Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Blokada ukraińskich portów na Morzu Czarnym. Czy Polska znów stanie się ofiarą kryzysu zbożowego?

protestujący rolnicy pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Na ciągniku widnieje napis: Jestem rolnikiem, nie niewolnikiem, Zielony Ład równa się głód
Protest rolników, Warszawa 27.02.2024
Autor. Energetyka24 / red. Karol Byzdra

Wstrzymanie zawijania statków handlowych do ukraińskich portów nad Morzem Czarnym może stać się początkiem kolejnego kryzysu związanego z eksportem ukraińskiego zboża. Choć Kijów podkreśla, że nie można jeszcze mówić o pełnej blokadzie morskiego eksportu, najbliższe tygodnie mogą mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla Ukrainy, ale również dla państw sąsiednich – w tym Polski.

Minister polityki rolnej Ukrainy Taras Wysocki poinformował, że ruch statków wpływających do ukraińskich portów czarnomorskich został zawieszony z powodu zwiększonego zagrożenia rosyjskimi atakami. Decyzja nie została jednak podjęta przez ukraińskie państwo, lecz przez samych armatorów, którzy obawiają się o bezpieczeństwo swoich jednostek.

Reklama

– Jeszcze wczoraj do portów wpływały cztery-pięć statków. To niewiele, ale ruch trwał. Obecnie wejście statków zostało zawieszone. Jest to decyzja armatorów, państwo ze swojej strony niczego nie ograniczało – powiedział Wysocki. Ukraiński minister zaznaczył jednocześnie, że jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o całkowitej blokadzie ukraińskiego eksportu morskiego. Jego zdaniem sytuacja może zmieniać się bardzo dynamicznie, a obecne problemy należy oceniać nie w perspektywie kilku dni, ale miesięcy. Jednak dla rynku rolnego kluczowe mogą okazać się nie miesiące, ale najbliższe tygodnie.

Eskalacja na Morzu Czarnym

Kryzys wokół ukraińskich portów nie jest wydarzeniem, które pojawiło się nagle. Jest on efektem kolejnych działań podejmowanych przez obie strony na Morzu Czarnym. Pierwszym etapem były ukraińskie ataki na rosyjskie jednostki handlowe oraz infrastrukturę związaną z rosyjskim transportem morskim. Kijów, wykorzystując bezzałogowe systemy uderzeniowe, rozpoczął działania mające na celu ograniczenie możliwości korzystania przez Rosję z własnych szlaków morskich. Kolejnym krokiem było rozszerzenie tych działań na statki znajdujące się pod neutralnymi banderami, które operowały na Morzu Czarnym. Oznaczało to, że ryzyko związane z żeglugą przestało dotyczyć wyłącznie rosyjskich jednostek, ale zaczęło obejmować również międzynarodowych armatorów. Bo Ukraina również atakowała statki pod neutralną banderą

Reklama

W następstwie rosyjskiej odpowiedzi Ukraina rozpoczęła międzynarodową kampanię informacyjną, oskarżając Moskwę o ataki na cywilną żeglugę oraz próbę blokowania ukraińskiego eksportu. Problem polega jednak na tym, że rosyjskie działania były odpowiedzią na wcześniejszą eskalację, w której sama Ukraina wykorzystywała ataki na statki handlowe jako element presji wobec Rosji. Następnie Kijów zwrócił się o podjęcie tej kwestii na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych, domagając się reakcji społeczności międzynarodowej wobec rosyjskich ataków na żeglugę. Powstaje jednak pytanie, jak Ukraina zamierza przekonywać państwa ONZ do potępienia działań Rosji, skoro wcześniej sama stosowała takie same metody jak obecnie Rosja.

Porty czarnomorskie są dla Ukrainy kluczowe

Ukraina od początku pełnoskalowej wojny z Rosją szukała sposobów na utrzymanie eksportu swoich produktów rolnych. Po wycofaniu się Rosji z inicjatywy zbożowej ONZ w 2023 roku Kijów stworzył własny korytarz morski, który umożliwił ponowne uruchomienie części eksportu. To właśnie porty w Odessie, Czarnomorsku i Piwdennym mają największe znaczenie dla ukraińskiego handlu zagranicznego. Ich zamknięcie oznaczałoby konieczność skierowania większej ilości towarów na alternatywne szlaki – przez porty dunajskie oraz drogą kolejową i samochodową przez państwa Unii Europejskiej. Problem polega jednak na tym, że infrastruktura lądowa nie jest w stanie zastąpić możliwości ukraińskich portów czarnomorskich. Jeżeli blokada utrzyma się dłużej, Ukraina będzie musiała szukać nowych kanałów eksportowych. Jednym z najbardziej naturalnych kierunków pozostają państwa sąsiednie – w tym Polska. I właśnie tutaj pojawia się największe ryzyko dla polskiego rynku rolnego.

Scenariusz, którego obawiają się polscy rolnicy, jest dobrze znany. W 2022 roku, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę i ograniczeniu możliwości eksportu przez Morze Czarne, Unia Europejska otworzyła swoje rynki dla ukraińskich produktów rolnych. Oficjalnie miało chodzić przede wszystkim o tranzyt ukraińskiego zboża do państw trzecich. W praktyce znaczna część produktów pozostała na rynkach państw graniczących z Ukrainą, w tym Polski. Doprowadziło to do gwałtownego wzrostu niezadowolenia rolników, którzy wskazywali, że krajowa produkcja nie jest w stanie konkurować z tańszym importem. Efektem były protesty, blokady przejść granicznych oraz eskalacja napięć między Warszawą a Kijowem.

Obawy dotyczące powtórzenia tego scenariusza są dziś ponownie aktualne. Jeżeli ukraiński eksport morski zostanie ograniczony na dłużej, presja na wykorzystanie polskiej infrastruktury może znacząco wzrosnąć. Problem polega na tym, że polski rynek już teraz znajduje się w trudnej sytuacji. Ceny krajowe coraz bardziej rozmijają się z cenami giełdowymi. Notowania światowe nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość producentów rolnych, którzy sprzedają swoje produkty w zupełnie innych warunkach. Giełdy funkcjonują według własnych mechanizmów, natomiast krajowy rynek zależy od decyzji skupów, przetwórców oraz aktualnej podaży. Wśród części rolników pojawiają się również zarzuty dotyczące zachowania dużych przetwórców, którzy wykorzystują trudną sytuację producentów do utrzymywania niskich cen skupu.

Najbliższe dwa tygodnie mogą być kluczowe

Najważniejsze nie będzie to, czy blokada potrwa miesiąc lub dwa. Kluczowe mogą okazać się najbliższe tygodnie. Jeżeli w ciągu około dwóch tygodni sytuacja na Morzu Czarnym nie ulegnie poprawie, może rozpocząć się proces przekierowywania większej ilości ukraińskiego eksportu na szlaki lądowe. Dla Polski byłby to bardzo trudny moment. Polscy rolnicy już wcześniej ponieśli wysokie koszty produkcji. W ostatnich latach ceny nawozów, paliwa oraz energii pozostawały na wysokim poziomie, dodatkowo obciążając gospodarstwa. W takiej sytuacji napływ dużej ilości tańszego ukraińskiego zboża może sprawić, że krajowi producenci nie będą mogli zrekompensować poniesionych kosztów wyższymi cenami sprzedaży. Problemem nie jest sam ukraiński eksport jako taki, lecz sposób jego organizacji. Doświadczenia z 2022 roku pokazały, że hasło „tranzytu” nie zawsze odpowiadało rzeczywistości rynkowej. Jeżeli powtórzy się podobny mechanizm, polscy rolnicy mogą ponownie znaleźć się pod presją spadających cen, podczas gdy koszty produkcji pozostaną wysokie.

Reklama

Ewentualne skierowanie większego eksportu ukraińskiego przez Polskę może mieć również konsekwencje polityczne. Nowa fala protestów rolników, blokady granicy czy sprzeciw wobec importu ukraińskiego zboża ponownie mogłyby pogłębić napięcia między Warszawą a Kijowem. Relacje polsko-ukraińskie już są obciążone wieloma sporami: od kwestii gospodarczych po historyczne. Kolejny kryzys związany z rolnictwem mógłby jeszcze bardziej pogłębić wzajemną nieufność. Na razie sytuacja pozostaje rozwojowa. Ukraina utrzymuje, że nie doszło jeszcze do pełnej blokady eksportu morskiego, a armatorzy mogą w każdej chwili zmienić decyzje. Jednak jeżeli rosyjskie ataki będą kontynuowane, a porty czarnomorskie pozostaną niedostępne, skutki mogą wykraczać daleko poza Ukrainę. W takim scenariuszu problem Morza Czarnego może szybko stać się również problemem polskiego rynku rolnego.

Reklama

Polecane

czytaj więcej

Wojna na Ukrainie

Mogą Cię zainteresować