Geopolityka

Atomowe wyzwania Australii. "Zanim otrzymamy nowe okręty, powstanie niebezpieczna luka" [WYWIAD]

Australijskie okręty podwodne typu Collins. Fot. AUstralian Department of Defence
Australijskie okręty podwodne typu Collins. Fot. AUstralian Department of Defence

Co do decyzji w sprawie okrętów podwodnych to Australia postąpiła bardzo realistycznie - Canberra uznała, że skoro może jeszcze bardziej zwiększyć zdolności wojskowe to należy to zrobić - zaznacza w rozmowie z Defence24.pl - Marcus Hellyer, starszy analityk w australijskim ośrodku ASPI (Australian Strategic Policy Institute). W wywiadzie mowa też o okolicznościach i skutkach podpisania porozumienia AUKUS.

Dr Robert Czulda: Niedawno Australia, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zawarły porozumienie, znane jako AUKUS. Jakie są główne motywacje Canberry w tym zakresie?

Marcus Hellyer: Zasadniczy powód to ten, którego żadne z trzech państw nie podało w komunikacie. To oczywiście Chiny oraz to, co wiąże się z ich działalnością na obszarze Indo-Pacyfiku. Zgodnie z teorią stosunków międzynarodowych, jeśli pojawia się nowa, wybijająca się ponad inne państwa potęga, to pozostali gracze próbują jakoś zbalansować jej siłę. Nawiązują współpracę, by to osiągnąć.

Przejawem takiego mechanizmu jest QUAD, a więc platforma współpracy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Australią, Indiami i Japonią. To reakcja nie tylko na wzrost siły Chin, ale także na gotowość Pekinu, by używać jej do wymuszania na innych państwach swojej woli.

Zmieniają się reguły gry. Wystarczy spojrzeć na Indie, które od swojej niepodległości bardzo rygorystycznie unikały jakiegokolwiek wiązania się z innymi państwami. Indie nie chciały być stroną jakiegokolwiek porozumienia. Teraz New Delhi wyraźnie orientują się na Stany Zjednoczone, co jest reakcją na Chiny.

Wiele mediów mówi o przełomowym sojuszu, ale czy tak faktycznie jest?

Nie, nie jest. Warto zauważyć, że w tym roku przypada siedemdziesiąta rocznica powstania ANZUS – a więc porozumienia obronnego Australii, Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych. Co do tego drugiego państwa to na marginesie dodam, że sytuacja się nieco komplikuje, bowiem Nowa Zelandia już zapowiedziała, że nie pozwoli na obecność w swych portach wizyt okrętów z napędem jądrowym. W przypadku Amerykanów to nasza współpraca wojskowa jest długa – na prośbę Amerykanów nasi żołnierze byli w Wietnamie, Iraku i Afganistanie.

Co do pytania, to AUKUS nie jest w praktyce niczym nowym. Z tego co wiemy – należy wszak pamiętać, że dokumenty nie zostały ujawnione – to nie sojusz wojskowy, bo przecież taki już mamy ze Stanami Zjednoczonymi, lecz porozumienie o wymianie wiedzy technologicznej. Okręty podwodne to przykład, który skupił na sobie całą uwagę, ale nasz rząd ujawnił, że współpraca dotyczyć będzie również sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa, technologii rakietowych i systemów autonomicznych.

Mówienie, tak jak uczynił to, chociażby „The Economist”, że mamy do czynienia z największym i najbardziej przełomowym porozumieniem od czasów upadku Związku Radzieckiego, jest mocno przesadzone. Powtórzę raz jeszcze – nie jest to sojusz wojskowy. Nie wprowadzono zobowiązań obronnych. Rozwija się już istniejące pola współpracy – przecież Amerykanie już w przeszłości sprzedawali nam technologie wojskowe, których nie eksportowali do innych państw, a także dostarczali technologię nuklearną Wielkiej Brytanii. Co jest niby więc w tym nowego i przełomowego? Jedynie to, że Amerykanie zgodzili się dzielić technologiami jądrowymi z Australią. Poza tym nie sposób jest wskazać niczego szczególnie przełomowego.

HMAS „Sheean” – okręt podwodny typu Collins - fot. D.Quinlan/US Navy
HMAS „Sheean” – okręt podwodny typu Collins - fot. D.Quinlan/US Navy

Zmiana w polityce Australii jest wyraźna – jeszcze kilka lat temu Australia starała się balansować pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi, prawda?

Przez długi czas politycy oby stron – to jest konserwatyści i socjaldemokraci – stali na stanowisku, że Australia nie musi wybierać pomiędzy Chinami i Stanami Zjednoczonymi. To drugie państwo traktowano jako kluczowego partnera strategicznego, a to pierwsze jako kluczowego partnera gospodarczego.

Co się więc stało?

W ostatnim dziesięcioleciu pojawiło się kilka czynników, których znaczenie uległo zwiększeniu w ostatnich pięciu, sześciu latach. Po pierwsze, Chiny zaczęły  zawłaszczać Morze Południowochińskie. Rafy zamieniano na wyspy, zaczęto stawiać bazy wojskowe. W międzyczasie Filipiny pozwały Chiny do Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego, który orzekł, że działania Pekinu są bezprawne. Chiny działają agresywnie, ignorując międzynarodowe prawo i standardy.

Po drugie, Chiny próbowały wpłynąć na australijskie życie polityczne. Mówiąc otwarcie, Pekin finansowo korumpował australijskich polityków, aby ci popierali rozwiązania korzystne dla Chin. Wprowadziliśmy szereg zmian prawnych, które mają utrudnić takie działania. Chociaż przepisy nie mówią otwarcie o Chinach, to wszyscy dobrze wiedzą, że to z ich powodu tak postąpiono. Taka sama motywacja dotyczyła przepisów mówiących, że tylko zaufani partnerzy mogą brać udział w rozwoju australijskiego systemu 5G. W efekcie takie firmy jak Huawei – mające bliskie relacje z chińską władzą i chińskim aparatem bezpieczeństwa – zostały wykluczone. Australia była jednym z pierwszych państw, które przyjęły taką politykę – za nami poszły nie tylko państwa Indo-Pacyfiku, ale również niektóre w Europie.

Po trzecie, Australia podnosi kwestię praw człowieka w Chinach, w tym szczególnie w odniesieniu do Ujgurów i Sinciangu. Kolejny element, który pojawił się rok temu, to australijskie apele o wszczęcie dochodzenia na temat źródeł pandemii, co nie spodobało się Chińczykom. Ktoś może powiedzieć, że Australia i jej dyplomacja zachowała się niezdarnie i Canberra nie powinna była jako pierwsza o tym mówić, ale z drugiej strony – patrząc na szerszy obraz – Australia, jak każde państwo na świecie, patrzy najpierw na swój interes narodowy. Nie działamy inaczej niż Chiny, które przecież nigdy nie zgodziłyby się, aby na przykład amerykańska firma budowała im system 5G.

Wiele państw Unii Europejskiej podziela oburzenie Francji. Czy Australia nie obawia się, że wpłynie to negatywnie na współpracę dwustronną? Nadmieńmy, że Unia Europejska jako całość była w 2020 roku trzecim największym partnerem gospodarczym Australii.

Bez wątpienia dostrzegam ryzyko negatywnego wpływu na relacje z Unią Europejską, w tym na przyszłość porozumienia o wolnym handlu, które obecnie jest przedmiotem negocjacji. Biorę pod uwagę albo opóźnienia w procesie, albo to, że ostateczny dokument nie będzie w pełni odpowiadał naszym oczekiwaniom.

Co do decyzji w sprawie okrętów podwodnych to Australia postąpiła bardzo realistycznie – Canberra uznała, że skoro może jeszcze bardziej zwiększyć zdolności wojskowe, to należy to zrobić. Francja to również państwo kierujące się w polityce zagranicznej realistyczną walką o swoje interesy narodowe. Francuzi mogą być teraz źli, ale jestem przekonany, że rozumieją źródła naszej decyzji. Jak długo będzie trwał proces odbudowy relacji? Tego nie wiem, ale na pewno zajmie to dużo czasu.

Gdy Australia wybrała francuskie okręty podwodne, a nie japońskie, Tokio też było niezadowolone, bowiem w tamtym okresie nasze władze jednoznacznie sugerowały Japończykom, że kupimy okręty od nich. Tak się nie stało. Ostatecznie jednak rozczarowanie uleciało, a relacje japońsko-australijskie nigdy nie były silniejsze jak właśnie teraz. Tak to już czasem bywa – państwa bywają w swych działaniach bezwzględne, choć nie sposób się nie zgodzić, że całość sprawy została przez nas przeprowadzona bardzo niezdarnie.

image
Japoński okręt podwodny Unryū klasy Sōryū proponowanej przez Japonię Australii, jednostki te odrzucono na rzecz propozycji francuskiej. Fot .Hunini/wikipedia.com/CC BY-SA 4.0

Przejdźmy do strony techniczno-przemysłowej. Czy z francuskimi okrętami podwodnymi było coś nie tak?

Muszę przyznać, że nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem umowy z Francuzami. Poprzednie doświadczenia z francuskim sprzętem nie były zbyt dobre. Przykładem są śmigłowce Tigre i NH90, które w moim odczuciu mocno rozczarowały. Ich dostarczenie trwało długo, a siły zbrojne nie mogą cieszyć się w pełni ich deklarowanymi możliwościami. Ich dostępność operacyjna jest również niższa, niż zakładano. Istniało więc ryzyko, że przy większym programie – na okręty podwodne – problemy również będą większe.

Czy projekt był postrzegany w Australii jako kontrowersyjny?

W Australii dałoby zauważyć się wiele społecznego niezadowolenia. Podnoszono wysokie koszty projektu, które szacowano na 50 miliardów dolarów australijskich, a po uwzględnieniu inflacji to do lat pięćdziesiątych wartość ta wzrastała do 90 miliardów. Jednocześnie nasz przemysł zbrojeniowy też wyrażał swoje frustracje – jego przedmiotem był względnie niewielki udział australijskich zakładów w budowie. Środowiska eksperckie podnosiły natomiast kwestię zbyt wolnego tempa. W ubiegłym roku Australia opublikowała aktualizację strategii obronnej, w której to jedną z kluczowych obserwacji jest stwierdzenie, że wojna może wybuchnąć w czasie krótszym niż 10 lat. Skoro tak, to dlaczego najważniejszy projekt modernizacyjny jest tak odległy, a pierwszy okręt podwodny nowego typu ma trafić do służby dopiero około 2036-2038 roku? To zasadnicza rozbieżność.

Francuzi mają jednak powody do niezadowolenia, prawda?

Można ich zrozumieć – wszak zaoferowali coś, co Australia chciała. Co więcej, ponieważ chcieliśmy okręt z napędem konwencjonalnym, Francuzi przerobili swoją propozycję w taki sposób, aby nie miała napędu nuklearnego. Teraz odrzucamy Francuzów, ponieważ nie chcemy okrętu z konwencjonalnym napędem, lecz jednak jądrowy, który mogli wtedy zaproponować. Nie daliśmy jednak im nawet takiej okazji. To zrozumiały zarzut.

Strona francuska oczekiwać będzie rekompensaty. Czy wiadomo o jakich sumach mowa?

Osoby, które oskarżają nas o to, że złamaliśmy podpisaną umowę na budowę 12 okrętów, nie mają racji. Nigdy bowiem nie podpisano takiego dokumentu. Póki co ukończyliśmy jedynie negocjacje w sprawie kontraktu na szczegóły projektu okrętów. Niemniej jednak istnieje coś, co nazywamy head contract, a więc umowa ramowa na temat partnerstwa strategicznego. Jego wynegocjowanie zajęło trzy lata, co już wtedy nie było dobrą prognozą. Dokument ten określał wszystkie warunki i ograniczenia. To tajny dokument, ale rok temu jeden z australijskich dziennikarzy dotarł do niego i opublikował niektóre fragmenty, także na temat rekompensat w razie ewentualnego wycofania się Australii.

Jakie to sumy?

Te są zależne od momentu, w którym decyzja o rezygnacji zostałaby podjęta. Według informacji tegoż dziennikarza, wycofanie się w tym momencie oznacza kary w wysokości 90 milionów euro. W porównaniu z 50 miliardami dolarów australijskich to niewiele. Póki co na projekt wydaliśmy już 2,4 miliarda dolarów australijskich, a ostatecznie nic z tego nie będziemy mieć. Trzeba też pamiętać, że w projekcie zaangażowanych było wiele firm, które zostaną dotknięte. Wiele z nich, także w Australii, przez ostatnie lata przygotowywało się do udziału w projekcie – kupowało nowe wyposażenie, rozbudowywało infrastrukturę, nabywało technologie, zatrudniało pracowników. Nikt im tego nie zrekompensuje.

Reklama
Reklama

Czy wprowadzenie amerykańskich okrętów podwodnych będzie dużym wyzwaniem?

Z realizacją programu wiążą się liczne problemy i wyzwania, które trzeba jakoś zneutralizować. Prócz kwestii przejścia na nowe okręty podwodne ze starych jednostek, które wtedy będą miały 40 lat, to również pytanie o nasze zdolności zbudowania takich okrętów w rodzimych stoczniach.

Nie sposób nie wspomnieć o wyzwaniach politycznych, to znaczy o tym, jak utrzymać poparcie dla projektu po obu stronach sceny politycznej przez kolejne 20 lat. Przez wiele kolejnych lat będą toczyć się kłótnie na temat tego projektu, jego kosztów i sensowności. W Australii wybory federalne są co trzy lata – projekt francuskich okrętów przetrwał raptem jedną kadencję. Typ Attack został bowiem wybrany w 2016 roku przez premiera Malcolma Turnbulla, a w 2019 roku mieliśmy wybory. Jeśli faktycznie pierwszy amerykański okręt podwodny będzie gotowy w ciągu dwudziestu lat, to w praktyce projekt będzie musiał przetrwać aż sześć australijskich cykli wyborczych, podczas których zadawane będzie pytanie, dlaczego podatnicy każdego roku mają wydawać dwa lub trzy miliardy dolarów australijskich na utrzymanie projektu, który przyniesienie efekty dopiero za ponad dwadzieścia lat.

Czy australijska zbrojeniówka jest gotowa?

W przeszłości nasze stocznie zbudowały okręty podwodne typu Collins, ale nie były to jednostki o napędzie jądrowym. Nie posiadamy przemysłu jądrowego. Nawet pomimo zakupu reaktorów w Stanach Zjednoczonych oraz nabyciu projektu budowy samych okrętów, nadal mówimy o gigantycznym przedsięwzięciu, które będzie dla nas nowe. Nawet Wielka Brytania, która ma doświadczenie z nuklearnymi okrętami podwodnymi rzędu sześciu dekad, potrzebowała dziesięciu lat, by zbudować okręt typu Astute. Kolejne były dostarczane co trzy lata. Innymi słowy, nawet dla doświadczonego partnera to powolny proces, a my do takich się nie zaliczamy. Prognozuję, że w naszym przypadku dostawy nowych okrętów podwodnych będą zbyt wolne. Co więcej, nowe rozwiązanie będzie droższe niż typ Attack.

Co to oznacza dla australijskiej marynarki wojennej?

Oznacza to, że nasza obecna flota okrętów podwodnych typu Collins stanie się w pewnym momencie nie tylko przestarzała, ale również na tyle wyeksploatowana, że być może nie będzie mogła wychodzić w morze. Po drugie, będziemy musieli podwoić lub nawet potroić liczbę podwodniaków. Obecnie mamy w tej służbie około 750 marynarzy, a teraz będziemy potrzebować pomiędzy dwoma a trzema tysiącami. Oznacza to, że zanim otrzymamy nowe okręty powstanie niebezpieczna luka, także w wymiarze osobowym. Obawiam się, że w pewnym momencie czeka nas zapaść, a wyjście z tej sytuacji będzie ekstremalnie trudne.

Dziękuję za rozmowę.


Marcus Hellyer – starszy analityk w australijskim ośrodku ASPI (Australian Strategic Policy Institute). W przeszłości pracownik Departamentu Obrony, biorący udział  w programach Joint Strike Fighter, Future Frigate and Future Submarine. Były analityk wywiadu ds. terroryzmu

Komentarze