Technologie

Przeciwko Iskanderom, S-400 i okrętom. Nowe rakiety taktyczne US Army [ANALIZA]

Rys. Lockheed Martin
Rys. Lockheed Martin

Amerykanie przygotowują się do wprowadzenia nowego typu pocisków taktycznych, opracowywanych w ramach programu PrSM. Zapewnią one skokowy wzrost potencjału amerykańskiej artylerii rakietowej, dziś używającej pocisków ATACMS. Rozwój tych systemów może też mieć znaczenie dla Polski.

Program PrSM (Precision Strike Missile) to jeden z priorytetów modernizacji amerykańskich wojsk lądowych. W jego ramach zakłada się wprowadzenie nowego pocisku taktycznego, uzupełniającego a w konsekwencji zastępującego używane obecnie ATACMS. Zakładał on od początku wprowadzenie pocisków o donośności do około 500 km. Ponadto, w jednym kontenerze startowym miały się mieścić dwa nowe pociski (zamiast jednego ATACMS), dzięki czemu wyrzutnia HIMARS mogłaby dysponować dwoma nowymi rakietami, a cięższa M270 MLRS – czterema.

Znaczenie tego programu wzrosło po tym, jak Stany Zjednoczone wycofały się z traktatu INF, w reakcji na złamanie tej umowy przez Rosję. USA mogą bowiem teraz bez przeszkód zwiększać donośność systemu PrSM. Jednocześnie otrzyma on zupełnie nowe zdolności, dające skokowy wzrost potencjału w stosunku do obecnych rakiet ATACMS. O szczegółach rozwoju PrSM napisał serwis Breaking Defense.

W 2023 roku wstępną gotowość ma osiągnąć pierwszy wariant tego pocisku – osiągający donośność ponad 500 km, z naprowadzaniem INS/GPS (a więc przeznaczony przede wszystkim do zwalczania celów o znanych dokładnie koordynatach). To, w połączeniu z faktem iż wyrzutnie HIMARS/MLRS będą mogły zabierać dwukrotnie więcej tych rakiet w stosunku do obecnych ATACMS, już daje duże zwiększenie potencjału bojowego.

Dwa lata później do służby ma jednak wejść odmiana „Spiral One”, z nową głowicą samonaprowadzającą. Będzie ona kierowana z pomocą głowicy wielosensorowej – pasywnej radiolokacyjnej oraz termowizyjnej w ostatniej fazie lotu. Dzięki temu pociski tego typu będą mogły zwalczać cele ruchome, zarówno na ziemi jak i na morzu. Będą więc mogły służyć do zwalczania okrętów, ale i nieprzyjacielskich systemów radarowych/przeciwlotniczych, nawet gdy nie wiadomo jakie jest ich dokładne położenie.

Jak zauważa Breaking Defense, oznacza to iż system PrSM może być szczególnie przydatny nie tylko w rejonie Azji i Pacyfiku (jako broń przeciwokrętowa), ale i na teatrze europejskim, gdzie mógłby zostać wykorzystany np. przeciwko elementom rosyjskich systemów obrony powietrznej, takich jak S-400. Innym zagrożeniem, z myślą o którym rozwijane są PrSM, są z pewnością rosyjskie kompleksy uderzeniowe, takie jak Iskander.

Na początku czerwca przeprowadzono pierwsze testy w locie głowicy przeznaczonej dla PrSM. System ten został zamontowany pod skrzydłem samolotu, a następnie śledził – przy pewnych ograniczeniach – cele ruchome. Test przebiegł zgodnie z założeniami.

Kolejne planowane odmiany tego systemu to Spiral Two, dysponujący prawdopodobnie głowicą z subamunicją oraz Spiral Three – o donośności do 700-800 km. Na razie nie jest znany szczegółowy harmonogram ich wprowadzenia, jednak może do tego dojść po 2025 roku.

Artyleria rakietowa priorytetem US Army

Program PrSM to jeden z kilku projektów mających na celu skokowe wzmocnienie artylerii rakietowej US Army. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Amerykanie doszli do wniosku, że wymaga ona istotnego wzmocnienia. Powód jest prozaiczny: w czasie operacji w Iraku czy Afganistanie Amerykanie wykorzystywali lotnictwo w pełni swobodnie, niemal tak jak artylerię. W czasie pełnoskalowej wojny wyrzutnie rakietowe mają jednak szczególnie przydatne cechy – relatywnie łatwo jest ukryć je w terenie, przemieszczać i nie wymagają one wsparcia dużych oraz stacjonarnych baz, stanowiących łatwy cel dla potencjalnego przeciwnika dysponującego systemami uderzeniowymi. Na decyzję o zwiększeniu zaangażowania w modernizację artylerii rakietowej (i artylerii w ogóle – jako pierwszy element tzw. „wielkiej Szóstki priorytetów modernizacyjnych) mogły też wpłynąć analizy doświadczeń z wojny na Ukrainie, gdzie była ona stosowana z dużą skutecznością (nie tylko zresztą przez Rosjan).

Z dokumentów budżetowych US Army wynika, że wojska lądowe chcą docelowo zakupić ponad 2400 pocisków PrSM. Wejdą one na uzbrojenie wyrzutni MLRS M270 i HIMARS. Również drugi rodzaj pocisków, używanych przez te wyrzutnie, ma przejść modernizację. Standardowe, używane dziś GMLRS mogą razić cele na dystansach do maksymalnie 70-85 km, ale w opracowaniu znajduje się już system GMLRS-ER, o zasięgu wydłużonym do 200 km. W praktyce więc w ciągu dekady donośność amerykańskiej artylerii rakietowej zostanie zwielokrotniona.

Również inne elementy artylerii rakietowej USA mają podlegać modernizacji. W najbliższym czasie przewiduje się rozmieszczenie nowego systemu kierowania ogniem AFATDS 7.0 firmy Leidos (obecną, starszą choć modernizowaną wersję dostarcza Raytheon). AFATDS 7.0 ma być m.in. bardziej mobilny i dostosowany do operowania w warunkach silnego przeciwdziałania przeciwnika (obecnie w stanowiskach dowodzenia szczebla batalionu m.in. dla HIMARS wykorzystywane są namioty).

Z AFATDS 7.0 będą prawdopodobnie łączone również nowe systemy rażenia poziomu operacyjno-strategicznego, np. wyrzutnie pocisków hipersonicznych bazowania lądowego. W dłuższej perspektywie zakłada się integrację tego systemu z IBCS, tak aby dane o celach (np. wyrzutniach rakiet balistycznych potencjalnego przeciwnika) mogły być zbierane również za pomocą radarów obrony powietrznej. Dzięki temu artyleria polowa i przeciwlotnicza mogłyby działać w ramach połączonego systemu ognia, aby skutecznie zwalczać zagrożenia.

Oprócz zwiększania zdolności technicznych, Amerykanie stawiają również na odbudowę potencjału ilościowego. Do niedawna wojska lądowe USA dysponowały 225 wyrzutniami MLRS i ok. 360 HIMARS, ale te liczby wkrótce ulegną zmianie. Pentagon zlecił w ubiegłym roku koncernowi Lockheed Martin przeprowadzenie prac związanych z przywróceniem do służby pierwszej partii ok. 50 z łącznie 160 wyrzutni planowanych do wznowienia eksploatacji, w nowym standardzie M270A2.

US Army wstępnie założyła, że każdej z dywizji ma przypadać jeden batalion (dywizjon) artylerii rakietowej z MLRS. Obecnie te wyrzutnie wchodzą jedynie w skład brygad artylerii rakietowej, będących jednostkami wyższego szczebla (np. korpusu). Nota bene, jedną taką jednostkę już sformowano – w Europie. Mowa o 41 Brygadzie Artylerii, stacjonującej w Niemczech i dysponującej dwoma batalionami MLRS.

Wojska lądowe USA zamierzają też pozyskać przynajmniej kilkadziesiąt dodatkowych wyrzutni HIMARS, m.in. z myślą o rozmieszczeniu w magazynach Army Prepositioned Stock na zachodzie Europy. Liczebność swoich jednostek HIMARS zwiększy też Korpus Piechoty Morskiej, dla którego to te wyrzutnie – lżejsze i dysponujące mniejszą siłą ognia, ale łatwiejsze do przerzutu od MLRS – mają stanowić podstawę uzbrojenia artylerii rakietowej. Uznawanej za szczególnie istotną w kontekście zagrożenia ze strony ChRL i konieczności przygotowania do zwalczania celów morskich (mają do tego służyć zarówno HIMARS, jak i nowo wprowadzane wyrzutnie rakiet NSM). To wszystko powoduje, że amerykańska artyleria rakietowa dalekiego zasięgu będzie w nadchodzących latach głęboko modernizowana i nabierze większego znaczenia.

Amerykańska artyleria dalekiego zasięgu a Polska

Rozwój systemów opartych na MLRS/HIMARS ma również polski kontekst. Warszawa podpisała w 2019 roku umowę na zakup jednego dywizjonu HIMARS, w standardowej konfiguracji (np. z istniejącą wersją AFATDS, pociskami ATACMS i GMLRS), bez transferu technologii i z relatywnie niewielkim zapasem amunicji. PMT do 2035 roku zakłada dalsze zakupy, jednak szczegóły nie są znane.

Wcześniej, od 2015 do 2018 roku prowadzono postępowanie mające na celu pozyskanie trzech dywizjonowych modułów ogniowych Homar w konfiguracji dostosowanej do krajowych wymogów i zintegrowanej z polskimi elementami (ZZKO Topaz, pojazdy Jelcz), od konsorcjum polskich spółek z liderem najpierw HSW a następnie PGZ (która w 2016 roku przejęła rolę lidera). Partner zagraniczny miał zostać wybrany a następnie dostarczyć technologie rakietowe (rakiety do wyrzutni wieloprowadnicowych miano produkować w kraju na licencji). Tamtego postępowania z różnych przyczyn nie udało się jednak sfinalizować, choć w 2017 roku rekomendowano propozycję obejmującą właśnie system HIMARS jako bazę dla Homara.

Nie ma wątpliwości, że potrzeby Sił Zbrojnych są dużo większe, a w nadchodzących latach znaczenie tego rodzaju systemów będzie rosło. Gdyby program Homar zrealizowano w pierwotnej formule, zbrojeniówka byłaby dużo lepiej przygotowana na przyjęcie transferu technologii pocisków nowej generacji w kolejnych obszarach. Teraz jednak proces budowy krajowego potencjału do systemu HIMARS będzie trzeba zaczynać od początku, o ile takie decyzje zostaną podjęte. A jest o co walczyć, bo Strategiczny Przegląd Obronny rekomendował Polsce posiadanie nie 20, a około 160 wyrzutni systemu Homar. Z kolei działania Amerykanów, którzy sami wzmacniają artylerię rakietową, świadczą o tym że rekomendacje SPO – co do kierunku – były słuszne. Czy tym razem, przy oczekiwanych w dłuższej perspektywie zakupach kolejnych elementów artylerii rakietowej dalekiego zasięgu uda się połączyć rozbudowę zdolności obronnych z budową bazy przemysłowej?

Komentarze