Wizyta bez przełomu. Problemy NATO rozwiąże nie Stoltenberg, a kraje członkowskie

6 października 2014, 18:01
Fot. chor. Artur Zakrzewski/DPI MON.
Reklama

Podczas wizyty w Polsce sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego zapewnił, że obowiązkiem NATO jest obrona wszystkich członków, a postanowienia szczytu w Newport zostaną zrealizowane. Bez odpowiedzi pozostają natomiast pytania o wzmocnienie sił zbrojnych poszczególnych państw NATO, czy zwiększenie nakładów na obronę.

Jens Stoltenberg powiedział w trakcie wizyty w Polsce, że Pakt Północnoatlantycki utrzyma "trwałą obecność i aktywność" w krajach Europy Środkowo - Wschodniej w związku z zagrożeniem ze strony Rosji. Podkreślił on przy tym, że podejmowane działania mają charakter obronny i nie stanowią naruszenia porozumień międzynarodowych. Sekretarz generalny NATO odwiedził również bazę w Łasku, gdzie oprócz myśliwców F-16 zaprezentowano maszynę wczesnego ostrzegania AWACS i samolot Eurofighter, należący do Luftwaffe.

Jens Stoltenberg stwierdził również, że postanowienia szczytu w Newport zostaną zrealizowane, a ostateczna decyzja odnośnie liczebności sił natychmiastowego reagowania (tzw. szpicy) zapadnie w lutym przyszłego roku. W trakcie rozmów poruszano także kwestie związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie, w związku z potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa krajów NATO położonych na południu Europy. 

Bez przełomu?

Pomimo zapewnień sekretarza generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego skuteczność systemu obrony kolektywnej nadal budzi wiele wątpliwości. Jeżeli przedstawiciele poszczególnych krajów Paktu nie podejmą decyzji odnośnie znacznego wzmocnienia sił zbrojnych (co wiąże się także z wysiłkiem finansowym), system sojuszniczej obrony może nie okazać się skuteczny w wypadku wystąpienia zagrożenia na dużą skalę.

Jest to tym bardziej istotne, że zgodnie z wypowiedzią dla Gazety Wyborczej nowy sekretarz generalny jest zwolennikiem przestrzegania porozumienia NATO – Rosja z 1997 roku, co oznacza że w Europie Środkowo – Wschodniej nie zostaną rozmieszczone na stałe „znaczące” siły sojuszu. Jens Stoltenberg podkreślał, że jest zwolennikiem dialogu z Rosją, zwracając jednocześnie uwagę, że „nie ma sprzeczności” między budowaniem systemu wspólnej obrony, a rozwijaniem stosunków z Federacją. W omawianych okolicznościach jeszcze bardziej zyskują na znaczeniu zdolności do reagowania na nagłe zagrożenia. Możliwości udzielenia szybkiej pomocy sojusznikom stoją pod znakiem zapytania ze względu na cięcia finansowe, zarówno w USA jak i na Starym Kontynencie.

Konieczne wzmocnienie sił zbrojnych i zwiększenie wydatków

Stany Zjednoczone są obecnie zaangażowane w Iraku, a budżet Departamentu Obrony podlega cięciom związanym z Budget Control Act. Jednocześnie kraje europejskie w większości nie spełniają wymogu przeznaczania 2 % PKB na obronność, a ograniczenia finansowe zmusiły je do wprowadzenia redukcji strukturalnych. Odbiły się one niekorzystnie szczególnie na zdolności do reagowania na niespodziewane zagrożenia, pojawiające się w kilku miejscach jednocześnie.

W celu zilustrowania sytuacji, w jakiej może się znaleźć NATO można przytoczyć przykład sił powietrznych Holandii, gdzie w ostatnich latach znacząco ograniczono liczbę samolotów bojowych pozostających w służbie. Obecnie z uwagi na zaangażowanie na Bliskim Wschodzie i w Polsce ponad 20 % samolotów bojowych holenderskich sił powietrznych jest wykorzystywanych operacyjnie do nieplanowanych wcześniej działań (jeżeli wziąć pod uwagę wydzielone rezerwy). Pozostaje niewiadomą, na ile Holendrzy byliby w stanie rozszerzyć zakres zaangażowania w wypadku wystąpienia zagrożenia o większej intensywości (konflikt z przeciwnikiem dysponującym nowoczesnym systemem obrony powietrznej, zadającym straty itd.). W Niemczech z kolei większość samolotów bojowych jest niezdolna do lotu, co w oczywisty sposób mogłoby utrudnić wydzielenie większych sił do działań sojuszniczych.

Co z odstraszaniem nuklearnym?

Pewną niewiadomą jest także stosunek Jensa Stoltenberga do systemu odstraszania nuklearnego NATO. W latach 90. brał on udział w protestach przeciwko próbom jądrowym przeprowadzanym przez Francję. Jednocześnie polityka jednostronnego redukowania broni jądrowej przez kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego (w tym przede wszystkim USA) wcale nie doprowadziła do ograniczenia potencjału Rosji. Wręcz przeciwnie, jest on odbudowywany i modernizowany, wdrażane są nowe, niebezpieczne środki przenoszenia, jak pociski Iskander (co mogło wiązać się ze złamaniem traktatu INF w odniesieniu do wersji Iskander-K). Jeżeli w Sojuszu Północnoatlantyckim podjęte zostaną decyzje o dalszych redukcjach broni jądrowej, skuteczność systemu odstraszania może stanąć pod znakiem zapytania. Jest to szczególnie niebezpieczne w kontekście doniesień o braniu pod uwagę przez niektórych rosyjskich decydentów uderzenia na kraje Europy Środkowo – Wschodniej w wypadku interwencji NATO w regionie w ramach systemu obrony kolektywnej.

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Reklama
Wacieńka
wtorek, 7 października 2014, 08:34

Bez zaawansowanej logistyki i rozbudowanego zaplecza na terenie Polski nie ma mowy o jakimś poważniejszym wsparciu militarnym ze strony NATO. Poza tym brak wielowarstwowej obrony przeciwrakietowej czyni zapewnienia Stoltenberga mało wiarygodnymi. A przestrzeganie zawartego w 1997 porozumienia między NATO i Rosją jest po prostu w obecnej sytuacji zachętą dla agresora.

reality
wtorek, 14 października 2014, 08:11

Stoltenberg po prostu jest lewakiem przez co będzie dążył do rozbrojenia NATO. Czas się zbroić i liczyć tylko na siebie

ryszard56
wtorek, 7 października 2014, 19:38

Nie ma co liczyc na innych ,trzeba sie zbroic i tyle w temacie

Adam
poniedziałek, 6 października 2014, 21:57

"postanowienia szczytu w Newport zostaną zrealizowane, a ostateczna decyzja odnośnie liczebności sił natychmiastowego reagowania (tzw. szpicy) zapadnie w lutym przyszłego roku". Pamiętam (lata 80-te) lekcje historii nt. Ligi Narodów: "zramolałe struktury, brak decyzyjności...". To wszystko, niestety, brzydko wygląda. "Należy patrzeć na istotę rzeczy, a nie na powierzchnię zjawisk" - wydaje mi się, że istotą rzeczy jest wysyłany do nas komunikat - sorry, ale 'wicie, rozumicie' .

Victor
środa, 8 października 2014, 20:04

Cyt.: "zaprezentowano ...samolot Eurofighter, należący do Luftwaffe" (liczba pojedyncza). Rozumiem, że więcej sprawnych samolotów Luftwaffe nie posiada?I ciekawe czy miał jakiekolwiek uzbrojenie, wie może ktoś?

sorbi
poniedziałek, 6 października 2014, 20:10

Rosja już dawno podzieliła Polskę z Niemcami - taką magiczną granicą jest mniej więcej linia WIsły - dopóki Sowieci jej nie przekroczą - Niemcy nie kiwną nawet palcem w naszej obronie. Jeśli to zrobią, Niemcy się ruszą, bo nie chcą graniczyć z Rosją w żaden sposób, ani walczyć w późniejszym czasie na własnej ziemi. Polska zachodnia jest dla nich idealnym miejscem do prowadzenia działąń wojennych i strefą buforową, której Rosja nie może przekroczyć, jesli nie chce konfrontacji z Berlinem i zapewne Francją ,czy Anglią. O Polsę wschodnią będziemy musieli walczyć sami.

golewa
poniedziałek, 6 października 2014, 20:03

Dużo mówią mało robią i w kółko to samo bo coś trzeba mówić. NA -TO jak na LATO. Nie wierzę w ich zapowiedzi o pomocy dla Polski.

evtu
poniedziałek, 6 października 2014, 18:33

Wszyscy zgodnie wypowiadają się, że Polska w przypadku rosyjskiej agresji nie ma żadnych szans. Myślę, że nie do końca jest to prawdą. Wszystko zależy od przyjętej strategii jaką zdecydowalibyśmy się zastosować wobec takiej agresji. Biorąc pod uwagę potencjały Polski i Rosji stosunek sił konwencjonalnych będzie ok. 4:1 na korzyść Rosji. W klasycznej otwartej walce większych szans na przetrwanie raczej nie mamy. Przewaga ilościowa Rosjan wzięła by górę i każde starcie, nawet po zadaniu przeciwnikowi dotkliwych strat, kończyło by się przełamaniem naszych pozycji. Wdawanie się więc w takie bitwy, było by tylko ułatwianiem Rosjanom unicestwienia naszych sił ( pewna analogia do wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, podczas której decyzje Amerykanów o wydaniu bitwy Brytyjczykom, kończyły się zniszczeniem armii powstańczych). Czy możliwe jest zatem wygranie wojny bez wdawania się w bitwy? Myślę, że tak. Myślę, że w takiej hipotetycznej wojnie skupianie się na obronie konkretnych rubieży nie ma najmniejszego sensu. W przyszłych działaniach nie może być nić z klasycznej wojny, żadnych frontów, przełamań i wszystkiego tego co pamiętamy z czasów II wojny. Zakładam, że w takim konflikcie tylko w ograniczonym stopniu możemy liczyć na sojuszników z NATO. Przyjmuję, że owszem obstawią zachodni brzeg Odry, ale w aktywny udział jednostek liniowych NATO na ziemiach polskich raczej nie wierzę (przynajmniej w początkowej fazie wojny). Zakładam również, iż celem ataku Rosji jest wyłącznie Polska, a intencją Rosji jest w miarę możliwości nie wdawanie się w konflikt z państwami zachodnimi. Co zatem miały by zrobić nasze siły zbrojne wobec agresji rosyjskiej? 1. W pierwszej kolejności i to w tempie ekspresowym należałoby przebazować wszystkie siły lotnicze (samoloty, helikoptery) na lotniska niemieckie. Tam byłyby nieco bezpieczniejsze, gdyż każdy atak na nie wiązałby się z niszczeniem niemieckiej infrastruktury, a to z kolei zwiększałoby prawdopodobieństwo zaangażowania się Niemiec w konflikt, co byłoby nam na rękę. 2. Wszystkie nasze jednostki liniowe, bez wdawania się w niepotrzebne walki powinny być wycofane jak najbliżej zachodniej granicy (najlepiej gdyby już na początku konfliktu były tam rozlokowane). Mogły by być prowadzone co najwyżej działania dywersyjne, pułapki, odskok itp. mające na celu, zadanie strat przemieszczającym się jednostkom rosyjskim, ale bez napinania się. Samo opóźnianie nieprzyjaciela jest nieistotnym czynnikiem. Nie ma większego znaczenia, czy Rosjanie przekroczą np. Wisłę drugiego, czy 10-tego dnia konfliktu. 3. Jakie korzyści daje nam przesunięcie wojsk ku zachodniej granicy? Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze korzystamy z faktu, że po zachodniej stronie Odry stoją w gotowości wojska Budeswehry. Nie palą się do forsowania Odry, by przyjść w sukurs Polakom, ale jednak mają środki walki, którymi mogą oddziaływać w głąb terytorium Polski. Przykładem niech będzie rola artylerii rosyjskiej oraz rozpoznanie dronami w rejonie Donbasu - strzelając z własnego terytorium Rosjanie wydatnie wspierali separatystów. Myślę, że takiego wsparcia sojusznik NATO raczej by nam udzielił. Zakładam również, iż lotnictwo oraz śmigłowce NATO również aktywnie wspierały by nasze wojska znajdujące się blisko strefy granicznej. Po drugie, przyjmując walkę z Rosjanami dopiero przy zachodniej granicy wciągamy państwa zachodnie w konflikt, wojna przychodzi do ich granic i nawet nie mając wielkiej ochoty państwa zachodnie, będą powoli wciągane do walki. Gdybyśmy wdali się w poważniejsze walki z Rosjanami w centralnej części Polski, to osamotnieni szybko byśmy przegrali, po tygodniu byłoby pozamiatane, a sojusznicy wyrazili by tylko żal i głębokie zaniepokojenie. Wycofując wszystkie wojska bliżej zachodnich granic sprowadzamy im wojnę na głowę i zmuszamy tym do aktywności. Po trzecie, mając w pamięci obraz Warszawy z Powstania unikamy strat ludności cywilnej, wszystkie miasta oddajemy, uchroni to w maksymalnym stopniu cywilów i infrastrukturę. No dobrze, ale co dalej? W wyniku takich działań mamy ( przy znacznym zaangażowaniu wojsk NATO) bijatykę i strefę walk wzdłuż zachodnie granicy, która stopniowo jest wzmacniana przez wolno i niechętnie (ale jednak) wojska NATO ( chociaż wg. mnie na tym etapie konfliktu odziały NATO-wskie Odry nie przekroczą). W strefie tej nie wykluczam nawet „dziwnej” wojny, gdzie dochodzi do pewnego impasu i stabilizacji – Rosjanie nie idą na całość, gdyż to skutkowałoby wojnę z całym NATO, a nie tylko z siłami Rzeczpospolitej…a tego Rosja przecież nie chce (to moje założenie, bo równie dobrze mogą się zatrzymać dopiero na wybrzeżu Atlantyku – no ale to już opowieść na inny scenariusz). A co się dzieje na pozostałym 90% terytorium Polski? I w tym momencie dochodzimy do meritum sprawy, bo to tutaj będą toczyć się działania, które zdecydują o losach wojny. Aby wyjaśnić koncepcję wojny i szansę jej zwycięstwa w obliczu przewagi nieprzyjaciela posłużę się przykładem. Zakładam, że stosunek sił walczących stron jest 4:1 (przypominam, wynika on z potencjałów gospodarczych i demograficznych Polski i Rosji). Zakładając taki stosunek sił wyobraźmy sobie hipotetyczne starcie: z naszej strony jeden BWP i 8 żołnierzy, siły Rosjan cztery BWP i 32 żołnierzy. Wynik starcia raczej przesądzony – klęska polskiego pododdziału. Wyobraźmy sobie jednak drugie starcie: rosyjski BWP (wart 400 tys. $ ) z 8 żołnierzami jedzie drogą, kilometr dalej czeka dwóch polskich żołnierzy z zestawem SPIKE ( wart 100 tys. $), relację 4:1 mamy zachowaną. Jaki będzie wynik starcia? Wszyscy wiemy. Jest to oczywiście przejaskrawiony przykład, ale w sposób prosty przedstawia pewną ideę – zwycięstwo nie zależy wyłącznie od stosunku sił – decyduje przyjęta strategia i taktyka. Wojna, to partia szachów, w której liczy się rachunek ekonomiczny i bardzo ważne – to my mamy dyktować warunki prowadzenia wojny oraz styl walki. Wracając do meritum - po kilku dniach walki mamy następującą sytuację: armia rosyjska zalewa Polskę, a nasze jednostki liniowe toczą walki w przygranicznych zachodnich rejonach kraju, 90% Polski znajduje się pod rosyjską okupacją. Klęska Polski? Nic podobnego, dopiero teraz rozpoczyna się właściwa walka. Na terenie kraju zajętego prze Rosjan pozostało ukrytych 40 do 60 procent polskiej armii. Wojna, a właściwie polowanie na Rosjan rozpoczyna się dopiero teraz. Standardowo wojna partyzancka kojarzy nam się ze słabo uzbrojonymi partyzantami walczącymi z posiadającym przewagę techniczną okupantem. Wyobraźmy sobie inną wojnę, w której to „partyzanci” dysponują techniką równą, bądź nawet lepszą niż okupant. Takiej wojny jeszcze nie było, a może się okazać, że w takim przypadku to agresor wszedł w pułapkę i stał się zwierzyną łowną! Taki pomysł prowadzenia wojny wymagałby uprzedniego zorganizowania tysięcy ukrytych po krzakach na terenie całego kraju niewielkich magazynów z wszystkim tym co jest potrzebne do prowadzenia wojny miesiącami, łącznie z mundurami i ekwipunkiem indywidualnym żołnierza. Fala rosyjskich wojsk przetacza się przez Polskę, nikt nie stawia oporu. W godzinie W „cywile” idą w krzaki, by po godzinie na terenie całego kraju na tyłach wojsk rosyjskich wyrosła nieoczekiwanie świetnie wyposażona ( środki walki, łączności, rozpoznania itp.) armia, wyszkolona do walki partyzanckiej. Podstawowym priorytetem takich wojsk nie musi być mobilność, a zdolność do przetrwania i ukrycia w terenie – podziemne kryjówki dla oddziałów 2-4 osobowych, działających i współdziałających lokalnie w terenie. Myślę, że nasycenie rzędu 10 do 50 żołnierzy w kwadracie 10 x 10 km spowodowałby totalny paraliż wojsk okupanta. Każdy wykryty w terenie pojazd, helikopter czy żołnierz rosyjski powinien czuć się zagrożony i być likwidowany. W taktykę walki „partyzanckiej” nie chcę wnikać, wymagała by ona szczegółowego dopracowania, ale powinna bazować na takich środkach jak pociski SPIKE, GROM, snajperzy, drony do rozpoznania i ataku. Wszystko oczywiście przy doskonałej łączności i koordynacji działań grup bojowych. Celem strategicznym powinno być unicestwienie sił rosyjskich na terenie kraju. Przy dopracowanej taktyce partyzanckiej i relacji sił 4:1 zadawane straty mogły by doprowadzić do paraliżu i wykrwawienia sił rosyjskich na terenie Polski. Należałoby założyć, iż walka musiała by trwać nawet miesiącami, wszystko jest do zrealizowania, tylko trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Po osłabieniu i zdemoralizowaniu przeciwnika powinna ruszyć kontr ofensywa z zachodu. Podsumowując temat należałoby skoncentrować się na trzech istotnych aspektach: wojskom liniowym znajdującym się w zachodnich rejonach Polski należałoby zapewnić ochronę w postaci wsparcia lotniczego, artyleryjskiego itp. rajów NATO, tak aby nie zostały one zniszczone. Ponadto należy rozpocząć szkolenie wojsk do wojny partyzanckiej, opracować ich taktykę, łącznie z planami rozmieszczenia ukrytych podręcznych magazynów, umożliwiających długotrwałe prowadzenie walki. Po trzecie należy dbać, aby stosunek sił Rosji i Polski w konwencjonalnych wojskach nie był większy niż 4:1 , a jest to możliwe gdyż takie są potencjały obydwu krajów. Przedstawiona wizja, to oczywiście ogólna i jedna z wielu, wielu możliwości prowadzenia wojny asymetrycznej. Poruszony temat, to inspiracja do rozgrywki partii szachów - skoro Rosjanie wiedzą co ich spotka w Polsce, to się przygotują na taką walkę, a my z kolei wiemy co oni zrobią, aby przygotować się na walkę z „partyzantką” itd., itd… Ważne aby zawsze być o krok do przodu w stosunku do przeciwnika, bo tu nie decydują nawet pieniądze i środki, tylko pomysł i niekonwencjonalne metody. Pozdrawiam. Cywil, ale fanatyk strategii i taktyki.

anon
wtorek, 21 października 2014, 10:38

evtu: Twoj komentarz jest lepszy od artyluku na gorze :) moze defence24 zaprosi Cie do wspolpracy w kontekscie pisania artykulow ;)

S
niedziela, 19 października 2014, 12:47

Evtu, naprawdę ciekawy post. Jednak Zgred, choć zrobił to w sposób brutalny, napisał Ci prawdę. Z całym szacunkiem dla włożonej przez Ciebie pracy, którą przeczytałem z przyjemnością, doceń to. Podpułkowniku Wareda, prowadźcie dalej taką politykę a bez żadnej wojny z Rosji zostanie już tylko wspomnienie i zapis w podręcznikach historii w państwie moskiewskim. I piszę to serio, gdyby nie arsenał nuklearny Rosja, dzięki polityce Kremla nie przetrwałaby miesiąca. Jeszcze dekady rosjan (których mi szczerze żal) będą za to płacić ogromną cenę.

Podpułkownik Wareda
środa, 8 października 2014, 21:44

Panie evtu! Z pewnym zainteresowaniem przeczytałem Pana post. I podziwiam Pana, że wykazuje Pan jako cywil, pozazawodowe zainteresowania dot. problematyki strategii i taktyki wojskowej. Wśród cywilów, takie zainteresowania są niezmiernie rzadkie. Tym bardziej, zaskoczył mnie Pan swoimi zainteresowaniami. W najlepszej akademii wojskowej w Europie, tj. Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst w Wielkiej Brytanii, uczą słuchaczy, że nie należy przekreślać żadnego pomysłu. Niestety, bez urazy, ale muszę Pana zmartwić. Pana propozycje, skądinąd nawet ciekawe jak na cywila, są nierealne. I tu zacytuję jedynie pierwsze dwa zdania z Pańskiego postu: "Wszyscy zgodnie wypowiadają się, że Polska w przypadku rosyjskiej agresji nie ma żadnych szans. Myślę, że nie do końca to jest prawdą". Wyszedł Pan z fałszywego założenia już na początku swojego postu. Otóż, w wielkim skrócie: proszę mi wierzyć, w przypadku bezpośredniego konfliktu zbrojnego z Rosją, Polska nie ma jakichkolwiek szans. I żadne antytezy, niczego tutaj nie wniosą nowego. Musimy przyjąć ten fakt do wiadomości. Przewaga militarna Rosji, wielokrotnie przewyższa nasze możliwości obronne. Przedstawiciele polskiego Sztabu Generalnego, oceniają, że Rosjanie opanowaliby Warszawę i najważniejsze ośrodki gospodarcze w Polsce w ciągu 24-48 godzin od rozpoczęcia konfliktu. I nie ma powodu im nie wierzyć. Sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby NATO, a de facto Amerykanie, zastosowaliby wobec Rosji odwetowe ataki jądrowe. Oczywiście na tym świecie wszystko jest możliwe. Ale śmiem twierdzić, i powtarzam to po raz kolejny, że Amerykanie nie zaryzykują i nie rozpoczną wojny jądrowej z Rosją. Ryzyko takiego konfliktu jest zbyt wielkie i nie będzie zwycięzców ani przegranych. Więcej, to byłby koniec naszego świata - przynajmniej w dotychczasowej, znanej nam postaci. I niech Pan nie traktuje poważnie tych, którzy z nonszalancją powtarzają, że uzyskanie przez Polskę broni jądrowej, nie stanowi większego problemu. To jest nieprawda. Życzę Panu dalszych, ciekawych przemyśleń na temat strategii i taktyki wojskowej. Tylko proszę zawsze uwzględniać, przede wszystkim, realia współczesności. Pozdrawiam.

rick
wtorek, 7 października 2014, 12:28

Rozumiem ze gdy ruszy kontrofensywa z zachodu to rosjanie grzecznie i w panice uciekna do siebie.i nie beda sie bronili w naszych miastach ktore sa najlepszym sposobem na opoznienie nacierajacych wojsk?i co wtedy z ludnoscia?grzecznie ja ewakuuja?co za naiwne myslenie.wspolczesnie to wlasnie walki w miastach powoduja najwieksze straty bo zadna armia nie zajmuje pol czy lasow tylko centra administracyjne przemyslowe i kulturowe.przeksztalcenie armii w sily partyzanckie to tez niemale koszty.chociazby szkolenie i odpowiednie uzbrojenie nie wspominajac o zaopatrzeniu.chybiony pomysl

podbipieta
wtorek, 7 października 2014, 10:18

geniusz strategiczny z pana że aż sta.rach.To czemu AK stała z bronią u nogi czekając na W, Bo nie znała pańskiego planu.

WARS
poniedziałek, 6 października 2014, 22:07

...jednego nie wziales pod uwage...czy naprawde myslisz, ze zachodnia finansjera pozwoli sie "okrasc" Putlerowi ? Tak, tak...wlasnie to, ze wiekszosc zakladow czy bankow u nas nie jest polskich spowoduje uderzenie zachodu na sowietow...wojny sie tocza o pieniadze a zachod zarabia w Polsce potezne pieniadze a to potega koncernow decyduje o tym co robia zachodnie rzady!

Gottard
poniedziałek, 6 października 2014, 19:13

Panie Evtu dość to naiwne, tak to jest gdy gimnazjaliści biorą się za planowanie obrony. A co z ludnością polska, torturowaną, mordowaną, zbiorowe bestialskie gwałty na 7-12 letnich dziewczynkach? Nie wziąłeś pan pod uwagę ze kacapy to dzicz bez jakichkolwiek zahamowań. i nas w przeciwieństwie do ludności Donbasu nienawidzą. Po drugie naiwne mniemanie że Niemcy będą pomagać. Daję głowę że nie będą , F-16 np. u siebie rozbroją, zmagazynują albo zakażą lotów - jakaś wymówkę sobie znajdą bo to cwaniaki. Opracuj pan wariant obrony z założeniem ze Niemcy wbiją nam nóż w plecy i storpedują wszelkie możliwe formy pomocy NATO ( np. strajk dokerów czy kolei DB). I weź pan na sumienie pewne jak amen w pacierzu masowe rzezie i gwałty na Polakach , a jak to wpłynie na morale WP które ma stać z bronią u nogi przy granicy na Odrze?

z prawej flanki
wtorek, 7 października 2014, 15:00

od co najmniej już dekady ; NATO oraz niemal cała zachodnia Europa względem swoich podstawowych cełów obronnych i przy jednoczesnym (a zupełnie niezrozumiałym) strachu przed drażnieniem wschodniego niedźwiedzia - stoi w wyraźnym rozkroku. I ten rozkrok z każdym kolejnym kryzysem wynikającym z coraz większej bezczelneści i śmiałości Kremla - niebezpiecznie się powiększa. Tak obserwując już od jakiegoś czasu ,ów coraz groźniejszy syndrom chowania głowy w piasek przez kraje Sojuszu w reakcji na rosnącą beczelność FR - zastanawiam się ; kiedy Rosjanie dojdą w końcu do oczywistego wniosku ,że już m o ż n a? I g d z i e się tym razem zatrzymają?

filo
czwartek, 9 października 2014, 09:09

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należałoby najpierw zastanowić się co tak naprawdę chce osiągnąć Rosja? Jakie są jej cele? Podbicie dawnych republik radzieckich? Podbicie, a może tylko zwasalizowanie dawnych państw RWPG? A może całej Europy? Gdzie jest i czy w ogóle istnieje granica ekspansji i ambicji terytorialnych Rosji? Myślę, że takiej granicy nie ma, a raczej jest tam gdzie zachód postawi twarde – NIE. Rosja będzie stosowała zasadę: daj palec, chwyci rękę, więc nie można dać nawet palca. Tę prostą zasadę musi zrozumieć zachód. Rosja może myśleć o ekspansji, jeśli będzie zdolna rozwijać się gospodarczo nawet w obliczu całkowitej izolacji gospodarczej i ekonomicznej zachodu. Jeśli nie będzie w stanie tego zrobić, to nie ma szans, bo to nie czołgi pokonają Rosję, tylko dolary…Na Ukrainie, to nie czołgi zatrzymały Rosję…

Oj
wtorek, 7 października 2014, 12:15

Abstrahując wszelkiej maści zapewnienia, chwalenia i poklepywania Jens Stoltenberg jako były premier Norwegii przyjechał dogadać biznesy a mianowicie drugi zestaw NDR/NSM może i NASAMS a kto wie czy nie OP.....

Tweets Defence24