- WIADOMOŚCI
„Ukraińskie świnie” i szkolenia wojenne. Rosyjski Czerwony Krzyż we krwi [ANALIZA]
Instytucja „Czerwonego Krzyża” pojawiająca się w Konwencji Genewskiej jest wykorzystywana przez Federację Rosyjską do szkolenia młodzieży na wojnę przeciw Ukrainie oraz poniżania ukraińskich jeńców. Otrzymuje międzynarodowe pieniądze, ułatwiając okupację Ukrainy.
Autor. redcrossru/telegram
Dziennikarstwo śledcze serwisu „Meduza” odkryło prawdę na temat mrocznej strony „Rosyjskiego Czerwonego Krzyża”. Na wstępie należy zaznaczyć, że Rosyjski Czerwony Krzyż (RKK) był bliski delegalizacji. Pamiętajmy, że to właśnie „Czerwone Krzyże” formowane przez różne państwa są zalegalizowanymi humanitarnymi instytucjami, które pojawiają się w Konwencji Genewskiej oraz innych dokumentach prawa międzynarodowego, mogących operować na terytorium objętym konfliktem zbrojnym lub kryzysami. Są pod ochroną w czasie wojny. Charakterystyczny symbol czerwonego krzyża w białym kole kojarzy się z pomocą humanitarną w czasie wojny oraz znakiem identyfikacyjnym chroniącym wolontariuszy, których celem jest pomaganie ofiarom. W przypadku Rosji – nic bardziej mylnego. Zaznaczę także, że analogicznie w państwach muzułmańskich jest to tzw. „Czerwony Półksiężyc”. Co prawda, Rosja carska, radziecka i putinowska szerokim łukiem omijała konwencje wojenne, ale korzystne dla swoich celów zapisy w tych dokumentach starała się wykorzystywać. Dlatego też funkcjonuje „Rosyjski Czerwony Krzyż”, którego międzynarodowa legitymacja do działania w warunkach wojennych jest korzystna dla Kremla. Problem w tym, że po pierwsze – Rosyjski Czerwony Krzyż nie może funkcjonować formalnie na Ukrainie, a po drugie – nie zajmuje się tym, do czego został teoretycznie powołany.
1 lutego w Rosji w życie weszła nowelizacja przepisów dotyczących tzw. Wszechrosyjskiej Organizacji Publicznej Rosyjskiego Czerwonego Krzyża. Dlaczego Putinowi tak bardzo zależało, by uregulować status tej organizacji? Wynika to z sytuacji zewnętrznej i wewnętrznej Federacji Rosyjskiej. Nad RKK zbierały się czarne chmury, ponieważ kolejne dziennikarskie śledztwa wykazywały, że jest to organizacja skrajnie proputinowska, włączająca się nawet w militaryzację rosyjskiego społeczeństwa. RKK uczestniczył m.in. w militarystycznym kursie dla młodzieży „Zarnitsa 2.0” (Błyskawica 2.0), o którym pisałem jako jeden z nielicznych polskich dziennikarzy. „Błyskawica” to masowe szkolenie młodych Rosjan przygotowujące ich na udział w wojnie na dużą skalę z wykorzystaniem dronów. Finałem „Błyskawicy” jest poligon pod okiem weteranów tzw. Specjalnej Operacji Wojskowej, gdzie młodzież wykazuje się w udawanym szturmie na ukraińskie pozycje. Choć Kreml wykorzystuje RKK niczym jedną ze swoich propagandowo-szkoleniowych instytucji, to status tej organizacji sprawia, że Rosja ściągnęła na siebie kontrolę.
Zauważmy, że RKK jest jedną z nielicznych nieobjętych sankcjami międzynarodowymi – co wymusza Konwencja Genewska – rosyjską organizacją. W międzyczasie, w dawnych – z perspektywy Rosji – tzw. republikach ludowych, w Ługańsku i Doniecku oraz w okupowanym Chersoniu i „na uchodźctwie” pod Zaporożem (twierdząc, że jest organizacją z miasta Zaporoże) utworzono oddziały Rosyjskiego Czerwonego Krzyża. Były to głównie: regionalna organizacja publiczna „Towarzystwo Czerwonego Krzyża w Ługańskiej Republice Ludowej”, regionalna organizacja publiczna „Donieck Czerwony Krzyż” oraz regionalna organizacja publiczna „Czerwony Krzyż Zaporoża”. Ponadto na okupowanych terytoriach wschodniej Ukrainy funkcjonowały organizacje różnego autoramentu identyfikujące się czerwonym krzyżem zarezerwowanym wyłącznie dla uznanej przez Konwencję Genewską organizacji. Wynikało to z faktu, że agencja TASS – nie znając przepisów – pochwaliła się, że Rosyjski Czerwony Krzyż działa na okupowanych terytoriach Ukrainy. Gdy zorientowano się, że RKK grożą za to sankcje – depeszę przeredagowano i stworzono nagle podobne z nazwy donbaskie efemerydy. Tym samym także Federacja Rosyjska złamała prawo, bo nielegalna jest podzielność organizacji.
Teraz Putin ogłosił, że likwiduje te organizacje. Decyzja Putina wpisuje się w prowadzony od 2023 roku ruch centralizacji tzw. Specjalnej Operacji Wojskowej, czego jednym przejawów jest ograniczenie autonomicznych wolontariuszy i zbiórek, a także zmonopolizowanie tego ruchu przez Kreml. Ponadto formalnie Putin inkorporował tzw. republiki ludowe w skład Federacji Rosyjskiej, więc wszelki przejaw regionalności jest tępiony (w ten sposób włączono jednym rozkazem wszystkie kontrakty wojskowe z separatystycznych korpusów armijnych do rosyjskiego resortu obrony, ku zaskoczeniu tych żołnierzy z Doniecka i Ługańska, którzy wcześniejsze kontrakty podpisywali wyłącznie terminowo). Przypomnę, że wojna rzekomo wybuchła o niepodległość tych tzw. republik ludowych, więc obecne działania Rosji wyglądają absurdalnie – aczkolwiek nikogo nie zaskoczyły. Zatem Kreml w cyniczny sposób pokazał, że problem rozwiązał.
Groziła delegalizacja?
Kreml, widząc, że „Rosyjski Czerwony Krzyż” jest na celowniku organu nadzorczego Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, po prostu uczynił oddziały organizacji na terytoriach okupowanych nielegalnymi. Był to bardzo sprytny zabieg, ponieważ Rosji groziła delegalizacja „Czerwonego Krzyża”, którego zasadą jest jedność organizacji. „W każdym kraju może być tylko jeden Czerwony Krzyż” – pisze „Meduza”. Wcześniej RKK groziła delegalizacja z powodu działalności na Ukrainie. Konwencja Genewska ustanawia nie tylko ochronę „Czerwonego Krzyża” jako takiego, ale przecież reguluje porządek prawny na terenach okupowanych, administrowanych przez agresora – tyle że tutaj jest rozbieżność między interpretacją statusu wschodniej Ukrainy przez Rosję (jako inkorporowaną część państwa) a międzynarodowym ciałem kolegialnym „Czerwonych Krzyży”, które uznaje je za okupację. Co istotne, „Czerwony Krzyż” może funkcjonować na terytorium objętym walkami za zgodą walczących stron. Kijów tej zgody „Rosyjskiemu Czerwonemu Krzyżowi” nie dał. Przecież funkcjonuje także „Ukraiński Czerwony Krzyż” i to on powinien odpowiadać za pomoc humanitarną po drugiej stronie frontu. Z kolei Rosja na to nie pozwala. „Rosyjski Czerwony Krzyż” zatem w oparciu o dotychczasowe prawo podpisane przez Władimira Putina działał – z perspektywy prawa międzynarodowego – nielegalnie na okupowanych terytoriach (jeszcze się tym chwaląc). A następnie stworzył oddziały RKK, do czego także nie miał prawa. Jak raportuje „Meduza”, na Rosji wymuszono „działania naprawcze” i do września 2026 roku Rosja ma czas, by uregulować zasady używania identyfikacji czerwonych krzyży. Jak zauważa „Meduza”, w prawie z czasów radzieckich ten status był lepiej uregulowany niż obecnie (sic!).
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to… chodzi o pieniądze. W 2024 roku Rosyjski Czerwony Krzyż podwoił swoje donacje (względem 2022 roku) i otrzymał 1,2 miliarda rubli od Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża oraz Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. „Nie wiadomo, ile z tych pieniędzy faktycznie sfinansowali europejscy podatnicy” – zaznacza „Meduza”. Komisja Europejska deklaruje, że pilnuje, aby europejskie środki nie trafiały do Rosji. Ale jeden z działaczy „Rosyjskiego Czerwonego Krzyża” wciąż zasiada w organie zarządczym instytucji.
Wieloletnim szefem RKK jest Pawel Sawczuk, zasiadający także w zarządzie putinowskiego Wszechrosyjskiego Frontu Ludowego. To właśnie Front spopularyzował na prowojennych wiecach symbol „Z-etki”, czyli litery związanej z tzw. Specjalną Operacją Wojskową. Nie jest on znany z działalności humanitarnej, ale z hołdów składanych Władimirowi Putinowi i przyjmowania od niego kolejnych odznaczeń. Właśnie Sawczuk zasiada w kolegialnym międzynarodowym organie „Czerwonych Krzyży”, co zezwala mu na międzynarodowe podróże – jest więc jednym z nielicznych notabli Kremla nieobjętych sankcjami. Jak wiemy, „ryba psuje się od głowy”, więc RKK na Ukrainie zajmuje się… polityką.
Tak wizytę przedstawicieli Rosyjskiego Czerwonego Krzyża, pod Donieckiem, w miejscu koncentracji jeńców ukraińskich wspomina żołnierz Orest: „Jest bardzo mało czasu na jedzenie i nienawidziłem siebie za to, jak wolno jem. Jestem inteligentną osobą, mam dwa fakultety … I tam byliśmy zmuszeni jeść bardzo szybko, i bardzo gorące jedzenie. (…) A ci dwaj w cywilnych ubraniach przechodzą między stołami, a jeden z nich mówi: „Och, jak dobrze jedzą jak świnie, ukraińskie świnie. Jedz, jedz, Rosja cię kocha i troszczy się o ciebie” – zaznacza. „Mężczyzna, który nazwał nas świniami w jadalni, wyciągnął telefon, sfilmował maszerujących jeńców wojennych (…) podszedł do nich, krzyknął coś do ucha i potrząsnął pięścią”. Jeńców zmuszono następnie do śpiewania rosyjskich pieśni wojskowych. Przypomnijmy, że „Czerwony Krzyż” zgodnie z prawem wojennym jest pośrednikiem w kontaktach między jeńcami wojennymi, a ich rodzinami. Jak dotąd nie zanotowano relacji ukraińskich jeńców, by RKK przekazał paczkę z pomocą, lub kontaktował się z rodziną.
Kijów ma dowody na inne szykany ze strony przedstawicieli RKK. Moskwa stwierdziła, że na pewno nie byli to przedstawiciele RKK, ale zgodnie z nowelizacją przepisów rosyjskich sąd powinien tych ludzi skazać za udawanie „Czerwonego Krzyża”. Oczywiście, nie uczyni tego. Jednocześnie centrala „Czerwonych Krzyży” nie jest dopuszczana do ukraińskich jeńców z uwagi na „względy bezpieczeństwa”. W specjalnym dekrecie prezydent Ukrainy objął Rosyjski Czerwony Krzyż sankcjami. RKK – poza działalnością, którą ukrywa – prowadzi jawnie prowojenną agitację.
Funkcjonuje nadal
„Rodziny zmobilizowanych obywateli borykają się teraz z szeregiem trudności. Jest to uczucie niepokoju na tle zamartwiania się bliskich oraz potrzeby wsparcia finansowego lub humanitarnego. Dlatego bardzo ważne jest, aby je wspierać i zapewnić wszelką możliwą pomoc” – apeluje Sawczuk i promuje ruch „Z” w Rosji oraz wsparcie dla rodzin weteranów tzw. SWO. O zgrozo, Ukraińcy mieszkający na terytorium Federacji Rosyjskiej są zapraszani przez RKK na uroczystości z weteranami SWO, co jest specjalną prowokacją polityczną. Przy okazji stanowi to żerowisko dla rosyjskiego kontrwywiadu. Tak właśnie RKK manifestuje swoją pomoc dla „ukraińskich uchodźców”, odpowiadając na zarzuty, że tego nie robi.
Ariana Bauer, przedstawicielka centrali, odpowiedziała autorom śledztwa dziennikarskiego. Meduza: Centrala „kontynuuje negocjacje z władzami w sprawie formatu pracy w Federacji Rosyjskiej. Na bezpośrednie pytanie dziennikarzy, czy Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża rozumie, że organizacje prokremlowskie mogą spowodować wyrzucenie (Czerwonego Krzyża) z Rosji i z okupowanych terytoriów Ukrainy, Bauer odpowiedziała negatywnie”.



WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner