Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Mamy jeden warunek. Oto oczekiwania wschodniej flanki wobec szczytu NATO

wojsko polska wojna nato
Wojsko Polskie - wschodnia flanka NATO. PKW Łotwa.
Autor. Dowództwo Operacyjne (@DowOperSZ)/X

Sam fakt, że szczyt NATO w Ankarze się odbędzie, należy już rozpatrywać w kategoriach sukcesu. Swój udział potwierdzili już Donald Trump i Wołodymyr Zełenski, a w Turcji obecni mają być również przedstawiciele krajów partnerskich z regionu Indo-Pacyfiku. Europa musi zatem udowodnić, że jest zdolna do skuteczniejszej, samodzielnej obrony, z kolei kraje wschodniej flanki NATO wyczekują potwierdzenia, że to Rosja wciąż stanowi największe zagrożenie.

Potwierdzona obecność prezydenta Donalda Trumpa oraz prezydenta Wołodymyra Zełenskiego znacząco podnosi rangę polityczną szczytu. Udział Trumpa ma szczególne znaczenie, ponieważ Stany Zjednoczone pozostają najważniejszą potęgą militarną NATO, zwłaszcza w zakresie zdolności do prowadzenia uderzeń dalekiego zasięgu, wywiadu, rozpoznania, logistyki oraz struktur dowodzenia. Obecność Zełenskiego sprawia natomiast, że Ukraina pozostaje w centrum dyskusji sojuszników, choć na agendę spotkania w Ankarze będą wpływać także inne teatry działań oraz priorytety polityczne.

Reklama

Istotne znaczenie będzie miała również obecność partnerów z regionu Indo-Pacyfiku. Udział Australii, Japonii i Korei Południowej pokazuje, że strategiczna perspektywa NATO nie ogranicza się już wyłącznie do obszaru euroatlantyckiego. Sojusz coraz uważniej koncentruje się na Chinach, Korei Północnej, bezpieczeństwie łańcuchów dostaw, szlaków morskich, rywalizacji technologicznej oraz powiązaniach między bezpieczeństwem Europy i Azji. Z perspektywy Polski i wschodniej flanki jest to korzystny kierunek, o ile nie osłabi zasadniczego przekazu: Rosja pozostaje bezpośrednim zagrożeniem militarnym dla terytorium państw NATO.

NATO 3.0

Szczyt w Ankarze odbędzie się w momencie pogłębiającej się transformacji Sojuszu. To, czy proces ten zostanie określony mianem NATO 3.0, NATO 4.0 czy NATO 5.0, ma mniejsze znaczenie niż istota zachodzących zmian. Koniec z modelem, w którym Europa opierała swoje bezpieczeństwo na amerykańskiej potędze militarnej, jednocześnie przez lata niedoinwestowując własnych zdolności w zakresie obrony konwencjonalnej. Stany Zjednoczone oczekują dziś od europejskich sojuszników większych nakładów na obronność, zwiększenia zdolności produkcyjnych przemysłu zbrojeniowego oraz przejęcia większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo i obronę kontynentu.

Z perspektywy Polski taki kierunek zmian należy ocenić pozytywnie, pod warunkiem że będzie on miał realny wymiar. Warszawa już dziś znajduje się w gronie państw przeznaczających największą część swoich środków na obronność, jednak bezpieczeństwo Polski zależy również od tego, czy Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, państwa nordyckie i pozostali sojusznicy odbudują swoje siły zbrojne, zapasy amunicji, systemy obrony powietrznej, zdolności logistyczne oraz potencjał przemysłowy. Silniejsza Europa nie osłabia pozycji Polski – przeciwnie, wzmacnia odstraszanie na wschodniej flance, o ile zwiększone wydatki przełożą się na rzeczywiste zdolności wojskowe, a nie pozostaną jedynie zabiegiem księgowym.

Szczyt powinien zatem skłonić państwa sojusznicze do zwiększenia inwestycji we własne siły zbrojne oraz przemysł obronny. Europa potrzebuje większych zdolności do produkcji amunicji, rozwoju systemów bezzałogowych, obrony powietrznej, pojazdów opancerzonych, środków rażenia dalekiego zasięgu, zdolności w cyberprzestrzeni, sprawnej mobilności wojskowej oraz odpowiednio przygotowanych rezerw. NATO nie jest w stanie skutecznie odstraszać Rosji wyłącznie deklaracjami o przyszłej gotowości. Sojusz potrzebuje zakładów produkcyjnych, odpowiednich zapasów, dobrze wyszkolonych jednostek oraz struktur dowodzenia zdolnych do szybkiego przerzutu sił na wschodnią flankę.

Ukraina na tapecie

Jednym z głównych tematów szczytu pozostanie Ukraina. Wsparcie dla Kijowa nie jest ani aktem dobroczynności, ani wyłącznie gestem politycznym. Ukraina każdego dnia osłabia potencjał militarny Rosji, a jej przetrwanie ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo państw NATO. Każde ograniczenie wsparcia dla Ukrainy oznaczałoby wzrost presji na Polskę, Rumunię, państwa bałtyckie, Finlandię i Szwecję. Z perspektywy wschodniej flanki wojna na Ukrainie nie jest odrębnym konfliktem – stanowi ona wysuniętą linię obrony bezpieczeństwa Europy.

Turcja może również dążyć do rozszerzenia agendy szczytu o kwestie bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Obecność ministrów spraw zagranicznych wybranych państw regionu wpisywałaby się zarówno w ambicje Ankary, jak i w trwającą niestabilność sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zagadnienia te mają znaczenie dla NATO, jednak nie mogą przesłonić najważniejszego wyzwania. Polska oraz państwa wschodniej flanki będą oczekiwać z Ankary jednoznacznego przekazu, wyrażonego przez sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Pawła Zalewskiego: „Polska i kraje wschodniej flanki NATO chcą, aby wybrzmiało na szczycie, że Rosja to główne zagrożenie dla stabilności Sojuszu”, pomimo ewentualnego rozszerzenia agendy o region Indo-Pacyfiku i Bliskiego Wschodu.

Szczyt w Ankarze pokaże, w jakim kierunku zmierza NATO. Sojusz coraz wyraźniej poszerza swoją perspektywę strategiczną, czego wyrazem jest rosnąca obecność Australii, Japonii i Korei Południowej w jego koncepcjach, podczas gdy Stany Zjednoczone sygnalizują bardziej ograniczoną i selektywną rolę w Europie. Nie musi to oznaczać osłabienia NATO. Przeciwnie – może przyczynić się do wzmocnienia Sojuszu, jeśli państwa europejskie zbudują rzeczywiste zdolności w zakresie obrony konwencjonalnej, a partnerzy z całego globu pomogą lepiej połączyć euroatlantycki, indopacyficzny i przemysłowy wymiar bezpieczeństwa. Z perspektywy Polski i państw wschodniej flanki warunek jest jednak jeden: NATO może rozszerzać swoje wpływy na cały świat, ale nie może zapominać o Rosji.

Reklama
Reklama

Polecane

czytaj więcej

Wojna na Ukrainie

Zobacz także

Mogą Cię zainteresować