Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ
  • OPINIA

Kolejne polskie Patrioty dla Ukrainy to zła decyzja [OPINIA]

Kontenery startowe do pocisków PAC-3 MSE
Kontenery startowe do pocisków PAC-3 MSE
Autor. WZL1

W przestrzeni medialnej toczy się dyskusja na temat kolejnej donacji pocisków PAC-3 MSE z zasobów Sił Zbrojnych RP na rzecz Ukrainy. Politycy motywują to chęcią obrony polskiego nieba przed rosyjskimi dronami i rakietami. Jednak czy to jest właściwa argumentacja?

Reklama

Wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka w wywiadzie dla RMF FM poinformowała, że w najbliższych dniach może zapaść decyzja o kolejnej donacji pocisków do systemu Patriot na rzecz Ukrainy. Pociski miałyby pochodzić – tak jak poprzednio – z zasobów SZ RP.

Chodzi konkretnie o pociski PAC-3 MSE, które są zaprojektowane z myślą o zwalczaniu pocisków balistycznych, takich jak Kindżał czy Iskander-M. PAC-3 MSE mogą oczywiście zwalczać inne cele, jednak takie użycie jest właściwie marnotrawstwem ich wyjątkowego potencjału. PAC-3 MSE niszczy cel przez bezpośrednie uderzenie, a nie przez detonację ładunku wybuchowego w głowicy bojowej. Inne pociski, które detonują się w pobliżu celu, mogą nie zniszczyć celu w całości, a jedynie wybić z zadanej trajektorii. Zjawisko to ma miejsce często na Ukrainie, stąd pojawiają się informacje m.in. o zniszczonych blokach cywilnych, które mogą wynikać właśnie z efektu pracy systemów OPL.

Wyjątkowość PAC-3 MSE tkwi również w jego cenie. O ile starszy pocisk PAC-2 GEM-T, przeznaczony do zwalczania mniej wymagających celów aerodynamicznych, kosztuje między 2 a 4 mln dolarów za sztukę, to PAC-3 MSE kosztuje pomiędzy 4 a 6 mln dolarów. W przypadku niektórych kontraktów eksportowych jego cena przekracza 6 mln dolarów za sztukę.

Reklama

Ukraina cierpi na niedostatek pocisków do systemów obrony powietrznej, szczególnie tych, których podstawowym zadaniem jest zwalczanie pocisków balistycznych. Ten rodzaj środka napadu powietrznego wymaga odpowiedniego sprzętu: systemów radarowych, optoelektronicznych i wspomnianych efektorów. Ukrainie brakuje wszystkich powyższych.

Jednak czy to oznacza, że źródłem tych systemów powinna być Polska? Raczej nie. W ramach obu faz programu Wisła Polska zakontraktowała maksymalnie do 852 sztuk pocisków PAC-3 MSE z dostawą w latach 2023-2029. Jednak jak informowały media, ten okres ulegnie wydłużeniu ze względu na niedostateczne moce produkcyjne amerykańskiego producenta i przesunięcie priorytetu dostaw na Ukrainę, Bliski Wschód oraz siły zbrojne USA. Warto nadmienić, że 852 sztuki to maksymalny poziom, na jaki zgodził się Departament Stanu, jeżeli chodzi o zakup tych rakiet przez Polskę. To normalna procedura podczas pozyskiwania uzbrojenia w USA, zaś maksymalny wolumen nie zawsze oznacza rzeczywistego, zrealizowanego zamówienia.

Jako państwo frontowe, które graniczy z Białorusią i Rosją, Polska musi sama budować własne zdolności do obrony przed zagrożeniem ze strony pocisków balistycznych, aby nie znaleźć się w podobnym położeniu co obecnie Ukraina. Zgodnie z informacjami ukraińskiego wywiadu produkcja tylko i wyłącznie pocisków do systemu Iskander-M sięga 65-75 sztuk miesięcznie, czyli od 780 do 900 sztuk rocznie. Nie zawsze jeden pocisk przeciwlotniczy wystarcza do zneutralizowania takiej rakiety.

Reklama
strzał  PAC-2 GEM-T
Wyrzutnia pocisków wchodząca w skład systemu Patriot podczas wystrzelenia rakiety PAC-2 GEM-T.
Autor. MBDA Deutschland

Ile zaś produkuje się pocisków PAC-3 MSE? W 2025 roku Lockheed Martin wyprodukował 620 tego typu pocisków. W ciągu najbliższych lat produkcja ma wzrosnąć do 2000 sztuk. Jednak jak pisał Antoni Walkowski, w 2026 r. Pentagon zgłosił zapotrzebowanie na 13 773 (!!!) pocisków PAC-3 MSE, a było to zanim wybuchła wojna między Izraelem i USA a Iranem. Teraz zarówno potrzeby USA, jak i bliskowschodnich sojuszników wykorzystujących systemy Patriot wyszły na nieporównywalnie wyższy poziom.

Jeżeli zestawimy te potrzeby z potrzebami Ukrainy, USA, państw Bliskiego Wschodu oraz Polski, okaże się, że głód pocisków PAC-3 MSE w najbliższych latach będzie ogromny, a przy tym niemożliwy do zaspokojenia. O ile Iskandery nie muszą stanowić bezpośredniego zagrożenia dla Niemiec, Francji czy nawet USA, to dla Polski jest to podstawowe zagrożenie. Nasz kraj znajduje się w zasięgu pocisków Iskander.

Tu pojawia się ważny element, który bywa wykorzystywany do argumentowania przekazania pocisków PAC-3 MSE Ukrainie. Zarówno minister obrony, jak i jego zastępczyni podkreślają, że przekazywanie Ukrainie pocisków PAC-3 MSEde facto chroni Polskę przed rosyjskimi atakami – nawet tymi nieumyślnymi. Nie jest to prawda.

Reklama

Zasięg systemu Iskander wynosi około 500 km. Rakiety te bez problemu sięgają Kijowa, jednak nie są w stanie dolecieć ze swoich miejsc startu nawet do obwodu lwowskiego, nie mówiąc już o granicy z Polską. Oczywiście Rosjanie usprawniają i modyfikują ten system, również próbując wydłużyć jego zasięg, jednak na chwilę obecną Iskander nie stanowi zagrożenia dla Polski. Takim zagrożeniem są bezzałogowce rodziny Gierań czy pociski skrzydlate, jak Ch-101, Kalibr oraz Iskander-K. Tych środków napadu powietrznego nie zwalczają pociski PAC-3 MSE, ale inne, mniej zaawansowane, tańsze i bardziej dostępne systemy.

Tu pojawia się zatem pytanie – skoro chcemy pomóc Ukrainie w zwalczaniu Gierani czy pocisków manewrujących, to czemu blokujemy przekazanie MiG-29? Te samoloty byłyby wydatnym wsparciem w zwalczaniu tych środków napadu powietrznego, które rzeczywiście mogłyby nam zagrozić.

Ostatnią rzeczą, która każe się zastanowić, jest argumentacja rządzących. O przekazaniu pierwszej partii PAC-3 MSE, która miała miejsce jeszcze w ubiegłym roku, opinia publiczna dowiedziała się dopiero pół roku później.

Reklama

W kwietniu 2026 roku redakcja Defence24.pl wysłała pytania do MON ws. informacji na temat przekazania pocisków PAC-3 MSE Ukrainie. Pytanie brzmiało: „W związku z pojawiającymi się po stronie ukraińskiej informacjami na temat »Polskiej pomocy dotyczącej obrony powietrznej w kontekście systemów OPL Patriot« chciałbym zapytać, czy Polska w jakikolwiek sposób brała udział w dostawach elementów systemu Patriot (wyrzutnie, radary, pojazdy wsparcia) lub pocisków (PAC-3 MSE) na Ukrainę? Czy Polska ewentualnie brała udział w ramach programu PURL w finansowaniu owych elementów/systemów na rzecz Ukrainy?”.

Wówczas odpowiedziano nam tak: „Ministerstwo Obrony Narodowej nie komentuje spekulacji medialnych i informacji pojawiających się na portalach informacyjnych innych krajów”.

Ukrainę trzeba było wspierać militarnie, wzmacniać jej pozycję w wojnie z Rosją. Jednak przekazywanie najbardziej kluczowych zasobów, które są w posiadaniu polskiej obrony powietrznej, wydaje się niewłaściwe. Z polskiej perspektywy zagrożeniem są drony i pociski skrzydlate, a te można zestrzelić przy użyciu poradzieckich zestawów Newa, Osa czy Kub, które wciąż znajdują się na wyposażeniu Wojska Polskiego, jak też wspomnianych MiG-29.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama