Geopolityka

Mecenasi sportu czy posłańcy Kremla? Rosyjscy oligarchowie na cenzurowanym

Roman Abramowicz sfotografowany na meczu Chelsea przeciwko Arsenalowi w 2019 r.
Fot. Fars Media Corporation/ wikipedia.com/ CC BY 4.0

Zachodnie sankcje, partiami nakładane na Rosję od końca lutego, objęły również tamtejszych oligarchów – w tym tych, inwestujących w piłkę nożną. Twarzą tych inwestycji – a teraz rezygnowania z rosyjskich pieniędzy – jest Roman Abramowicz, który po blisko dwóch dekadach przestał być właścicielem londyńskiej Chelsea. I chociaż w jego przypadku brytyjski rząd wysłał jasny sygnał odnośnie swojego stosunku do finansowania sportu przez ruble, wielu oligarchów sankcje nie dotykają.

Pionier z błogosławieństwem Putina

Roman Abramowicz nabył londyńską Chelsea w 2003 roku. Przez kolejne lata udowadniał, że piłka nożna otwiera drzwi na salony, będąc doskonałym narzędziem networkingowym i pijarowym. Oczywiście niektórzy kibice Chelsea mieli wątpliwości co do pieniędzy nieweryfikowalnego pochodzenia, ale Abramowicz zdołał je przesłonić kolejnymi pucharami lądującymi w klubowej gablocie.

Nowy właściciel Chelsea nie był skory do dyskusji o swoich powiązaniach z Kremlem, ale tajemnicą poliszynela był fakt, że Władimir Putin doskonale znał jego biznesowe plany. Wszak gdy Putin oficjalnie przejął schedę po Borysie Jelcynie i został prezydentem Rosji, rozpisał nowe zasady gry dla rosyjskich oligarchów. Dał im do zrozumienia, że doskonale wie w jakich okolicznościach zbili swoje majątki i że jeśli zechce, równie szybko będą mogli je stracić. Przekonał się o tym Michaił Chodorkowski, pokazowo zamknięty w więzieniu.

Abramowicz znał te reguły i trzymał się z dala od wewnętrznej polityki. Ale gdy Rosja walczyła o prawo do organizacji piłkarskich mistrzostw świata w 2018 roku, wykorzystał wypracowane przez lata kontakty i osobiście poleciał do RPA, by wraz z wicepremierem Rosji lobbować u działaczy FIFA na rzecz swojego kraju.

Dlatego gdy wybuchła wojna, Abramowicz stał się twarzą wszystkich oligarchów, robiących interesy w Europie. Oburzone były zwłaszcza brytyjskie media, na pierwszych stronach piszące o „braterstwie krwi" Abramowicza i Putina.

Brytyjski rząd wpisał go na listę objętych sankcjami. Oficjalnie za to, że przy produkcji rosyjskich czołgów mogła być używana stal produkowana w należącej do niego fabryce. Abramowicz stracił swoje posiadłości, zamrożono część jego aktywów. Chelsea dziś jest już w amerykańskich rękach.

Futbol przepustką na salony

Sportowe i biznesowe sukcesy Abramowicza zachęcały do inwestowania w zachodnioeuropejski futbol kolejnych oligarchów. Wśród nich był Władimir Romanow, przedstawiciel sektora bankowego, współzałożyciel pierwszego na Litwie prywatnego banku. Na początku lat 2000. w jego biznesowym portfolio znajdowały się FBK Kowno, Partizan Mińsk i szkocki Hearts. Romanow nie miał jednak serca do piłki – traktował ją czysto biznesowo, a kluby wykorzystywał np. jako zabezpieczenie kredytowe. Skończyło się na tym, że drużyny z Kowna i Mińska zbankrutowały, a Hearts zostali z ogromnymi zobowiązaniami finansowymi wobec litewskiego Ukio bankasu i trafili pod zarząd administracyjny. Przed konsekwencjami Romanow uciekł do Rosji.

W 2010 roku bracia Czyhryńscy, współpracownicy Abramowicza, wyłożyli pieniądze na zakup holenderskiego Vitesse. Po nich klub przejął jego inny wspólnik – Walerij Ojf. Biznesowa znajomość obu panów na pewnym etapie przerodziła się w bliską współpracę ich klubów: Vitesse regularnie wypożyczało zawodników z Chelsea. I właśnie przez te powiązania, po rosyjskiej agresji na Ukrainę, kibice Vitesse drżeli o przyszłość swojego klubu. Do tej pory Ojf nie znalazł się na liście objętych sankcjami, ale profilaktycznie rozpoczął poszukiwania nabywcy swoich akcji. Tak, by w przypadku znalezienia się na czarnej liście, klub nie został mu odebrany za darmo.

W piłkę zainwestował też telekomunikacyjny magnat Aliszer Usmanow – kolejny dobry znajomy Władimira Putina. Najpierw posiadał udziały w Arsenalu, później był blisko Evertonu. Ostatecznie należący do niego Megafon widniał na koszulkach tego drugiego zespołu. Zniknął z nich jednak w ramach derusyfikacji brytyjskiego futbolu.

Sankcjoodporni

Po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 roku Unia Europejska nałożyła sankcje na biznesmenów działających na okupowanym Krymie. Zrobiła to jednak bardzo wybiórczo, czego dowodem jest miliarder Ivan Savvidis – gigant branży tytoniowej i dumny właściciel greckiego PAOKu Saloniki.

W latach 90. spełnił swój Russian dream. Przebył zarezerwowaną dla nielicznych, ale za to przyspieszoną ścieżkę „od pucybuta do milionera", z szeregowego pracownika zakładów tytoniowych stając się ich właścicielem. Gdy okrzepł finansowo, zaczął spełniać się politycznie. Z list putinowskiej Jednej Rosji dostał się do rosyjskiej Dumy. Dobrych relacji z Władimirem Putinem się zresztą nie wypiera. Na jego stronie internetowej zdjęcie z prezydentem Rosji zajmuje centralne miejsce.

W poprzedniej dekadzie Savvidis wykorzystał swoje greckie pochodzenie do robienia interesów właśnie w Grecji. Został właścicielem koncernu tytoniowego SAKAP, zainwestował w port w Salonikach, a do tego kupił tamtejszy klub piłkarski PAOK, który wydźwignął z potężnych długów.

Savvidis i jego bliscy są zaangażowani w liczne biznesy na Krymie. Powiązane z nim organizacje odpowiadały za przygotowywanie wieców poparcia dla rosyjskich okupantów. Znajomości w branży tytoniowej wykorzystywał do sprzedawania papierosów separatystom z Donbasu.

Ukraińcy już dawno wpisali go na czarną listę. W slalomie między unijnymi sankcjami pomaga mu grecki paszport. Nie zmieniły tego nawet ostatnie doniesienia mediów, że w czasie trwającej wojny zarządzane przez Savvidisa stowarzyszenie Greków w Rosji przekazywało prorosyjskim rebeliantom samochody i generatory prądu.

Sankcje nie dotyczą też wielu innych oligarchów od lat obecnych w zachodnioeuropejskim futbolu, choć trzeba zaznaczyć, że wynika to z braku ich bezpośrednich powiązań z Kremlem. Polityka sankcji ma karać za wspieranie lub co najmniej akceptację rosyjskiej polityki, a nie samo posiadanie rosyjskiego obywatelstwa. Inna sprawa, że Rosjanie przezornie dbają o to, by rosyjski paszport nie był ich jedynym.

Jak w przypadku Maksima Demina, właściciela angielskiego Bournemouth, które w przyszłym sezonie ponownie zagra w Premier League. Demin w angielskiej piłce działa od ponad dziesięciu lat i ma już brytyjskie obywatelstwo. Na fali niesławnego barteru „paszport za inwestycje", obywatelem Cypru został miliarder Dmitrij Rybołowlew, inwestujący w AS Monaco i belgijskie Cercle Brugge.

Rodzi się pytanie dlaczego o takie zabezpieczenie nie zadbał Roman Abramowicz.

Zadbał. Od 2021 roku posiada paszport portugalski, ale jego związki z Władimirem Putinem były zbyt oczywiste, by uszedł bez szwanku. Jest też najbardziej znanym z grona wszystkich oligarchów, więc uznanie go zapersona non grata w brytyjskiej piłce miało też charakter pokazowy.

Ten pokaz jednak nie wszystkim się spodobał. Kibice Chelsea skandowali nazwisko swojego dobroczyńcy nawet podczas minuty ciszy poświęconej ofiarom rosyjskiej napaści na Ukrainę. W ogień za swoim prezesem gotowi są pójść też kibice PAOK-u.

I to najlepszy dowód na to, że inwestycje w futbol – nie zawsze opłacalne biznesowo –mogą się okazać znakomitą lokatą polityczną.

Autor: Michał Banasiak

Komentarze (2)

  1. DIM1

    b Ale wystarczy, że wpiszecie sobie w Google "savvidis pistollero". Przynajmniej mój grecki Google pokazuje tę scenę natychmiast !

  2. DIM1

    Tu pasowałoby zdjęcie pana Iwana Savidisa, w trakcie meczu PAOK wbiegającego na boisko i sięgającego po pistolet, przeciw sędziemu. Odruchem starego, dobrego kagiebisty :))))))) Przytrzymał mu wtedy rękę jego ochroniarz, potem były oczywiście kary. Niestety, redakcja linków nie puszcza, a przydałoby się !