"Europejska armia" nie zastąpi własnych zdolności

3 kwietnia 2015, 09:12
Fot. Bundeswehr / Kazda
Reklama

Niemcy popierają projekt stworzenia „europejskiej armii”, ogłoszony przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera. Istnieje jednak szereg znaków zapytania pod względem skuteczności formacji, kierowanej przez UE (zarówno z wojskowego, jak i politycznego punktu widzenia). Ponadto, rozmowy o „europejskiej armii” mogą odwrócić uwagę komentatorów od zagadnień związanych ze zwiększeniem finansowania sił zbrojnych państw UE, co jest warunkiem niezbędnym dla odbudowy i utrzymania odpowiedniego poziomu zdolności obronnych, także w Niemczech.

Koncepcja „europejskiej armii” z punktu widzenia Republiki Federalnej omawiana jest przez Justynę Gotkowską z Ośrodka Studiów Wschodnich w opracowaniu „Armia europejska w wydaniu niemieckim”. Autorka ma szereg wątpliwości odnośnie projektu stworzenia połączonych sił zbrojnych krajów Starego Kontynentu, gdzie istotną rolę miałby odgrywać Berlin.

Jak zauważa Justyna Gotkowska, Niemcy pomimo promowania projektu europejskiej armii są niechętni do delegowania prawa podejmowania decyzji o użyciu własnych sił zbrojnych na organy inne, niż Bundestag. Koncepcja „sił zbrojnych zjednoczonej Europy”, przy założeniu znacznej roli Niemiec i jednocześnie zachowania politycznych mechanizmów decyzyjnych Republiki Federalnej stoi pod znakiem zapytania – szczególnie w wypadku konieczności podjęcia szybkich działań, np. w ramach kolektywnej operacji obronnej.

„Ramowa” Bundeswehra - zwiększenie efektywności, czy próba podporządkowania innych?

Autorka opracowania „Armia europejska w wydaniu niemieckim” stawia tezę, że Berlin dąży raczej  do rozszerzenia zakresu integracji sił zbrojnych państw na kontynencie (z przewodnią rolą Niemiec, w ramach przyjętej na szczycie w Newport koncepcji państw ramowych NATO). Przytacza przykład Holandii, która oddała w operacyjne podporządkowanie dywizji szybkiego reagowania Bundeswehry 11 Brygadę Aeromobilną. We wrześniu ubiegłego roku odbyło się ponadto spotkanie dotyczące integracji holenderskiej 43. Brygady Zmechanizowanej ze strukturami niemieckiej 1. Dywizji Pancernej.

Niemcy i Holandia współpracują również w ramach wielonarodowego korpusu, odgrywającego istotną rolę w komponencie lądowym Sił Odpowiedzi NATO na 2015 rok. Obydwa państwa wystawiają zresztą jednostki bojowe do tymczasowych sił natychmiastowego reagowania (tzw. szpicy). W świetle kryzysu na Ukrainie Niemcy zapowiedzieli ponadto sformowanie dodatkowego, czynnego batalionu pancernego, który może mieć charakter wielonarodowy – we współpracy z Holandią.

Na razie wiadomo jednak, że Niemcy przywrócą do służby czynnej jeden z batalionów pancernych, lecz nie zdecydowano, czy będzie to wielonarodowa jednostka. Warto ponadto zauważyć, że zgodnie z docelową strukturą Bundeswehry 1. Dywizja Pancerna ma dysponować tylko jednym batalionem artylerii, przez co podporządkowanie jej holenderskich jednostek (wyposażonych w haubice PzH 2000, produkowane i używane w Niemczech) mogłoby przyczynić się do znacznego wzrostu potencjału bojowego.

W świetle sytuacji na Ukrainie Berlin dąży także do rozszerzenia współpracy wojskowej z Polską, co jak zauważa Justyna Gotkowska ma na celu głównie zwiększenie interoperacyjności sił zbrojnych obu państw, a więc zdolności ich współdziałania (także w systemie obrony kolektywnej). Według dostępnych informacji Niemcy proponowali jednak Polsce stworzenie wspólnych załóg okrętów podwodnych. Z kolei przewodniczący komisji obrony Bundestagu Hans-Peter Bartels zwrócił w sierpniu 2014 uwagę, że Republika Federalna powinna wziąć pod uwagę podporządkowanie niemieckiej brygady polskiej dywizji, gdyż współpraca międzynarodowa musi odbywać się na zasadzie wzajemności.

Innym przykładem współpracy wojskowej z udziałem Niemiec jest brygada niemiecko-francuska, przeznaczona do działań w ramach Eurokorpusu. Republika Federalna wydziela w jej skład 2 bataliony strzelców i batalion artylerii (jeden z czterech w docelowej strukturze Bundeswehry) a także kompanię saperów zmotoryzowanych. Francuzi z kolei włączyli do wielonarodowej brygady m.in. 1 Pułk Piechoty i 3 Pułk Huzarów.

Justyna Gotkowska zauważa, że współpraca z Niemcami, w takim kształcie jak ma to miejsce w Holandii może przyczynić się do częściowego uzależnienia od decyzji o charakterze politycznym i wojskowym podejmowanych przez Berlin. Z drugiej jednak strony, przywołując przykład kooperacji z Francją trudno zakładać iż sformowanie niemiecko-francuskiej brygady w jakikolwiek istotnie negatywny sposób wpłynęło na zdolność do samodzielnego decydowania o kształcie czy użyciu sił zbrojnych przez Francję, dysponującą np. lotniskowcem (wykorzystywanym w operacji przeciwko ISIS, w ścisłym współdziałaniu z US Navy), maszynami wczesnego ostrzegania klasy AWACS czy własnym arsenałem jądrowym. Moim zdaniem warto zwrócić uwagę na różnicę między współpracą z "równoprawnym" lub silniejszym partnerem, oraz z państwem dysponującym ograniczonymi zdolnościami.

Osobiście zgadzam się z tezą, że projekt europejskiej armii, z kluczową rolą Niemiec nie ma szans powodzenia, i to nawet z przyczyn czysto wojskowych. Sprzeciwia się temu bowiem Wielka Brytania, uznawana obok Francji za najsilniejszego europejskiego członka NATO. Ponadto, bez znaczącego zwiększenia nakładów na obronę, prowadzącego do istotnego podniesienia udziału sektora obronnego w gospodarce (czyli wskaźnika wydatków wojskowych do PKB) państwa europejskie po prostu nie będą zdolne do prowadzenia szerokiego spektrum operacji. Obawy o mechanizmy i warunki podejmowania decyzji politycznych, w bardzo dużej mierze słuszne, tylko pogłębiają wątpliwości dotyczące „europejskiej armii”.

Współpraca może uzupełnić działania państw narodowych, ale ich nie zastąpi

Z drugiej jednak strony, współpraca międzynarodowa może być sposobem na ograniczenie kosztów utrzymania jednostek, czy wprowadzania nowych typów uzbrojenia. W sytuacji drastycznie ograniczonych nakładów na obronę staje się wręcz koniecznością, gdyż samodzielne utrzymywanie pewnych typów uzbrojenia w niewielkich ilościach może nieść za sobą nieproporcjonalnie duże koszty. Z tego powodu ryzyko związane z przyjęciem przez Niemcy roli państwa „ramowego” jest w pewnych warunkach moim zdaniem do zaakceptowania, zwłaszcza przez państwa dysponujące niewielkimi siłami zbrojnymi.

Omawiany proces jest w dużej mierze skutkiem redukcji stanów liczebnych, jakie miały miejsce po zakończeniu Zimnej Wojny. Dość powiedzieć, że Holandia która obecnie w ogóle nie dysponuje wojskami pancernymi jeszcze w 1996 roku posiadała więcej czołgów niż obecnie Niemcy, Wielka Brytania i Dania razem wzięte[1]. Dlatego też trudno się dziwić, że francuskie i niemieckie przedsiębiorstwa podejmują kroki w celu wspólnego opracowania czołgu nowej generacji – bo w innym wypadku bardzo trudno będzie osiągnąć opłacalność takiego przedsięwzięcia.

Pozostając przy przykładzie Holandii, ewentualne przywrócenie pewnych zdolności konwencjonalnych, jak np. wykorzystanie wojsk pancernych, czy nieco większej liczby systemów artyleryjskich (co i tak wymaga podwyższenia wydatków obronnych) moim zdaniem wręcz powinno odbyć się we współpracy z partnerem, dysponującym większymi zdolnościami. Możliwości samodzielnego działania nowo powstałych, nadal niewielkich (np. z uwagi na duże koszty uzbrojenia, konieczność poświęcania uwagi zagrożeniom asymetrycznym) jednostek będą ograniczone, a koordynacja podejmowanych kroków (tak, aby tworzone w części na nowo formacje mogły efektywnie współdziałać) jest wręcz warunkiem koniecznym, aby wdrażane środki były efektywne (z finansowego i operacyjnego punktu widzenia).

Oddzielną sprawą jest realizacja wspólnych ćwiczeń, czy budowanie struktur na kształt Sił Odpowiedzi NATO (w ramach struktur atlantyckich - ich ewentualne "duplikowanie" jest niecelowe, zarówno z czysto militarnego, jak i ekonomicznego punktu widzenia). Tutaj należy dążyć do podejmowania tego typu działań w jak najszerszym zakresie, aby umożliwić współpracę sił zbrojnych na polu walki nawet na szczeblu pododdziału. W innym wypadku prowadzenie kolektywnej operacji obronnej może być utrudnione, tak samo jak w wypadku armii należących do innych państw (także Stanów Zjednoczonych). Bardzo dobrym przykładem, w odniesieniu do Republiki Federalnej jest planowane wzajemne podporządkowanie polskich i niemieckich batalionów sił lądowych w czasie ćwiczeń. 

Na konieczność budowy interoperacyjności zwracał uwagę dowódca US Army w Europie gen. Frederick Ben Hodges, opisując w wypowiedzi dla Defense News wspólne ćwiczenia spadochroniarzy amerykańskich wojsk lądowych z wojskowymi Polski i krajów bałtyckich, gdzie pomimo posiadania radiostacji tego samego producenta, ustanowienie łączności było utrudnione. Jednocześnie Bundeswehra pomimo wszystkich niedociągnięć jest nadal tak istotnym elementem systemu wspólnej obrony NATO, że jej pomijanie przyczyniłoby się do jego istotnego osłabienia, stawiając skuteczność pod znakiem zapytania (na co zresztą wskazywał sam gen. Hodges, krytykując zły stan sprzętu niemieckiej armii, i apelując o większy jej udział w ćwiczeniach Sojuszu).

"Europejska armia" odwraca uwagę od finansowania obronności

Należy także zwrócić uwagę na problem wydatków obronnych, które nadal pozostają w Niemczech na zbyt niskim poziomie, pomimo działań podejmowanych w celu ich niewielkiego podwyższenia. Postulowane zwiększenie nakładów do 35 mld euro w 2019 roku będzie raczej służyć poprawie kondycji istniejących jednostek wojskowych (np. pod względem gotowości bojowej, w pewnym zakresie - nasycenia i jakości sprzętu), niż budowie nowych zdolności. Obecne struktury niemieckiej armii są jednak moim zdaniem niewystarczające dla zapewnienia odpowiedniego poziomu zdolności obronnej. Jako przykład można przytoczyć wspominane już wcześniej jednostki artylerii, dysponujące zaledwie trzema batalionami w dwóch dywizjach pancernych (czwarty jest w samodzielnej brygadzie niemiecko-francuskiej).

Berlin zdecydował ponadto o likwidacji jednostek obrony przeciwlotniczej wojsk lądowych, wraz z wycofaniem bez wprowadzania następcy zestawów przeciwlotniczych Gepard (systemy Stinger i Ozelot zostały przeniesione do Luftwaffe; te ostatnie mają np. za zadanie osłonę systemów średniego zasięgu), co stawia pod znakiem zapytania zdolność do prowadzenia operacji w sytuacji przeciwdziałania środków napadu powietrznego na polu walki (np. śmigłowców, samolotów szturmowych).

Współpraca międzynarodowa może do pewnego stopnia pomóc w odbudowie zdolności w tym zakresie, ale trudno wyobrazić sobie, aby pozwoliła na zapewnienie np. osłony przeciwlotniczej dwóm niemieckim dywizjom. Nie zastąpi więc działań podejmowanych przez państwa narodowe, a Berlin dysponuje silną gospodarką i relatywnie dobrą sytuacją finansów publicznych. Z kolei udział wydatków na obronę w PKB plasuje się na poziomie około 1,3 % (wg danych NATO za 2013 rok), podczas gdy we Francji wynosi 1,9 %, a w Wielkiej Brytanii - 2,4%. Niemcy w celu zapewnienia wiarygodności jako sojusznika muszą więc znacząco podwyższyć wydatki obronne, przede wszystkim w celu odbudowy zdolności do działań o charakterze konwencjonalnym (patrz wyżej).

Koncepcja "połączonych" sił zbrojnych pod przewodnictwem Niemiec może w praktyce stanowić uzupełnienie, ale nie zastępować działania podejmowane czy to w ramach NATO, czy przez państwa narodowe - w tym Republikę Federalną - także w zakresie finansowania obronności. Może okazać się przydatna w wypadku, gdy państwa dysponujące ograniczonymi zdolnościami w danym zakresie chcą zintegrować swoje jednostki z niewielkim partnerem, zwiększając w ten sposób efektywność wykorzystania własnych, relatywnie skromnych sił. Z kolei kraje dążące do zachowania samodzielności w danych obszarach muszą utrzymywać pełne spektrum zdolności za pomocą własnych zasobów, podejmując jednocześnie kroki zmierzające do zwiększenia interoperacyjności, czy np. współpracy przemysłowej.

Sposobem na uniknięcie zależności od Niemiec (czy innych partnerów zagranicznych) jest więc utrzymywanie na odpowiednim poziomie możliwości własnej armii. Zapewnia to z jednej strony pełną swobodę w zakresie podejmowania decyzji o kształcie czy użyciu sił zbrojnych, z drugiej - stawia na korzystniejszej pozycji we współpracy międzynarodowej. Państwo dysponujące własnymi zdolnościami może być traktowane jako równoprawny partner, a nie zostać "podporządkowane" silniejszym sojusznikom, czerpiąc korzyści z kooperacji i jednocześnie ograniczając ryzyka, związane z utratą samodzielności.


[1] Według danych zawartych w opracowaniu: D. Użycki, T. Begier, S. Sobala, Współczesne gąsienicowe wozy bojowe, wyd. Lampart, Warszawa 1996 Holendrzy posiadali 445 Leopardów 2 i 97 Leopardów 1. Z kolei obecnie brytyjska armia dysponuje 227 Challengerami 2, Niemcy – 245 Leopardami 2A5/A6/A7 (odliczając wozy, które mają trafić do Polski, starsze odmiany nie są używane w czynnych jednostkach), Dania – około 50 Leopardami 2A5DK.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 42
Reklama
AAW
niedziela, 17 lutego 2019, 22:17

Europa może stać się USE i stać się bezpieczniejszym miejscem pod względem politycznym. Dobry przykład takiego zjednoczenia to Federacja Niemiec - przed ich zjednoczeniem istniały księstwa niemieckie (w średniowieczu) - teraz to jedno państwo. Na świecie powstają inne organizacje ponadnarodowe: Unia Afrykańska, Unia Narodów południowoamerykańskich (UNASUR), AESAN na Pacyfiku które ma przekształcić się w Unię Pacyfiku (2020r.). My Europejczycy jesteśmy przykładem jednoczenia się świata. Podzielam Europejską Armię.

EUROPA jako jeden kraj
piątek, 3 kwietnia 2015, 13:56

Jeden kraj EUROPA z jednym władnym PREZYDENTEM i jedną armią. To musi być jeden kraj bo tylko wtedy czy to Suwałki czy Palermo czy Dundee będa tak samo ważne dla obronności. Dzisiaj za dużo politycznych podziałów co pokazuje rosyjska agresja w Ukrainie gdzie dla niektórych to Ukraina nawet jest winna. Nie potrafimy Rosji przywalić konkretnymi sankcjami a mielibyśmy bronić Litwy czy Polski przed agresją azjatyckich barbarzyńców. Europa nie ma wyjścia bo pojedyńcze państewka nawet tak bogate jak Niemcy NIC nie znaczą przy USA czy Chinach a biedniejsza Rosja pokazuje że nawet przed nia się płaszczą.

Marcin
piątek, 3 kwietnia 2015, 18:47

Jeden kraj a może jedna rzesza?

mitaszka
piątek, 3 kwietnia 2015, 13:32

Jeżeli ktoś wyda 1 mld na zbrojenia a drugi 50 mld to jaki sens będzie bronienia takiego państwa?!

Wojmił
sobota, 4 kwietnia 2015, 21:49

Na ten krytyczny artykuł o europejskiej obronie czekałem... musiał zostać napisany, bo D24 sympatyzuje z "do rzeczy", "w sieci" i innymi takimi... Nie ma sensu się rozpisywać w odpowiedzi na te brednie tutaj zawarte.. Wystarczy napisać: 1) USA już dawno (za Busha) Europę opuściło na własne życzenie a ich obecność jest jedynie "szkieletowa" - czyli symboliczna dla utrzymania baz przerzutowych.. USA martwi się o bliski i daleki wschód... 2) Europa (EU) łącznie posiada: wystarczająco dużo sprzętu wojskowego i żołnierzy - aby obronić się sama, 3) Europa (EU) łącznie wydaje wystarczająco dużo na wojsko aby się obronić sama - do tego aby być potęgą... 4) jedynym problemem Europy jest jej "rozbicie dzielnicowe" na poszczególne kraje.. ale to nie potrwa długo.. Inne zagrożenia w Europie to: religie (wszelakie, muzułmańska i watykan też), skrajne lewactwo, prawicowa głupota, honory wszelakie i rozdmuchane "tradycje i historie", zidiocenie ludzi w kierunku celebrytów i mody... Przezwyciężyć powyższe idiotyzmy i United States of Europe będzie potęgą nr 2 na świecie a wraz z USA utrzyma porządek na świecie dzięki dominacji białego człowieka (rosjanie mentalnie są azjatami). Pozdrawiam

Urko
niedziela, 5 kwietnia 2015, 08:05

Punkty 2-4 zgadzam się. Punkt 1 - nie rozumiem polityki USA i nie jestem pewny, czy nagle coś się nie zmieni, np. po kolejnych wyborach albo jakimś wydarzeniu. Właściwie to chyba przegapili odpowiedni moment...

RG
sobota, 4 kwietnia 2015, 23:23

Dokładnie tak.

Esgaroth
sobota, 4 kwietnia 2015, 02:51

„Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i że tę wojnę przegrywa.” Fryderyk Joliot-Curie To co powinno nas łączyć z Niemcami to nie wspólna armia, a świadomość, że w Unii każde państwo dba przede wszystkim o własne interesy. Choć obecnie jesteśmy w dużo gorszej sytuacji niż w roku 2007 to i tak zamiast biadolić po próżnicy i liczyć, że ktoś inny zajmie się rozwiązywaniem naszych problemów, powinniśmy reformować państwo, odbudowywać przemysł, walczyć z korupcją i agenturą wpływu. Czas sobie wbić do głowy, że naszych sąsiadów zza Odry nie obchodzą nasze problemy - co więcej, oni się z nich cieszą, bo słabość Polski to szansa dla Niemiec na dalsze rozszerzanie strefy wpływów. Polska musi być silna, bo tylko wtedy ktokolwiek będzie się z nami liczył, oraz będziemy mieli szansę rozwiązać dręczące nas problemy. Pierwszym krokiem na drodze do tego jest odsunięcie PO-PSL i Komorowskiego od władzy, co im się należy już chociażby tylko i wyłącznie za stan naszej obronności do którego doprowadzili.

mitaszka
sobota, 4 kwietnia 2015, 11:39

To jest prawda co piszesz. Niestety żołnierz patrzy przez swój pryzmat na wojne, cywil na swój sposób , a ekonomista na swój sposób. Niemcy rozdają karty w UE jak i w Sferze militarnej(UA). Mają wpływy w całej Europie środkowo-wschodniej i na pewno nie oddadzą ich Polsce.

spoza gór i mórz
piątek, 3 kwietnia 2015, 12:15

Polska A.D. 2015 ma więcej czołgów (oczywiście starszych i gorszych, ale jednak) w linii niż "mocarstwa europejskie" jak: W.Brytania+Francja lub Francja+Niemcy lub Niemcy+W.Brytania (duet do wyboru) razem wzięte. Takie czasy...

Sum
piątek, 3 kwietnia 2015, 15:46

Tylko ze te Francusko-Angielskie czy tam Niemiecko-Francuskie zrobią z naszych postsowieckich i PT91 pasztet.

nierozpracowanyTajemniczy
piątek, 3 kwietnia 2015, 12:11

NATO, EU, czy państw narodowych ? Jakiś trój-rozkrok. Po co niektórym państwom w ogóle wojska państwowe skoro mają u siebie Amerykanów i poglądy izolacjonistyczne ? Skoro Amerykanie jednak promują rozwój europejskiej nogi NATO, to niech EU zrobi krok naprzód i stworzy europejską armię. Taka np. młodziutka szpica powinna być raczej standardem niż wyjątkiem w zawodowym wszak, i współpracującym międzynarodowo i w ramach NATO, każdym wojsku, nieprawdaż ? Przecież żołnierze w państwach narodowych nie grają w karty po stołówkach. Nikt tam jaj nie ma w tej Brukseli ? Chyba podobnie skończyły się prace gremium z prof. Geremkiem, po czym jawnie zwalono odpowiedzialność na konkretne narodowe elity i programy kształcenia. A Rosjanie ładnie się kształcą, uprzejmi dziejowo ludzie.

zxcv
piątek, 3 kwietnia 2015, 11:34

Ten artykuł powinien przeczytać Janusz Palikot i nie głosić już publicznie bzdur o tym, żeby nie stawiać na polską armię tylko tworzyć na siłę europejską. Fachowiec od wódy niech się zajmie wóda a nie wchodzi w tematy o których nie ma pojęcia

ArminVanBurren
piątek, 3 kwietnia 2015, 11:13

Lepiej jednak zawierzyć sobie i swoim możliwościom niż polegać na czymś co już raz się niesprawdziło. Sojusz sojuszem ale armia musi być własna. Bo nie wierzę że niemiec czy duńczyk poleci bić się za polskę. Poza tym nim się politycy zbiorą coś wymyslą i ustalą to potencjalny wróg będzie najmniej stał pod warszawą a z dobrymi wiatrami to pewnie pod berlinem. CHCESZ POKOJU TO SIE ZBRÓJ.

kzet69
piątek, 3 kwietnia 2015, 18:15

Jakoś nie wierzę że ktoś, kto pisze Polska z małej litery ma na sercu dobro tejże Polski, raczej sianie defetyzmu i poróżnianie sojuszników wg instrukcji z Moskwy, prawda p. VaniaBurren?

RG
piątek, 3 kwietnia 2015, 13:59

Takie komentarze to po prostu szczyt naiwności. Polska nie ma i nie będzie mieć samodzielnie dostatecznych środków finansowych ani politycznych by móc samodzielnie się obronić przed agresją Rosjan (a to jedyny obecnie potencjalny agresor). Brakuje nam złóż ropy, gazu, metali i postkolonialnych obszarów wpływu. Dziś potrzebujemy sojuszy, im głębszych, tym lepiej. Mrzonki o polskiej potędze schowaj na Wawel. To już historia.

Scooby
piątek, 3 kwietnia 2015, 11:08

Armią Europejską powinni dowodzić Niemcy a szefem zostać Gerhard Fritz Kurt Schröder.

RG
piątek, 3 kwietnia 2015, 10:47

Już widzę w myślach te komentarze oburzenia, które już pewnie są tworzone przez autorów "przywiązanych do polskiej tradycji wojskowej". Wyprzedzę je. Po pierwsze ani Francja, ani Wielka Brytania, ani inne rządy europejskie nie zgodzą się nigdy na podporządkowanie swoich jednostek władzom w Berlinie. Dlatego jakakolwiek sugestia o hegemonii militarnej Niemiec w Europie jest po prostu szerzeniem fermentu i nie widzę sensu pisania o tym innego, jak tylko szerzenie antyniemieckich fobii. Po drugie, jeśli integracja europejska ma postępować, a moim zdaniem jest konieczne jeśli Europa chce w przyszłości uniknąć wewnętrznych wojen, to w perspektywie kilku dekad stworzenie wspólnych, europejskich sił wojskowych jest po prostu nieuniknione. I jest to uzasadnione zarówno z punktu widzenia ekonomicznego, jak i politycznego. Polska już dzisiaj jest zależna od swoich sojuszników - nie róbmy z tego tajemnicy, że choćbyśmy stanęli na uszach, to i tak w sytuacji potencjalnego konfliktu z Rosją (jakby nie było to jedyny potencjalny przeciwnik) sami nie damy rady. Więc może lepiej, żeby jedna europejska armia miałą obowiązek bronić każdego zakątka UE niż zdawać się na jednostkowe decyzje kilkudziesięciu krajów członkowskich. Przypomnę tylko, że słynny piąty artykuł mówi jedynie o "działaniach jakie (państwo członkowskie) uzna za konieczne"

kzet69
piątek, 3 kwietnia 2015, 18:26

RG: 100% racji, dodam jeszcze iż odnoszę wrażenie, że autorka powyższej analizy wywodzi się nie z Ośrodka Badań Wschodnich tylko z ośrodka propagandowej myśli wschodnie. Zintegrowana armia europejska budzi prawdziwe przerażenie w Rosji, oni zdają sobie sprawę że z armiami narodowymi są sobie w stanie poradzić, z armią Zjednoczonej Europy - nie i stąd te lamenty ubrane w fałszywe słówka rzekomej troski o polską czy holenderską suwerenność...

ghostdog
piątek, 3 kwietnia 2015, 13:46

@RG - piszesz: "Więc może lepiej, żeby jedna europejska armia miałą obowiązek bronić każdego zakątka UE niż zdawać się na jednostkowe decyzje kilkudziesięciu krajów członkowskich. Przypomnę tylko, że słynny piąty artykuł mówi jedynie o "działaniach jakie (państwo członkowskie) uzna za konieczne" Wierzysz, że owa "armia europejska" (a na obecnym etapie integracji po prostu "unioeuropejska") będzie miała sprawniejszy proces decyzyjny i będzie mniej obciążona politycznymi/gospodarczymi interesami państw członkowskich niż to ma obecnie miejsce w przypadku NATO? To, co nie działa (lub obawiamy się, że może nie zadziałać) w przypadku NATO nie zadziała też w ramach UE. Dla tego być może potrzebne jest w NATO "nowe otwarcie", głęboka reforma i być może rewizja listy członków - NATO składające się z państw, które łączy wspólnota interesów i wspólne zagrożenie. Po zimnej wojnie tym zagrożeniem niestety nie dla wszystkich jest Rosja, a na pewno nie dla Francji, Niemiec czy południa Europy. Co więcej trzeba brać pod uwagę ryzyko dalszego rozwoju współpracy rosyjsko-niemieckiej po przyklepaniu status quo i wyciszeniu kryzysu na Ukrainie. Niestety, jak już wspomniał w komentarzu Zjerzy, musimy pamiętać, że UE powstało m.in. jako system "pacyfikujący" politykę niemiecką, a obecnie sytuacja się odwraca - Niemcy odzyskują swoją podmiotowość, a UE staje się dla nich narzędziem "pacyfikowania" polityki poszczególnych państw narodowych tworzących UE. Metaforycznie rzecz ujmując mamy powrót do koncepcji "Mitteleuropy", a "armia europejska" byłaby sporym krokiem właśnie w tym kierunku. Podsumowując - dopóki UE nie stanie się państwem, którego rząd będzie reprezentował interesy wszystkich regionów (a nie np. niemieckiego centrum kosztem peryferii), "armia europejska" to projekt szkodliwy. Szanse na powstanie takiego państwa w ciągu najbliższych 50 lat są mniej więcej takie, jako to, że za 50 lat Polska będzie znów "od morza do morza". Co innego współpraca przy szkoleniach, projektach badawczych, produkcji itd...ale tu także należy zachować dużą ostrożność, aby nie utracić zdolności do samodzielnych działań zbrojnych, samodzielnej logistyki, produkcji, remontów itd.

Zjerzy
piątek, 3 kwietnia 2015, 12:08

Tu się nie zgodzę. W jaki sposób dalsza integracja Europy ma się przyczyniać do unikania wojen? Do tej pory poziom integracji jaki istniał wystarczył dla zapewnienia pokoju (choć można oczywiście dyskutować czy taki twór jak UE przyczynił się do pokoju, a nie inne czynniki jak wyczerpanie wojną, NATO, groźba Sowietów i ogólny tumiwisizm). Więc po co iść dalej? Poza tym dalsza integracja może być raczej zarzewiem konfliktów niż przyczyniać się do ich łagodzenia. Weźmy taką Grecję - czy przeciętny Grek bardziej nienawidzi Niemców teraz czy w przeszłości? I jak bardzo ta nienawiść wzrośnie, gdy integracja się pogłębi? Samo stwierdzenie, że integracja europejska pomaga unikać wojen wydaje się mi być bardzo antyniemieckie. W sumie nikt się nie obawia, że Włosi zaczną się naparzać z Hiszpanami lub Anglia z Francją. Radko podnoszonym dziś powodem powstania UE było między innymi spacyfikowanie Niemców by znowu nie przyszło im do głowy coś głupiego. I teraz artykuł i wielu zwolenników wspólnej armii europejskiej postulują oddanie kontroli nad siłami militarnymi (bo do tego wspólne siły zbrojne zostaną prędzej czy później sprowadzone) państwu, przeciwko któremu całe to ustrojstwo zostało skierowane. I na koniec: skoro jesteśmy uzależnieni od innych jak stwierdzasz, to wyjściem ma być pogłębianie tego uzależnienia zamiast staranie się z dołka wyjść?

lech
piątek, 3 kwietnia 2015, 10:35

Halo! Gdzie komentarze - kupmy to, kupmy tamto? Gimbaza jajka święci?

ted
piątek, 3 kwietnia 2015, 20:07

Czyżby Niemcom brakowało kasy na armię, a może marzy im się mitteleuropa? Jak im brakuje czołgów i chcą je z powrotem to może trzeba im podesłać trochę tych z mazur ;) Gdy utrzymamy obecne tempo rozwoju i partnerstwo z USA za 10 lat możemy być kluczową siłą w europie. Nie jesteśmy tacy słabi jak próbują nam wmówić sąsiedzi ze wschodu i zachodu oraz kontrolowane przez nich media, którym nie razu już była nie na rękę silna Polska. A armia pod butem Niemiec to chyba jest to co przelało by czarę goryczy w narodzie, u nas raczej ten lewicowy żart nie przejdzie ;)

BUL KOM
niedziela, 5 kwietnia 2015, 23:00

ted, nie osmieszaj sie chlopie! W 1990 roku obiecali(Balcerowitsch i jemu podobne), ze za 20 lat dogonimy Niemcy - okazalo sie bzdetem! 5 lat temu niejaki Rostovsky mowil, ze za 20 lat dogonimy Niemcy - juz teraz ci mowie, ze za...15 lat nastepny taki typek bedzie mowil, ze za 20 lat... itd. w kolko!

Andrzej
piątek, 3 kwietnia 2015, 10:20

Niemcy chcą rządzić Europą bez wojny?

Grand
piątek, 3 kwietnia 2015, 20:53

Dwa razy im się militarnie nie udało to teraz trzeba wewnętrznie i gospodarką

Marcin
piątek, 3 kwietnia 2015, 18:51

Armia europejska przypominałaby jako żywo ck armię z wszystkimi jej problemami podniesionymi do sześcianu.

pp
piątek, 3 kwietnia 2015, 09:49

Wspolpraca tak. Wspolna armia nie. Wspolna armia to zadna armia. To lewacki wymysl na miare kontynuatorow bolszewii typu Junckera. Wesolych swiat wszystkim.

Predator
piątek, 3 kwietnia 2015, 14:01

Moje zdanie jest wręcxz przeciwne do warzszych. wszyscy lub prawie wszyscy opowiadają się za budową armi Europejskiej a nie załważają że w najblizszej perspektywie (ok 10 lat) to siły zbrojne RP uzyskają znaczące zdalności, i zbudują nowe. Przykładem może być tankowanie w powietrzu, gdyż teraz korzystamy z pomocy Francji to już za 3 lata będziemy sami zdolni do zapewnienia tych zdolności, przy czym zakup takiego samolotów będzie finansowany spólnie z holandią, finlandią i Polską. Tak samo ma się do zdolności transportu strategicznego, kóry polska zyskała po przez udziałowi w europejskim projekcia Strategic Airlift Capability. Jeżeli finansowanie sił zbrojnych RP pozostanie na takim samym poziomie to w najblizszej perspektywie nie tracimy zdolności a nawet zbudójemy nowe zdolności. Czy będziemy samowystarczalni ? Zapewne nie z powodu że kraje żądzące światem nie będą chciały podzielić się tymi zdolnościamy aby móc utrzymać swoje wpływy w regionie. Co do Niemiec to chyba nikt nie załważa że to właśnie niemieckie siły zbrojne powinny zostać podpożądkowanie polskim anie na odwrót gdyż już mają większe zdolności, chociaż są zdolne do osłony przeciwlotniczej czołgów podczas ataku czego nie są zdolne Bundeswera. Kolejnym punktem który trzeba poruszyć to stacjonowanie amertkanów w RFM. Zrozumiałe jest to że Amerykanie są tu aby zmocnić lub jak kto woli równowarzyć potencjał przeciwnika, ale nie branić ktaju który do niego nie należy!! Z kim maja trenować? Z nie udacznikami którzy nie są w stanie sami obronić i się mnienią lokalnym mocarstwę. Zrozumiałe jest to że jednostki USA zostaną zostaną przesunięte do Polski.

Rasta
piątek, 3 kwietnia 2015, 16:51

Chory pomysł Niemcy chcą w ten sposób pozbyć się "nadzoru" USA nad bundeswerą tylko o to chodzi...żaden projekt jednego państwa, jednej armii nie będzie działał to kolejny spsób aby ktoś się nakradł... bardziej prawdopodobne w tej chwili jest że EU się rozpadnie niż powstanie pełna integracja z jedną armią i etc... nikt już w to nie wierzy to są ostatnie podrygi nieboszczyka UE w starej formie czystej współpracy gospodarczej był korzystny dla każdego to co mamy teraz to jakiś socjalistyczno-komunistyczny koszmar.

nokian
sobota, 4 kwietnia 2015, 13:26

Patrzmy na siebie. Europa sobie rzepkę skrobie. NATO i UE nas nie obronią a przynajmniej liczyć na nich w 100% nie możemy. 1.Sprawy związane z rezerwą (w szerokim pojęciu), 2.OP-lot, 3.broń P-panc., następnie cała reszta śmigłowce, BWP itd itp. na końcu OP. WSZYSTKO (o ile możliwe) powinno bazować na rodzimym przemyśle obronnym) Pozdro

Sum
piątek, 3 kwietnia 2015, 15:54

To ja w ogóle proponuję aby połączyć polską i niemiecka gospodarkę oraz armię. Zaczniemy pracować w normalnych warunkach za normalne pieniądze, gdzie technolog i inżynier to technolog i inżynier a nie dupa wołowa zatrudniona po znajomości. A i urzędy zaczną być dla ludzi i państwo nie zostawi w potrzebie w razie choroby czy wojny.

pantomek
niedziela, 5 kwietnia 2015, 12:27

Widzę, że Wojmił nasz naczelny jurgieltnik, już zdążył nam zabłysnąć. "Na ten krytyczny artykuł o europejskiej obronie czekałem..." współczuję "musiał zostać napisany, bo D24 sympatyzuje z "do rzeczy", "w sieci" i innymi takimi..." no tak towarzyszu, trzeba się zastanowić, w czyim imieniu pisane i komu to służy? "Nie ma sensu się rozpisywać w odpowiedzi na te brednie tutaj zawarte.." no tak, bo jakbyś się wdał w jakąś dyskusję, mądrość swą nam wytłumaczył lub użył merytorycznych argumentów - to jeszcze byś kogoś przekonał "1) USA już dawno (za Busha) Europę opuściło na własne życzenie a ich obecność jest jedynie "szkieletowa" - czyli symboliczna dla utrzymania baz przerzutowych.. USA martwi się o bliski i daleki wschód..." Zachód, w tym USA, nie uważa Rosji za jakieś poważne zagrożenie dla siebie. I już w tym momencie uwidacznia się poważny konflikt interesu. Mianowicie Rosjanie nie będą czuli się bezpieczni aż nie dojdą do linii Wisły i Karpat - innymi słowy chcą opanować bramy do niziny wschodnioeuropejskiej, ponieważ w ich historii jak ktoś wlazł chociaż jedną nogą na tą nizinę, to potem kończył w Moskwie lub okolicach. Dla nas jest to zagrożenie egzystencjalne, a dla takich Niemców jest to co najwyżej szansa na podbicie stawki w przepychankach z Rosjanami. Ale gdy tylko, w ten czy inny sposób, przeprowadzona zostanie tzw. deeskalacja to wrócimy do business as usual. Tu trzeba przypomnieć, ze była szansa na stałe zwiększenie obecności militarnej USA w regionie, a konkretnie w Polsce, ale się Radziu na stanowisku ministra spraw zagranicznych postanowił wykazać i sprawę tak załatwił, że nic z tego ostatecznie nie wyszło. "2) Europa (EU) łącznie posiada: wystarczająco dużo sprzętu wojskowego i żołnierzy - aby obronić się sama, 3) Europa (EU) łącznie wydaje wystarczająco dużo na wojsko aby się obronić sama - do tego aby być potęgą..." UE może sobie mieć i dziesięć razy więcej wszystkiego niż USA, ale nie ma woli użycia tego, ponieważ nie ma wspólnego interesu i mieć go nie może, gdyż nie ma czegoś takiego jak naród europejski "4) jedynym problemem Europy jest jej "rozbicie dzielnicowe" na poszczególne kraje.. ale to nie potrwa długo.." to znaczy, że co? Oś Moskwa-Berlin-Paryż już rozumiem zdążyła się podzielić strefami wpływów? To może nam przynajmniej zdradzisz, czyimi my mamy być wg tego planu niewolnikami? "Inne zagrożenia w Europie to: religie (wszelakie, muzułmańska i watykan też), skrajne lewactwo, prawicowa głupota, honory wszelakie i rozdmuchane "tradycje i historie", zidiocenie ludzi w kierunku celebrytów i mody... Przezwyciężyć powyższe idiotyzmy i United States of Europe będzie potęgą nr 2 na świecie a wraz z USA utrzyma porządek na świecie dzięki dominacji białego człowieka (rosjanie mentalnie są azjatami)." "dominacji białego człowieka" - rozumiem, że nie są ci obce wypociny tego socjalisty Hitlera o wyższości aryjskiej rasy, bo w przewidywalnej przyszłości United States of Europe powstaną tylko wtedy gdy silniejszy zmusi słabszych do bezwzględnej uległości, zniszczy ich kulturę, dziedzictwo i narody, tak, że będziemy tu mieli jeden wielki Konzentrationslager. Eh, masz i czytaj geniuszu: www.centrumjp2.pl "Problematyka narodu jest jednym z istotnych tematów w całokształcie nauczania społecznego Jana Pawła II. W przemówieniu w UNESCO stwierdził on: "Naród bowiem jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko kultura. Naród istnieje z kultury i dla kultury." Wypowiedź ta oddaje samą istotę narodu w ujęciu Papieża. Wyznaczają ją dwa elementy. Pierwszym z nich jest wspólnota. Nie jest ona zbiorowością, ale rzeczywistą wspólnotą, a więc społecznością osób zjednoczonych wspólnym działaniem w określonym celu. Charakteryzuje się trzema zasadniczymi cechami: solidarnością pochodzenia, poczuciem narodowej tożsamości oraz zespołem obiektywnych elementów dotyczących kultury. Drugim elementem jest kultura narodowa, którą tworzy wiele składników, w tym także historia, moralność i religijność. Kultura ma fundamentalne znaczenie, ponieważ stanowi podstawowy element więzi narodowej." www.psychologia-spoleczna.pl "Francuski socjolog Alain Touraine podkreśla, że świadomość własnej tożsamości nigdy nie jest świadomością teraźniejszości, ale przede wszystkim świadomością przeszłości. Najbardziej znaczącą wspólnotą, w której formowana jest nasza społeczna tożsamość, jest naród. Dlatego mówiąc o tożsamości narodowej, należy zastanowić się nad tym, czym w rzeczywistości jest naród i jakie czynniki go tworzą. Naród to zbiorowość ludzka, grupa o szczególnych cechach. Naród jako wspólnota ma swoją odrębność. Jest trwałą, historycznie wytworzoną zbiorowością etniczną ludzi mówiących najczęściej tym samym językiem, zamieszkującym to samo terytorium, skupionych wokół wspólnych wartości, o wykrystalizowanej świadomości narodowej, mające wspólne państwo lub dążące do jego wykształcenia oraz należących do wspólnego systemu ekonomicznego. Warto zaznaczyć, iż wspólnota potrafi chronić swą integralność przed zagrożeniami zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi oraz dąży do utworzenia państwa na zajmowanym przez siebie terytorium. A wspólne terytorium jest podstawowym warunkiem formowania się społeczeństw. Natomiast w sytuacji utraty państwowości umie pielęgnować i rozwijać więzi (obyczaje, język, kulturę itp.). Zmierza bądź to do odzyskania niepodległości, bądź też do zapewnienia sobie politycznych gwarancji autonomii bytu narodowego, jeśli została zmuszona do emigracji poza tereny, na których jako naród się ukształtowała."

Wojmił
niedziela, 5 kwietnia 2015, 19:57

Możesz się wściekać ale historii nie zmienisz... dobrze, że tacy jak ty mają coraz mniejszy wpływ na przyszłość... RG to nie Ja, ale komentarz sprawił Tobie krótki a bardzo celny... ps. nie uda się Tobie mnie sprowokować...

RG
niedziela, 5 kwietnia 2015, 13:46

Myślę że powinieneś się jeszcze powołać na radio maryja jako eksperta od ibronności i juz byłbyś całkiem wiarygodny...

jacek
piątek, 3 kwietnia 2015, 15:33

armia europejska?? debilizm do kwadratu, wymyślony przez niemców...

xxx
środa, 8 kwietnia 2015, 09:28

Żeby taka armia miała jakikolwiek sens - należałoby zacząć od podstaw (demokracji zresztą). Bez demokratycznych wyborów do "rządu europejskiego" - obecnie urzędnicy w Brukseli z demokracją nie mają nic wspólnego - nie ma jakiegokolwiek sensu "armia europejska"... Bez takich władz (Europy) jestem jak najbardziej przeciw pomysłowi, zresztą też przeciw takiej UE jak obecnie widać!

r1
piątek, 3 kwietnia 2015, 14:49

z pozoru drobna kwestia: francuski regiment nie bardzo jest pułkiem, tak jak i angielski, choć z zupełnie innych względów. A w artylerii mamy dywizjony. Pisze nie z niechęci do NATOwskiej terminologii, ale z z uwagi na przedwojenną tradycję,

prorok
niedziela, 5 kwietnia 2015, 08:07

Stworzenie takiej armii ,doprowadzi do całkowitego paraliżu,w razie potrzeby użycia,już teraz można liczyć tylko na Stany,bo gdyby nie to ,to ruski byłby już u nas i u Bałtów,i nie ma się co czarować,jak USA odpuści to mamy 1939 rok REAPLEY

europejczyk
piątek, 3 kwietnia 2015, 14:01

Stany Zjednoczonej Europy jako kraj a dopiero później jedna armia pod rozkazami jednego PREZYDENTA.

AS
piątek, 3 kwietnia 2015, 21:37

Już dawno pisałem musi powstać federacja europejska USE pod rządami jednego prezydenta który będzie zwierzchnikiem sił zbrojnych Europy Tylko tak Europa będzie silna i niezależna, globalizacja jest nieunikniona. USE wzmocni i uzdrowi Europę, zapewni przyszłość naszym dzieciom !

szamot
piątek, 3 kwietnia 2015, 16:16

Był podobny kraj.Jugosławia się nazywał.

Tweets Defence24