowadzi działania głównie w nocy. Za to w ciągu dnia Hezbollah wykonuje ostrzały rakietowe (niekierowane pociski kal. 107 mm) oraz ataki z użyciem bezzałogowców. Baza polskiego kontyngentu znajduje się na wysokości tzw. Yellow Line, tj. linii wyznaczonej przez Izrael jako planowana granica tzw. strefy buforowej. Oznacza to 300 eksplozji w ciągu doby i kilka godzin spędzonych w schronie. Jedynie polski posterunek UNP-50 ma nieco więcej spokoju, bo znalazł się ok. 8 km za liniami izraelskimi, w strefie całkowicie kontrolowanej przez IDF.
Jakby tego było mało, poza działaniami bojowymi w pobliżu głównej bazy PKW, zagrożenie stwarzają pociski izraelskiej obrony powietrznej (system Iron Dome), które przechwytują rakiety Hezbollahu często wprost nad bazami ONZ, w tym PKW. Ich odłamki opadają na tereny ONZ.
Czasem konsekwencje są tragiczne. Ostatnio, w nocy 03.06.2026 r., w efekcie ostrzału moździerzowego (4 pociski kal. 120 mm) na główną bazę kontyngentu hiszpańskiego w sektorze wschodnim UNIFIL w Dibbin rannych zostało 3 żołnierzy. Jeden z nich, Serb, zmarł nad ranem po przetransportowaniu do szpitala w Bejrucie. To już 7 śmiertelna ofiara w siłach ONZ od rozpoczęcia izraelskiej operacji wojskowej w Libanie na początku marca br. Wcześniej zginęło 4 Indonezyjczyków i 2 Francuzów. Według UNIFIL oraz Izraela pociski wystrzelono z terenów na północ od rzeki Litani przez Hezbollah.
Sytuacja Libańczyków jest bardzo trudna. W kraju, który liczy ok. 6 mln ludzi (dokładnej liczby nie zna nikt), ponad 1,5 mln to uchodźcy wewnętrzni. Znacząca część szuka schronienia w Bejrucie. Co to oznacza dla mieszkańców stolicy oraz lokalnych władz, łatwo się domyślić – obozy namiotowe bez sanitariatów, obciążenie służby zdrowia, niemożliwe do udźwignięcia zadania systemu edukacji.
W dniach 27–29 maja do Bejrutu przyleciały 3 polskie wojskowe samoloty, przywożąc 300 ton wsparcia – środków medycznych, rzeczy pomagających przetrwać trudne warunki w obozach dla uchodźców oraz żywności.
W ślad za polskimi samolotami 31 maja przyleciała do Libanu delegacja członków parlamentarnej grupy polsko-libańskiej (przewodniczący grupy Jarosław Krajewski oraz posłowie Ewa Kołodziej, Paweł Kukiz, Tadeusz Woźniak, Joanna Kluzik-Rostkowska). Miałam okazję być częścią tej grupy. Z kilku dni rozmów, m.in. z merem Bejrutu, szefem libańskiej obrony cywilnej, przewodniczącym komisji spraw zagranicznych libańskiego parlamentu, wynika, że prócz rzeczowej pomocy potrzebne jest wsparcie polegające na przekazaniu zaawansowanej wiedzy, np. przez polską straż pożarną.
Z rozmów w obozach dla uchodźców wyłania się wyłącznie poczucie bezradności i brak nadziei na powrót do normalności.
Bardzo doceniana jest obecność Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Tyle że misja UNIFIL kończy się z końcem tego roku, więc w powietrzu zawisło pytanie: co dalej?
Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka i wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, szefowa polskiej delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO.




WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!