Geopolityczny i wewnętrzny zwrot Tunezji [ANALIZA]

28 lipca 2021, 12:43
Zrzut ekranu 2021-07-28 o 14.35.44
Fot. MO Tunezji
Reklama

Przyczyną podjęcia przez prezydenta Tunezji Kaisa Saida nadzwyczajnych kroków, nazwanych przez jego oponentów „zamachem stanu”, była niekompetencja rządu w walce z pandemią, pogłębiający się kryzys ekonomiczny oraz wszechobecna korupcja. Wydarzenia w Tunezji mają jednak również wymiar geopolityczny gdyż dominująca w zawieszonym parlamencie partia Ennahda jest ważnym sojusznikiem Turcji.

Geopolityczne znaczenie ostatnich działań prezydenta Kaisa Saida jest najlepiej widoczne w reakcjach innych państw. Jedynie Turcja jednoznacznie negatywnie zareagowała na podjęte przez tunezyjską głowę państwa kroki, choć wśród państw niezadowolonych z takiego rozwoju wypadków jest niewątpliwie również Katar oraz Iran. Władze Iranu nie wydały jednak póki co żadnego komunikatu w sprawie wydarzeń w Tunezji, a media tego kraju są dość wstrzemięźliwe i neutralne w swych relacjach na temat tamtejszej sytuacji.

Natomiast władze Kataru, w krótkim komunikacie tamtejszego MSZ, jedynie wezwały „wszystkie strony” do unikania eskalacji i rozpoczęcia dialogu, choć tunezyjska policja wtargnęła do biura katarskiej telewizji Al Jazeera w Tunisie blokując jej aktywność. Al Jazeera jest informacyjnym ramieniem władz Kataru i narzędziem jego soft power. Znana jest też ze wsparcia Bractwa Muzułmańskiego, które jest główną siłą oponującą wobec przejęcia władzy przez Kaisa Saida. Wielokrotnie była też oskarżana o dezinformację zgodną z interesem Kataru i Bractwa Muzułmańskiego, w tym podburzanie do protestów w innych krajach arabskich. Tymczasem już w poniedziałek pojawiły się fałszywe informacje o aresztowaniu premiera Hiczema Meczicziego i innych polityków, których celem było podburzenie przeciwników Saida do protestów.

Reklama
Reklama

Wstrzemięźliwość reakcji Kataru, mimo iż jest on głównym obok Turcji sojusznikiem Bractwa Muzułmańskiego, wynika z pragmatyzmu. Raptem kilka miesięcy temu doszło do normalizacji stosunków między Katarem i innymi państwami arabskimi, które przez kilka lat prowadziły blokadę tego emiratu w związku z jego wsparciem dla Bractwa Muzułmańskiego i działalnością Al Jazeery. Tymczasem reakcja większości państw arabskich na wydarzenia w Tunisie jest pozytywna.

Tureckie MSZ wyraziło natomiast „głębokie zaniepokojenie” z powodu zawieszenia parlamentu, który według tego oświadczenia „wyraża wolę narodu” i wyraziło nadzieję na to, że „naród tunezyjski przezwycięży to wyzwanie [na drodze do demokracji]”, co można odczytać jako lekko zawoalowane poparcie dla protestów przeciwko przejęciu władzy przez Saida. W oświadczeniu tym brak jest jednak tak ostrego języka jakim władze tureckie z Erdoganem na czele posługiwały się po obaleniu Mohammada Mursiego i Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie w 2013 r. W szczególności, przynajmniej póki co, nie zabrał głosu turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan. Niemniej jego rzecznik Ibrahim Kalin na twitterze stwierdził, że Turcja „potępia kroki, którym brak legitymacji konstytucyjnej i wsparcia publicznego”. Jeszcze ostrzej zareagowali inni politycy rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) tacy jak przewodniczący tureckiego parlamentu Mustafa Sentop, wiceprzewodniczący AKP Numan Kurtulmus czy rzecznik AKP Omer Celik, którzy w ostrych słowach skrytykowali Saida, nazywając wydarzenia w Tunezji „przewrotem”, uznając je za nielegalne i wprost odrzucając argumentację tunezyjskiej głowy państwa, iż działa on na podstawie art. 80 konstytucji tego kraju. Podobna narracja występuje w tureckich mediach, które porównują ostatnie wydarzenia w Tunezji z przewrotem w Egipcie w 2013 r.

Zupełnie inna jest natomiast reakcja większości państw arabskich, w tym w szczególności Arabii Saudyjskiej oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Saudyjski minister spraw zagranicznych w rozmowie telefonicznej ze swoim tunezyjskim odpowiednikiem wyraził poparcie dla „bezpieczeństwa, stabilności i dobrobytu” w Tunezji i „wsparcie dla wszelkich działań, które temu służą”, co można odczytać jako poparcie dla decyzji Saida. Abu Dhabi nie wydało żadnego oświadczenia ale nie ma wątpliwości, że wydarzenia w Tunezji są dla ZEA korzystne. W wielu komentarzach pojawiły się zresztą oskarżenia pod adresem Emiratów, że stoją za „przewrotem” w Tunezji. Takie przekonanie wyraził m.in. Moncef Marzouki, pierwszy prezydent Tunezji po rewolucji 2011 r. Warto dodać, że, w przeciwieństwie do Saida, Marzouki był wybrany w wyborach pośrednich tj. przez parlament. W 2014 r. przegrał walkę o reelekcję, a w 2019 r. ponownie kandydując zdobył zaledwie 2 % głosów, natomiast jego partia nie weszła do parlamentu zyskując śladowe poparcie.

Zawieszenie parlamentu tunezyjskiego zdominowanego przez związaną z Bractwem Muzułmańskim Ennahdę jest oczywiście korzystne dla ZEA, a także Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Państwa te uważają bowiem Bractwo Muzułmańskie za organizację terrorystyczną i negatywnie reagują na próby rozszerzania swoich wpływów w świecie arabskim przez Turcję. Tymczasem Turcja planowała zawrzeć umowę o współpracy militarnej z Tunezją, na mocy której założyłaby bazę wojskową w Tunezji. Gdyby ten plan się powiódł zmieniłoby to układ geopolityczny w Afryce Płn., gdzie tureccy żołnierze i syryjscy najemnicy opłacani przez Turcję uczestniczą w wojnie domowej w Libii. W listopadzie 2019 r. Ankara podpisała z trypolitańskim ośrodkiem władzy w Libii (konkurencyjnym wobec tobruckiego) umowę o rozgraniczeniu Wyłącznych Stref Ekonomicznych (EEZ), uderzającą w suwerenność Cypru i Grecji i potępioną przez państwa arabskie takie jak Egipt, Arabia Saudyjska i ZEA. Ośrodek trypolitański walczący z Libijską Armią Narodową (LNA) gen. Chalify Haftara (wspieraną przez ZEA, Francję i Egipt) opiera się tymczasem na Bractwie Muzułmańskim i różnych innych ugrupowaniach dżihadystycznych i jest wspierany przez Katar i Turcję. Gdy latem 2020 r. Turcja i siły Trypolisu odrzuciły LNA spod libijskiej stolicy na linię Dżufra-Syrta dalszy ich marsz został powstrzymany groźbą egipskiej interwencji. W przypadku konfrontacji egipsko-tureckiej w Libii Egipt miałby przewagę logistyczną jako sąsiad Libii. Dlatego właśnie Turcja, mając świadomość, iż brak baz wojskowych w Afryce Płn. stanowi dla niej ograniczenie jej militarno-politycznej aktywności w tym regionie starała się zawrzeć stosowne umowy o współpracy militarnej z takimi państwami jak m.in. Tunezja. Dla ZEA i Egiptu, a poniekąd również dla Francji, taki rozwój wydarzeń byłby bardzo niekorzystny. Plan Turcji wspierany był przez Ennahdę odgrywającą kluczową rolę w parlamencie i mającą znaczny wpływ na decyzje rządu. W grudniu 2019 r. Erdogan przybył z niespodziewaną wizytą do Tunisu i spotkał się z Kaisem Saidem. Powodem było to, że Said blokował tureckie plany militarnej współpracy z Tunezją gdyż nie bez powodu uważał, że wplącze to Tunezję w libijski konflikt. Spotkanie jednak nie przyniosło pożądanego skutku i Said podtrzymał swój sprzeciw. Trudno więc się dziwić, że jego ostatnie decyzje spotkały się z entuzjastycznymi komentarzami mediów libijskich związanych z LNA i tobruckim ośrodkiem władzy. Osłabia to bowiem również libijskie Bractwo Muzułmańskie przed wyborami, która mają się odbyć w Libii w grudniu br.

W bardzo ogólnym tonie wypowiedział się sekretarz generalny Ligii Arabskiej Ahmed Abul Gheit, który w rozmowie z tunezyjskimi ministrem spraw zagranicznych wyraził „całkowite poparcie dla narodu tunezyjskiego” i wyraził nadzieję na szybkie przywrócenie stabilności. Również szef jordańskiej dyplomacji w swoim oświadczeniu mówił o bezpieczeństwie i stabilności Tunezji, a nie o zamachu stanu czy demokracji. Równie ostrożne były reakcje USA i Europy. W żadnym z wydanych oświadczeń nie pojawiły się słowa o zamachu stanu czy wyrazy potępienia kroków podjętych przez Saida. Rzecznik niemieckiego MSZ wprost odmówił nazwania wydarzeń w Tunezji „zamachem stanu”.

Francuski MSZ w swoim oświadczeniu stwierdził, że przyjął do wiadomości decyzje prezydenta Tunezji, nie używając przy tym takich słów jak „potępienie” czy nawet „zaniepokojenie”. W krótkim komunikacie Francja wezwała siły polityczne w Tunezji do powstrzymania się od przemocy, wyraziła nadzieję utrzymania zdobyczy demokratycznych tego kraju oraz podkreśliła, że „wspiera Tunezyjczyków w obliczu wyzwań stojących przed ich krajem”. Warto przy tym dodać, że Francja nie ma żadnego powodu by postrzegać Saida negatywnie zwłaszcza, że w czerwcu stwierdził on, że Francja nie ma za co przepraszać Tunezji w kontekście czasów kolonialnych, gdyż Tunezja w latach 1881 – 1956 nie byłą francuską kolonią, a jedynie znajdowała się pod protekcją Francji.

Z kolei amerykański Departament Stanu wydał aż dwa komunikaty. W pierwszym podkreślono, że „rozwiązania politycznych i ekonomicznych problemów powinny być oparte na konstytucji Tunezji i zasadach demokracji, praw człowieka i wolności”. Słowa zaniepokojenia znalazły się w tym oświadczeniu w kontekście „doniesień o zamykaniu biur mediów”, a słowo „demokracja” wystąpiło w nim czterokrotnie. Kilka godzin później pojawił się jednak drugi, znacznie łagodniejszy komunikat, informujący o rozmowie jaką Anthony Blinken przeprowadził z Kaisem Saidem. Sam amerykański sekretarz stanu nazwał na twitterze swoją rozmowę z Saidem „bardzo dobrą”.

Kais Said, który z zawodu jest profesorem prawa konstytucyjnego, odrzucił tymczasem wszelkie oskarżenia o niekonstytucyjność swoich działań. Jego zdaniem podjęte przez niego działania są zgodne z art. 80 tunezyjskiej konstytucji, który daje prezydentowi nadzwyczajne uprawnienia w sytuacji zagrożenia państwa. Tymczasem sytuacja ekonomiczna Tunezji od dłuższego czasu jest tragiczna co wpływa na pogłębiający się sceptycyzm Tunezyjczyków wobec całej klasy politycznej, a nawet demokracji. W ostatnich wyborach parlamentarnych w 2019 r. partia ówczesnego premiera Yusefa Szaheda zdobyła zaledwie 4 % głosów, a trzecie miejsce zdobyła partia związana z reżimem obalonego w 2011 r. Ben Alego. Na drugim miejscu uplasowała się natomiast partia o nazwie Serce Tunezji, kierowana przez oskarżonego o pranie brudnych pieniędzy oraz korupcję Nabila Karaoui. Kandydował on również w odbywających się równolegle wyborach prezydenckich, w których przeszedł do drugiej tury razem z Saidem, mimo, że siedział w tym czasie w więzieniu. Scena polityczna jest przy tym bardzo rozdrobniona, a Tunezyjczycy są świadkami różnych zakulisowych machinacji. Na przykład Karaoui startował z bardzo antyislamistyczną agendą, prezentując się jako gwarant świeckości Tunezji zagrożonej przez islamistyczną Ennahdę. Później jednak jego partia zawarła cichy deal z Ennahdą, dzięki któremu islamiści mieli decydujący wpływ na rząd, a Karaoui po kolejnym aresztowaniu znów został wypuszczony. Warto przy tym dodać, że w pierwszych latach po rewolucji w Tunezji dominował spór o role islamu w politycznej przyszłości kraju. Mimo swojego wizerunku jako najbardziej liberalnego i zeuropeizowanego państwa w muzułmańskim świecie arabskim w Tunezji bardzo silny jest nurt islamskich fundamentalistów i bardzo duża liczba Tunezyjczyków przystąpiła do Państwa Islamskiego. Z drugiej strony masowe demonstracje lewicy tunezyjskiej, w tym związków zawodowych, zablokowały jakąkolwiek instytucjonalną i prawną islamizację kraju. Sama Ennahda bardzo szybko zaczęła tracić poparcie mimo że do pewnego stopnia wykazywała się pragmatyzmem (np. oddała władzę pod wpływem protestów w styczniu 2014 r.). O ile w wyborach w 2011 r. zdobyła 37 % głosów, to w 2014 r. było to już niespełna 28 %, a w 2019 r. 19,5 %.

Po wyborach parlamentarnych przez dłuższy czas parlament nie był zdolny do powołania nowego rządu. Gdy w końcu to nastąpiło nowy premier Elyes Fakhfakh przetrwał zaledwie pół roku. Jego następcą został Mecziczi, który w tym czasie był blisko związany z Saidem. Jego rząd miał być gabinetem technokratów ale nie oparł się politycznym naciskom partii parlamentarnych z Ennahdą na czele. Sam Mecziczi, już po dymisji obarczył rozbitą scenę polityczną odpowiedzialnością za kryzys i oświadczył, że nie zamierza sprzeciwiać się decyzji prezydenta.

Kais Said przed wyborami w 2019 r. był postacią całkowicie nieznaną na tunezyjskiej scenie politycznej i startował jako kandydat protestu, nie ukrywając swojego sceptycyzmu zarówno wobec klasy politycznej i panującego systemu parlamentarnego. W niektórych swoich wypowiedziach opowiadał się nawet za likwidacją parlamentu i głęboką decentralizacją Tunezji poprzez przekształcenie jej w federację regionów. Od samego początku swojej prezydentury dążył również do rozszerzenia swoich uprawnień, mimo że teoretycznie urząd prezydenta Tunezji jest w dużej mierze reprezentacyjny. Jednakże jako zwierzchnik sił zbrojnych zapewnił sobie pełne poparcie dla swoich działań ze strony wojska, a jedną z jego pierwszych decyzji po zawieszeniu parlamentu było mianowanie swojego zaufanego człowieka gen. Chaleda Yahyaoui na stanowisko nowego szefa MSW. Wiele też wskazuje na to, że kroki podjęte przez Saida w niedzielę były planowane przez wiele miesięcy, a plan przejęcia kontroli nad państwem był niewątpliwie dobrze dopracowany.

Jednym z głównych zarzutów stawianych rządowi Meczicziego jest nieudolność w walce z pandemią Covid-19. W Tunezji tylko 8 % mieszkańców jest w pełni zaszczepionych, a chaos szczepionkowy spowodował, że już tydzień wcześniej Mecziczi zdymisjonował ministra zdrowia Fauzi Mehdiego. Sytuacja uległa zaostrzeniu w ostatnich dniach przed działaniami Saida gdy na ulicach wybuchły masowe protesty przeciwko rządowi i Ennahdzie. Po ogłoszeniu zawieszenia parlamentu demonstranci zaczęli świętować. Doszło też do ataków na biura Ennahdy. Said wprowadził natomiast godzinę policyjną i tymczasowy zakaz zgromadzeń. Uchylił tez immunitet parlamentarny deputowanym co może być zapowiedzią realizacji jego wyborczego programu antykorupcyjnego. Póki co jednak informacje o masowych aresztowaniach okazały się fake-newsem.

O ile premier Mecziczi uznał decyzje prezydenta to nie zamierza się z nią pogodzić Ennahda z jej sędziwym liderem Raszidem Ganuczim, będącym jednocześnie przewodniczącym parlamentu. Przeciw decyzjom prezydenta protestuje również większość partii politycznych, zarzucając Saidowi zamach na demokrację. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w II turze wyborów na Saida głosowało niemal 2,8 mln Tunezyjczyków, czyli niemal tyle samo co na wszystkie partie razem wzięte w wyborach parlamentarnych. Ponadto niektórzy politycy poparli Saida. Neutralne stanowisko zajęły też bardzo wpływowe związki zawodowe, które są skonfliktowane z Ennahdą i krytyczne wobec mieszania się Turcji w sprawy Tunezji.

Podjęte działania teoretycznie mają obowiązywać przez 30 dni ale trudno się spodziewać by w tym czasie znacząco poprawiła się sytuacja ekonomiczna Tunezji i radykalnie wzrosła liczba zaszczepionych, choć nie jest wykluczone, że inne państwa arabskie, a w szczególności ZEA, udzielą Tunezji znacznej pomocy. Niemniej raczej wykluczone jest by Said pozwolił na reaktywację parlamentu w obecnym składzie i z dominacją Ennahdy. Ma przy tym wystarczające instrumenty ku temu: kontrola nad wojskiem, a obecnie również nad policją i sądownictwem, a także wsparcie lub neutralność kluczowych państw (poza Turcją). Nie można natomiast wykluczyć zorganizowania przez Saida referendum w sprawie nowej konstytucji i radykalnego ograniczenia uprawnień parlamentu na rzecz prezydenta oraz zorganizowania nowych wyborów parlamentarnych. Takie rozwiązanie spowoduje, że działania Saida uzyskają demokratyczną legitymację, przynajmniej w oczach takich państw jak USA czy Francja.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 28
Reklama
no ile można?
niedziela, 1 sierpnia 2021, 21:32

Od dawna czytam red. Repetowicza tu, na TT, i w innych publikacjach, i non stop ma on to samo - cozrobi Turcja, albo z nimi ktoś/coś razem, to jest to z gruntu be i szlus. No, takie podejście moze jest wytłumaczalne w Armenii czy Grecji, ale chyba nie w Polsce, która z Turcją ma jeden cel od dawna wspólny - osłabienie hegemona zza Bugu.

stygg
piątek, 20 sierpnia 2021, 09:31

turcja i rosja potrafią znakomicie się dogadywać, nawet pomimo tarć. turcja jest najbardziej niepewnym i kłopotliwym członkiem NATO i gdyby nie jej potencjał nikt by jej sobie tam nie życzył. pomysł, że działania turcji leżą w polskim interesie musiał się zrodzić w głowie jakiegoś "eksperta" z tvp

stygg
czwartek, 19 sierpnia 2021, 19:20

pomysł, że celem turcji jest osłabianie hegemona zza buga, jest dosyć zabawny.

chopek roztropek
niedziela, 8 sierpnia 2021, 10:22

Zgadzam się. W jednym z artykułów o aktywności Turcji w Afryce Repetowicz wzywał do polskiego zaangażowania w obronę francuskich interesów w imieniu europejskiej solidarności (!), byle tylko przeciwdziałać Turcji. A po tym artykule można odnieść wrażenie, że kochające demokrację arabskie monarchie blokowały propagandową Al Jazeerę w słusznej sprawie (a nie, że AJ to poważne, gigantyczne medium, które zagraża monarchiom, bo mówi o ich brudnych interesach).

Szeherezada
piątek, 30 lipca 2021, 18:18

Panie Witoldzie. A może by tak Pan napisał książkę o współczesnych stosunkach międzynarodowych na Bliskim Wschodzie i Afryce Płn. Nikt inny w Polsce nie jest chyba wystarczająco kompetentny aby to zrobić

chopek roztropek
niedziela, 8 sierpnia 2021, 10:24

To byłoby ciekawe, choć przy każdym tureckim wątku przydałby się przypis i komentarz redakcji, bo inaczej okaże się, że Turcja to główny winowajca wszystkich wojen i żali w Afryce, i już Rosja byłaby lepsza.

stygg
piątek, 20 sierpnia 2021, 09:41

Wypuszczenie od czasu do czasu strumienia uchodźców na Europę celem przymuszenia jej rządów do korekty polityki to przecież nic takiego. Podobnie finansowanie islamistycznych partyzantek na bliskim wschodzie, bezustanne brużdżenie Grecji, pompowanie sterydów w azerski reżim i tak dalej. No ale w końcu nie uznali rozbiorów!

SZELESZCZĄCY w TRZCINOWISKU
piątek, 30 lipca 2021, 14:05

Cóż destrukcja to też tworzenie a tworzenie bez implementacji to halucynacja ,władca ośmielił się ośmielić wie że kraju może nie grozi eksplozja ale implozja na pewno...

wiarus
środa, 28 lipca 2021, 19:42

Niech każde Państwo robi to, co uważa za słuszne i korzystne dla swojego kraju. Sąsiedzi niech się zajmą swoimi sprawami i nie szczują. Tak będzie lepiej dla każdego. Destabilizacja Afryki Północnej nie służy nikomu, nawet tym którzy ją nakręcili.

Gvbcfvcfff
czwartek, 29 lipca 2021, 12:23

A jeśli któreś Państwo uzna za słuszne napadać na inne Państwa?

wiarus
czwartek, 29 lipca 2021, 13:56

To staje się agresorem - zwykle jest to następny etap wprowadzania "swojej demokracji" u innych. Można to także zrobić metodą "na Krym", "na Gruzję", czy zastosowaną "w RPA". Zwykle zaczyna się od szczucia.

Prof. Gazmajster
czwartek, 29 lipca 2021, 20:45

takżę na Kosowo, na kraje Mezoameryki - vide USA w czasie ost. 150 lat

wiarus
piątek, 30 lipca 2021, 17:27

Nie porównuj USA z Rosją - to inna kultura i drobna "różnica" pomiędzy destabilizacją, a okupacją. Co do Kosowa i całej byłej Jugosławii - jest to trochę bardziej zagmatwane, łącznie z uprawomocnionym stosowaniem zabronionej konwencjami amunicji i wciągnięciu w ten kisiel ONZ. Nie chcę wsadzać kołka w szprychy, lecz zapewne kiedyś Chorwaci i Serbowie wspólnie dojdą do wniosku, że zrobiono ich "w jajo".

Chyżwar dawniej Marek
piątek, 30 lipca 2021, 08:38

Zajmij się lepiej tym, co na przestrzeni ostatnich 150 lat wyczyniała w Polsce Rosja. Przy okazji ciesz się, że w 93r. udało się ją wreszcie wyprosić.

a
sobota, 31 lipca 2021, 17:28

a wyczyniała na nasze własne życzenie, więc nie oskarżaj Rosję a zapomniałeś dodać Prusy i Austrię oraz w mniejszym stopniu Anglię i Francję każdy nas rozgrywał jak chciał, a nasi panowie woleli sprzymierzyć się z każdym byle tylko drugi Polak nimi nie rządził

Tako
środa, 28 lipca 2021, 18:54

Czyli demokratycznie wybrany rząd, został obalony a usa i UE się cieszy?

kmdr
środa, 28 lipca 2021, 23:40

Zdziwiony ? Przecież to idio... .Z lewicą nigdy nie było pod tym względem za dobrze, ale teraz to już im całkiem na mózg padło.

Milutki
środa, 28 lipca 2021, 17:35

Turcja nie podpisała dotychczas z Tunezją żadnej ważnej umowy typu wyłącznej strefy ekonomicznej jak z Libią, Turcja też obroniła Trypolis bez jakiejkolwiek pomocy Tunezji. Realnie Turcja nic nie straciła na zmianach politycznych w Tunezji, w przyszłości może tylko nie dostać nowych kontraktów na swoje wyroby militarne. Turcja i Katar użyły łagodnych słów wobec prezydenta Tunezji bo w kraju tym nie ma prześladowań opozycji politycznej a decyzja prezydenta Saida nie jest jednoznaczna sprzeczna z prawem, inaczej niż w Egipcie 8 lat temu gdzie zamach stanu był jasnym złamaniem konstytucji a opozycja prześladowana i zabijana, w przypadku Egiptu mocne słowa były uzasadnione. EnNahda jest obecna w Tunezji całe 10 lat od arabskiej wiosny, partia ta i jej członkowie też nie rozpłyną się w powietrzu, dalej będzie mieć zwolenników i będzie istnieć w życiu politycznym kraju, zresztą zawieszony parlament to nie tylko EnNahda, inne partie polityczne też zostały zawieszone w parlamencie. Jeszcze chyba żaden kraj na świecie nie rozwiązał swoich problemów ekonomicznych przez konflikty na szczycie władzy, prezydent Said też ich nie rozwiąże jakąkolwiek formę rządów wybierze. Jeżeli Said wybierze terror państwowy to Tunezja pójdzie drogą Egiptu czyli stagnacji, beznadzieji i marginalizacji na arenie międzynarodowej, uzależnienie od podmiotów zagranicznych, finansowe trwanie na kroplówce z ZEA. Terroryzmem Bractwa Muzułmańskiego jest jak Yeti każdy o nim wie ale nikt nie potrafi wskazać konkretnych aktów terroru, terroryzm wobec Bractwa Muzułmańskiego można natomiast wskazać bardzo łatwo. W Libii dżihadyści związani są z Halifą Haftarem , m.in jego najważniejszy oddział brygada Tarika Bin Zijada to salafici maghalici głoszący konieczność dyktatorskich rządów i użycia przemocy do przejęcia władzy.

tak się kończy taktyczny sojusz z islamizmem
środa, 28 lipca 2021, 19:16

Sącz proturecką agitprop do woli, nie idzie twoim idolom za dobrze na świecie, więc wymyślaj sobie nadal strategie kompensacji za rzeczywistość.

Milutki
czwartek, 29 lipca 2021, 01:54

Nie ma żadnej tureckiej agitprop, Turcja najważniejsze cele osiąga. Turcja nie jest w niczym zależna od Tunezji, żadnej partii nie zwalczała i żadnej nie wybierała i finalnie może dogadać się z każdą którą rządzi.

Ciekawy
piątek, 30 lipca 2021, 08:45

I dlatego w USA ktoś z głową na karku wylał wiadro zimnej wody na głowy kolegów Biedna kiedy zaczęli pleść bzdury o mediach (Al Jazeera), konstytucji Tunezji i zasadach demokracji?

Milutki
środa, 28 lipca 2021, 19:05

Turcja obecnie nie ma bazy wojskowej w Tunezji więc nie mogła jej stracić, ani nie opiera swojej polityki na bazie widmo. Rozmowy między krajami na temat bazy trwały długo i baza wojskowa dotychczas nie powstała. Gdyby baza powstała nie jest pewne jej trwanie - czy nie zostałaby z czasem zamknięta pod jakimś pretekstem i nie jest wiadome w jakim zakresie mogłaby być wykorzystywana, zgoda na operacje w Libii z terenu Tunezji była mało prawdopodobna. Turecka pomoc wojskowa libijskiemu rządowi w Trypolisie z dzisiejszej perspektywy wydaje się oczywista ale wtedy w 2019 roku gdy trwały rozmowy między Libią i Turcją oczywista nie była. Wtedy wielu Libijczyków z Trypolisu była Turcji przeciwna i nie wyrażała zgody na turecką pomoc, dopiero gdy Haftar zdobył Syrtę i jego oddziały od południa doszły do centrum Trypolisu, przeciwnicy Turcji ustąpili. Interwencja w Libii była dla Turcji okazją, udała się to dobrze, gdyby się nie udała to trudno , straty nie ma. Tak samo jest z bazą w Tunezji , gdyby się uda to dobrze, gdy się nie uda to Turcja straty nie poniesie

Karkses
środa, 28 lipca 2021, 16:00

Ostatnie zdania powyższego artykułu to wydaje się jedyny sensowny scenariusz dla Tunezji. Niestety albo stety ale demokracja parlamentarna to nie jest dobry ustrój dla państw arabskich czy szerzej muzułmańskich. Zawsze kończy się tym samym tj. olbrzymim chaosem, podziałami społecznymi, niekompetencją gospodarczą i dużym kryzysem. Te państwa potrzebują silnego lidera, nawet wybieranego demokratycznie ale jednak lidera. Dlatego tylko i wyłącznie ustrój prezydencki ma tam sens bo pozwala uspokoić sytuację. Egipt od czasu kiedy na jego czele stanął Sisi uspokoił i się i nawet przejawia jakieś oznaki rozwoju. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że wokół takiego lidera zaraz tworzy się "układ" ale to i tak lepsze niż to co spotyka muzułmańskie demokracja parlamentarne. Teraz referendum, zmiana konstytucji, zmiana ustroju i postawienie na czele Tunezji silnego lidera. Myślę, że Said nadaje się tutaj idealnie, zwłaszcza że ma silny mandat demokratyczny.

Monkey
środa, 28 lipca 2021, 19:12

@Karkses: Arabowie i demokracja - to nie działa. Tak jak piszesz, oni muszą mieć lidera, taka jest ich kultura. Czy będzie wybrany w wyborach, czy zagarnie władzę, to mniej ważne. Tacy ludzie jak Kadafi czy Husajn to byli zbrodniarze, ale trzymali porządek w swoich krajach. Czy Mubarak w Egipcie. A teraz Sisi. Po obaleniu tych, skądinąd krwiożerczych tyranów mamy tak naprawdę Arabską Wiosnę, która przekształciłą się w Arabską Jesień. Oczywiście nie powinnismy zapomnieć o tym, co sie dzieje od 2011 roku w Jemenie.

Wojciech
środa, 28 lipca 2021, 15:30

Mniemana pandemia jest wymówką dobrą na wszystko. Na zawalone kontrakty, na zmianę rządu, na wprowadzenie nocą ustaw rozmontowujących demokrację itd

Ja
środa, 28 lipca 2021, 21:36

Cała moja rodzina przechorowała, kilku znajomych ledwie uszło z życiem. Wybacz ale dla mnie ludzie negujący pandemie i potrzebę szczepienia się są takimi samymi "tusk ma tole' jak płaskoziemcy. Najbardziej mi się podobał jeden taki co na łożu śmierci twierdził że nie ma covid-a, a to co się dzieje wymyślił Jarek żeby przejąć kontrolę nad społeczeństwem. W akcie zgonu napisali mu covid 19, bez innych chorób, 43 lata. Jestem po 2 dawkach i czuje się świetnie, reszta rodziny też.

Realista
środa, 28 lipca 2021, 16:37

A Twoja wypowiedź z artykułem jakiś związek, czy "tak se" piszesz?

alandżesika
piątek, 20 sierpnia 2021, 09:47

Podobnie jak peany na temat partii rządzącej pod co drugim artykułem. Tu chyba pół resortu pisze w ramach obowiązków służbowych.

Tweets Defence24