- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Jak Ukraina broni nieba: wzór do naśladowania? [OPINIA]
Duża rola Patriotów i dronów myśliwskich, rosnące zagrożenie ze strony Szahidów i rakiet balistycznych - to tylko niektóre z wniosków ujawnionych przez siły powietrzne Ukrainy.
Autor. Ukraińskie siły powietrzne/X
Wywiad udzielony przez szefa wydziału prasowego Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy, pułkownika Jurija Ignata, dla agencji informacyjnej RBK Ukraina jest o tyle ważny, że bez ogródek pokazuje, jakie zadania czekają natowskie systemy obrony powietrznej w ewentualnym starciu z takim krajem jak Federacja Rosyjska. Powtarzające się ataki na ukraińskie systemy energetyczne i ciepłownicze wcale nie są bowiem sygnałem złego działania baterii przeciwlotniczych sił zbrojnych Ukrainy. Ogromne zniszczenia są bowiem efektem dużej skali nalotów, w których może uczestniczyć jednocześnie kilkadziesiąt rakiet i ponad 500 dronów.
I nawet jeżeli ukraińskiej obronie przeciwlotniczej uda się zniszczyć 80% rosyjskich środków napadu powietrznego (co jest bardzo dobrym wynikiem), to pozostałe 20% rakiet oraz dronów i tak może poważnie zaszkodzić infrastrukturze krytycznej Ukrainy. Utrudnieniem jest również powtarzalność ataków, co oznacza, że na niektórych kierunkach w ukraińskich bateriach może po prostu zabraknąć pocisków przeciwlotniczych.
Jest to szczególnie niebezpieczne w przypadku baterii Patriot, bo według Ukraińców tylko one mogą zestrzelić najbardziej wyrafinowane cele, jakimi są rakiety balistyczne, dodatkowo manewrujące w końcowej fazie ataku. Ukraińcy nie traktują natomiast jako największego zagrożenia hipersonicznych rakiet Cirkon i balistycznych rakiet średniego zasięgu Oresznik. Uważają bowiem, że Rosjanie używają ich głównie propagandowo, chcąc wzbudzić strach w krajach zachodnich. Pułkownik Ignat przypomniał przy tym, że strona ukraińska w swoich raportach nigdy nie potwierdziła, że dwukrotnie atakowały ich właśnie Oreszniki, ale tylko, że były to rakiety balistyczne średniego zasięgu.
We salute the warriors of the Anti-Aircraft Missile Forces — the reliable shield of Ukraine’s skies! pic.twitter.com/ZUsotugCo5
— Ukrainian Air Force (@KpsZSU) July 3, 2025
W całej tej sytuacji nie pomagają chwilowe zawieszenia nalotów. Gdy Putin zgodził się bowiem, by na prośbę Trumpa przerwać na kilka dni ataki na obiekty cywilne, to środki napadu powietrznego, które w tym czasie udało się Rosjanom zgromadzić z bieżącej produkcji, i tak zostały później wysłane na Ukrainę, tyle że w o wiele większej ilości. Swoje chwilowe ustępstwo w sprawie ataków Putin i tak wykorzystał, zgodnie z zasadą: „to, co zostanie wyprodukowane i tak, prędzej czy później, zostanie wystrzelone przeciwko ukraińskiej infrastrukturze cywilnej”.
O tym nadrobieniu chwilowej pauzy świadczą statystyki z ostatniego tygodnia stycznia. Wynika z nich, że Rosjanie na apel Trumpa owszem - nie przeprowadzali przez cztery dni zmasowanych ataków, ale i tak w ciągu całego tygodnia wysłali nad Ukrainę do tysiąca dronów uderzeniowych (o pięćset mniej niż tydzień wcześniej) i dwie rakiety. Rosyjskie lotnictwo użyło dodatkowo tyle samo bomb kierowanych (ok. 1100).
Autor. Ukraińskie siły powietrzne/X
Pułkownik Ignat podkreślił przy tym, że Putin w żaden sposób nie zmienił swojego celu, jakim jest cywilna ludność Ukrainy. Według niego kremlowskie tłumaczenie, iż przez skupienie się na atakach na obiekty energetyczne, uderza w wojsko i przemysł zbrojeniowy, jest propagandowym kłamstwem. Na tego rodzaju nalotach cierpią bowiem najwięcej zwykli obywatele, którzy nie mogą sobie pozwolić na drogie generatory, akumulatory, stacje domowe, itp. – w tym przede wszystkim dzieci, emeryci i osoby o niskich dochodach.
Ignat jako przykład podał rosyjski nalot z 13 stycznia 2026 roku, wyjaśniając, że nie uderzono wtedy w sam Kijów, ale praktycznie na całą Ukrainę. Celem ataku były bowiem obwody: dniepropietrowski, zaporoski, charkowski i kijowski. Część rakiet przelatywała nad różnymi obiektami infrastruktury krytycznej, jednak je omijała, lecąc dalej. Przeciąża to system obrony, który pomimo bardzo dobrej skuteczności, przewyższającej 80%, część celów jednak przepuszcza.
Autor. Ukraińskie siły powietrzne/X
Jednorazowo nie stanowi to problemu, jednak gdy tych nalotów jest więcej, to lista strat zaczyna się kumulować, powodując okresowe blackouty, które zaczynają być zresztą coraz dłuższe. Rosjanie nie przejmują się przy tym, iż atakowanie ludności cywilnej jest zbrodnią wojenną, ponieważ nie jest to już kategorycznie potępiane przez Amerykanów – w tym przede wszystkim przez prezydenta Donalda Trumpa.
Jak zmieniają się rosyjskie naloty rakietowe na Ukrainę?
Ciekawy jest przy tym sposób ewoluowania rakietowych środków napadu powietrznego stosowanych przez Rosjan w atakach na Ukrainę. Przede wszystkim zmniejsza się liczba wykorzystywanych w tych nalotach rakiet manewrujących na rzecz rakiet balistycznych. Pułkownik Ignat przypomniał, że w sezonie grzewczym 2022-23, najczęściej atakowano: okrętowymi pociskami manewrującymi Kalibr (wystrzeliwanymi z południa, znad Morza Czarnego), lotniczymi rakietami manewrującymi Ch-101, Ch-555 i Ch-55SM (wystrzeliwanymi z samolotów lotnictwa dalekiego zasięgu – najczęściej z kierunku wschodniego) i naziemnymi pociskami Iskander-K (nadlatującymi głównie z kierunku północnego).
Od 2025 roku widać za to wyraźne zwiększenie liczby rakiet balistycznych, które są wystrzeliwane głównie z północy, z obwodów: briańskiego, kurskiego i biełgorodzkiego. Rosjanie uważają bowiem, że do zwalczania tego rodzaju zagrożenia nadaje się tylko system Patriot, którego użycie zależy od dostawy rakiet ze Stanów Zjednoczonych, a więc od Donalda Trumpa. Liczą więc na szybkie wyczerpanie zapasów amunicji do tego systemu i „otwarcie” później ukraińskiego nieba na swoje ataki.
Autor. Ukraińskie siły powietrzne/X
Trzeba przy tym pamiętać, że Rosjanie nadal używają więcej pocisków manewrujących niż balistycznych. Mają jednak wyraźne problemy w uzupełnianiu zapasów i na front wysyłają nawet te pociski, które dopiero zeszły z linii produkcyjnej. Ukraińcy poinformowali np., że w szczątkach zestrzelonych w styczniu rakiet manewrujących znajdowano już części wyprodukowane w 2026 roku. Tymczasem wcześniej zasadą było to, że sprzęt najnowszy szedł do jednostek wojskowych, które na wojnie pozbywały się tego, co już miało odpowiednio dużą wysługę lat. Takie podejście gwarantowało jak najwyższy procent nowoczesnego sprzętu w siłach zbrojnych.
Ukraińcy przypuszczają, że może to być również sygnał o coraz większej skuteczności zachodnich sankcji, które nie pozwalają rosyjskiemu przemysłowi na odpowiednio duże zwiększenie produkcji. Dotyczyć to ma zresztą nie tylko rakiet, ale również dronów, samolotów i śmigłowców. Nie zmienia to faktu, że rakiety manewrujące są nadal niebezpiecznym celem – szczególnie typu Iskander-K. W ich przypadku czas na reakcję jest bowiem krótszy niż w przypadku pocisków Ch-101 lub Kalibr.
Autor. Ukraińskie siły powietrzne/X
W przypadku tych dwóch rakiet, informacja o ruchu platform je przenoszących (samolotów Tu-160 i Tu-95 oraz okrętów na Morzu Czarnym) jest zdobywana przez Ukraińców z kilkugodzinnym wyprzedzeniem „od partnerów”. Pozwala to na szybkie ogłoszenie zagrożenia rakietowego. Tymczasem wyrzutnie lądowe z rakietami Iskander-K można skrycie przerzucić bliżej linii frontu lub granic z Ukrainą. Wtedy alarm dla ukraińskiego systemu obrony następuje dopiero po wykryciu samego pocisku, czyli około 30 sekund po jego wystrzeleniu. A to nawet przy szybkości rakiety 600-900 km/h daje bardzo mały czas na reakcję dla systemów obrony przeciwlotniczej i na ukrycie się dla ludności cywilnej.
„Szahidy” – największy problem ukraińskiej obrony przeciwlotniczej?
Wbrew pozorom największym problemem dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej wydają się być drony kamikaze klasy „szahid”, których obecnie wystrzeliwują ponad sto dziennie. Jednak w przypadku ataków masowych, szczególnie tych na cele punktowe, liczba tych bezzałogowców może się zwiększyć i to nawet pięciokrotnie. Dodatkowo „szahidy” cały czas przechodzą modyfikacje.
Pojawiły się już np. informacje, że tego rodzaju bezzałogowce są wyposażone w systemy walki radioelektronicznej oraz systemy łączności (w tym karty SIM, modemy i Starlink) pozwalające na utrzymywanie kontaktu z operatorem przez cały czas lotu. Tego rodzaju drony nie są jednak wykorzystywane masowo.
Modyfikowana jest również taktyka działania „szahidów”. Według Ignata Rosjanie tak ustalają trasę tych dronów, aby ich zestrzelono jak najmniej. Analizują w tym celu nie tylko warunki pogodowe, ale również potencjalne stanowiska ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. To właśnie to decyduje, czy np. „szahidy” lecą nisko (by ukryć się przed radarami), czy wysoko, by utrudnić działanie mobilnym grupom ogniowym. Te grupy są bowiem uzbrojone bardzo często tylko w karabiny maszynowe, które nawet przy dużym kalibrze dosięgają pułapu nie wyżej niż tysiąc metrów.
Autor. Dowództwo Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy
W przypadku przenośnych, przeciwlotniczych zestawów rakietowych klasy MANPADS ten pułap podnosi się już do ponad trzech tysięcy metrów, jednak wtedy dochodzą koszty takiego strącenia, które są wyższe niż cena strącanego drona. Dodatkowo Rosjanie często latają „szahidami” powyżej pułapu MANPADS, a wtedy według Ukraińców „ich przechwycenie jest niezwykle trudne”. To wszystko bardzo komplikuje Ukraińcom obronę przed atakiem z powietrza, tym bardziej że Rosjanie skoncentrowali się obecnie na atakowaniu jedynie ukraińskiego systemu energetycznego. Dodatkowo ataki „szahidami” są prowadzone w sposób ciągły, zarówno w dzień, jak i w nocy.
Dużym problemem dla ukraińskiego systemu obrony antydronowej mogą się okazać drony Gierań-5 o napędzie odrzutowym. Są one bowiem trudnym celem dla mobilnych grup ogniowych uzbrojonych w karabiny maszynowe, ale łatwiejszym dla takich grup uzbrojonych w armaty i rakietowe, przenośne zestawy przeciwlotnicze MANPADS. Trudniej jest również wykorzystywać drony przechwytujące, które mogą atakować tylko na kursie przechwytującym (nie mając szans na dogonienie przeciwnika).
Autor. Ukraińskie siły zbrojne/X
W zwalczaniu rosyjskich systemów bezzałogowych bardzo pomaga ich odpowiednie rozpracowanie. Ich badaniem nie zajmują się jednak siły powietrzne, ponieważ zestrzelone lub zakłócone drony rosyjskie trafiają do specjalnych instytucji (np. w Sztabie Generalnym i Kijowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych). Na bazie zebranych tam danych oraz zarejestrowanego obrazu na ekranach radarów, określa się później parametry lotu takiego obiektu: „jak nabiera prędkości, czy spada, jak manewruje, jak jest niebezpieczny i jaki jest jego prawdopodobny promień rażenia”. Wtedy można już wypracować najbardziej skuteczny sposób przeciwdziałania.
Jednym z takich sposobów są systemy walki elektronicznej (stosowane również przeciwko pociskom rakietowym). Pułkownik Ignat przyznał przy tym, że szczególnie podczas zmasowanych nalotów ich systemom zakłócającym udało się wielokrotnie zawrócić rosyjskie bezzałogowe statki powietrzne i zmusić je do powrotu do Rosji, w tym co najmniej czterokrotnie do miejsca startu. Podkreślił jednak, że nie miało to miejsca w czasie wlotu ponad dwudziestu bezzałogowców Gerbera nad Polskę we wrześniu 2025 roku. „Większość tych dronów wlatywała do Rzeczypospolitej Polskiej przez terytorium Białorusi, gdzie nie mieliśmy wpływu na charakter ich lotu”.
Jak bronią się Ukraińcy?
Odpierając tak zmasowane ataki dronowo-rakietowe, Ukraińcy wykorzystują wszystko, co jest możliwe: systemy rakiet przeciwlotniczych, lotnictwo, systemy walki radioelektronicznej, mobilne grupy ogniowe MWG, a także drony przechwytujące, które zresztą zaczynają odgrywać coraz większą rolę, zapewniając najlepszy stosunek „koszt-efekt”. Okazały się one swoistym kołem ratunkowym dla Ukraińców, którym przy tak zmasowanych atakach Rosjan zaczęło po prostu brakować amunicji w bateriach przeciwlotniczych.
Autor. Dowództwo Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy
Ignat przyznał np. że w sześcioprowadnicowych wyrzutniach systemu NASAMS mogą być nawet tylko dwie rakiety. Ze względu na brak pocisków trzeba je bowiem rozdzielać pomiędzy wszystkie baterie, tak aby objąć obroną jak największy obszar ukraińskiego terytorium. Nie zmienia to faktu, że los Ukrainy jest zależny od dostaw amunicji przeciwlotniczej z krajów zachodnich. Podobne braki jak w NASAMS dotyczą bowiem również baterii Patriot, SAMP/T i IRIS-T.
Ważne są jednak także dostawy pocisków już znajdujących się na terenie Ukrainy. Zasoby poszczególnych baterii zużywają się bowiem bardzo szybko i wykorzystaną amunicję trzeba bardzo szybko uzupełnić, co jest o tyle trudne, że stosowanych jest wiele typów pocisków. Dodatkowym wsparciem jest obrona przeciwlotnicza ukraińskich wojsk lądowych. Tam również zaczyna jednak brakować pocisków, ponieważ obrona ta była oparta w dużej części na sprzęcie ex radzieckim.
Ukraińcy próbują sobie z tym radzić, realizując np. ukraińsko-amerykański projekt FrankenSAM. W jego trakcie udało się zintegrować amerykańskie pociski przeciwlotnicze RIM-7 Sea Sparrow na radzieckich wyrzutniach BUK. Jak się okazało, taki „składak” działa „obecnie dość skutecznie i stosunkowo tanio”.
Pułkownik Ignat ujawnił też, jak Ukraińcy wykorzystują system przeciwlotniczy Patriot. Zwrócił on uwagę, że radar kierunkowy pozwala na wykrywanie rakiet balistycznych nadlatujących tylko z tego kierunku, w który jest skierowana antena. Rakiety manewrujące i drony klasy Szahid mogą ominąć jednak tę strefę wykrywania, którą na Ukrainie określa się jako „kołnierz” i latać za nim. „Dlatego do ochrony dużych miast potrzebny jest więcej niż jeden system, a sam Patriot musi być chroniony”.
Wskazano też na zasięg skutecznego działania amerykańskiego systemu. W przypadku opadających prawie pionowo rakiet balistycznych Iskander-M system automatycznie określa „punkt spotkania” pocisku przeciwlotniczego z rosyjskim pociskiem i robi to do odległości 25 km. W przypadku rakiet manewrujących i samolotów w strefie wykrywania radaru ten zasięg zwiększa się nawet do 150 km. Problem pojawił się jednak w momencie wprowadzenia pocisków Iskander-M, które w końcowej fazie lotu wykonują oscylacje lub nawet manewry.
Autor. Ukraińskie siły powietrzne/X
Wyliczony przez system Patriot „punkt spotkania” rakiety przeciwlotniczej z celem może więc być obarczony zbyt dużym błędem na bezpośrednie trafienie. Coś jednak ulepszono, ponieważ dochodzi do zestrzeleń nie tylko rakiet balistycznych Iskander-M, ale również pocisków zaadaptowanych z systemów S-300 i S-400. Niewątpliwym sukcesem jest również poprawienie skuteczności w zwalczaniu rakiet lotniczych Ch-22 i Ch-32, które w ostatniej fazie ataku lecą po trajektorii balistycznej.
Wcześniej na 400 takich pocisków, użytych przede wszystkim nad Morzem Czarnym, np. przeciwko infrastrukturze portowej udało się zestrzelić zaledwie trzy. W ostatnim ataku, w którym Ukrainę zaatakowano dwunastoma rakietami Ch-22, tę statystykę diametralnie poprawiono, trafiając skutecznie aż dziewięć z nich. Sukces jest tym większy, że zrobiono to w sytuacji permanentnego braku rakiet w swoich bateriach.
Podobnie skuteczna obrona dotyczy także przeciwokrętowych rakiet hipersonicznych Cirkon. Ukraińcy zwrócili uwagę, że najpierw pociski te lecą na wysokości około 40 km, by w końcowej fazie atakować cele naziemne torem balistycznym, podobnie jak to robią rakiety Ch-22. Pomimo tego Cirkony są zestrzeliwane bateriami Patriot, o ile baterie te znajdują się „w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie”.
Autor. Ukraiński Sztab Generalny/X
Rosnące znaczenie „lotniczych” środków zwalczania dronów?
Zapytany o wykorzystanie „lotniczych” środków zwalczania dronów, pułkownik Ignat potwierdził, że do zwalczania rosyjskich środków napadu powietrznego są wykorzystywane załogowe statki powietrzne: samoloty i śmigłowce. Szczególną skutecznością w walce z pociskami manewrującymi i „szahidami” wykazują się myśliwce F-16, które mogą do tego stosować zarówno pociski rakietowe, jak i „karabiny maszynowe” (od red. w rzeczywistości na uzbrojeniu samolotów F-16 jest sześciolufowe działko M61 Vulcan kalibru 20 mm).
Ignat przypomniał przy tym, że niektórzy ukraińscy piloci zestrzelili nawet siedem celów w jednym locie. Ten „wysoki poziom profesjonalizmu” uzyskany w tak krótkim czasie miał wywołać zdziwienie u „amerykańskich kolegów”. W zwalczaniu dronów skuteczne okazują się także samoloty francuskie Mirage 2000.
Autor. Ukraińskie siły zbrojne/X
Pułkownik Ignat najwięcej czasu poświęcił jednak nie na opisie lotnictwa załogowego, ale dronów przechwytujących. O znaczeniu, jakie mają obecnie na Ukrainie myśliwskie systemy bezzałogowe, może świadczyć fakt, że powołano nowy rodzaj sił powietrznych – dowództwo bezzałogowych systemów obrony powietrznej. Tworzy się też odpowiednie jednostki nie tylko blisko frontu, ale również w głębi kraju, chroniąc obiekty infrastruktury krytycznej oraz miasta. Chcąc pomóc w tej organizacji lokalne społeczności „bardzo pomagają w zakresie sprzętu”, zdobywając środki na jego zakup.
Wadą dronów przechwytujących jest ich silna zależność od warunków pogodowych. Ich naprowadzanie odbywa się bowiem za pomocą kamery – w dzień i w nocy, tak więc operator lub system automatycznego naprowadzania musi „widzieć” cel. Jeżeli więc jest mgła, widoczność nie przekracza dwudziestu metrów lub jest ciągłe zachmurzenie, to skuteczność interceptorów „będzie bliska zeru”. Ważne jest również wyszkolenie zespołu obsługi. Taki zespół składa się bowiem z kilku osób, wśród których jest zawsze operator/nawigator naprowadzania oraz saper, który uzbraja drony w ładunek bojowy. Potrzebna jest także sekcja wykrywania i naprowadzania, wyposażona w odpowiednie radary.
60 enemy air targets down in just days.
— Defense of Ukraine (@DefenceU) January 28, 2026
“Sky Wars” air defense crews of the 47th Mechanized Brigade are destroying russian drones at an industrial scale. The enemy no longer flies freely — most UAVs are intercepted the moment they appear. pic.twitter.com/CxV2Bzjf9w
Jeżeli chodzi o same interceptory, to początkowo były nimi klasyczne kwadrokoptery kamikaze FPV, którymi odganiano bezzałogowce przeciwnika, skupiając się przede wszystkim na tych, które prowadzą rozpoznanie. Obecnie na Ukrainie stosuje się kilka rodzajów interceptorów: pionowzloty, drony „skrzydła” i bezzałogowe samoloty. Ich skuteczność zależy od producenta i od ceny. Niestety, według Ignata: im system przechwytujący jest nowszy i droższy – tym jest on bardziej wydajny, osiągając „dość wysoki” procent zestrzeleń. Przyszłością będą już pojawiające się na froncie interceptory z automatycznym systemem naprowadzania na cel - czyli takie, które po starcie same lecą w kierunku celu i go przechwytują.
Autor. Ukraińskie siły zbrojne/X
Według Ukraińców, bezzałogowe interceptory to „najbardziej racjonalny sposób zestrzeliwania wrogich dronów, zaraz po karabinach maszynowych i systemach walki elektronicznej”. Cena jednego „szahida” znacząco przewyższa bowiem cenę jednego przechwytywacza. Dlatego ukraińskie siły zbrojne postawiły sobie za cel „maksymalnie zamknąć przestrzeń powietrzną za pomocą przeciwlotniczych bezzałogowych statków powietrznych”. Jest to bardzo ważne również dla ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego, który nie tylko zwiększa produkcję interceptorów, ale również rozwija związane z nimi technologie. W ten sposób ukraińskie drony myśliwskie są obecnie uważane za najlepsze w swojej klasie na świecie, przy zachowaniu nieosiągalnego dla Zachodu, najbardziej racjonalnego stosunku „koszt-efekt”.
Opis sposobu prowadzenia obrony ukraińskiej przestrzeni powietrznej jest ważny dla wszystkich krajów zagrożonych ze strony Federacji Rosyjskiej. Pokazuje bowiem, że nawet w najtrudniejszej sytuacji można tak zorganizować cały system, by jego skuteczność była wyższa niż 80%. Ukraińcy udowodnili również, że w jednym systemie obrony można zintegrować bardzo dużą liczbę różnych rodzajów sensorów i efektorów.
Wymaga to jednak ścisłego współdziałania wszystkich szczebli dowodzenia i jednostek wojskowych. Dzięki temu żaden cel nie jest bagatelizowany, a własne statki powietrzne są mniej zagrożone ogniem bratobójczym.



WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner