Biden: "niezachwiane zobowiązania" do obrony Japonii. Ważna deklaracja ws. nuklearnego odstraszania

28 stycznia 2021, 13:28
43009203334_31a8ee6d9d_k
Fot. Petty Officer 3rd Class Dylan Ki/U.S. Navy
Reklama

Prezydent USA Joe Biden zapewnił w czwartek japońskiego premiera Yoshihide Sugę o „niezachwianym zobowiązaniu” jego kraju do obrony Japonii – podała agencja Kyodo, opisując pierwszą rozmowę telefoniczną obu przywódców.

Według japońskiej agencji Sudze zależy na zacieśnianiu więzi z Bidenem w czasie rosnących wyzwań dla bezpieczeństwa, w tym rozbudowy sił zbrojnych Chin oraz zbrojeń jądrowych i rakietowych Korei Północnej.

Suga i Biden zgodzili się, co do konieczności całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Biden potwierdził też zobowiązanie do zapewniania Japonii „rozszerzonego odstraszania” – poinformował w oświadczeniu Biały Dom, odnosząc się do obejmującego Japonię „parasolu nuklearnego” USA, czyli obietnicy odpowiedzi na ewentualny atak jądrowy na ten kraj.

Kyodo podkreśla, że Biden potwierdził między innymi zobowiązanie USA do obrony kontrolowanych przez Japonię bezludnych wysp na Morzu Wschodniochińskim, o które Tokio spiera się z Pekinem. Japończycy nazywają te wyspy Senkaku, a Chińczycy – Diaoyu.

image
Reklama

„Chciałbym pogłębić moje osobiste relacje z prezydentem Bidenem i pracować na rzecz wzmocnienia sojuszu japońsko-amerykańskiego” – powiedział reporterom Suga po około 30-minutowej rozmowie z prezydentem USA. Wyraził nadzieję, że będzie mógł złożyć wizytę w tym kraju tak szybko, jak to możliwe.

Biden podziękował Sudze, że zgodził się przeprowadzić rozmowę po północy czasu tokijskiego. Obaj przywódcy uzgodnili, że będą się nazywać po imieniu, Yoshi i Joe, aby zademonstrować „bliskość w relacjach dwustronnych ich krajów” – podało Kyodo.

Poprzedni prezydent USA Donald Trump wystawiał na próbę relacje z Japonią i Koreą Południową, domagając się od nich zwiększenia opłat za utrzymanie stacjonujących tam amerykańskich wojsk. Rozważał również, wycofanie części żołnierzy. Biden zapowiedział, że odbudowa relacji z sojusznikami będzie jednym z jego priorytetów.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 14
Reklama
Zzx
piątek, 29 stycznia 2021, 11:36

Wyspy Diaoyu są chińskie, a archipelag Ryukyu będzie wolny jak dawniej.

gliwiczanin
piątek, 29 stycznia 2021, 10:55

A co gdyby Chiny wypowiedziały wojnę Tajwanowi ? USA by oczywiście pomogło by bronić wyspy bo to leży w ich interesie. A sama wojna nie byłaby przesądzona, bo jeśli Chiny rzucą większość środków do walki z Tajwanem i USA to wtedy Indie mogłyby spokojnie zająć cały Kaszmir o który spierają się z Chinami oraz pokusić się o wyzwolenie Tybetu z niewoli co pewnie zyskałoby aprobatę części świata. A XIV Dalajlama mógłby w końcu swobodnie rządzić w swoim krajem. Natomiast Japonia zajęłaby wszystkie wyspy o które spiera się z Chinami przy okazji niszcząc ich sztuczne wyspy. A i pewnie razem z Koreo Południową rozwiązano by problem Korei Północnej niszcząc przy użyciu lotnictwa niebezpiecznych dla nich instalacji wojskowych w komunistycznym kraju. W każdym razie jakakolwiek otwarta wojna może doprowadzić do rozwinięcia konfliktu o całą Azję i nie tylko, bo jeśli USA zaangażuje wszystkie swoje środki w Azji to kto obroni małe kraje Bałtyckie i Europę przed Rosją?

taka prawda
piątek, 29 stycznia 2021, 06:55

Amerykańskie okręty wojenne toną, bazy płoną, a F-35 stoją zniszczone na lotniskach – ponoć tak właśnie przedstawia się obraz wojny USA z Chinami lub Rosją według prowadzonych przez think tank RAND gier wojennych. We wszystkich badanych scenariuszach Amerykanie ponoszą wysokie straty i nie są w stanie udzielić pomocy będącym w tarapatach sojusznikom. W razie konfliktu zbrojnego w Azji, na przykład chińskiej inwazji na Tajwan, Stany Zjednoczone miałyby siedemdziesiąt dwie godziny na wyeliminowanie z walki 350 jednostek chińskiej marynarki wojennej i straży wybrzeża. W razie konieczności przyjścia z pomocą zaatakowanym przez Rosję krajom nadbałtyckim musiałyby zaś zniszczyć 2400 sztuk rosyjskiej broni pancernej. Trudno byłoby tego dokonać, jeśli słabo chronione przed atakiem z powietrza amerykańskie brygady zmechanizowane trafiłyby pod zmasowany ogień wrogiej artylerii rakietowej, bezzałogowców i śmigłowców szturmowych. Równie mało szans na przetrwanie miałoby wszystko, co wymaga długich pasów startowych czy dużych składów paliw albo porusza się na powierzchni wody. Kolejną kwestią, na którą zwracają uwagę eksperci, jest podatność amerykańskich sieci komputerowych, łączności satelitarnej oraz systemów ostrzegania i dowodzenia na zakłócanie i cyberataki. Szacują oni, że wobec dużego natężenia działań wrogich hakerów i oddziałów walki elektronicznej działanie tych systemów mogłyby zostać mocno ograniczone, jeśli nie sparaliżowane całkowicie. David Ochmanek, jeden z analityków RAND, i Robert Work, były zastępca sekretarza obrony, twierdzą, że wysokich strat Amerykanów w ewentualnej przyszłej wojnie można jednak uniknąć. Do tego powinna zaś wystarczyć kwota 24 miliardów dolarów rocznie, co stanowi 3,3% proponowanego przez prezydenta Trumpa budżetu Pentagonu na rok fiskalny 2020. No co amerykańskie wojsko powinno przeznaczyć takie fundusze? Przede wszystkim na zakup broni kierowanych, zarówno ofensywnych, jak i defensywnych. Skoro Stanom Zjednoczonym brakowało ich w starciach z takimi przeciwnikami jak Libia czy Serbia, tym bardziej mogłyby one nie podołać prowadzeniu wojny z wrogami dysponującymi rozbudowaną bazą przemysłową. Na dłuższą metę, zdaniem Ochmanka, warto także inwestować w broń laserową, mikrofalową, działa elektromagnetyczne oraz systemy zakłócające i chroniące przed zakłóceniami. Work dodaje do tego konieczność rozwoju programów z zakresu sztucznej inteligencji, takich jak lojalny skrzydłowy.

bender
piątek, 29 stycznia 2021, 20:34

"Amerykańskie okręty wojenne toną, bazy płoną, a F-35 stoją zniszczone na lotniskach – ponoć tak właśnie przedstawia się obraz wojny USA z Chinami lub Rosją według prowadzonych przez think tank RAND gier wojennych." To może być początek starcia w czarnym scenariuszu. Ale w realu, jakby wojna miała nastąpić jutro, to czym mieliby zadać te straty? Iskanderami? Bronią hipersoniczną, która dalej jest w fazie rozwoju? Na czym miałaby polegać trudność zniszczenia 2400 czołgów? Za mało amunicji? Saddam też miał ponad 2000 czołgów. Rosjanie mają potencjał dominacji tylko na wąskim pasku granicy z NATO, nie na jej całości, a Chiny nie są gotowe nawet na starcie z Tajwanem, a co tu mówić o rzuceniu rękawicy USA. Ale jak mówimy o 24 mld USD, to faktycznie dobrze uderzyć w alarmistyczny ton. Oczywiście zgadzam się z opinią Ochmanka: należy inwestować w nowe technologię, to jedyny sposób na utrzymanie a nawet pogłębienie przewagi.

bender
piątek, 29 stycznia 2021, 11:50

Rosyjskie Su-57 nie spadają, ogień czołgów trafia do celu, bohaterscy i dobrze wyszkoleni żołnierze w heroicznej walce pokonują przeciwnika, logistyka działa - ponoć tak właśnie wygląda mokry sen Putina. Sen Xi jest zresztą podobny. Na szczęście to tylko sny.

Matnet
czwartek, 28 stycznia 2021, 18:01

W zapewnienia tego prezydenta można wierzyć jak w demokracje w Rosji. Właśnie zostawił arabskich sojuszników na pastwę Iranu

bender
piątek, 29 stycznia 2021, 11:44

I teraz Iran wszystkich pożre? Bardziej wierzę Bidenowi niż Trumpowi, zwłaszcza po numerze z Kurdami.

Niuniu
czwartek, 28 stycznia 2021, 16:48

Na zdjęciu za wspaniałym lotniskowcem podąża tak na oko ze 40 okrętów. Do tego zapewne jakieś łodzie podwodne. Straszne koszty. Nic dziwnego, że prawie 800 mld dolarów rocznie nie wystarcza USA na takie zabawy. Ta wspaniała armada amerykańska ćwiczyła wraz z japońskimi niszczycielami wspólne sojusznicze manewry w okolicach Filipin. Po czym nowa administracja skierowała pokazany na zdjęciu zespół uderzeniowy amerykańskiej floty do demonstrowania u wybrzeży Chin amerykańskiej woli "zapewnienia wolności żeglugi" i ozywiście wsparcia dla Japonii. tyle tylko, że już bez japońskich niszczycieli. japońskie okręty po ćwiczeniach na filipińskich wodach odłączyły się od amerykańskich okrętów i powróciły do japońskich portów. Czyżby sojusznicza Japonia nie chciała wesprzeć bezpośrednim udziałem swych okrętów, śmiałych działań amerykanów? Spór o "wolność żeglugi" na morzu południowo chińskim to nie problem Japonii?

baba
piątek, 29 stycznia 2021, 09:38

Japonii i Tajwanu nie łączy formalny sojusz, więc taka demonstracja byłaby niepotrzebna.

Monkey
czwartek, 28 stycznia 2021, 16:05

Dla Japonii najlepsza droga to rozbudowa sił lotniskowcowych, jak było za cesarza Hirohito i dążenie do własnej broni nuklearnej. USA na razie wesprą, ale będzie nastepny prezydent (z racji wieku mniemam, że Joe Biden nie będzie ponownie kandydował, chociaż kto wie, trzyma się dobrze na razie) i priorytety się moga w USA zmienić.

piątek, 29 stycznia 2021, 07:20

Oni o tym dobrze wiedzą

Eee tam
czwartek, 28 stycznia 2021, 15:32

Trump tylko mówił że stawia opór Chinom a Biden to robi. Taka drobna różnica.

Fak sejk
czwartek, 28 stycznia 2021, 22:03

Naprawdę? A co takiego Biden "robi"? A o czym takim Trump tylko mówił, a nie robił?

HekThor
czwartek, 28 stycznia 2021, 15:23

II wojna światowa... USA-Japonia vs. ZSRR-kraje po przyjacielsku wyzwolone spod jarzma faszyzmu.

Tweets Defence24