Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Niewygodna prawda gen. Marciniaka. Kołdra obrony powietrznej Polski jest dziś krótka

Elementy polskiego zestawu Patriot (dwie wyrzutnie i radar kierowania ogniem), w tle elementy systemu Pilica
Elementy polskiego zestawu Patriot (dwie wyrzutnie i radar kierowania ogniem), w tle elementy systemu Pilica
Autor. 3 Warszawska Brygada Rakietowa Obrony Powietrznej

Czy polskie miasta nie są chronione przed zagrożeniami z powietrza? Burza po wywiadzie gen. Michała Marciniaka pokazuje, że opinia publiczna nie wie, jak działa obrona powietrzna. A przede wszystkim jaki jest jej stan – dopiero trwa odbudowa, po pozimnowojennej zapaści.

Temat obrony powietrznej zawsze był popularny w mediach. Obecnie stał się jeszcze popularniejszy dzięki wypowiedzi gen. bryg. Michała Marciniaka oraz szybkiemu dementi MON. Generał jest zastępcą szefa Agencji Uzbrojenia i jednocześnie Pełnomocnikiem Ministra Obrony Narodowej do spraw Budowy Systemu Zintegrowanej Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwrakietowej. Przyznał on, iż obecnie żadne polskie miasto nie jest chronione antyrakietowo.

Jak było w czasach zimnej wojny

W czasach zimnej wojny w Polsce istniały dwa systemy obrony powietrznej. Jeden organizowały Wojska Obrony Powietrznej Kraju, które były wtedy osobnym rodzajem sił zbrojnych. Drugi służył do obrony przeciwlotniczej wojsk czyli Wojsk Lądowych, Wojsk Lotniczych i Marynarki Wojennej.

Siły Wojsk Obrony Powietrznej Kraju opierały się o naziemne środki radiotechniczne, przeciwlotnicze i lotnictwo myśliwskie. Jak wskazuje sama nazwa przeznaczone one były do obrony kraju. Skoncentrowane były na obronie głównych ośrodków przemysłowych, miejskich i wybrzeża morskiego jako zewnętrznej granicy Układu Warszawskiego. Ze względu na ówczesne sojusze najbardziej chroniona była północno-zachodnia część Polski oraz Warszawa, Górny Śląsk i Poznań:

  • 3.Dywizja Artylerii OPK (12 dywizjonów ogniowych) chroniła Warszawę;
  • 1.Dywizja Artylerii OPK (12 dywizjonów ogniowych) chroniła Górny Śląsk;
  • 4.Brygada Artylerii OPK (12 dywizjonów ogniowych) chroniła Trójmiasto i wschodnie wybrzeże Bałtyku;
  • 26.Brygada Artylerii OPK (12 dywizjonów ogniowych) chroniła Szczecin i Świnoujście oraz zachodnie wybrzeże Bałtyku;
  • 79.Samodzielny Pułk Artylerii OPK (6 dywizjonów ogniowych) chronił Poznań.

Wszystkie dywizjony ogniowe uzbrojone były w rakietowe zestawy przeciwlotnicze Dwina, Wołchow, Newa i Newa-M. Dodatkowo 78.Pułk Artylerii OPK stacjonujący w Mrzeżynie, składający się z dwóch dywizjonów ogniowych uzbrojonych w zestawy dalekiego zasięgu Wega, miał zwalczać cele nad Bałtykiem.

Wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych S-200 Wega
Wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych S-200 Wega
Autor. Jarosław Ciślak/defence24.pl

Jak łatwo policzyć, było to łącznie 56 dywizjonów ogniowych. Ale od razu należy zwrócić uwagę, iż ówczesne systemy różniły się diametralnie od współczesnych. Były one stacjonarne z możliwością przemieszczenia, ale manewr taki był skomplikowany i długotrwały. Każdy dywizjon miał tylko jedną radiolokacyjną stację naprowadzania i mógł równocześnie zwalczać tylko jeden cel. Po jej zniszczeniu cały dywizjon był wyłączany z walki. Stanowiska ogniowe były co prawda lekko ufortyfikowane, ale ich miejsca stacjonowania w czasie pokoju były dokładnie znane dzięki rozpoznaniu satelitarnemu.

System ten w zdecydowanej większości pochodził z importu z ZSRR i jego cena, nawet jak na ówczesne warunki, była bardzo wysoka. Dlatego Polska zrezygnowała z obrony rakietowej takich miast jak Kraków, Wrocław, Łódź, Bydgoszcz, nie mówiąc oczywiście o mniejszych miastach. Tam i na reszcie terytorium Polski obronę powietrzną miało zapewnić lotnictwo myśliwskie. Pod koniec lat 80. XX wieku Wojska Obrony Powietrznej Kraju miały osiem pułków lotnictwa myśliwskiego rozlokowanych w Mińsku Mazowieckim, Łasku, Zegrzu Pomorskim, Słupsku, Gdyni, Wrocławiu, Mierzęcicach i Poznaniu. W czasie pokoju obronę powietrzną zachodniego wybrzeża Bałtyku wspierały trzy radzieckie pułki lotnictwa myśliwskiego stacjonujące w Kluczewie, Chojnie i Kołobrzegu.

Całe szczęście, iż Wojska Obrony Powietrznej Kraju nigdy nie musiały wypróbować w rzeczywistości, na ile ten system byłby skuteczny w czasie wojny.

Odprężenie

Po upadku ZSRR i zakończeniu zimnej wojny praktycznie wszystkie państwa europejskie poważnie ograniczyły swoje siły zbrojne. Dotyczyło to oczywiście i Polski. U nas Wojska Obrony Powietrznej Kraju zostały połączone z Wojskami Lotniczymi w Wojska Lotnicze i Obrony Powietrznej, których nazwę zmieniono później na Siły Powietrzne. Tak jak inne rodzaje sił zbrojnych zostały one zlikwidowane z końcem 2013 roku, a zadania dotyczące obrony powietrznej trafiły w ręce nowych dowództw, czyli Dowództwa Generalnego RSZ i Dowództwa Operacyjnego RSZ.

Jednak największym naszym problemem był brak zakupu nowych systemów rakietowych przez prawie trzy dekady. Z użytku wycofano najstarsze zestawy przeciwlotnicze Dwina, Wołchow, Newa, a niedawno również Wega. Część z pozostałych systemów Newa-M przełożono na podwozia gąsienicowe i kołowe, co trochę zwiększyło ich mobilność. Zgrupowano je wszystkie w 3.Brygadę Rakietową Obrony Powietrznej mającą sześć dywizjonów w Olszewicy Starej, Gdyni, Bytomiu, Skwierzynie, Mrzeżynie i Sochaczewie. Zestawy Newa-M są całkowicie przestarzałe i nie stanowią już skutecznego narzędzia walki. Nadal na każde trzy wyrzutnie przypada jeden radar kierowania ogniem, co powoduje, iż zespół taki jest jednokanałowy i może zwalczać jeden cel. Przed wojną na Ukrainie mieliśmy 17 takich zespołów, ale jakąś część z nich przekazaliśmy już Ukrainie.

Po Wojskowej Obronie Przeciwlotniczej służącej do obrony Wojsk Lądowych pozostały Polsce stare zestawy przeciwlotnicze Kub i Osa. Natomiast całkowicie wycofano zestawy o większym zasięgu, czyli Krugi. Zestawy Kub i Osa są na wyposażeniu trzech pułków przeciwlotniczych wchodzących w skład trzech dywizji ogólnowojskowych. Jeden stacjonuje w Czerwieńsku i Lesznie, drugi w Koszalinie, a trzeci w Gołdapi i Elblągu. Ostatnio oficjalnie potwierdzono, iż część zestawów Osa została przekazana Ukrainie oraz rakiety do zestawów Osa i Kub.

Wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych Newa-SC.
Wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych Newa-SC.
Autor. Jarosław Ciślak/Defence24.pl

Jedyne co się udało w tym czasie w zakresie efektorów przeciwlotniczych to rozwój ręcznych zestawów przeciwlotniczych. Pamiętające czasy Układu Warszawskiego licencyjne wyrzutnie Strzała-2M zostały zastąpione całkowicie przez polskie Gromy, a teraz jeszcze przez Pioruny. Gromy i Pioruny trafiły również na uzbrojenie 79 zakupionych zestawów samobieżnych Poprad, które są na wyposażeniu wspomnianych pułków przeciwlotniczych i dywizjonów przeciwlotniczych niektórych brygad ogólnowojskowych.

Dodatkowo w składzie obu flotyll znajdują się dwa dywizjony przeciwlotnicze Marynarki Wojennej stacjonujące w Dziwnowie i Ustce, a uzbrojone w zestawy Blenda oparte o zmodernizowane armaty przeciwlotnicze kalibru 57 mm S-60MB.

Dzisiaj trudno jest zrozumieć wojskowych i politycznych decydentów, którzy przez całe dziesięciolecia nie podjęli trudu utrzymania poziomu obrony przeciwlotniczej chociaż na dotychczasowym poziomie, a wręcz doprowadzili do jego wyraźnego spadku. Niestety zakup tylko 48 nowoczesnych samolotów F-16 nie był w stanie załatać wszystkich dziur na polskim niebie, a trzeba pamiętać również o innych zadaniach planowanych dla tych maszyn.

Nowe czasy

Totalna zapaść naszej obrony powietrznej, a przede wszystkim zmiana sytuacji militarno-wojskowej w Europie doprowadziła w końcu do uruchomienia budowy całkiem nowego systemu. W założeniach system ten, jak i poprzedni, ma być wielowarstwowy, oparty o nowoczesne efektory.

Najbardziej znany jest kupowany system Wisła oparty o amerykańskie rakiety Patriot. Łącznie zamówiliśmy 64 wyrzutnie dla 8 baterii po 8 wyrzutni. Każda bateria będzie miała po dwa zespoły ogniowe, składające się z czterech wyrzutni i jednego radaru. Przy czym radar ten zdolny jest do naprowadzania rakiet równocześnie na wiele celów. W praktyce system Wisła nie musi działać ośmioma bateriami, a może szesnastoma zespołami ogniowymi w 16 różnych miejscach.

Narew
Wyrzutnia systemu Narew
Autor. MON

Mniejszy zasięg ma natomiast zamówiony system Narew oparty o rakiety przeciwlotnicze CAMM-ER. Zakupiliśmy 138 wyrzutni iLauncher dla 23 baterii, w każdej po sześć wyrzutni. Te same wyrzutnie iLauncher w liczbie 44 sztuk z rakietami CAMM wejdą na uzbrojenie 22 baterii systemu Pilica+, po dwie sztuki w każdej razem ze 132 zestawami rakietowo-artyleryjskimi ZUR-23-2SP.

Obronę przeciwdronową ma zapewnić natomiast system San składający się z systemów lufowych kalibru 35 mm, 30 mm i 12,7 mm oraz pocisków rakietowych kalibru 70 mm. System San będzie składał się z 18 baterii. W skład każdej baterii będą wchodziły po 3 plutony ogniowe, mogące działać niezależnie.

Wszystkie wymienione systemy będą zarządzane wspólnym sieciowym systemem dowodzenia. Jednak najpoważniejszym wzmocnieniem obrony powietrznej Polski jest zakup 32 samolotów wielozadaniowych F-35A. Ich możliwości zdecydowanie podniosą poziom obrony Polski, ale tak jak i w przypadku F-16 należy pamiętać, iż będą one realizowały również inne zadania. Wydaje się, iż 32 F-35A i 47 F-16 po planowanej modernizacji to za mało na kraj wielkości Polski. Konieczny jest w najbliższym czasie zakup kolejnych samolotów wielozadaniowych.

Dzisiaj

Do pełnej realizacji programów Wisła, Narew, Pilica+, San jeszcze daleka droga. W takim razie co mamy już dzisiaj? W kraju mamy już:

  • 16 wyrzutni rakiet Patriot i 4 radary co stanowi wyposażenie czterech zespołów ogniowych, są one na wyposażeniu 37.Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej w Sochaczewie;
  • 6 wyrzutni iLauncher wchodzących w skład dwóch baterii tzw. Małej Narwi czyli rozwiązania tymczasowego, są one w 15.Pułku Przeciwlotniczym w Gołdapi i w 18.Pułku Przeciwlotniczym w miejscowości Sitaniec k. Zamościa;
  • prawdopodobnie na ukończeniu jest kompletacja pierwszych baterii systemu Pilica+ z wyrzutniami iLauncher.

Jak widać, jesteśmy dopiero na początku realnego pozyskiwania zdolności do obrony przeciwrakietowej, przeciwlotniczej i antydronowej. I nie powinny nikogo dziwić słowa gen. bryg. Michała Marciniaka. W dzisiejszej sytuacji „krótkiej kołdry” dowódcy muszą zadecydować o priorytetach obrony powietrznej. Czy ma być broniona Warszawa lub inne miasta, czy granica polsko-ukraińska, czy ośrodki przemysłowe, czy może zgrupowania naszych wojsk. Częściowo rację ma i MON pisząc, że „Siły Zbrojne RP posiadają różne rodzaje zdolności do zapewnienia osłony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej wyznaczonych obiektów, w tym aglomeracji miejskich.” oraz że „Szczegółowe informacje dotyczące aktualnego rozmieszczenia, stopnia gotowości oraz planów użycia poszczególnych elementów obrony powietrznej mają charakter operacyjny i nie są przedmiotem komunikacji publicznej.”

F-35 Polska
Polski F-35A
Autor. chor. Piotr Gubernat, Combat Camera Poland

Efektory systemów Wisła, Narew, Pilica+, San są i będą mobilne. Jedne w większym zakresie, a inne w trochę mniejszym. W czasie zagrożenia i wojny będą one stacjonowały na wyznaczonych pozycjach, oczywiście poza macierzystymi koszarami. Ale na razie jest ich zbyt mało. A nawet po zakończeniu dostaw ich wszystkich, nie wystarczą one do zapewnienia intensywnej obrony na wszystkich kierunkach i we wszystkich rejonach. Przykładem tego jest Rosja, która pomimo wielkich liczebnie sił obrony powietrznej nie jest w stanie zatrzymać wszystkich ataków powietrznych Ukrainy. A Rosjanie nie zrobili sobie pauzy w zakupach i cały czas systematycznie produkowali nowe zestawy przeciwlotnicze.

Do tej pory MON oficjalnie nie podał, do jakich konkretnie jednostek trafią zestawy przeciwlotnicze z obecnie wdrażanych systemów. Na razie pierwsze Patrioty systemu Wisła trafiły do 3.Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej i wydaje się, iż kolejne będą trafiały do niej. Pierwsze zestawy Mała Narew trafiły do pułków przeciwlotniczych dywizji ogólnowojskowych i prawdopodobnie pierwsze baterie docelowej Narwi do nich trafią. Obecnie sześć dywizjonów rakietowych obrony powietrznej ma po baterii systemu Pilica. Te sześć baterii Pilica jest modernizowanych do wersji Pilica+ i na pewno w nich pozostaną. Dokąd trafi pozostałych 16 nowych baterii Pilica+ jeszcze nie wiadomo. Tak samo jak nie wiadomo gdzie trafi 18 baterii San.

Ale obojętnie, gdzie trafią organizacyjnie, to ważne jest, gdzie będą dyslokowane na czas kryzysu i wojny. A od tego są politycy i wojskowi, aby określili priorytety obrony powietrznej, bo wszystkiego równocześnie nie da się skutecznie bronić.

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować