- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
- OPINIA
- DEFENCE PREMIUM
Czy należy przywrócić obowiązkowy pobór do wojska? [OPINIA]
W ostatnim czasie przybywa głosów dotyczących konieczności powrotu obowiązkowego poboru do służby wojskowej w Polsce. W związku z tym warto zastanowić się, czy na pewno, a jeśli tak, to w jakim celu.
Autor. mł. chor. Daniel Wójcik / 16. Dywizja Zmechanizowana
Współczesne Wojsko Polskie składa się z żołnierzy zawodowych, dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej i terytorialnej służby wojskowej. Kolejne polskie rządy przebijają się zapowiedziami zwiększenia liczebności armii w czasie pokoju. Równocześnie te same rządy nie są w stanie nowocześnie uzbroić i wyposażyć już służących w niej żołnierzy. Pomimo wielkich wydatków i programów modernizacyjnych nadal wiele jednostek wojskowych dysponuje sprzętem wojskowym pamiętającym czasy PRL. Najlepszym i chyba nieśmiertelnym przykładem jest kilkaset używanych bojowych wozów piechoty BMP-1, z których najnowszy został wyprodukowany w 1988 roku.
O ile Marynarka Wojenna i Siły Powietrzne nie rozrastają się liczebnie w jakiś wyraźny sposób, to zapowiedzi zmian dotyczą głównie Wojsk Lądowych. Obecnie ich podstawą są cztery dywizje. W trakcie formowania są dwie kolejne, ale według planów proces ten ma trwać jeszcze wiele lat. Sam pomysł ich powstania jest co najmniej zastanawiający. Powstają one na wschodzie Polski w warunkach „tymczasowych”, przeważnie bez podstawowego uzbrojenia, podczas gdy dwie dywizje stacjonujące w zachodniej Polsce coraz bardziej tracą na wartości bojowej. Najbardziej dotyczy to 12.Dywizji Zmechanizowanej, która oprócz batalionu czołgów T-72 nie dysponuje innymi nowoczesnymi czołgami. Wiele z jej batalionów zmechanizowanych wydaje się być pozbawionych nawet BMP-1.
W tym miejscu należałoby się zastanowić, co jest ważniejsze dla bezpieczeństwa państwa. Liczba żołnierzy pełniących obecnie służbę wojskową, czy zdolności bojowe WP jako całość. Niestety mówienie o tych zdolnościach jest trudne i często niemożliwe ze względu na wymogi zachowania tajemnicy państwowej. Ale o wzrastającej liczbie żołnierzy jest stosunkowo prosto mówić, co skwapliwie wykorzystują politycy wszystkich opcji.
Dodatkowo ani Ministerstwo Obrony Narodowej, ani Sztab Generalny WP, będący jego częścią, nie uważają za stosowne poinformowanie obywateli, do jakiego docelowego kształtu Sił Zbrojnych RP zmierzamy. Wydaje się, iż brak takiej informacji wynika z braku chętnych do podpisania ich swoim imieniem i nazwiskiem, a przede wszystkim wzięcia odpowiedzialności za ich realność oraz realizację. Bo przecież za kilka lat może się okazać, iż ze względów finansowych i demograficznych budowanie wielkiej armii jest nierealne, a rozwój bezzałogowych środków walki wręcz może odwrócić obecny trend.
Autor. plut. Anna Wolska / 1. Pomorska Brygada Logistyczna
Czy należy przywrócić pobór?
Ale wróćmy do zasadniczego pytania: czy należy przywrócić obowiązkowy pobór do Wojska Polskiego? Aby spróbować na nie odpowiedzieć, przede wszystkim należy zastanowić się w jakim celu miałby on być przywrócony. Obecnie i w najbliższej perspektywie czasowej mamy mieć armię zawodowo-ochotniczą. Po co więc poborowi? Zwolennicy poboru twierdzą, iż na czas wojny potrzebne są stale odtwarzające się zasoby rezerwistów.
To „oczywista oczywistość”, ale czy do odtwarzania rezerw potrzebny jest obowiązkowy pobór?
Obecnie WP liczy ponad 162 tys. żołnierzy zawodowych, około 17 tys. żołnierzy dobrowolnej służby wojskowej oraz około 38 tys. żołnierzy terytorialnej służby wojskowej. Razem prawie 220 tys. żołnierzy w czasie pokoju. Bez ogłoszenia mobilizacji w czasie wojny tylu samo, przy czym żołnierze terytorialnej służby wojskowej nie przebywają w swoich jednostkach okresowo, tylko stale.
W chwili ogłoszenia mobilizacji jednostki wojskowe istniejące w czasie pokoju powinny przejść na wojenne stany etatowe. Równolegle do tego powinien rozpocząć się proces formowania nowych jednostek na czas wojny, według ich wojennych stanów. Te zadania mobilizacyjne są oczywiście objęte tajemnicą państwową i publicznie nie jest znana liczba rezerwistów do zmobilizowania ani terminy, w których będą oni wzywani. Można tylko zastanowić się, o ile razy stan liczebny czasu wojny jest większy i możliwy do osiągnięcia od stanu liczebnego czasu pokoju.
Ilu żołnierzy planowano zmobilizować w czasach PRL
W ostatnich latach PRL etatowo wyglądało to następująco:
Autor. Zestawienie Jarosław Ciślak
Z powyższego zestawienia wynika, iż stosunek czasu wojny do czasu pokoju wahał się pomiędzy 2,14 a 2,17. Należy przy tym pamiętać, iż stany ewidencyjne czasu pokoju zawsze są mniejsze od stanów etatowych. A na czas wojny należy zrobić wszystko, aby one były tożsame. Nawet z uwzględnieniem strat ludzkich w wyniku prowadzonych działań zbrojnych, które muszą być na bieżąco uzupełniane z jednostek zapasowych.
Reasumując, można ocenić, iż stosunek liczby żołnierzy w czasie wojny do czasu pokoju wynoszący 3 do 1 jest minimalnym. Oznacza to, że przy obecnym stanie naszej armii w pierwszym etapie mobilizacji potrzebne byłoby powołanie co najmniej 440 tys. rezerwistów, a w kolejnych etapach wiele następnych tysięcy.
Autor. st. szer. Paulina Gibner / 15. Giżycka Brygada Zmechanizowana
Kto powinien być mobilizowany
Pierwszą grupą rezerwistów, którzy otrzymują w czasie pokoju przydziały mobilizacyjne, są lub powinni być oczywiście byli żołnierze zawodowi. Pomimo zakończenia służby, jeśli posiadają nadal odpowiednie warunki zdrowotne, powinni oni być regularnie szkoleni i obsadzani na stanowiskach wojennych zgodnie ze swoim wykształceniem i wyszkoleniem. Jeśli zadania mobilizacyjne wymagają zmiany specjalności wojskowej, to rezerwista powinien odbyć długotrwałe szkolenie w tym celu. Jest to szczególnie ważne w czasach, gdy postęp techniczny sprzętu wojskowego jest astronomiczny. Jeśli rezerwista nie będzie stale szkolony, to istnieje prawdopodobieństwo, iż po zmobilizowaniu po prostu nie będzie znał nowego sprzętu wojskowego.
Drugą grupą rezerwistów przewidzianych do mobilizacji są osoby, które nie były żołnierzami zawodowymi. W tym miejscu trzeba się zastanowić, czy obowiązkowy pobór jest najlepszą drogą do posiadania wystarczających rezerw ludzkich na czas mobilizacji. Odporność państwa na zagrożenia zewnętrzne budują wszyscy obywatele. Najważniejszą ich powinnością w tej dziedzinie jest płacenie podatków. Bo z tych podatków utrzymywana jest armia w czasie pokoju, kupowany sprzęt wojskowy oraz wypłacane świadczenia emerytalne i rentowe dla byłych żołnierzy.
Różnica pomiędzy ochotnikiem a przymusowym poborowym jest oczywista. Ochotnik idzie do wojska, bo chce i lubi być żołnierzem. Dlatego najważniejszym problemem do rozwiązania przez polityków i resort obrony narodowej jest stworzenie takiego systemu naboru ochotniczego, aby wystarczał on w kolejnych latach do tworzenia zasobu mobilizacyjnego. Ten system naboru ochotniczego musi być nie tylko wydolny liczebnie, ale przede wszystkim atrakcyjny. W Polsce są dziesiątki tysięcy młodych ludzi, którzy z chęcią weszliby do takiego systemu pod warunkiem, iż byłby on racjonalnie zorganizowany.
MON powinien dbać o takiego ochotnika od chwili jego zgłoszenia do czasu osiągnięcia przez niego górnego limitu wieku umożliwiającego udział w ćwiczeniach rezerwy. Część ochotników po odbyciu rocznej dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej stara się o przejście do służby zawodowej. Ale część, która odchodzi do cywila musi być zadbana przez resort. Powinni oni trafiać do zasobu rezerwistów, którzy cyklicznie powoływani są na ćwiczenia. Stale powinni mieć zgodną swoją specjalność wojskową z przydziałem mobilizacyjnym. Powinni znać sprzęt wojskowy, którym będą się posługiwali po ogłoszeniu mobilizacji. Powinni dobrze znać jednostkę, do której zostaną zmobilizowani lub która zostanie dla nich sformowana na czas wojny.
Taki model jest znany i stosowany w wielu europejskich armiach. Najlepszymi przykładami są państwa skandynawskie, które na czas pokoju mają stosunkowo niewielką liczbę żołnierzy, a na czas wojny dość mocno rozwijają swoje armie. W niektórych z tych państw nadal istnieją roczne limity powołań do służby niezawodowej, ale bardzo często są one wypełniane przez ochotników. W tych państwach żołnierze takiej „aktywnej” rezerwy cieszą się zaufaniem i poparciem w miejscach swojej pracy zarówno w administracji państwowej, jak i w firmach prywatnych. Z natury rzeczy nie mają oni żadnych problemów u swoich pracodawców w związku z cyklicznym odbywaniem różnego rodzaju szkoleń i ćwiczeń. Taki system jest mocno popularny wśród osób o wyższym wykształceniu. Dzięki temu, iż jest on rozsądnie przygotowany i realizowany w Skandynawii, dużą cześć rezerwistów stanowią kobiety.
Autor. Lithuanian MOD/X
Ale wracając do Polski. Duże polskie potrzeby mobilizacyjne są oczywiste. Wydaje się, iż najlepszym materiałem ludzkim do mobilizacji są przede wszystkim byli żołnierze zawodowi i ochotnicy. Od wieków wiadomo, iż z niewolników nie ma dobrych pracowników. Tak samo jest w przypadku żołnierzy. Ewentualna mobilizacja osób bez przeszkolenia wojskowego powinna być realizowana dopiero po wyczerpaniu wszelkich innych możliwości. A na pewno w Polsce tego jeszcze nie zrobiono. W najbliższych latach politycy i urzędnicy MON powinni skoncentrować się zarówno na pokojowym rozwoju organizacyjnym i liczebnym WP, ale również na przygotowaniu mobilizacji na czas wojny. A mobilizacja to nie tylko rezerwiści, ale również sprzęt z gospodarki państwowej i prywatnej, i inne świadczenia. Nie wolno również zapominać o problemie z odpowiednim przekazaniem informacji o mobilizacji. We współczesnych warunkach dużo spośród rezerwistów przebywa za granicą Polski i ich powiadomienie o mobilizacji oraz przemieszczenie się do kraju nie jest wcale tak oczywiste.
Szkoda tylko, iż na poziomie informacji jawnych tak mało Polacy wiedzą o mobilizacji i o tym, co ich czeka w przypadku wybuchu wojny. Ale to już zupełnie inny temat.


WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153