- WIADOMOŚCI
Analityk PISM o Radzie Pokoju: hybryda prawa międzynarodowego i prywatnej fundacji
Powołana przez prezydenta USA Rada Pokoju została usankcjonowana przez ONZ jako organizacja międzynarodowa, zarazem pozycja Donalda Trumpa imiennie wskazanego jako przewodniczącego, przypomina prywatną fundacją znaną w prawie amerykańskim; ewentualne członkostwo w Polsce wymagałoby zgody wyrażonej w ustawie – wskazał w rozmowie z Defence24.pl Rafał Tarnogórski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
W czwartek na Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos Trump zainaugurował działalność powołanej przez siebie Rady Pokoju. Państwa członkowskie mają być wybierane przez Trumpa na trzyletnie kadencje, o ile nie zapłacą ponad miliarda dolarów w gotówce za stałe członkostwo w Radzie, której Trump jest dożywotnim prezesem. Wśród zaproszonych do Rady Pokoju przywódców znalazł się prezydent Karol Nawrocki, który wziął udział w inauguracji Rady, ale nie złożył podpisu pod dokumentem założycielskim.
„Nazwę Rady Pokoju po raz pierwszy wymienia rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ i upoważnia ją do wdrożenia kompleksowego planu odbudowy Gazy, zaproponowanego przez prezydenta Donalda Trumpa. Nie wspomina, jak Rada Pokoju ma funkcjonować, ale określa ją jako organizacje międzynarodową z odrębną osobowością prawną. To sytuuje tę organizację z punktu widzenia prawa międzynarodowego i stosunków międzynarodowych jako niezależny, odrębny podmiot. Oznacza to, że Rada Pokoju może zaciągać zobowiązania i zatrudniać funkcjonariuszy, którzy mogą się cieszyć – podobnie jak w przypadku innych organizacji międzynarodowych – immunitetami” – powiedział Tarnogórski.
Przystąpić? Konstytucja określa procedurę
Podkreślił, że decyzja, czy przystąpić do Rady Pokoju to kwestia jasnych, określonych przepisów naszej konstytucji. „Skoro mamy do czynienia z organizacją międzynarodową, kwestię wstąpienia do niej jasno określa Konstytucja RP, która w art. 89.1 stwierdza, że »ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie«, po dyskusji przeprowadzonej w parlamencie” – zaznaczył.
„Jeśli chodzi o nasze procedury wewnętrzne, sytuacja jest jasna. Natomiast dla mnie jako prawnika międzynarodowego sprawa nieco się komplikuje, jeśli spojrzymy na tę umowę i organizację właśnie z perspektywy tego prawa. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Próbowałem znaleźć odpowiednik w historii prawa międzynarodowego i historii stosunków międzynarodowych i nie udało mi się” – przyznał redaktor prowadzący „Biuletynu PISM” i „Komentarzy PISM”, były sekretarz redakcji „Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego”, w 2008 r. doradca polskiej delegacji na 63. sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Ekspert zwrócił uwagę, że Rada początkowo miała się zajmować problemem Strefy Gazy, ale powołujący ją dokument o Gazie nie wspomina. „Interesująca jest geneza tej organizacji. Jak wspomniałem, jej źródłem jest plan prezydenta Trumpa rozwiązania kwestii Strefy Gazy, wsparty poprzez formalne głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa wiążącą rezolucja z 17 listopada ub. r. Do tego punktu wszystko jest lege artis, ale w rezolucji stosunkowo wąsko został określony mandat tej organizacji – celem jej powołania jest rozwiązanie jednego problemu – wdrożenia planu dla Strefy Gazy. Ale jeśli spojrzymy na dokument nazwany »Kartą Rady Pokoju« – to bez wątpienia nawiązanie do Karty Narodów Zjednoczonych – nie ma w nim mowy o Gazie” – zauważył.
Przywołał odpowiedź na deklarację prezydenta Francji Emmanuela Macrona o niepodpisaniu karty Rady Pokoju - Donald Trump stwierdził wtedy, że potrafi użyć argumentów, które zmuszą Francję by przystąpiła do Rady. „Niewątpliwie to byłoby sprzeczne z prawem międzynarodowym - nie można zostać zmuszonym do członkostwa w organizacji międzynarodowej; to zawsze jest dobrowolne” – zaznaczył.
Miliardowa składka, zerowe uprawnienia
Zdaniem Tarnogórskiego szukanie porównań do Karty NZ czy teza, że ta instytucja miałaby zastąpić Radę Bezpieczeństwa ONZ są na wyrost. Analityk zwrócił także uwagę na kwestię członkostwa w Radzie – które nie jest otwarte, lecz następuje na zaproszenie.
„Niespotykana jest także pozycja przewodniczącego. Można ją porównać tylko do – niepochodzącej z prawa międzynarodowego – amerykańskiej instytucji private foundation. Członkostwo w niej można np. wykupić, wnosząc określony wkład w gotówce. Być może to taka instytucja prawna była inspiracją dla prezydenta USA. Mamy więc do czynienia z rodzajem hybrydowego instrumentu, stworzonego na poły na wzór prywatnej fundacji znanej prawu amerykańskiemu, a jednocześnie będącej pełnoprawną organizacją międzynarodową, której członkami są suwerenne państwa” – scharakteryzował Radę.
Jak zaznaczył, przewodniczący jest określony z imienia i nazwiska jako Donald J. Trump i ma władzę ostateczna nad tą organizacją. „Według jednego z przepisów karty Rady Pokoju ostatecznej wykładni postanowień umowy dokonuje przewodniczący, który ma też prawo jednoosobowo wyznaczyć swojego następcę. De facto ta organizacja, jej uprawnienia i to, co będzie robiła, zależą od tego, co powie 47. prezydent Stanów Zjednoczonych” – dodał.
Nawiązał również do dyskusji o wkładzie finansowym, wynoszącym miliard dolarów w zamian za stałe członkostwo. „Opinia publiczna może to kojarzyć ze stałym członkostwem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ale tam stałe członkostwo wiąże się z prawem weta, w tej organizacji - oprócz stałego, nie trzyletniego członkostwa - państwo nie uzyskuje żadnych dodatkowych uprawnień. Dlatego uważam, że to kompilacja postanowień prywatnej fundacji włożonej w rzeczywistość prawa międzynarodowego” – powiedział.
„Czy to będzie powodowało problemy? Myślę że tak. Czy większe niż to, co prezydent Trump prezentował do tej pory, np. w kwestii Grenlandii? Mam nadzieję, że nie, ale nie mogę tego wykluczyć” – przyznał Tarnogórski.
Do członkostwa w Radzie prezydent Stanów Zjednoczoncyh zaprosił 60 krajów. Oprócz Trumpa dokument powołujący Radę Pokoju podpisali przedstawiciele 20 państw - Arabii Saudyjskiej, Argentyny, Armenii, Azerbejdżanu, Bahrajnu, Białorusi, Egiptu, Indonezji, Izraela, Kataru, Kazachstanu, Kosowa, Maroka, Pakistanu, Paragwaju, Turcji, Uzbekistanu, Węgier, Wietnamu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rosja, zaproszona do Rady, dotychczas nie podjęła decyzji.
Propozycję odrzucił prezydent Francji Emmanuel Macron. Trump zareagował groźbą obłożenia 200-procentowymi cłami francuskich win i szampanów. Minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul także odmówił wstąpienia RFN do Rady. Członkostwa odmówiły również Szwecja i Włochy. Norwegia nie wzięła udziału w ceremonii podpisania i oświadczyła, że nie wstąpi do Rady Pokoju, wskazując na znaczenie istniejących struktur, takich jak ONZ, i międzynarodowych zobowiązań.
Minister finansów Andrzej Domański powiedział w piątek, że w tegorocznym budżecie nie ma miliarda dolarów żądanych przez Trumpa za stałe członkostwo w Radzie Pokoju.


WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych