Fala ataków terrorystycznych w Turcji. "Ryzyko destabilizacji Ankary"

15 marca 2016, 09:20
zamach ankara turcja
Fot. Yıldız Yazıcıoğlu/wikipedia/domena publiczna
Reklama

Ankara już drugi raz w tym roku znalazła się na celowniku terrorystów. W niedzielę samochód-pułapka eksplodował w jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc tureckiej stolicy, tuż przy silnie chronionych budynkach rządowych. Władze Turcji na czele z prezydentem Erdoganem zapowiadają, że wytropią i ukarzą wszystkich odpowiedzialnych za zabicie ponad trzydziestu osób.

W niedzielę Ankarą wstrząsnęła silna eksplozja. Jak się następnie okazało, nastąpiła ona wskutek kolejnego już w ostatnich miesiącach ataku terrorystycznego, przeprowadzonego na ulicach stolicy Turcji. Władze wprost obwiniają za nową falę przemocy, która powoli rozlewa się po całym państwie, nielegalną i uznawaną za organizację terrorystyczną Partię Pracujących Kurdystanu (PKK) oraz inne, afiliowane przy niej, pomniejsze grupy terrorystyczne. W odpowiedzi na niedzielny zamach w Ankarze, rozpoczęto już kolejne operacje antyterrorystyczne, zarówno na terytorium Turcji, jak i poza nim.

Nieprzypadkowy czas i miejsce ataku

Do ostatniego zamachu terrorystycznego doszło w dzielnicy Kizilay w rejonie Guven Park. Terroryści- samobójcy zdetonowali samochód-pułapkę, wypełniony nie tylko materiałami wybuchowymi, ale najprawdopodobniej również dodatkowymi materiałami, tj. gwoźdźmi itp., mającymi zwiększyć liczbę ofiar. Eksplozja nastąpiła ok. godziny 18:40 lokalnego czasu. Pojawiły się sugestie, iż BMW użyte do ataku miało przyjechać z Viransehir, czyli miasta zamieszkanego w głównej mierze przez Kurdów. W wyniku poniesionych ran śmierć poniosło ponad trzydzieści osób, a hospitalizowano ponad sto kolejnych. Dokładny bilans ofiar może ulec zmianie w najbliższych dniach, gdyż tureccy lekarze muszą walczyć o życie wielu poszkodowanych znajdujących się w stanie krytycznym.

Wybór miejsca nie był przypadkowy, gdyż wybuch ściśle skorelowano z pojawieniem się w już wcześniej zatłoczonym miejscu jednego z lokalnych autobusów. Wszystko zaś działo się w pobliżu ważnych budynków rządowych, należących m.in. do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Należy podkreślić, że infrastruktura wykorzystywana przez różne agendy państwowe w Ankarze została wzmocniona dodatkowymi zabezpieczeniami jeszcze na przełomie lutego i marca, w związku z wcześniejszymi wydarzeniami mającymi miejsce w stolicy Turcji.

Kurdowie z PKK głównymi podejrzanymi

Sposób przeprowadzenia zamachu terrorystycznego od razu wykazywał podobieństwa do zamachu, który miał miejsce 17 lutego. Wówczas w podobnych okolicznościach, również na ulicach Ankary, zaatakowana została kolumna pojazdów przewożących w głównej mierze tureckich żołnierzy. Ostatecznie śmierć poniosło 29 osób, głównie wojskowych. Za atakiem stać miała pomniejsza organizacja terrorystyczna – Sokoły Wolności Kurdystanu (TAK), która oficjalnie wzięła na siebie odpowiedzialność za zamach, publikując swoje stanowisko w Internecie. Tym razem nie pojawiło się jeszcze żadne oświadczenie, wskazujące kto jest, przynajmniej w sferze przekazu medialnego, organizatorem zamachu w Ankarze.

Jednak zdaniem władz Turcji zamachowcami były dwie osoby powiązane z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Premier Ahmet Davutoğlu stwierdził, że jest to niemal pewne, iż to właśnie PKK jest odpowiedzialna za śmierć ponad trzydziestu osób w Ankarze. Jednym z terrorystów miała być przy tym kobieta, określana jako „Seher Çağla Demir”, która przyłączyła się do działań PKK w 2013 r. Ta dwudziestoczteroletnia osoba wywodziła się ze wschodniej Turcji, a dokładnie z miasta Kars. Drugim zamachowcem miał być, niewskazany w sposób jeszcze tak dokładny, mężczyzna, obywatel Turcji. Jego również podejrzewa się o bezpośrednie związki z PKK.

Władze w Ankarze zdeterminowane w dalszej walce z terrorystami 

Prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdogan, potępiając działania terrorystów podkreślił, że biorą oni na cel cywilów w związku z tym, iż ponoszą obecnie znaczne straty w walce z siłami bezpieczeństwa oraz wojskiem. Jednocześnie zaznaczył, że podległe mu służby jedynie zwiększą swoją determinację w prowadzonej od dłuższego czasu walce z terrorystami. Zaś premier Ahmet Davutoğlu zwołał pilne, trwające ponad pięć godzin, posiedzenie przedstawicieli najważniejszych instytucji państwowych odpowiadających za bezpieczeństwo. Miano na nim planować dalsze działania w celu poprawy stanu bezpieczeństwa w państwie.

Jednocześnie, niemal tuż po samym zamachu w stolicy Turcji, władze zablokowały dostęp do sieci społecznościowych, takich jak Facebook czy Twitter. Zakładano, że dalsze informacje dotyczące ataku w Ankarze mają być przekazywane jedynie poprzez oficjalnie afiliowane media. Działania w zakresie kontroli oraz ograniczenia dostępu do pewnych usług telekomunikacyjnych, prowadzone przez TIB, były motywowane potrzebą zablokowania publikacji i rozpowszechniania w Internecie obrazów ukazujących ofiary zamachu terrorystycznego.

Spodziewana reakcja tureckiej policji, służb i wojska

Już dzień po ataku tureckie lotnictwo zaatakowało domniemane obozy należące do PKK, a zlokalizowane poza terytorium państwa. Dziewięć samolotów F-16, wspieranych przez dwa F-4, miało wlecieć w przestrzeń powietrzną Iraku, wykonując tam misje bombowe. Uderzono przy tym na różne pozycje PKK, rozrzucone głównie w rejonie miast Gara oraz Qandil. Oficjalnie pociski oraz bomby miały zniszczyć schrony, w których ukrywać mieli się terroryści, a także zapasy ich broni oraz amunicji. Turcja już wielokrotnie wcześniej dokonywała podobnych rajdów powietrznych, na cele znajdujące się w irackim Kurdystanie i oficjalnie powiązane z PKK. Za każdym razem usprawiedliwiając swoje działania wojskowe potrzebą zwalczania terrorystów, w ich "bezpiecznych bazach".

Gdy lotnictwo bombardowało cele w Iraku, w samej Turcji rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę operacja policyjno-wojskowa. Przykładowo, w prowincji Hakkari, zlokalizowanej we Wschodniej Anatolii, w trakcie walk z tureckimi siłami śmierć miało ponieść piętnastu członków PKK. We wspomnianej prowincji zapewne dojdzie jeszcze w najbliższych dniach do większej operacji pacyfikacyjnej. Zdaniem obserwatorów dało się bowiem zauważyć wzmożoną aktywność m.in. tureckich bezzałogowych statków powietrznych (bsp), rozpoznających pozycje należące według Turków do zwolenników PKK. Wojsko i policja chce skupić się w głównej mierze na zabezpieczeniu niemal 60 tys. miasta Yüksekova. Została tam wprowadzona godzina policyjna i ograniczono w sposób znaczący możliwość wjazdu i wyjazdu mieszkańców. Analogiczne procedury wprowadzone miały zostać wobec miast Nusaybin oraz Gavar.

Trzeba podkreślić, że po samym zamachu służby realnie obawiały się kolejnych ataków w samej Ankarze. W samej stolicy zatrzymanych miało zostać ponad jedenastu podejrzanych o kontakty z terrorystami. W Stambule, w dzielnicach Gaziosmanpasa oraz Sultangazi, jednostki antyterrorystyczne policji miały dokonać rajdów na budynki w których mogli znajdować się kolejni podejrzani o współpracę z terrorystami z PKK. Do dalszych zatrzymań doszło również w prowincjach Eskisehir, Adana, Mugla, Van oraz Igdir. W trakcie niektórych przeszukań, zdaniem strony rządowej, odnaleziona miała zostać broń oraz amunicja. W sumie w aresztach, jako wynik akcji rozpoczętej po zamachu w Ankarze, znalazło się już prawie osiemdziesiąt osób. Część z nich jest oskarżana tylko o szerzenie przekazów propagandowych PKK.

Niekończąca się spirala nienawiści i kolejnych ataków

Obecny zamach, jak i ten lutowy, ewidentnie nakręcają spiralę nienawiści pomiędzy władzami Turcji oraz przywódcami PKK oraz zwolennikami tej organizacji, zarówno w samej Turcji jak i poza jej terytorium. Jednocześnie tureckie siły bezpieczeństwa, wspierane przez regularne siły zbrojne, prowadzą coraz bardziej brutalną operację pacyfikacyjną na terytoriach zdominowanych przez Kurdów, nie tylko tych należących lub sprzyjających PKK. Ewidentnie już nikt nie pamięta o szumnie zapowiadanych możliwościach osiągnięcia przełomu w rozmowach pokojowych na linii Ankara-Kurdowie. Dziś symbolem wspomnianej relacji stają się raczej walki w terenie zurbanizowanym, prowadzone w rejonie miasta Sur.

Co więcej, po kolejnym już ataku w samej stolicy, prezydent Recep Tayyip Erdogan został postawiony przed potrzebą przyznania się do niemożności powstrzymania kolejnych zamachów lub przyjęcia jeszcze bardziej radykalnej i konfrontacyjnej postawy w swej polityce. Można spodziewać się raczej tego drugiego scenariusza, na czele z rozszerzaniem się działań policyjno-wojskowych na terytorium całej Turcji. Ostrze represji będzie przy tym w pierwszej kolejności skierowane zapewne właśnie przeciwko Kurdom. Jednak należy zakładać, że może nastąpić w najbliższym czasie kolejna mniejsza lub nawet większa operacja wojskowa również poza samą Turcją. Potencjalne kierunki takich działań są dobrze znane, obejmują w głównej mierze iracki Kurdystan lub/i syryjskie terytoria opanowane przez Kurdów, przede wszystkim z YPG. Władze tureckie, już przy lutowym zamachu terrorystycznym, sugerowały chociażby powiązania pomiędzy syryjskimi Kurdami z YPG, a terrorystami z TAK.

Czas większej kontroli w samej Turcji ?

Równocześnie prezydent Recep Tayyip Erdogan zasugerował potrzebę wzmożenia działań wymierzonych nie tylko w samych terrorystów, a również osoby szerzące ich poglądy. Sugeruje to realną możliwość zwiększenia w najbliższym czasie presji, wywieranej ze strony władz tureckich, na media, publicystów i zapewne także zwykłych internautów, piszących krytycznie o obecnej polityce Turcji i jej władzach. Rodzą się także nader często pytania, co do aktywności tureckich służb specjalnych, na czele ze słynnym MIT, w obliczu np. wydarzeń mających miejsce 13 marca w Ankarze. Szczególnie, że już 11 marca Amerykanie mieli przekazywać swoim obywatelom ostrzeżenia o możliwości wystąpienia zamachów terrorystycznych właśnie w stolicy Turcji. Stwarza to wielkie pole do budowania różnych hipotez czy wręcz teorii spiskowych, dotyczących właśnie sfery aktywności wywiadów.

Nie zmienia to faktu, że coraz głośniej wybrzmiewają przekazy takich liderów PKK jak Duran Kalkan czy też Murat Karayılan, ostrzegające Turcję przed całą falą podobnych ataków w głównych miastach państwa. Jeśli dołożyć do tego opinie polityków, dobrze zorientowanych w nastrojach środowisk wchodzących w skład bazy kadr PKK, można spodziewać się narastającej fali ataków. I, oczywiście, następujących niemal natychmiast po nich operacji pacyfikacyjnych. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w całym regionie obecnie skomasowano, w związku z konfliktem syryjskim oraz niestabilnością Iraku, znaczne ilości broni, amunicji, materiałów wybuchowych, a tureckie granice nie słyną obecnie ze skutecznej i szczelnej kontroli.

Tak czy inaczej, jeden z najważniejszych członków NATO jest obecnie rozrywany wewnętrznie przez różne nakładające się częstokroć na siebie konflikty. Pierwszy z nich dotyczy samego systemu władzy, który buduje od pewnego czasu prezydent Recep Tayyip Erdogan. Drugi odnosi się do wzrastającego antagonizmu wobec Kurdów. Trzeci, w pewnym sensie trochę zapomniany i pomijany w ostatnim czasie, jest powiązany z bliskością terytorium tureckiego do rejonów zajętych przez islamistów z Daesh czy też Frontu an-Nusra i podobnych organizacji terrorystycznych. Czwarty zaś jest ściśle skorelowany z kryzysem migracyjnym, niejako stawiającym Europę w roli petenta względem władz w Ankarze. Łącznie czynniki te rodzą obawę o długookresową stabilność jednego z najważniejszych państw dla całego regionu.

dr Jacek Raubo

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 10
Reklama
NORD
wtorek, 15 marca 2016, 15:36

Czy to nie dziwne że zawsze czas i miejsce zamachów terrorystycznych są korzystne dla Rosji. Rosja prowadzi wojnę z cywilizowanym światem Każdy wybudowany na świecie wiatrak lub ocieplony dom, zmniejszy rosyjskie fundusze na wojsko. Ocieplając dom i zmniejszając zużycie energi , niszczysz część ruskiego czołgu, który i tak ledwo trzyma się kupy.

inż.
środa, 16 marca 2016, 14:04

Zaproponuj amerykanom aby kupowali silniki rakietowe u siebie a nie u Rosjan. Przez takich jak ty zawsze w Polsce będzie źle. Zamiast handlować z Rosjanami to ty ciągle marzysz o II Rzeczpospolitej. A nie lepiej pomarzyć o I Rzeczpospolitej i o dawnym braterstwie lechicko-ruskim? Wtedy nawet Chiny mogłyby nas cmoknąć w pośladek.

bartek
czwartek, 17 marca 2016, 06:14

I dziwnym zabiegiem okoliczności okres odprężenia zakonczyl się pierwszym aktem terroru w momencie kampanii wyborczej do parlamentu tureckiego przy, w tamtym momencie wynikach sondaży wskazujacych na społeczną akceptację PKK... dziś może nawet Kurdowie biorą odwet (do czego można mieć jednak wątpliwość ) ale pytania kto zaczął opinia publiczna już sobie nie zadaje. Historię piszą zwycięzcy wiec kto by patrzył do tyłu.

Misio
wtorek, 15 marca 2016, 11:15

Standardowe działania Rosji to właśnie wspieranie sił odśrodkowych u potencjalnych przeciwników. Wysoce prawdopodobne że Rosja przyczynia się (oczywiście pośrednio) do tych zamachów. U nas działania Rosji też są widoczne, poprzez wspieranie sił mających na celu destabilizację kraju.

Alexis
wtorek, 15 marca 2016, 11:26

A za co Rosjanie mają kochać turków?

45
wtorek, 15 marca 2016, 20:16

To Kurdowie są motorem tego wszystkiego,mają swoje 5 minut.Oni są tak jak my w 1918r.Maja szansę na niepodległość.Ich nic nie łaczy z Arabami po za religią.Turcja pada ,tylko cud ją może uratować.Powstanie państwo Kurdów pod patronatem ... Rosji.Czemu nie USA?Bo USA musi wybrać pomiędzy Turcją a Kurdami.Wyboru nie ma.Kurdowie wyboru też nie mają.Kto jest twoim przyjacielem?Wróg twojego wroga.Rosja rozgrywa zachód jak małe dzieci.Dziel i rządz.Sunnitow syryjskich da Kurdom też sunnitom ale wrogom Turcji.Teraz kolej na Irak

inż.
wtorek, 15 marca 2016, 09:27

Drogo Turcja zapłaci za zabicie rosyjskiego pilota. Jest to bardzo prawdopodobne:)

Debit
wtorek, 15 marca 2016, 11:52

Najprawdopodobniej zapłacą Kurdowie.

Tomo
wtorek, 15 marca 2016, 11:42

Sugerujesz ze Rosja w jakiś sposób wspiera terroryzm ?

Davien
wtorek, 15 marca 2016, 11:42

Drogo za te zamachy to zapłacą Kurdowie, bo w obecnej sytuacji Turcja raczej nie będzie się przejmować przypadkowymi ofiarami po ich stronie.

Tweets Defence24