Siły zbrojne

Rok pod znakiem Black Hawków i Merlinów [KOMENTARZ]

Dobrze widoczny karabin maszynowy Minigun 7,62 mm w oknie i półcalowy FN Herstal w drzwiach kabiny. Zwraca uwagę brak sensorów systemu samoobrony i głowicy optoelektronicznej pod nosem maszyny. Fot. J.Sabak
Dobrze widoczny karabin maszynowy Minigun 7,62 mm w oknie i półcalowy FN Herstal w drzwiach kabiny. Zwraca uwagę brak sensorów systemu samoobrony i głowicy optoelektronicznej pod nosem maszyny. Fot. J.Sabak

Podsumowując rok 2019 pod kątem floty śmigłowcowej sił zbrojnych mamy jeszcze przed oczami cztery śmigłowce Black Hawk dostarczone 20 grudnia do Wojsk Specjalnych. To duży sukces, pierwsze nowe maszyny od lat. Jednak miniony rok to również kontrakt na cztery śmigłowce morskie AW101 oraz plany modernizacji maszyn, które zbyt szybko nie doczekają się następców. Śmigłowce pozostają w cieniu innych, bardziej efektownych zakupów, jak F-35 czy system artylerii rakietowej Homar.

Kwestia starzejącej się floty polskich śmigłowców wojskowych nie jest tematem nowym, ale choć programy takie jak uderzeniowe maszyny Kruk, są od dawna priorytetem, dotąd nie doczekały się realizacji. W kwestii większości typów maszyn mamy do czynienia z „pełzającym przedłużaniem resursów” i oczekiwaniem na godnego następcę. Kryzysowe mogą być najbliższe 2-3 lata, gdy Polska powinna de facto wycofać większość śmigłowców rodziny Mi-8 oraz morskie Mi-14. Szturmowe Mi-24 powinny doczekać się następcy, lecz będą modernizowane, o czym szerzej w dalszej części tekstu. Lekkie maszyny Mi-2 niedawno obchodziły pół wieku służby i wiele wskazuje na to, że bez następcy mogą doczekać 60-tki, choć ich liczba systematycznie spada, ze względu na ogromne zużycie. Z tych samych powodów jedyne śmigłowce pokładowe marynarki wojennej, amerykańskie, lecz równie wiekowe co reszta polskiej floty maszyny SH-2G Super Seasprite są zdolne operacyjnie jedynie w mocno ograniczonym stopniu. 

Śmigłowce to trudny obiekt zakupów.  W 2016 roku zrezygnowano z maszyn H225M Caracal, które miały wypełnić zarówno role śmigłowców wielozadaniowych, morskich jak też Combat-SAR. Powstała w ten sposób luka w zakresie możliwości operacyjnych jest częściowo wypełniana przez dalszą eksploatację maszyn które planowano wycofać. Ogólna sytuacja jest bardzo trudna i systematyczne przedłużanie resursów większości śmigłowców bez ich modernizacji, to rozwiązanie doraźne. Najpilniejsze potrzeby MON próbuje rozwiązać poprzez zakup maszyn w ramach pilnej potrzeby operacyjnej. Są one jednak niewystarczające w liczbie, choć cieszą mimo to, wprowadzając całkowicie nową jakość.

Black Hawki dla Wojsk Specjalnych – pierwsze koty za płoty?

Zakup czterech maszyn Sikorsky S-70i Black Hawk to na tle innych programów śmigłowcowych nie tylko sukces znaczący, co równocześnie ekspresowy. Umowa zawarta została w kwietniu b.r. a maszyny dostarczono już w grudniu 2019 roku, choć nie w konfiguracji docelowej. Śmigłowce zaprezentowane podczas uroczystości z udziałem prezydenta i ministra obrony, miały jedynie podstawową konfigurację, bez systemów samoobrony czy optoelektronicznych. Ich instalacja ma być realizowana w 2020 roku, jednak wielu specjalistów twierdzi, że nawet po doposażeniu polskie S-70i nie będą reprezentować standardu wymaganego w misjach Wojsk Specjalnych. Z drugiej strony MON zapewnia, że konfiguracja docelowa jest zgodna z potrzebami specjalsów.

W obecnej chwili trudno w sposób jednoznaczny ocenić kto ma rację, szczegóły docelowej konfiguracji są niejawne. Faktem jednak pozostaje to, że zakupione w br. pierwsze nowe maszyny od ponad dekady.  Pierwsze śmigłowce nowego, zachodniego typu, wprowadzane do służby. Nawet, jeśli według części komentatorów nie spełniają one wszystkich oczekiwań, to należy mieć nadzieję, że otwierają drogę do modernizacji floty w całych siłach zbrojnych. 

Producent tych maszyn, zakłady PZL Mielec, należące do koncernu Lockheed Martin, poprzez firmę Sikorsky, z pewnością liczy na kolejne zamówienia. Wejście S-70i Black Hawk do Wojsk Specjalnych daje tej maszynie pewną przewagę nad konkurentami przyszłych postępowaniach, dotyczących np. śmigłowców wielozadaniowych czy maszyn wsparcia pola walki. Warto też zauważyć, że Black Hawk to maszyna klasy, która dotąd nie była obecna w polskich siłach zbrojnych. To wielozadaniowy śmigłowiec pod względem masy i możliwości mieszczący się pomiędzy wielozadaniowym W-3WA Sokół i znacznie cięższym od niego transportowym Mi-8/17. 

Jest to klasa maszyn nowoczesnych, dostosowanych do działania w bezpośredniej styczności z przeciwnikiem, łączących odpowiednią dynamikę lotu i nowoczesną, cyfrową awionikę. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo jednak nic o ewentualnych dalszych zakupach, poza możliwością realizacji opcji na kolejne cztery śmigłowce dla specjalsów. 

Śmigłowiec HH-101A Caesar, przeznaczony dla Wojsk Specjalnych, podczas pokazu w Warszawie - fot. J.Sabak/Defence24.pl. Polska kupiła inną odmianę AW101, przeznaczoną dla Marynarki Wojennej.
Śmigłowiec HH-101A Caesar, przeznaczony dla Wojsk Specjalnych, podczas pokazu w Warszawie - fot. J.Sabak/Defence24.pl. Polska kupiła inną odmianę AW101, przeznaczoną dla Marynarki Wojennej.

Morskie Merliny, czyli bez magii się nie obejdzie

O ile Wojska Lądowe nadal czekają na swojego „konia roboczego”, to początek 2019 roku niósł ze sobą również kontrakt na ciężkie śmigłowce morskie bazujące na lądzie. 26 kwietnia zawarto umowę dotyczącą czterech maszyn AW101 w wersji ZOP z opcją realizacji misji ratowniczych Combat SAR. Mają one zastąpić wysłużone Mi-14, których eksploatacja została wydłużona, aby zapewnić zdolność pomostową do czasu wejścia do służby nowych maszyn około roku 2022. Dotyczy to szczególnie, najbardziej wyeksploatowanych śmigłowców w wersji ratowniczej. 

Leonardo Helicopters AW101, to wielozadaniowy śmigłowiec o maksymalnej masie 15,6 tony zoptymalizowanych do realizacji misji morskich. Wyróżnia się nietypowym układem napędowym z trzema silnikami. Ma reputację maszyny bardzo dużej, dobrej, ale też drogiej. Polskie śmigłowce mają być maszynami do zwalczania okrętów podwodnych, jednak dzięki modułowemu wyposażeniu, będą mogły również pełnić misje ratownicze. Niestety ta dwuzadaniowość spowodowała, że MON próbuje zabić "dwa wróble jednym kamieniem", czyli rozwiązać deficyt w obu klasach śmigłowców morskich zaledwie czterema maszynami.

Tymczasem w bardzo niewielkim stopniu rozwiązuje to problemy Marynarki Wojennej. Nie tyle nawet rozwiązuje, co sygnalizuje szansę na ich rozwiązanie. Minimalna liczba dla zapewnienia bezpieczeństwa na Bałtyku, zarówno w zakresie zwalczania okrętów podwodnych jak i ratownictwa morskiego, to co najmniej dwa razy tyle maszyn gotowych do działania. 

Tylko część ze śmigłowców SH-2G jest zdolna do działań operacyjnych – fot. M.Dura/D24
Tylko część ze śmigłowców SH-2G jest zdolna do działań operacyjnych – fot. M.Dura/D24

Zakup dużych śmigłowców bazujących na lądzie nie rozwiązuje wszystkich problemów w zakresie wiropłatów morskich. Równie istotnym wyzwaniem są śmigłowce pokładowe. Obecnie eksploatowane maszyny Kaman SH-2G Super Seasprite służą w Polsce od 2003 roku wraz z fregatami typu Oliver Hazard Perry ORP Gen. K. Pułaski i ORP Gen. T. Kościuszko. Pomimo wyczerpania zaledwie około 50% nalotu będą musiały być wycofane ze względu na brak wsparcia eksploatacji ze strony producenta. 

W tej sytuacji, jak przyznał w maju 2018 roku wiceminister MON Wojciech Skurkiewicz, pozyskanie nowych śmigłowców pokładowych do zwalczania okrętów podwodnych jest zadaniem bardzo pilnym. Nawet jeśli pozostałe dwa SH-2G będą służyć do całkowitego wyczerpania zapasów części, oznacza to i tak konieczność zakupu śmigłowców pokładowych dla nowo wprowadzanych jednostek. Jak dotąd kwestia ta nie została nawet poruszona publicznie, nie mówiąc o działaniach w tym zakresie. Tymczasem bez śmigłowca pokładowego możliwości okrętów w każdym zakresie realizowanych działań są mocno ograniczone. 

Czy Harpia zjadła Kruka?

O ile w tematach morskich w zasadzie czekamy na jakiekolwiek informacje, to Wojska Lądowe na tym tle aż kipią od aktywności. Niestety nie jest ona związana z pozyskaniem śmigłowców uderzeniowych Kruk, które od 2015 roku zapisane są jako pilny, priorytetowy zakup. Najsilniejsze oferty to dziś Boeing AH-64E Apache, standardowa maszyna sojuszniczej US Army, oraz wybrany w tym roku przez Czechy Bell AH-1Z Viper. Obie maszyny to konstrukcje amerykańskie. Wielu zwolenników ma również koncepcja współpracy z Włochami w ramach programu nowego śmigłowca uderzeniowego AW249, który mają w przyszłości zastąpić AW129 Mangusta. Atutem tej propozycji, jest możliwość szerokiego udziału przemysłowego, m.in. za pośrednictwem należących do Leonardo Helicopters zakładów PZL Świdnik. Ostatnim, bowiem dla obecnego rządu trudnym politycznie kandydatem, jest śmigłowiec Tiger firmy Airbus Helicopters.

W obecnej chwili trudno jest jednak wyrokować o terminach czy możliwych scenariuszach, gdyż MON od kilku już lat bada możliwość przeprowadzenia programu Kruk w trybie „pilnej potrzeby operacyjnej”, a sam tryb programu może zależeć od wybranych rozwiązań technologicznych. Dotąd nie rozpisano również przetargu a jedynie dialog techniczny. Cieniem na Kruku kładzie się dziś przede wszystkim program Harpia. Ten kosztowny zakup, dotyczący 32 maszyn Lockheed Martin F-35A Lightning, został ogłoszony przez ministra Mariusza Błaszczaka priorytetowym. Wartość programu szacowana jest na sumy tak wysokie, że z pewnością wpłynie to na termin realizacji innych programów. W tej sytuacji bardzo prawdopodobne jest, że Harpia „zjada” fundusze na Kruka, przesuwając go w bliżej nieokreśloną przyszłość. Jako rozwiązanie tymczasowe powrócono więc do planów modernizacji śmigłowców Mi-24. 

Mi-24PL powraca 

Modernizacja Mi-24D/W ma obejmować przede wszystkim przywrócenie im możliwości rażenia celów kierowanymi pociskami rakietowymi. Celem jest uzyskanie tego typu zdolności i podtrzymanie ich do czasu wprowadzenia do służby maszyn uderzeniowych Kruk. 

Można powiedzieć, że to powrót po 15 latach do programu głębokiej modernizacji Mi-24PL Pluszcz, zakończonego bez sukcesu w 2004 roku. Dziś mowa jest o ucyfrowieniu platformy i wyposażeniu w nowoczesne uzbrojenie zgodne ze standardami NATO. Wszystko to z dużym udziałem krajowego przemysłu. Do tego należy dodać zdolność wykorzystania kierowanych rakiet i pocisków przeciwpancernych. Maszyny potrzebują też nowoczesnych systemów celowniczych, łączności oraz samoobrony – ostrzegania o różnych typach zagrożeń i przeciwdziałania im, najlepiej w formie zintegrowanej. To potrzebne, by Mi-24 mogły przetrwać na współczesnym polu walki. 

Modernizacja wymaga również wydłużenia resursów Mi-24, które są obecnie eksploatowane. Odpowiednie badania mają zakończyć się w 2021 roku. Do tego czasu jednak należy rozwiązać wiele problemów, wśród których główny to moim zdaniem wybór odpowiedniego uzbrojenia. Należałoby skoordynować to z programami uzbrojenia innych platform w tym również lądowych, w przeciwpancerne pociski kierowane. Tymczasem programy, dotyczące wyboru tego typu uzbrojenia, są na razie dalekie od rozstrzygnięcia. 

Pomimo licznych wyzwań jakie czekają ten program, modernizacja Mi-24, chociaż spóźniona, to dobre rozwiązanie doraźnych problemów, do czasu zakupu docelowych maszyn uderzeniowych. Należy jedynie mieć nadzieje, że nie stanie się pretekstem dla dalszego odkładania zakupu maszyn uderzeniowych Kruk. Byłoby to działanie ze wszech miar nierozważne i prowadzące jedynie do opóźnienia kryzysu, którego skutki mogą być wówczas opłakane.

Bardziej bojowy Sokół – maszyna wsparcia pola walki 

Kolejną próbą łatania luki w możliwościach operacyjnych, jaką generuje brak śmigłowców uzbrojonych w przeciwpancerne pociski kierowane (z wyjątkiem kilkunastu Mi-2 uzbrojonych w zabytkowe ppk Malutka, używanych w zasadzie tylko do szkolenia), jest modernizacja maszyn W-3WA do wersji W-3WA WPW (Wsparcia Pola Walki). Dialog techniczny w tej kwestii trwa od września 2018 roku i jak dotąd jego efekty nie są znane. Jednak najbardziej prawdopodobne zdaje się podniesienie maszyn Sokół do standardu zbliżonego do W-3PL Głuszec, a więc wyposażenie m.in. w głowicę optoelektroniczną, tym razem jednak umożliwiającą naprowadzanie pocisków kierowanych. 

Podobnie jak w przypadku modernizacji Mi-24, nie wiadomo do końca jakie mają to być pociski. Najbardziej prawdopodobny wybór, to rodzina izraelskich rakiet Spike, które występują w szerokiej gamie pocisków o różnych możliwościach i zasięgu.  Co istotne,  jedna z wersji jest już na uzbrojeniu Wojsk Lądowych i jest wytwarzana na licencji w krajowych zakładach Mesko należących do PGZ 

Świetlana przyszłość, czy mroki średniowiecza? 

Podsumowując rok 2019 trzeba powiedzieć, że w kwestii śmigłowców był on dla MON rokiem przełomowym. Zawarto dwie ważne umowy, dotyczące nowych śmigłowców produkcji zachodniej. Cztery maszyny S-70i Black Hawk de facto weszły do służby, co jest bardzo ważnym krokiem. Trwają również prace, na razie głównie teoretyczne, nad odwlekaną przez co najmniej dwie dekady modernizacją sprzętu posowieckiego. Powinna ona dotyczyć również kwestii tak prozaicznych jak przeskalowanie przyrządów z systemu metrycznego na anglosaski, stosowany w lotnictwie NATO. 

Nie należy jednak osiadać na laurach. Zakupy maszyn S-70i Black Hawk i AW101, choć znaczące, są dramatycznie małe i nie zaspokoją nawet podstawowych potrzeb operacyjnych. Są to de facto zakupy na poziomie „defiladowym” i powinny stanowić wstęp do szerszego procesu modernizacji floty śmigłowcowej sił zbrojnych RP. Jeśli proces ten nie zostanie przeprowadzony w najbliższej dekadzie, czeka nas lawinowa zapaść tego istotnego elementu sił zbrojnych, w miarę jak wysłużony sprzęt będzie wycofywany ze służby.

Trzeba też jasno powiedzieć, że istotna część obecnej floty śmigłowców nie nadaje się do użycia bojowego w warunkach współczesnego konfliktu zbrojnego z przeciwnikiem na równym lub wyższym poziomie technicznym.

Modernizacja, o ile będzie dość głęboka, może stanowić rozwiązanie pomostowe na najbliższą dekadę, a w przypadku śmigłowców takich jak W-3 Sokół, być może nieco dłużej. Polskę czeka jednak wymiana floty ze starej, posowieckiej, na nowoczesne śmigłowce spełniające wymagania NATO. Jednak śmigłowce nie działają w próżni, szczególnie w zakresie łączności i wymiany danych z innymi systemami bojowymi i systemem zarządzania polem walki. 

Ten ostatni musi pojawić się w najbliższym czasie w WP, aby zapewnić skuteczne wykorzystanie informacji które dostarczają i odbierają śmigłowce, aby skutecznie spełniać swoje role. Programy takie jak Kruk powinny stać się motorem modernizacji systemu dowodzenia i świadomości sytuacyjnej na poziomie taktycznym i strategicznym. W innym wypadku nowoczesne platformy staną się kosztownymi gadżetami, działającymi w technologicznej próżni.  

Komentarze