Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Jedna Rosja odsłania pierwszą piątkę na wybory. Nie ma w niej Miedwiediewa

Plakat wyborczy Jednej Rosji. "Popierać Putina to minimum".
Plakat wyborczy Jednej Rosji. "Popierać Putina to minimum".
Autor. Telegram patrii Jedna Rosja

Jedna Rosja rozpoczęła kolejną fazę przygotowań do wyborów do Dumy Państwowej, które mają odbyć się we wrześniu 2026 roku. W ramach działań kampanijnych opublikowano plakat wyborczy z wizerunkiem Władimira Putina oraz hasłami „Jedna Rosja to partia prezydenta” i „Bycie za Putinem to absolutne minimum”. To jednoznaczny przekaz wyborczy, który ma pokazać, że partia i prezydent stanowią jedność polityczną, a poparcie dla jednego oznacza poparcie dla drugiego.

Na plakatach wykorzystano również literę „Z”, która od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli poparcia dla wojny. Jej obecność w przekazie wyborczym sprawia, że kampania partii rządzącej zostaje powiązana nie tylko z osobą Putina, ale także z polityką prowadzoną przez Rosję wobec Ukrainy. W ten sposób kampania wyborcza nabiera charakteru ideologicznego, w którym lojalność wobec władzy jest powiązana z poparciem dla działań zbrojnych.

Reklama

Ciekawym jest tutaj fakt, że po raz pierwszy od 2007 roku Jedna Rosja tak otwarcie określiła się jako polityczna siła Putina. Taki zabieg komunikacyjny jest istotnym sygnałem politycznym, ponieważ formalnie Władimir Putin nie jest członkiem partii Jedna Rosja, a sama partia przez lata starała się utrzymywać wizerunek szerokiej „partii władzy”, a nie wyłącznie osobistego zaplecza prezydenta. Tę zmianę narracji warto też zestawić z wcześniejszym podejściem samego Władimira Putina do relacji z partią. Chociaż w przeszłości formalnie kierował ugrupowaniem (w latach 2008–2012), to obejmując urząd prezydenta, zrezygnował z członkostwa w partii, aby zachować status bezpartyjnego przywódcy wszystkich obywateli. Miało to wzmacniać jego wizerunek jako arbitra stojącego ponad partyjnymi podziałami, reprezentującego interes całego państwa, a nie jednego ugrupowania politycznego.

Coraz silniejsze powiązanie kampanii Jednej Rosji z Władimirem Putinem można też rozumieć jako reakcję na narastające napięcia wewnętrzne i problemy, które zaczynają być coraz bardziej widoczne w codziennym funkcjonowaniu państwa. Jednym z czynników, który wpływa na tę strategię komunikacyjną, są coraz częściej raportowane zakłócenia w sektorze paliwowym i logistycznym. Problemy z dostępnością paliw, lokalne niedobory czy wahania cen w niektórych regionach stają się tematem dyskusji społecznej, nawet jeśli władze starają się je przedstawiać jako przejściowe i kontrolowane. W takiej sytuacji politycznej szczególnie ważne jest budowanie przekazu, który przenosi odpowiedzialność za stabilność państwa na najwyższy poziom decyzyjny i jednocześnie pokazuje, że tylko scentralizowane przywództwo jest w stanie utrzymać kontrolę nad złożonym systemem gospodarki.

Drugim elementem, który wzmacnia ten przekaz, są skutki działań wojennych, w tym ataki na infrastrukturę krytyczną. Uderzenia w obiekty energetyczne, magazyny paliw czy elementy zaplecza logistycznego powodują nie tylko realne zakłócenia, ale też wymuszają konieczność szybkiego reagowania administracyjnego. W narracji rosyjskiej tego typu sytuacje są często przedstawiane jako dowód na to, że kraj znajduje się w stanie permanentnej konfrontacji, w której potrzebne jest jednolite i silne przywództwo zdolne do koordynacji wszystkich zasobów państwa. I właśnie w takich warunkach politycznych wizerunek Putina jako silnego lidera nie pełni jedynie funkcji propagandowej, ale staje się elementem zarządzania kryzysowego na poziomie symbolicznym. Chodzi o stworzenie wrażenia, że mimo problemów i presji system pozostaje spójny, a decyzje są podejmowane w sposób skoordynowany i kontrolowany. To z kolei ma ograniczać przestrzeń dla niepewności społecznej i przeciwdziałać erozji zaufania do instytucji państwa.

Wielka piątka Jednej Rosji

Podczas kongresu partii, który odbył się 28 czerwca 2026 roku w Moskwie, Jedna Rosja przedstawiła swoich głównych kandydatów do wyborów do Dumy Państwowej zaplanowanych na wrzesień 2026 roku. W trakcie wydarzenia ogłoszono tzw. pierwszą piątkę, czyli osoby otwierające listę wyborczą i pełniące funkcję symbolicznych liderów kampanii. Skład tej grupy ma pokazać, kto realnie reprezentuje zaplecze władzy w Rosji.

Siergiej Ławrow, który od lat kieruje rosyjską dyplomacją, został wskazany jako lider listy. Jego pozycja wynika z wieloletniej obecności w polityce zagranicznej Rosji i udziału w najważniejszych negocjacjach międzynarodowych. Ławrow jest jedną z najbardziej znanych twarzy rosyjskiego rządu poza granicami kraju, szczególnie w Europie i Stanach Zjednoczonych. Umieszczenie go na pierwszym miejscu ma podkreślać ciągłość polityki zagranicznej Rosji niezależnie od sytuacji międzynarodowej. Jest to pokazanie, że dotychczasowy kurs państwa pozostaje bez zmian.

Reklama

Na drugim miejscu znalazł się mer Moskwy Siergiej Sobianin, który od lat współpracuje z Putinem i uchodzi za jednego z najbardziej stabilnych i lojalnych technokratów w systemie. Kontroluje ogromny aparat miejski, który ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania państwa. Te dwa miejsca nie są zaskoczeniem. Mają raczej potwierdzać układ sił niż go zmieniać. Dalej robi się już znacznie ciekawiej. Dlaczego?

Bo na bardzo wysokim, trzecim miejscu znalazła się Maria Lwowa-Biełowa. Jest ona ścigana międzynarodowym listem gończym wydanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny, z zarzutami dotyczącymi kradzieży ukraińskich dzieci z terenów okupowanych. To jedna z najbardziej międzynarodowo obciążonych postaci, jakie w ogóle pojawiły się tak wysoko w oficjalnej strukturze politycznej. Patrząc na jej drogę, widać bardzo szybki awans po 2022 roku. Wcześniej działała głównie regionalnie, jako urzędniczka i polityczka zajmująca się sprawami społecznymi i prawami dziecka w obwodzie penzeńskim.

Dopiero wojna i jej konsekwencje wyniosły ją na poziom federalny, gdzie została pełnomocniczką ds. praw dziecka przy prezydencie Rosji. Od tego momentu zaczęła regularnie pojawiać się w mediach państwowych i brać udział w działaniach związanych z dziećmi wywożonymi z Ukrainy, które w rosyjskim przekazie przedstawiane są oczywiście jako ewakuacje i opieka humanitarna. To właśnie ten obszar stał się jej główną rolą i dał jej widoczność na poziomie ogólnokrajowym. Jej obecność w ścisłej czołówce listy jest niezrozumiałą, ale pokazuje że jej pozycja w systemie bardzo szybko urosła z urzędniczki średniego szczebla do osoby, która jest już włączona w polityczne centrum, mimo że jeszcze kilka lat temu była poza głównym nurtem władzy i praktycznie nikt nie miał pojęcia kim jest.

Kolejne miejsce jest niemniej zaskakujące. Znalazł się na nim Jewgienij Poddubny, jeden z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich reporterów wojennych, od lat związany z państwową VGTRK. To postać zbudowana całkowicie na narracji reportera frontowego w rosyjskim systemie medialnym. Relacjonował najważniejsze konflikty, w które angażowała się Rosja: wojnę w Gruzji, wojnę domową w Syrii oraz przede wszystkim wojnę przeciwko Ukrainie po 2014 roku, a szczególnie po 2022. W rosyjskiej telewizji państwowej funkcjonuje jako twarz frontowej prawdy, jako ktoś, kto ma legitymizować działania militarne poprzez obecność na miejscu wydarzeń i emocjonalne relacje z linii walk.

Niemal każdy w Rosji zna jego twarz i głos. W 2024 roku został ranny podczas kręcenia materiału w obwodzie kurskim. W pierwszych godzinach po zdarzeniu w przestrzeni medialnej pojawiały się nawet informacje, że mógł zginąć, co dodatkowo podbiło jego rozpoznawalność. Ostatecznie okazało się, że przeżył, jednak sam incydent utrwalił jego wizerunek jako reportera stale obecnego w najbardziej niebezpiecznych rejonach działań wojennych. I właśnie za to jest w Rosji szanowany. Jego obecność na liście można odczytywać jako wyraźny ukłon w stronę rosyjskich propagandystów. To symboliczne docenienie całego środowiska, które od 2022 roku urosło w siłę i stało się ważnym elementem wojennej propagandy i narracji wewnętrznej.

Ostatnie miejsce w pierwszej piątce zajął weteran: specoperacji i lider Junarmii Władisław Gołowin. Funkcjonuje on trochę na dwóch poziomach. Z jednej strony jest czynnym symbolem wojny. Kimś, kto ma doświadczenie frontowe i dzięki temu wiarygodność w oczach odbiorców. Z drugiej strony został wciągnięty w projekt budowania młodego, lojalnego zaplecza dla państwa, czyli właśnie Junarmii. Organizacja ma uczyć młodych ludzi patriotyzmu, dyscypliny i podstaw wojskowości. Najczęściej wykorzystywana jest jednak jako narzędzie propagandowe państwa, które od najmłodszych lat przyzwyczaja dzieci i nastolatków do wojskowego myślenia i lojalności wobec państwa. Dlatego często na Zachodzie nazywa się ją Putinjugend. To oczywiście określenie publicystyczne i nacechowane emocjonalnie, ale dobrze oddaje sposób, w jaki postrzega się tę organizację poza oficjalną rosyjską narracją: jako systemowe narzędzie kształtowania lojalności i tożsamości militarno-państwowej, a nie tylko niewinną działalność młodzieżową.

Gdzie jest Dima?

Najbardziej rzucającą się w oczy nieobecnością w pierwszej piątce Jednej Rosji jest Dmitrij Miedwiediew. Jeszcze niedawno był on jednym z filarów systemu i twarzą, która pojawiała się w każdym ważniejszym politycznym układzie. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Jego rola wyraźnie się skurczyła i jest dużo bardziej techniczna niż polityczna. Nie ma go w centrum kampanii, nie jest już jednym z głównych motorów przekazu. I to widać też w samym jego zachowaniu na wydarzeniach. Najśmieszniejsze jest to, że jest on formalnym przewodniczącym partii. Co ciekawe, podczas wystąpienia Putina na kongresie widać było go w kadrze kilka razy i szczerze mówiąc wyglądał na kompletnie wyczerpanego. W pewnym momencie przymknął oczy i sprawiał wrażenie, jakby po prostu odpłynął na chwilę. Widocznie potrzebna mu była drzemka.

Reklama

Obok Miedwiediewa w pierwszej piątce zabrakło również innych znanych postaci związanych z Jedną Rosją i szeroko rozumianym zapleczem władzy. Wśród nich znajduje się Wiaczesław Wołodin, który jeszcze niedawno był jednym z głównych operatorów politycznych systemu parlamentarnego. Nie ma też Andrieja Turczaka, długo uznawanego za jednego z kluczowych organizatorów zaplecza partyjnego. Nie ma też Michaiła Miszustina, którego technokratyczna rola w rządzie nie przełożyła się na polityczną ekspozycję w strukturach partyjnych.

Zamiast dotychczasowych postaci partyjno-administracyjnych w pierwszej piątce zaczęły się więc pojawiać osoby bezpośrednio związane z tzw. „specjalną operacją wojskową”. To przesunięcie nie ma charakteru kosmetycznej korekty listy, ale wygląda na świadomą próbę przebudowy symbolicznej hierarchii wewnątrz obozu władzy. Dotychczasowy model, w którym kluczowe miejsce zajmowali technokraci, operatorzy parlamentarni i osoby od lat zarządzające partyjną infrastrukturą, zaczyna ustępować miejsca nowemu typowi figur: ludziom z doświadczeniem frontowym lub wprost budującym swoją tożsamość na udziale w wojnie.

Oznacza to wprowadzanie do pierwszego szeregu politycznego swoistej nowej kategorii lojalności, opartej nie na długoletniej karierze administracyjnej, lecz na udziale w konflikcie i jego symbolicznej interpretacji. W ten sposób system tworzy mechanizm zagospodarowania grup, które w innym modelu mogłyby pozostać poza strukturą władzy lub funkcjonować na jej obrzeżach. Ba, mogłyby nawet sprawiać problemy. Weterani i osoby związane z zapleczem wojskowym otrzymują nie tylko symboliczne uznanie, ale także realną ścieżkę awansu, co działa stabilizująco na potencjalnie trudne do kontrolowania środowiska.

Jednocześnie taka zmiana redefiniuje samą strukturę prestiżu w obrębie obozu rządzącego. Dotychczasowe znaczenie miała przede wszystkim zdolność do zarządzania, kontrolowania procedur, budowania wpływów w aparacie państwowym i partyjnym. Teraz coraz większą wagę zaczyna mieć biografia związana z konfliktem, a także gotowość do uczestniczenia w narracji wojennej. To przesunięcie powoduje, że awans polityczny przestaje być wyłącznie efektem pracy instytucjonalnej, a staje się również funkcją symbolicznego kapitału frontowego.

Reklama