Geopolityka

Ekspert: Rosyjska polityka wobec NATO "obliczona na lata". Zachód nie może tracić czujności

  • Łukasz Kulesa jest dyrektorem ds. badań w European Leadership Network w Londynie Fot. Łukasz Kulesa/ELN.

Jeżeli ktoś uważa, że Rosjanie na pewno zaatakują terytorium Sojuszu (najczęściej mówi się o państwach bałtyckich), ale tylko czekają na odpowiednią okazję, to jednostki NATO które znajdą się na wysuniętych pozycjach muszą wydawać się niewystarczające do odparcia rosyjskiego ataku. Jeżeli jednak ktoś uważa, tak jak ja, że Rosjanie prowadzą pewnego rodzaju grę (...) to wtedy decyzje Sojuszu idą w dobrą stronę. - mówi w rozmowie z Defence24 Łukasz Kulesa, dyrektor ds. badań w think-tanku European Leadership Network.

Andrzej Turkowski: Od szczytu NATO w Warszawie dzieli nas kilka tygodni. Mając na uwadze dotychczasowe informacje przedostające się do sfery publicznej, czego możemy spodziewać się po tym spotkaniu?

Łukasz Kulesa, dyrektor ds. badań w think-tanku European Leadership Network: W mojej ocenie wśród państw sojuszniczych panuje zgoda, że działania Rosji wymagają odpowiedzi wojskowej ze strony NATO wychodzącej poza ustalenia poprzedniego szczytu w Newport, natomiast wciąż wypracowywane są jej techniczno-militarne szczegóły. Chodzi o to, by wola polityczna przybrała sensowny kształt, z wojskowego punktu widzenia.

Chodzi między innymi, o wydłużenie okresu stacjonowania poszczególnych jednostek na wschodniej flance, przy zachowaniu rotacyjnego charakteru tej obecności. Należy się tutaj spodziewać rozwiązań pozwalających na lepsze skoordynowania działań Sojuszu w poszczególnych państwach. Obecnie mamy bowiem do czynienia z sytuacją, kiedy w pewnych okresach, na przykład w czasie dużych ćwiczeń, sojusznicza obecność jest na bardzo wysokim poziomie, by następnie praktycznie zaniknąć.

W praktyce, wypracowywane rozwiązanie dotyczy utworzenia wielonarodowych batalionów, które stacjonować będą w państwach bałtyckich i w Polsce. W przeciwieństwie do Sił Odpowiedzi NATO, które są w każdym roku „odtwarzane” w innym składzie i z innym państwem wiodącym, taka jednostka ma działać w niezmienionym składzie przez co najmniej kilka lat.

Obserwujemy także dążenia do zapewnienia by jednostki wysuniętej obrony miały skład prawdziwie wielonarodowy. W praktyce oznacza to według mnie, że udział Amerykanów nie powinien przekraczać 50 proc. Oprócz Waszyngtonu, gotowość wzięcia na siebie odpowiedzialności za stworzenie trzonu batalionu zadeklarowały Londyn i Berlin. Trwa jednak swoista łapanka wśród innych państw członkowskich na sformułowanie jeszcze jednego batalionu. Dobrze że Polska także będzie miała swój udział, i że udało się zmobilizować państwa Grupy Wyszehradzkiej,

Wszystko wskazuje na to, że podczas szczytu usłyszymy także ostrzejszy język w odniesieniu do odstraszania jądrowego NATO. Sojusz przypomni, że w jego skład wchodzą mocarstwa atomowe i że atak z wykorzystaniem tego rodzaju broni, niezależnie od skali, spotka się z adekwatną odpowiedzią.

Jednocześnie, wydaje się, ze na szczycie zostanie także zarysowana druga, równoległa ścieżka otwartości na dialog i gotowości Sojuszu do wzmacniania systemu kontroli zbrojeń i środków budowy zaufania z Rosją, oczywiście w przypadku podobnej gotowości ze strony rosyjskiej.

Wreszcie, nie należy zapominać, że duże zaniepokojenie w NATO budzi także sytuacja na flance południowej. Co ciekawe jednak, w przeciwieństwie do postawy państw położonych na wschodniej flance, kraje Południa nie przedstawiły jak dotąd wyraźnego stanowiska, czego dokładnie oczekiwałyby od Sojuszu w kwestiach wojskowych. 

Czy jednak skala i kierunek spodziewanych decyzji można uznać za adekwatne do wyzwań dla Sojuszu, stwarzanych przez politykę Rosji?

Po pierwsze, należy bez emocji spojrzeć na okres 2014-2016 i dostrzec, że mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym wzmocnieniem obecności Sojuszu na wschodniej flance. Oczywiście, w Polsce i w innych krajach regionu narzekamy, że wszystkie te działania mają charakter uspokajania nas (assurance), a nie odstraszania Rosji (deterrence). Trzeba jednak przyznać, że mimo, że Rosja działała asertywnie, to jednak nie rzuciła Sojuszowi bezpośredniego wyzwania, na przykład atakując terytorium państwa członkowskiego.Czyli jednak było też odstraszanie.

Po drugie, ocena spodziewanych decyzji szczytu w Warszawie zależy od naszej analizy rosyjskich celów i możliwości ich realizacji. Jeżeli ktoś uważa, że Rosjanie na pewno zaatakują terytorium Sojuszu (najczęściej mówi się o państwach bałtyckich), ale tylko czekają na odpowiednią okazję, to jednostki NATO które znajdą się na wysuniętych pozycjach muszą wydawać się niewystarczające do odparcia rosyjskiego ataku.

Jeżeli jednak ktoś uważa, tak jak ja, że Rosjanie prowadzą pewnego rodzaju grę z Sojuszem, dążąc do jego osłabienia poprzez kreowanie wewnętrznych podziałów, lecz scenariusze ataku militarnego wydają się mało realistyczne, to wtedy decyzje Sojuszu idą w dobrą stronę.

W tym ujęciu, znacznie wysuniętej obecności polega na wyeliminowaniu możliwości popełnienia przez Rosjan katastrofalnego błędu, polegającego na złej ocenie politycznej gotowości NATO do obrony państwa członkowskiego. W momencie, kiedy na wschodniej flance będziemy mieli trwałą i znaczącą obecność żołnierzy amerykańskich, niemieckich czy francuskich, Rosjanie muszą zakładać, że ewentualny atak doprowadzi do konfliktu z wiodącymi państwami Sojuszu.

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z licznymi prognozami dotyczącymi nieuchronności wybuchu konfliktu zbrojnego między NATO a Rosją. Pisze o tym, m.in. były zastępca połączonych sił sojuszniczych w Europie. Jaka ocenia Pan trafność tych prognoz?

Różnego rodzaje raporty, oparte na grach wojennych, rzeczywiście wskazują, że w pewnych warunkach, na poziomie lokalnym mamy do czynienia ze zdecydowaną nierównowagą sił na korzyść Rosji. Mówił o tym też np. szeroko komentowany raport RAND. Wydaje mi się jednak, że większość z tych analiz nie poświęca wystarczająco dużo uwagi kwestiom politycznym i strategicznym. Zakładają one nagłe i radykalne działanie Rosji, które bierze się albo z "szaleństwa" i nieprzewiduwalności Putina, albo z przyjęcia założenia, że Rosjanie są graczami, którzy w pewnym momencie postawią wszystko na jedną kartę.

Moim zdaniem jednak, patrząc na rosyjskie decyzje o użyciu siły, rachunek zysków i strat jest dla rosyjskiego kierownictwa sprawą pierwszorzędną. I tak, o ile Gruzja i Ukraina nie były członkami NATO objętymi amerykańskimi gwarancjami bezpieczeństwa, o tyle państwa bałtyckie czy Polska znajdują się w całkiem innej sytuacji. Ryzyko, że w przypadku ataku, do gry włączą się Amerykanie i NATO tako takie, jest o wiele wyższe. Trudno mi wyobrazić sobie, jak bardzo zdesperowany musiałby być prezydent Putin, by zaryzykować przeprowadzenie operacji, mogącej przecież doprowadzić do wojny jądrowej. Argument, że zrobi to żeby „przetestować NATO” uważam za mało przekonywujący.

Jakie są wobec tego cele polityki rosyjskiej wobec Zachodu?

Rosja jest w trakcie swoistego "wybijania się na niepodległość". W ostatnich 20 latach traktowaliśmy Rosję jako element paneuropejskiego systemu bezpieczeństwa i partnera, który będzie przyjmować zachodnie reguły postępowania. W ostatnich latach Moskwa pokazuje jednak, że chce być uważana za odrębny ośrodek oddziaływania międzynarodowego. Mamy więc do czynienia z mocarstwem, które "rozpycha się" na poziomie regionalnym i globalnym i wykorzystuje słabości i luki w naszym systemie bezpieczeństwa. Nie wydaje mi się, by na Kremlu planowano odzyskanie kontroli nad "utraconymi" państwami Europy Środkowo-Wschodniej, będącymi członkami Unii Europejskiej i NATO. Ale Rosjanie będą bardzo mocno konkurować z wpływami Zachodu w tzw. wspólnym sąsiedztwie, i nie zawahają się przed użyciem siły i innych środków nacisku na Ukrainę, Gruzję, Mołdawię, także Białoruś i Armenię, jeżeli zmienią swoją politykę na bardziej pro-zachodnią.

Jaka powinna być odpowiedź Zachodu na te ambicje Moskwy?

Przede wszystkim Zachód nie może tracić czujności. Rosyjska polityka jest obliczona na kolejne lata i zakłada zarówno okresy eskalacji napięcia, jak i odprężenia.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że skończył się okres, kiedy uważaliśmy, że Kreml może być partnerem Zachodu, który podziela nasze wartości i ma podobne cele w polityce międzynarodowej. W tej nowej rzeczywistości, kiedy nasze cele polityczne są rozbieżne, najważniejszym zadaniem jest wypracowanie nowych reguł, w ramach których będą się kształtować wzajemne stosunki. Chodzi o to, żeby konfrontacja między Rosją a Zachodem stała się bardziej przewidywalna i „cywilizowana”.

W sferze wojskowej chodzi o wzmocnienie systemu kontroli zbrojeń i przejrzystości działań wojskowych, a także unikania incydentów, które mogą prowadzić do eskalacji. W sferze niewojskowej – kontynuacja nacisków na Rosję, by zmieniła swoją politykę wobec Ukrainy, w tym uzależnianie zniesienia sankcji UE od rewizji tej polityki. Przy czym cele te wykraczają oczywiście poza horyzont warszawskiego szczytu NATO. 

Czy po warszawskim szczycie Sojuszu należy spodziewać się radykalnych działań odwetowych ze strony Kremla?

Z pewnością reakcja Kremla będzie negatywna, a postanowienia NATO zostaną wykorzystane propagandowo. Natomiast jej skala i to, czy konkretne decyzje będzie wprowadzać dodatkowe zagrożenie dla Polski i Sojuszu, zależeć będzie od oceny Kremla, czy stronie rosyjskiej bardziej opłaca się w najbliższym czasie eskalacja kryzysu, czy też przejściowe uspokojenie sytuacji. Innymi słowy, będzie elementem szerszej polityki wobec Zachodu. W tym kontekście dodatkowym czynnikiem, wpływającym na poczynania Moskwy, będą rezultaty wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Rosjanie wiedzą, że jeżeli będą grać zbyt ostro, to nowy prezydent nie będzie miał innego wyboru niż dalsze wzmocnienie obrony państw NATO i zaangażowania USA w Europie.

Do „wariantu łagodnego” zaliczyłbym przedstawienie działań planowanych niezależnie od rezultatów szczytu – w tym przerzucania ludzi i sprzętu wojskowego na zachodnie granice Rosji, modenizacji armii, czy dodatkowych ćwiczeń – jako odpowiedzi na decyzje Sojuszu. Z kolei ewentualne zmiany w doktrynie jądrowej a także w rozmieszczeniu sił jądrowych bliżej granic Sojuszu, byłoby działaniami o charakterze silnie eskalującym. 

Dużo miejsca w polskiej debacie publicznej poświęca się ocenie polityki wobec Rosji najważniejszych państw europejskich, na czele z Niemcami. Z jednej strony mamy do czynienia z projektem Nord Stream 2, który uderza w interesy Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej ale też osłabia politykę energetyczną UE, a z drugiej, słyszymy zapowiedzi stacjonowania niemieckich żołnierzy na wschodniej flance NATO – choć według doniesień ich liczba będzie mocno ograniczona. Jak, z polskiego punktu widzenia, wypada bilans tych działań?

Mimo, że wiele posunięć europejskich członków NATO można i należy oceniać krytycznie, to nie można zapominać, że udało nam się zachować jedność sojuszniczą w podejściu do Rosji. Amerykanie oczywiście objęli rolę lidera i ich działania są najbardziej widoczne, ale pozostałe państwa także uczestniczą we wzmacnianiu zdolności odstraszania Sojuszu. Jest to szczególnie istotne w przypadku takich państw jak Niemcy, które przebyły bardzo długą drogę w zakresie polityki wobec Rosji. Jeżeli niemieccy żołnierze rzeczywiście znajdą się na flance wschodniej w wyniku decyzji szczytu w Warszawie, będzie to bardzo wyraźny sygnał, że Berlin nie zamierza akceptować nowej rosyjskiej polityki.

Wydaje mi się, że powinniśmy te pozytywne zmiany pielęgnować, a więc nie tylko krytykować europejskich sojuszników za to że nie robią więcej, ale też chwalić za to, co zrobili do tej pory. Musimy też zdawać sobie sprawę, że część państw Sojuszu jest zaangażowana w operacje w innych częściach świata, na przykład w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, więc ich obecność na wschodniej flance będzie ograniczona.

Sporo państw sojuszniczych, w tym Niemcy, postuluje politykę dwutorowości wobec Rosji. Nie sprzeciwiają się budowie i wzmacnianiu środków odstraszania, ale chcieliby, żeby NATO miało otwartą ofertę dialogu z Rosją. Celem naszego działania nie powinno być blokowanie wszelkiego rodzaju kontaktów, lecz dążenie do tego, by dialog nie odbywał się kosztem, lecz równolegle do wzmocnienia odstraszania.

Jesteśmy na dobrej drodze do przyjęcia w Warszawie decyzji trwale wzmacniających potencjał odstraszania Sojuszu oraz wyznaczających realistyczne cele na kolejne lata. Jeżeli będziemy dezawuować te decyzje jako niewystarczające albo skupiać się na podziałach w Sojuszu, sami sobie zaszkodzimy. Bo możemy być pewni że Rosjanie uważnie słuchają i wyciągają wnioski.

Dziękuję za rozmowę. 

Komentarze