- ANALIZA
- WAŻNE
- WIADOMOŚCI
Koniec TVP Wilno? Cios w polską mniejszość na Litwie [WYWIAD]
Mimo apeli ponad 220 naukowców polska telewizja na Litwie zostaje włączona do struktur TVP World, traci samodzielność, a jej budżet spada niemal o połowę. O całej sytuacji rozmawiamy z dr Barbarą Jundo-Kaliszewską z Katedry Teorii Polityki i Myśli Politycznej Uniwersytetu Łódzkiego.
Wojciech Kozioł, Defence24.pl: Minął mniej więcej miesiąc od naszej ostatniej rozmowy na temat fatalnej sytuacji wokół TVP Wilno. Wtedy wiązano nadzieję z Pani inicjatywą. Jednak niedawno napisała Pani, że w zasadzie Wasze stanowisko zostało zignorowane. Czy rząd nie chciał z nikim w tej sprawie rozmawiać?
Dr Barbara Jundo-Kaliszewska: Do takich rozmów nie doszło, choć temat był podejmowany w kuluarach przez poszczególnych dziennikarzy i polityków. Podpisy środowiska naukowego zostały jeszcze w grudniu 2025 roku przekazane do Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Na chwilę obecną nie doczekaliśmy się oficjalnego komentarza do przedstawionego stanowiska. Przypomnę, że pod „Listem otwartym w sprawie strategicznego znaczenia TVP Wilno w warunkach wojny informacyjnej” podpisało się ponad 220 osób reprezentujących środowiska akademickie z Polski, Litwy i innych państw świata - w tym Niemiec, Francji, Szwecji, Brazylii czy USA. Równolegle na Litwie została stworzona petycja społeczna, którą poparło ponad 5500 osób. Ten dokument również nie został skomentowany.
W połowie grudnia ubiegłego roku bezskutecznie zwracałam się z prośbą o spotkanie i możliwość przedstawienia wyników badań i zaleceń eksperckich dotyczących sytuacji w regionie litewsko-białoruskiego pogranicza ministrowi Marcinowi Bosackiemu, sekretarzowi stanu w MSZ, odpowiedzialnego m.in. za obszar komunikacji strategicznej i przeciwdziałania dezinformacji.
Z przykrością stwierdzam też brak reakcji na moje wiadomości ze strony łódzkich polityków uczestniczących w pracach komisji, na forum których omawiano temat TVP Wilno: posłanki Aleksandry Uznańskiej-Wiśniewskiej, członkini sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, oraz posła Krzysztofa Piątkowskiego, członka sejmowej Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu, byłego wiceprezydenta miasta Łodzi. Biorąc pod uwagę fakt, że Łódź – jako jedno z miast partnerskich Wilna (w powojennym rozwoju której fundamentalną rolę odegrały środowiska wilniuków) – w połowie grudnia otrzymała list mera litewskiej stolicy, Valdasa Benkunskasa. Litewski samorządowiec wyraził swoje głębokie zaniepokojenie planami ograniczenia autonomii i pracy redakcji – stąd należało oczekiwać aktywności i jednoznacznego stanowiska obojga wymienionych polityków. Naturalne wydawałoby się podjęcie wspólnych działań lub przynajmniej publiczne odniesienie się do apelu.
Niestety, do dziś nie doczekaliśmy się żadnej reakcji ani ze strony włodarzy Łodzi, ani prezydentów pozostałych miast partnerskich Wilna w Polsce – Warszawy, Krakowa, Gdańska i Torunia – z prośbą o interwencję, do których został wysłany apel Benkunskasa.
Czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych w jakikolwiek sposób odniosło się do tej sprawy?
Pod koniec roku Ambasada RP w Wilnie opublikowała list, w którym stwierdzono, że 6 lat funkcjonowania stacji „wskazują, że TVP Wilno osiąga swój cel, jakim jest zapewnienie Polakom na Litwie rzetelnej przestrzeni informacyjnej” i zapewniono, że produkcja własna stacji zostanie zwiększona.
Przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagranicznych prezentowali swoje stanowiska podczas posiedzeń komisji parlamentarnych (dwóch sejmowych i jednej senackiej). Dostrzegalny brak rozeznania w sprawie oraz nieumiejętność przedstawienia pełnych, rzetelnych i konkretnych informacji sprawiły, że wypowiedzi te nie tylko nie budowały zaufania, lecz także nie przyniosły zaniepokojonej społeczności polskiej oczekiwanego poczucia powagi sytuacji i rzeczowego odniesienia się do jej obaw. Postronny obserwator mógł odnieść wrażenie, że sprawa została sprowadzona do wewnętrznego sporu politycznego w Polsce. Zakładnikiem tego sporu stało się bezpieczeństwo informacyjne jednego z najbardziej newralgicznych w regionie odcinków.
Przypominam, że tocząca się na przełomie roku w przestrzeni publicznej Polski i Litwy dyskusja dotyczyła sprawy likwidacji autonomii, ograniczenia budżetu i zwolnień pracowników aż w dwóch redakcjach: TVP Polonia i TVP Wilno. Obie anteny były skierowane do Polaków mieszkających poza granicami kraju i obie w tym samym czasie zostały zdegradowane – ramówka okrojona, większość dziennikarzy zwolniona. Sytuacja TVP Polonia w tym sensie jest zdecydowanie gorsza. W tamtym przypadku wszystkie decyzje zostały podjęte jeszcze w grudniu i załatwione jednym przysłowiowym podpisem. Społeczności polonijne odebrały medialną politykę Warszawy jako krzywdzącą i godzącą zarówno w ich poczucie bezpieczeństwa informacyjnego, jak i więź z Polską. Chcieliśmy uniknąć powtórki „z rozrywki” – stąd taka szybka i zdecydowana reakcja zaniepokojonych sytuacją środowisk w Polsce i na Litwie.
Zobacz też

W tym miejscu chciałabym podkreślić, że sama obecność tematu na forum parlamentarnym w Polsce świadczy o tym, iż problem nie został całkowicie pominięty instytucjonalnie. Pozytywnie należy ocenić życzliwość senatora Marcina Karpińskiego oraz posłanki Pauliny Matysiak – także polityków z woj. łódzkiego. Posłanka Matysiak nie tylko brała aktywny udział w sejmowych komisjach, ale też wielokrotnie zabierała głos w obronie wileńskiej anteny. Z kolei dzięki zaangażowaniu senatora Karpińskiego udało się przynajmniej pośrednio uzyskać oficjalne stanowisko resortu spraw zagranicznych: Władysław Teofil Bartoszewski, sekretarz stanu w MSZ, odpowiedzialny m.in. za sprawy Polonii oraz dyplomację publiczną, w piśmie przedłożonym marszałkini Senatu Małgorzacie Kidawie-Błońskiej potwierdził, że Polacy na Litwie rzeczywiście są narażeni na działanie rosyjskiej i białoruskiej dezinformacji oraz deklarował, że misja TVP Wilno i obecność medialna Polski na Litwie „zostaną zachowane”…
Ostatnie działania likwidatora Telewizji Polskiej - a mianowicie nagła i jednostronna decyzja o wcieleniu z dniem 3 marca br. redakcji w skład TVP World oraz utrzymanie decyzji o ograniczeniu budżetu - pokazuje, że obecność ta będzie miała raczej charakter symboliczny niż realny.
Uchwała zakłada, że TVP Wilno ma wejść w skład TVP World. Jakie konsekwencje będzie to niosło dla funkcjonowania polskiej telewizji na Litwie?
Dokładnie takie same, jakie już możemy zaobserwować na przykładzie TVP Polonia, która - w ocenie środowisk polonijnych na świecie - pozostaje dziś głównie „logotypem w eterze”.
Uchwała zakładająca włączenie TVP Wilno w struktury TVP World będzie w praktyce oznaczać zmianę charakteru tej redakcji z medium lokalnego, skierowanego bezpośrednio do polskiej społeczności na Litwie – na element szerszego projektu o profilu wizerunkowym. Innymi słowy – zamiast redakcji „dla Polaków na Litwie, o Polakach na Litwie i tworzonej przez Polaków na Litwie” powstanie redakcja, która w języku polskim będzie tworzyć newsy „o Litwie” lub „z Litwy”. Najprawdopodobniej będzie też (jak choćby np. rosyjskojęzyczne, ukraińskojęzyczne czy rumuńskojęzyczne projekty TVP) podporządkowana warszawskiej narracji.
Istotnym problemem są również kwestie budżetowe: planowane środki na funkcjonowanie redakcji mają zostać ostatecznie zredukowane prawie o połowę, co w praktyce przełoży się na mniejsze możliwości produkcyjne, ograniczenie liczby materiałów własnych oraz dalsze zmniejszenie zespołu dziennikarskiego. W konsekwencji polska telewizja na Litwie straci swoją funkcję środowiskową i integracyjną, a jej obecność stanie się bardziej fasadowa niż realnie odpowiadająca na potrzeby lokalnej społeczności.
Istnieje realne ryzyko osłabienia ciągłości przekazu w języku polskim, co dla odbiorców na Litwie może oznaczać mniejszą dostępność informacji odnoszących się bezpośrednio do ich codziennych spraw i kontekstu regionalnego. Ponadto, w perspektywie kilku lat może to doprowadzić do trwałej utraty kompetencji medialnych, których odbudowa będzie znacznie trudniejsza i kosztowniejsza niż ich utrzymanie.
Oferta informacyjna, na rozbudowę której - równolegle z ograniczeniem budżetu - kładą nacisk zwolennicy systemowego osłabienia stacji, nie jest już wystarczającym narzędziem oddziaływania medialnego ani budowania trwałej więzi z odbiorcą. Dzisiaj konieczne jest tworzenie całościowego, spójnego systemu oferty programowej, zróżnicowanej pod względem wieku, zainteresowań i potrzeb poszczególnych grup społecznych.
Szczególne znaczenie mają tu treści kierowane do dzieci i młodzieży, ponieważ to właśnie w tej przestrzeni najłatwiej i najsubtelniej może być przemycany przekaz propagandowy. Brak atrakcyjnej oferty w języku polskim powoduje naturalne przesunięcie odbiorców w stronę innych źródeł, najczęściej bardzo inwazyjnych rosyjskojęzycznych kanałów medialnych. W dłuższej perspektywie to prowadzi do osłabienia kompetencji językowych, kulturowych oraz informacyjnych.
A jak na całą tę sytuację zareagowały polskie środowiska na Litwie?
Na chwilę obecną nie mamy oficjalnego komunikatu ze strony TVP, stąd też nie ma oficjalnych deklaracji ze strony środowisk polskich na Litwie. Reakcję widać przede wszystkim w serwisach społecznościowych, gdzie wybrzmiewa zawód i głębokie rozczarowanie polityką Polski.
Uchwała w sprawie likwidacji podmiotowości redakcji została niespodziewanie przyjęta już 12 lutego – pomimo wcześniejszych sygnałów, że dyrekcja TVP (po raz pierwszy w tej kadencji) wraz z przedstawicielami władz uda się do Wilna. Liczyliśmy, że polscy decydenci spotkają się z pracownikami TVP Wilno, zapoznają się z wybudowaną z pieniędzy polskich podatników infrastrukturą, przedstawią stanowisko Warszawy oraz wysłuchają argumentów środowiska polskiego na miejscu. Niestety, ostatecznie do tego nie doszło. Taki styl prowadzenia polityki z natury rzeczy generuje liczne wątpliwości.
Społeczność, która od dziesięcioleci zmaga się z realnymi wyzwaniami – takimi jak postsowieckie dziedzictwo, postępująca rusyfikacja i narażenie na rosyjskie wpływy propagandowe, niekorzystne procesy demograficzne, indolencja gospodarcza przygranicznych rejonów, wieloletnia walka o zwrot ziemi, prawo do języka i edukacji w języku ojczystym czy wreszcie bezpośrednie ataki hybrydowe w postaci kryzysu migracyjnego na granicy oraz innych aktów dywersji na granicy z Białorusią – ma prawo oczekiwać partnerskiego dialogu i elementarnego szacunku przynajmniej ze strony Polski.
Tymczasem obecna sytuacja sprawia wrażenie decyzji podejmowanej ponad głowami zainteresowanych, bez próby realnych konsultacji. Obawiam się, że może to zostać odebrane jako przejaw instytucjonalnej obojętności, a nawet arogancji ze strony ośrodka decyzyjnego w Warszawie. To wpisuje się w narracje wykorzystywane przez rosyjską i białoruską dezinformację — przedstawiające Polskę jako państwo zapatrzone w Zachód, rzekomo porzucające własne mniejszości i niewrażliwe na ich potrzeby. Tego rodzaju przekazy, zestawiane propagandowo z wizerunkiem Rosji jako „obrońcy uciśnionych”, są dobrze znanym mechanizmem oddziaływania informacyjnego w regionie.
Jako eksperci, nieustannie powtarzamy, jak istotne jest, aby decyzje dotyczące tak wrażliwych obszarów były komunikowane w sposób transparentny i poprzedzone rzeczywistym dialogiem z zainteresowanymi społecznościami.
Czy nasze MSZ podejmuje obecnie jakiekolwiek kroki wspierające polską mniejszość na Litwie?
Państwo polskie od lat prowadzi działania skierowane do Polonii, w tym również polskiej mniejszości na Litwie. Obejmują one przede wszystkim programy grantowe, stypendialne, wsparcie inicjatyw kulturalnych, budowę infrastruktury oraz współpracę z organizacjami społecznymi, edukacyjnymi i medialnymi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ze swojej strony, podtrzymuje wolę wspierania Polaków na Wileńszczyźnie. Są to jednak przede wszystkim działania o charakterze ogólnym i programowym, a biorąc pod uwagę dramatyczną sytuację mediów polskojęzycznych nie tylko na Litwie, ale też Łotwie (nie mówiąc już o Białorusi - dokąd docierał m.in. przekaz TVP Wilno) - wydają się pozostawać głównie w sferze deklaracji…
W ostatnim czasie trudno wskazać nowe inicjatywy o wyraźnie interwencyjnym lub systemowym charakterze, które odpowiadałyby na aktualne wyzwania zgłaszane przez środowiska polskie na Litwie, w tym w szczególności w fundamentalnie istotnym obszarze bezpieczeństwa informacyjnego i mediów polskojęzycznych. W praktyce powoduje to wrażenie, że działania te mają charakter bardziej doraźny i administracyjny niż strategiczny czy reagujący na bieżącą sytuację.
W efekcie wśród części przedstawicieli polskiej społeczności na Litwie pojawia się poczucie niedosytu oraz przekonanie, że deklaracje nie zawsze znajdują proporcjonalne odzwierciedlenie w widocznych i bezpośrednich działaniach.
Jeśli do powyższych okoliczności dodamy ostatnią decyzję rządu litewskiego o zawieszeniu w 2026 roku części inwestycji w programy kulturalne tzw. Litwy Wschodniej, czyli Wileńszczyzny, wówczas wyłania się szerszy i bardziej niepokojący obraz sytuacji. W połączeniu z ograniczaniem polskojęzycznej obecności medialnej oraz redukcją oferty programowej dla różnych grup odbiorców można odnieść wrażenie, że region pozbawiany jest kolejnych elementów infrastruktury bezpieczeństwa.
Czy w związku z tym wszystkim Pani oraz społeczność, która starała się bronić TVP Wilno, będziecie jeszcze próbowali wpłynąć na decyzje władz, czy sprawa jest już zamknięta, by nie powiedzieć – przegrana?
Nie uważam tej sprawy za zamkniętą, choć niewątpliwie znajdujemy się dziś w znacznie trudniejszym położeniu niż jeszcze dwa miesiące temu. Decyzje instytucjonalne zostały podjęte, jednak nie oznacza to, że wyczerpaliśmy wszystkie możliwości wpływu na ich ostateczny kształt oraz sposób ich wdrażania.
Zarówno ja, jak i osoby zaangażowane w obronę TVP Wilno, traktujemy tę sytuację nie tyle w kategoriach „wygranej” lub „przegranej”, ile jako proces, w którym wciąż możliwe jest zabieganie o rozwiązania minimalizujące negatywne skutki dla społeczności polskiej na Litwie, w tym w szczególności w obszarze języka, lokalnej produkcji treści czy stabilności zespołu redakcyjnego.
Niezależnie od formalnych rozstrzygnięć pozostaje jeszcze przestrzeń do dialogu, działań eksperckich, opiniowania oraz przypominania o znaczeniu bezpieczeństwa informacyjnego i kulturowego środowisk polskich poza granicami kraju. Wiem, że obecnie nad specjalistyczną oceną sytuacji pracuje Ośrodek Studiów Wschodnich. Specjalistyczny komentarz już w grudniu opublikował inny polski ośrodek analityczny - Instytut Europy Środkowej.
Nie możemy skupiać się wyłącznie na emocjach i złej woli polityków. Musimy, z poziomu ekspertów, kształtować debatę publiczną i reagować na bieżące zagrożenia. Tak np. w litewskiej przestrzeni publicznej obecnie toczy się niepokojący spór wokół budowy poligonu w Kopciowie — który, jak wskazują ustalenia litewskich specjalistów, podlega intensywnym działaniom dezinformacyjnym prowadzonym m.in. przez rosyjskie konta w mediach społecznościowych. W sytuacji potencjalnej eskalacji konfliktu na trójstyku granic - litewsko-polsko-białoruskim - szczególnego znaczenia nabiera rzetelna polityka informacyjna oraz przejrzysta komunikacja ze społeczeństwem. Chociaż w Polsce niewiele słyszymy o sprawie Kopciowa, to może naszych czytelników zainteresuje fakt, że do protestów Litwinów dołączają również mieszkańcy Suwalszczyzny, którzy są przeciwni budowie poligonu. To pokazuje, że oddziaływanie przekazów manipulacyjnych ma charakter transgraniczny i może wpływać na postawy różnych grup społecznych w regionie.
W dalszym ciągu nierozwiązana pozostaje sprawa zagrożeń dla ruchu lotniczego (i nie tylko) z powodu białoruskich balonów meteorologicznych – kolejni przewoźnicy wycofują swoje przewozy z regionu, w tym Ryanair.
W takich warunkach istnienie stabilnych, wiarygodnych i lokalnie zakorzenionych mediów w języku polskim, takich jak TVP Wilno, jest bezwzględnie konieczne. Paradoksalnie, w momencie, gdy dyskusja o strategicznym znaczeniu Przesmyku Suwalskiego w przypadku potencjalnej rosyjskiej agresji powinna być prowadzona w sposób odpowiedzialny i oparty na faktach, z jakiegoś powodu dochodzi do swoistego paraliżu organizacyjnego i ograniczenia narzędzi komunikacji medialnej w regionie. Ta rozbieżność pomiędzy deklarowanymi celami w zakresie bezpieczeństwa a praktyką instytucjonalną jest trudna do racjonalnego uzasadnienia.
Reasumując, ufam, że sprawę TVP Wilno wciąż jeszcze można rozwiązać inaczej – w duchu dialogu, wzajemnego szacunku i z gotowością do wypracowania kompromisu. Jeśli rzeczywiście państwa polskiego nie stać dziś na utrzymanie dotychczasowego poziomu finansowania anteny, należało przynajmniej zagwarantować redakcji możliwie szeroką samodzielność oraz większą uwagę poświęcić jej strategicznemu potencjałowi. W czasach napięć i kryzysów media pełnią rolę tarczy: chronią tożsamość, język i dostęp do rzetelnej informacji. Właściwym rozwiązaniem byłoby pozostawienie redakcji jako odrębnego, wyraźnie umocowanego podmiotu, nawet przy ograniczonych środkach, ale z jasno określoną misją i perspektywą dalszego rozwoju.
Dziękuję za rozmowę





WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner