Geopolityka

10. rocznica bitwy w Karbali. Polscy żołnierze w oblężeniu i bez wsparcia obronili City Hall (video)

Dokładnie 10 lat temu rozpoczęły się największe i najkrwawsze starcia, w których brali polscy żołnierze od czasu II wojny światowej - w nocy z 3 na 4 kwietnia zaczęła się bitwa o City Hall w irackiej Karbali.

O bitwie w Karbali było cicho przez kilka lat i tak naprawdę o tym, co się wydarzyło w kwietniu 2004 r. Polacy dowiedzieli się dopiero z publikacji w „Gazecie Wyborczej” we wrześniu 2008 r, a więc ponad 4 lata po starciu. Nikt jednak do dzisiaj nie wyjaśnił, dlaczego żołnierze tam walczący nie zostali wyróżnieni krzyżami za odwagę. Może dlatego, że w City Hall nie walczył żaden generał.

Cisza przed burzą

W bitwie o City Hall wzięli udział żołnierze II zmiany, którzy w Iraku wylądowali w lutym 2004 r. Byli to ludzie z różnych jednostek, ale przede wszystkim z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej i 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej. Ich głównym zadaniem była ochrona prowincji Babil, Karbala i Wasit. Szczególnie ważna była sześćsettysięczna Karbala, nie tylko z powodu tego, że jest to święte miasto szyitów, ale również przez swoje strategiczne położenie. Polacy zostali rozlokowani m.in. w bazie „Lima” i „Juliet”, która została ulokowana przy granicach miasta.

Zasadniczo w Karbali było spokojnie, ale sytuacja się zmieniła na początku kwietnia, po przybyciu do tego miasta kilku milionów pielgrzymów na święto Aszura. Razem z nimi pojawiła się uzbrojona „milicja religijna” pod kierownictwem szyity Muktada as Sadr – dowódcy Armii Mahdiego. Amerykański wywiad przekazał Polakom, że terroryści związani przede wszystkim z As Sadrem zamierzają przeprowadzić serię zamachów na pielgrzymów, by pokazać, że wojska koalicji nie panują nad porządkiem w mieście. Przyszedł też rozkaz, że za wszelką cenę ma być obroniona siedziba władz całej prowincji i policji irackiej, która wraz z aresztem mieściła się w zbudowanym z cegły i kamienia budynku ratusza - City Hall. Krwawe starcie, które tam miało miejsce nazwano później „Bitwą o City Hall”.

Początek starcia

O tym, że sytuacja staje się napięta świadczyła nieudana próba sforsowania posterunku pod Karbalą przez autobus 2 kwietnia. Polscy żołnierze zabili kierowcę, ale samochód wpadł w tłum raniąc jednego Polaka i kilkunastu Irakijczyków. Zaczęli również dezerterować iraccy żołnierze i policjanci opuszczając m.in. posterunki przy drogach. 3 kwietnia zaczęły wybuchać bomby w mieście, w których prawdopodobnie zginęło 140 osób a ponad 200 zostało rannych. Wtedy na ulicę wyszły duże grupy uzbrojonych Irakijczyków.

Dla Polaków był to sygnał, że wybiła Godzina W. Walka się zaczęła, gdy na wezwanie o wsparcie od komendanta miejscowej policji Polacy wysłali do City Hall oddział szybkiego reagowania (QRF) z bazy „Juliet” pod dowództwem por. Kląskały.

Bitwa

Starcie rozpoczęło się około godziny pierwszej w nocy 4 kwietnia. Było ono tak intensywne, że trzeba było szybko dostarczyć amunicję. Do City Hall przedarł się konwój 4 samochodów typu Honker (w tym sanitarka z pielęgniarką ze szpitala z bazy „Lima”) oraz 14 żołnierzy z grupy szybkiego reagowania z bazy „Lima”. O tym jaki to wyczyn niech świadczy praktycznie brak opancerzenia w samochodach, które przedzierały się ulicami pełnymi uzbrojonych Irakijczyków.

Później z niewiadomego powodu wycofano z City Hall żołnierzy z grupy QRF „Juliet” i w ratuszu pozostało 15 polskich i ośmiu bułgarskich żołnierzy z bazy „Kilo”, polska pielęgniarka i dwa pojazdy BRDM-2. Przez cały dzień 4 kwietnia trwała seria krwawych zamachów. Z ratusza zaczęli dezerterować iraccy policjanci. W budynku ostatecznie pozostało około 50 żołnierzy (30 polskich i 20 bułgarskich). Nocą z 4 na 5 kwietnia rebelianci ruszyli do zmasowanego ataku. Polacy obsadzili pietra, Bułgarzy bronili parteru.

Według nieoficjalnych szacunków zginęło wtedy ponad 80 rebeliantów, natomiast obrońcy nie ponieśli żadnych strat. Podobny bilans był podczas wszystkich szturmów odpartych przez kolejne trzy noce (napastnicy próbowali się dostać do ratusza tylko pod osłoną ciemności). Oficjalnie tylko jeden z Bułgarów został ranny w pośladek. Dopiero czwartego dnia, gdy zaczęło już brakować amunicji i żywności do City Hall przedarli się z odsieczą komandosi z 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej. Wtedy też rebelianci zrezygnowali z dalszych ataków.

Obrona była skuteczna, chociaż trudna. Wyczyn był tym większy, że Polacy mieli np. tylko jeden karabin maszynowy z noktowizorem i nie było też można wezwać na odsiecz polskich śmigłowców, bo te nie były przygotowane do działań w nocy.

Krzyż Walecznych

Jak się a bitwa zakończyła dla obrońców najlepiej opowiada fragment publikacji z „Gazety Wyborczej”: „…Niedługo potem do City Hall przyjeżdża z Babilonu dowódca polskiego kontyngentu generał Mieczysław Bieniek. Czerwony beret, nienaganne wąsy, odprasowany mundur, okulary w stylu "Top Gun" i amerykańskie gwiazdki generalskie na polskim uniformie. Razem z nim jest telewizja, która pokaże później z Karbali migawkę z generałem, co się kulom nie kłania…”.

Natomiast obrońcy City Hall nie dostali po bitwie, ani odznaczeń amerykańskich, ani polskich. Foksy (bo tak nazywano polskich żołnierzy od kryptonimu radiowego, jaki używali łącząc się ze stanowiskiem dowodzenia) zostaliby zupełnie zapomniani, gdyby nie dziennikarze i filmowcy. To oni wyciągnęli tą sprawę i wtedy na odczepnego wręczono żołnierzom Gwiazdy Iraku, która w rzeczywistości jest bardziej medalem pamiątkowym niż odznaczeniem za odwagę. Dowodzący obroną kapitan Kaliciak został wyróżniony natomiast tytuł „żołnierza roku” – co ciekawe dopiero w 2009 roku.

A przecież w Polsce nadaje się również Krzyż Walecznych, który jest odznaczeniem wojennym i stanowi nagrodę za czyny męstwa i odwagi wykazane w boju. Za bitwę o Karbalę nie dostał go żaden z walczących tam żołnierzy. A szkoda.

Komentarze