Siły zbrojne

Zamiast Mistrali i krążowników atomowych. Putin sięga po tańsze okręty [ANALIZA]

Okręt desantowy Iwan Grien. Fot. Defence24.pl
Okręt desantowy Iwan Grien. Fot. Defence24.pl

Modernizacja rosyjskiej marynarki wojennej (WMF), która od chwili dojścia do władzy Władimira Putina nabierała przyspieszenia, w ostatnich latach uległa znacznemu spowolnieniu. W dużej mierze źródeł takiego stanu rzeczy należy szukać w aneksji Krymu i zaangażowaniu Rosji w konflikt na wchodzie Ukrainy. Zapewne nikt na Kremlu nie spodziewał się jaki wpływ będzie to miało na programy budowy nowych okrętów i dostawy uzbrojenia morskiego dla WMF FR.

Na plan pierwszy wysuwają się tu możliwości finansowe państwa, które przekładają się bezpośrednio na zdolności do budowy nowych okrętów bojowych. Żeby WMF rozwijała się konieczne są duże nakłady finansowe, o które trudno w przeżywającym kłopoty budżecie państwa, w nadmiernym stopniu uzależnionego od cen ropy naftowej na światowych rynkach.

Nic dziwnego, że zdecydowano się na skoncentrowanie wysiłków na kontynuowaniu budowy okrętów tych typów, których produkcję już opanowano, zwłaszcza że w pierwszej kolejności przemysł musiał uporać się z konsekwencjami wydarzeń na Ukrainie i międzynarodowymi sankcjami, czyli uniezależnić się od zagranicznych dostawców. Niezwykle widoczne jest to w zakresie produkcji siłowni okrętowych (zwłaszcza turbogazowych), gdzie współpraca z Ukrainą miała wręcz kluczowe znaczenie. Rosyjski przemysł ma potencjalnie na tyle duże możliwości, aby poradzić sobie z tymi wyzwaniami. Potrzebny jest jednak na to czas i spore nakłady finansowe.

Najbardziej znana, bo szeroko komentowana w mediach, była sprawa dwóch śmigłowcowców desantowych Władiwostok i Siewastopol typu Mistral, zbudowanych co prawda we Francji, ale z dużym udziałem rosyjskiego przemysłu, jako że rufowe części kadłubów tych desantowców powstały w stoczni Bałtyckiej w Sankt Petersburgu. Pierwszy z tych okrętów miał zostać przekazany odbiorcy już jesienią 2014 r. W tym celu przybył nawet do Saint-Nazaire rosyjski okręt szkolny Smolnyj z 400 marynarzami mającymi stanowić załogi. 15 września 2015 r.

Władiwostok wyszedł w pierwsze próby morskie z rosyjską załogą, zaś mimo wysłania zaproszenia dla delegacji rosyjskiej na zaplanowaną 14 listopada ceremonię przekazania tego okrętu Rosji ostatecznie do tego nie doszło. 25 listopada prezydent Holland potwierdził zawieszenie dostawy jednostek do czasu unormowania sytuacji na Ukrainie, zaś w grudniu minister spraw zagranicznych Francji stwierdził, że Mistrale mogą w ogóle nie zostać przekazane Rosji. W konsekwencji 18 grudnia 2014 r. Smolnyj z rosyjskimi marynarzami opuścił Saint-Nazaire.

image
Śmigłowcowiec desantowy Władiwostok - jeden z okrętów przeznaczonych pierwotnie dla Rosji. Fot. Defence24.pl

Wraz nastaniem nowego roku stało się jasne, że w związku z niewygaśnięciem konfliktu na Ukrainie i utrzymującą się presją społeczności międzynarodowej przekazanie tych okrętów jest już niemożliwe. 5 sierpnia 2015 r. Rosja i Francja poinformowały o podpisaniu porozumienia w sprawie anulowania podpisanego w 2011 r. kontraktu na zakup dwóch okrętów desantowych typu Mistral. Według upublicznionych informacji obie strony zawarły następujące porozumienie: Federacja Rosyjska otrzyma całą kwotę wpłaconych zaliczek (około 896 mln euro) oraz kwot wydanych na program w kraju (około 100 mln euro), wyposażenie pokładowe pochodzenia rosyjskiego zostanie zdemontowane i zwrócone. Tym samym wszelkie prawa do obu jednostek przeszły na rzecz Republiki Francuskiej. Pozwoliło to na sprzedaż jednostek innemu kontrahentowi, co nastąpiło bardzo szybko, gdyż już 23 września 2015 r. poinformowano, że zostaną one zakupione przez Egipt.

Zawirowania te przyspieszyły prace nad własnymi śmigłowcowcami desantowymi i to od razu dwoma, większym o kryptonimie Lawina i mniejszym Priboj, które miały swoją premierę w Moskwie na wystawie Armija 2015. Od tego czasu, mimo upływu kilku lat, brak oficjalnych informacji na temat postępów w rozwoju tych jednostek. Oznacza to, że są one minimalne lub też w ogóle został on zamrożony.

Ma to najprawdopodobniej podłoże finansowe, jako że projektowanie tak dużych i skomplikowanych jednostek kosztuje niemało, podobnie jak i ich budowa. Zapewne w obecnej sytuacji budżetowej WMF po prostu nie ma na to środków. Nie dziwi, więc fakt, że przystąpiono do budowy mniejszych okrętów desantowych opartych o projekt sprawdzonych jednostek projektu 11711, z których pierwszy Iwan Grien znajdującej się w służbie, zaś drugi Piotr Morgunow niedługo powinien wyjść na pierwsze próby morskie.

image
Śmigłowcowiec desantowy Priboj. Fot. Defence24.pl
image
Okręt desantowy Iran Grien. Fot. Defence24.pl

W stoczni Jantar w Kaliningradzie 23 kwietnia położono stępki dwóch dużych okrętów desantowych tego typu - Władimir Andriejew (nr. stocz. 303) i Wasilij Truszin (nr. stocz. 304) - trzeciej i czwartej jednostki serii. Będą się one znacznie różnić się od wariantu bazowego. Zmodyfikowano i przesunięto w kierunku dziobu ich nadbudówkę, dzięki czemu powiększeniu uległ pokład lotniczy, z którego będą mogły operować jednocześnie dwa śmigłowce. Zmiany te spowodują, że nowe rosyjskie desantowce upodobnią się do znanych z flot zachodnich transportowców desantowych-doków (LPD).

Korekta projektu wpłynie również na wzrost wyporności okrętów do około 7000-8000 ton. Te dwie jednostki mają być zdane flocie w 2023 i 2024 roku. To, że noszą one imiona dowódców kierujących operacjami desantowymi podczas wojny z Japonią w 1945 r. może wskazywać na przydział ich w przyszłości do Floty Oceanu Spokojnego.

Równie paląca jest sprawa dużych okrętów nawodnych zdolnych do operowania na wodach oceanicznych. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że jedną z dróg zwiększenia ich liczby może być przywrócenie do służby okrętów, które weszły do służby jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. Szczególne nadzieje wiązano z największymi po lotniskowcach bojowymi okrętami nawodnymi o napędzie jądrowym, czyli krążownikami rakietowymi proj. 1144 Kirow. W aktywnej służbie jest tylko najnowszy z nich Pietr Wielikij, którego budowę na pewien czas zatrzymał rozpad ZSRR. Ukończono go dopiero w 1998 r., przez co jest on relatywnie nowy i służy jako okręt flagowy rosyjskiej floty. Gorzej wygląda sytuacja ze starszymi Kirowami, które przez dłuższy czas nie były eksploatowane.

W najlepszej kondycji z nich jest Admirał Nachimow, który wszedł do służby w 1988 r. tuż przed rozpadem ZSRR, jako Kalinin. Po rozpadzie imperium brakowało pieniędzy na wykorzystanie tak dużego i kosztownego okrętu, więc przez cały okres służby nie był on intensywnie wykorzystywany. Funduszy brakowało również na bieżącą obsługę i doraźne remonty, co w efekcie spowodowało, że w 1999 r. odstawiono go do rezerwy i zacumowano w stoczni Siewmasz, gdzie miał przejść gruntowny remont, na który wówczas nie znalazły się pieniądze.

Dopiero kilka lat temu odpowiednie fundusze się znalazły i zdecydowano o jego modernizacji według projektu 11442M i przywróceniu do służby. W tym celu krążownik został wprowadzony do największego doku na północy Rosji, znajdującego się w stoczni Siewmasz w Siewierodwińsku, gdzie uprzednio przebudowywany był sprzedany Indiom lotniskowiec Admirał Gorszkow (eks Baku). Również w tym przypadku pojawiły się problemy z ich finansowaniem, które przy dużym zakresie prac powoduje ich opóźnienie. Pierwotnie zakładano, że ponownie wejdzie on do służby w 2020 roku, obecnie mówi się o roku 2022.

image
Krążownik rakietowy Admirał Nachimow. Fot. Defence24.pl

Nie rozpoczęła się również zapowiadana na lata 2018-2021 modernizacja krążownika Pietr Wielikij. A przecież ambitne plany zakładały również przywrócenie do służby kolejnego krążownika tego typu Admirał Łazariew (eks Frunze) w celu wzmocnia Floty Oceanu Spokojnego. Wszystko wskazuje na to, że tak długi okres dezaktywacji tego okrętu, podobnie jak prototypowego Admirał Uszakow (eks Kirow), wywarły destrukcyjny wpływ na ich stan i zostaną one ostatecznie zutylizowane. Co, według najnowszych zapowiedzi, ma nastąpić w 2021 r. Na te prace w budżecie korporacji Rosatom zaplanowano odpowiednio 350 i 400 mln rubli.

Wobec braku możliwości zwiększenia w najbliższym czasie liczby dużych okrętów nawodnych przez przywrócenie do służby wszystkich krążowników rakietowych proj. 1144, ani szybkie rozpoczęcie budowy nowych niszczycieli typu Lidier (proj. 23560), WMF skoncentrowała się na budowie mniejszych, ale sprawdzonych jednostek, tj. fregat rakietowych proj. 22350 Admirał Gorszkow. Również 23 kwietnia br. w stoczni Siewiernaja Werf z Sankt Petersburga w obecności prezydenta Władimira Putin położono stępki fregat Admirał Amielko i Admirał Cziczagow - piątej i szóstej tego typu. Ten pierwszy ma zasilić Wojenno-Morskoj Fłot w 2024 roku, a drugi w 2025 roku. W odróżnieniu od wcześniejszych jednostek serii, nowe fregaty będą uzbrojone w 24 zamiast 16 pocisków systemu Kalibr-NK. Obecnie w służbie znajduje się jedynie prototyp serii - Admirał Fłota Sowietskogo Sojuza Gorszkow (417).

image
Fregata rakietowa Admirał Fłota Sowietskogo Sojuza Gorszkow. Prototyp serii. Fot. Defence24.pl

Pierwsza jednostka seryjna Admirał Fłota Kasatonow (431) realizuję program prób morskich. Kolejne dwie jednostki Admirał Fłota Gołowko i Admirał Fłota Sowietskogo Sojuza Isakow znajdują się w różnych stadiach budowy. Mają one być ukończone do 2022 r., pod warunkiem, że uda się pokonać wszelkie problemy związane z zastąpieniem w ich siłowniach komponentów pochodzących z Ukrainy przez podzespoły wyprodukowane w Rosji. 

Komentarze