Siły zbrojne

Coś dla „Mieczników”: brytyjskie śmigłowce wreszcie z rakietami

Odpalenie rakiety Martlet ze śmigłowca Wildcat
Fot. Royal Navy

Brytyjska marynarka wojenna zakończyła testy operacyjne dwóch typów rakiet przeciwokrętowych Martlet i Sea Venom przeznaczonych dla śmigłowców Leonardo AW159 Wildcat HMA Mk2. Brytyjczycy mogą w ten sposób ponownie przejąć zadania związane z ochroną sojuszniczych sił okrętowych przed atakiem ze strony niewielkich jednostek pływających. Tak uzbrojone śmigłowce będą na pewno zaoferowane polskie Marynarce Wojennej dla fregat „Miecznik".

Informacja przekazana przez brytyjską marynarkę wojenną oznacza wypełnienie luki jaka powstała w marcu 2017 r. po wycofaniu z uzbrojenia śmigłowców Lynx wyposażonych w rakiety przeciwokrętowe Sea Skua. Jak się bowiem okazało zastępujące Lynx-y pokładowe helikoptery Wildcat nie zostały przystosowane do używania tych pocisków, które automatycznie musiały zostać wycofane, chociaż nie było to związane z ich stanem technicznym.

Tymczasem uzbrojenie przeciwokrętowe brytyjskich śmigłowców było wcześniej swoistym postrachem dla okrętów przeciwnika i okazało się niezwykle skuteczne w faktycznych działaniach bojowych. Już w czasie wojny na Falklandach w 1982 roku na osiem rakiet Sea Skua wystrzelonych w kierunku argentyńskich jednostek pływających wszystkie trafiły w wyznaczone cele doprowadzając do zatopienia jednego statku transportowego („Río Carcarañá" o wyporności 8500 ton) i uszkodzenia kolejnych dwóch jednostek (holownika „Alférez Sobral" i okrętu patrolowego „Río Iguazú" typu Z-28).

Czytaj też

Jeszcze większe sukcesy Linx-y z Sea Skuami odnosiły w czasie pierwszej wojny w Iraku w 1991 roku przejmując praktycznie osłonę okrętowych sił sojuszniczych działając w promieniu 100 Mm od swoich jednostek. Sześć brytyjskich helikopterów startujących z pokładu fregat Royal Navy przyczyniło się wtedy do zatopienia piętnastu irackich okrętów, w tym trzech ex-kuwejckich KTR-ów typu TNC-45. Rekordzistą był śmigłowiec Lynx z fregaty HMS „Cardiff", który zniszczył co najmniej pięć jednostek pływających.

Współpraca śmigłowca Wildcat uzbrojonego w rakiet Martlet z fregatą HMS „Kent”
Fot. Royal Navy

Z powodu wycofania pocisków Sea Skua brytyjska marynarka wojenna utraciła więc zdolności, na odzyskanie których czekała tak naprawdę pięć lat. Teraz sytuacja ma się zmienić, ponieważ na śmigłowce Wildcat mają trafić rakiety określone wspólną nazwą FASGW (Future Anti-Surface Guided Weapon) i to aż dwóch rodzajów: „ciężkie" rakiety śmigłowcowe Sea Venom (które mają być następcami Sea Skua) oraz „lekkie", trzynastokilogramowe rakiety Martlett (przeznaczone m.in. do zwalczania mniejszych i słabiej chronionych celów asymetrycznych, w tym szybkich łodzi motorowych). Proces ich wprowadzenia nie przebiegał bez zakłóceń o czym świadczy ponad dwuletnie opóźnienie (uzbrojenie to miało się pojawi już w 2020 roku).

O ogromie pracy może świadczyć fakt, że śmigłowiec Wildcat HMA Mk2 z 815. Dywizjonu lotnictwa morskiego (815 Naval Air Squadron) z bazy lotniczej RNAS Yeovilton w Somerset w Południowo-Wschodniej Anglii musiał wystartować ponad 900 razy w różnych warunkach pogodowych, porach dnia (w tym w nocy) oraz z różnym ładunkiem. W pracach uczestniczyła ponad trzydziestoosobowa grupa specjalistów, w której byli piloci, marynarze oraz przedstawiciele ministerstwa obrony i przemysłu. Dzięki „intensywnym testom" prowadzonym na Atlantyku i Morzu Śródziemnym sprawdzono jednak nie tylko gotowość uzbrojenia do działań, ale również wypracowano odpowiednią taktykę jego użycia przy eliminowaniu małych i dużych zagrożeń dla sił okrętowych.

Odpalenie rakiety Martlet ze śmigłowca Wildcat
Fot. MBDA

Okazało się m.in., że montaż sensorów oraz obu rodzajów pocisków na specjalnych „skrzydłach" zmienia znacząco sposób prowadzenia śmigłowca, co jak słusznie zauważyli Brytyjczycy wymaga określenia granic bezpiecznego latania, które są zapisywane w Royal Navy jako „limity operacyjne śmigłowca pokładowego" (Ship Helicopter Operating Limits).

W czasie prób, testowy Wildcat został przebazowany na miesiąc na okręt RFA „Argus" (A135) Pomocniczej Floty Królewskiej. W czasie prób z tym śmigłowcem RFA „Argus" przepłynął w sumie 8000 Mm działając na Atlantyku pomiędzy Wyspami Kanaryjskimi i Wyspami Zielonego Przylądka, a następnie na Morzu Śródziemnym. Z kolei sam Wildcat spędził w powietrzu ponad 87 godzin latając z ładunkiem uzbrojenia w siedmiu różnych konfiguracjach, przenosząc czasami wyposażenie „dodatkowe" ważące ponad sześć ton.

W tak intensywnych próbach pomagał sam okręt RFA „Argus", który jest tak naprawdę zbudowanym we Włoszech i później przerobionym kontenerowcem ex. MV „Contender Bezant". W czasie tej przeróbki wprowadzono na nim m.in. pokład lotniczy, oraz miejsce dla aż sześciu średnich helikopterów. To właśnie dlatego jednostka ta jest niekiedy klasyfikowana w Royal Navy jako SS/HC – okręt wsparcia/ śmigłowcowiec (support ship/helicopter carrier).

Śmigłowiec Wildcat na pokładzie okrętu pomocniczego RFA „Mounts Bay”. Fot. M.Dura
Fot. M.Dura

Zbudowana w ten sposób okręt nie jest „bojowy", ale doskonale nadaje się do misji zabezpieczających, działając np. jako szpital lub pomagając ofiarom katastrof naturalnych. Pomaga w tym fakt, że RFA „Argus" ma wyporność 28 000 ton, długość 175,1 m oraz szerokość 30,4 m przy zasięgu pływania ponad 20 000 Mm przy prędkości 10 w. Niebagatelne znaczenie ma również zdolność do zabierania kilkuset pasażerów przy stałej załodze liczącej maksymalnie 130 osób (licząc grupę zabezpieczenia lotniczego).

Czytaj też

Trzeba przy tym pamiętać, że testy rakiet prowadzono nie tylko w czasie rejsu RFA „Argus" ale realizowano je o wiele wcześniej. Przykładowo pierwsze odpalenie pocisku Martlet z Wildcata nastąpiło w maju 2020 roku na poligonie obrony powietrznej Manorbier w południowej części Walii. Z kolei pierwsze strzelanie w warunkach morskich przeprowadzono podczas rejsu lotniskowca HMS „Queen Elisabeth" na Pacyfiku jesienią 2021 roku. Prawdziwym egzaminem były jednak testy zorganizowane we wrześniu 2022 roku gdy brytyjski Wildcat ostrzelał rzeczywisty okręt-cel, ex. amerykańską fregatę typu Oliver Hazard Perry w czasie manewrów SINKEX.

Wyjaśnienie, dlaczego Brytyjczycy tak intensywne testowali swoje nowe rakiety można łatwo znaleźć, gdy przeanalizuje się dokładnie ich możliwości bojowe. Rakieta Sea Venom to nowoczesny odpowiednik pocisków Sea Skua. Jest ona nieco mniejsza (110 kg w porównaniu do 145 kg), ma taką samą długość (2,5 m), o 5 cm mniejszą średnicę (0,2 m) i taką samą wagowo głowicę bojową (30 kg).

Śmigłowiec Wildcat z podwieszonymi aż dwudziestoma rakietami LMM Martlet
Fot. Royal Navy

Najbardziej widoczna różnica jest w samym sposobie naprowadzania. O ile Sea Skua miała półaktywną głowicę radiolokacyjną (cel musiał wiec być cały czas „podświetlany" przez radar pokładowy śmigłowca) to Sea Venom działa już według zasady „wystrzel i zapomnij" naprowadzając się na obraz termiczny celu. Zachowano przy tym maksymalny zasięg strzelania, który w obu przypadkach wynosi około 25 km.

Czymś niespotykanym wcześniej w Royal Navy jest z kolei Martlet - niewielki pocisk poruszający się z prędkością dwukrotnie przekraczającą dźwięk na odległość maksymalną 8 km. Został on opracowany przez koncern Thales i oferowany poza Wielką Brytanią jako lekka, wielozadaniowa rakieta LMM (Lightweight Multirole Missile). Jest on naprowadzany na cel laserowo (w dwóch trybach: aktywnym lub półaktywnym), a w końcowej fazie ataku na cel jest wspomagana systemem naprowadzania na podczerwień.

Ponieważ Martlet samem ważąc tylko 13 kg przenosi głowice bojową o wadze „jedynie" 3 kg, jest on przeznaczony przede wszystkim do zwalczania szybkich i niewielkich jednostek nawodnych, takich jak łodzie dywersyjno-szturmowe (np. rosyjskie „Raptory"), łodzie motorowe, kutry rakietowe i przybrzeżne okręty patrolowe. Rakieta jest przystosowana do przenoszenia przez nawet lekkie śmigłowce i drony, nie tylko ze względu na swoją małą wagę, ale również przez niewielkie rozmiary (długość 1,3 m i średnica o,76 m).

Śmigłowiec Wildcat z podwieszonymi dziesięcioma rakietami Martlet i dwiema Sea Venom
Fot. MBDA

Może też być montowana na okrętach, pojazdach i odpalana z ręcznych, przenośnych wyrzutni. To właśnie taki zestaw, wykorzystywany przez Ukraińców miał prawdopodobnie zestrzelić w czerwcu 2022 roku rosyjski śmigłowiec Ka-52 „Aligator" nad Ukrainą.

W przypadku śmigłowców Wildcat obie rakiety są montowane na specjalnych „skrzydłach" WWW (Wildcat Weapon Wing), które umieszcza się z boku kadłuba. Każde z tych skrzydeł ma dwa punkty mocowania uzbrojenia, pod które można podczepić albo jedną rakietę Sea Venom, albo pięć rakiet Martlet. Można stosować różne kombinacje tego uzbrojenia. Nie zmienia to fakty, że Wildcat może maksymalnie przenosić: albo 20 Martetów, albo cztery Sea Venomy.

Tak wyposażony śmigłowiec uważany jest za dobrego kandydata dla przyszłych polskich fregat budowanych obecnie w ramach programu „Miecznik". Trzeba bowiem pamiętać, że Wildcaty mogą zmienić przenoszone uzbrojenie i działać nie tylko przeciwko celom nawodnym, ale również brać udział w operacjach zwalczania okrętów podwodnych. Do wykrywania okrętów podwodnych wykorzystują wtedy opuszczany sonar Compact Flash oraz sonoboje, a do ich zwalczania: lekkie torpedy, podwieszone w miejscu zdemontowanych WWW.

Komentarze (6)

  1. Qba

    A co się stało ze śmigłowcami AW101 które miały trafić do Marynarki Wojennej w zeszłym roku? Dlaczego Świdnik jeszcze ich nie dostarczył?

    1. mick8791

      Nic. Pewnie dlatego, że nie miały trafić do MW do końca zeszłego roku, a do końca tego czyli 2022! Ale termin się pewnie przedłuży ze względu zleconą już po podpisaniu umowy zmianę konfiguracji.

    2. Qba

      @Mick8791 - o jakiej zmianie konfiguracji piszesz?

  2. Valdi

    Przypomnijmy 1,65 mld PLN za 4 sztuki aw101 czyli 88 mln USD 🇺🇲🇺🇲 sztuka 🇰🇷🇰🇷🇰🇷MH60 to 64 mln USD sztuka Oczywiście produkujmy w 🇵🇱🇵🇱🇵🇱ale nie dajmy się zrobić w 🐻🐻🐻🐻 misia

  3. Jaszczur

    Likwidować flotę my zagrożeń od strony morza nie mamy ... Nie wiem czy jest sens jakieś liczne rakiety przeciw okrętowe trzymać ... Zobaczcie na ruska flotę .... Na kogo my się mamy zrobić? Chińczyk tu nie dopłynie więc nie ma po co tego utrzymywać - ale to trzeba podjąć odważna decyzję . Jakieś patrolowce małe , małe jednostki i tyle . Żadne mieczniki i inne beznadziejne inwestycje obronności nie dadzą a kasy potrzebnej gdzieś indziej. Mld idą w błoto nie bójmy się tego mówić

    1. tomek czytelnik

      Każdy ekspert oprócz Bartosiaka ci powie że trzeba mieć silną flotę jesteśmy coraz bardziej zależni od morza. każdy mówi że gdyby ukraina miała flotę to dzisiaj nie miała by problemu z eksportem. Czyli trzeba jak najwięcej mieczników i orek bo patrolowce do niczego nie są przydatne podczas wojny

    2. mick8791

      @Jaszczur większych bzdur już dawno nie czytałem! Facet jesteśmy państwem morskim u wiele towarów u surowców dociera do nas ta drogą (statki, rurociągi). Mamy też chłopcze swoje morskie instalacje wiertnicze (chociażby w Skandynawii). Czym chcesz temu wszystkiemu zapewnić ochronę w razie "w" jak nie będziemy mieli marynarki wojennej na odpowiednim poziomie? Słyszałeś ignorancję co ruscy zrobili z NS1 i 2? A my nie mamy w tej chwili ŻADNEGO okrętu mogącego stawić skuteczny opór OP przeciwnika (bo oba OHP to pływające muzea). Chcesz innych przykładów? To patrz na sytuację Ukrainy - przez brak silnej floty ruscy zamknęli ich w portach i dyktują co mogą eksportować drogą morską, a czego nie! Małe okręty? Tylko wiedz, że mały okręt na małą dzielność morska i co za tym idzie nie jest w stanie operować przy wszystkich stanach morza!

    3. Jaszczur

      Tomek czytelnik - oczywiście że jakby Ukraina miała flotę to by nie było blokady morskiej , flotę o obecnej sile floty UK + francuskiej+ niemieckiej ... Oczywiście zgadza się tylko to w teorii w praktyce nie stać ich na to. Patrzmy realnie . Morze czarne to mały akwen ruskie by ich z lądu waliły rakietami itp. nie słuchaj się ślepo ekspertów tylko myśl sam . Polski nie stać na silną flotę która miała by sens a na takie na jaką nas stać nie ma sensu.

  4. Żelazny

    Rewelacji brak, zasięgu rażenia nie zwiększa ten śmigłowiec działający w promieniu 100 Mm, z użyciem pocisków Sea Venom, bo RBS 15mk3 ma 200 km zasięgu a mk4 ponad 300km. Jest jednak pewna zaleta, pociski Martlet, widzę ich możliwości do likwidacji zmasowanego ataku dronów-motorówek. Na podstawie doświadczeń ukraińskich należy przyjąć że marynarka FR wprowadzi taki sprzęt do linii, w końcu oberwali od nich solidnie. Tak że jestem za Martletami niekoniecznie na AW159.

    1. mick8791

      Bzdety wypisujesz! W trakcie wojny w Iraku działał na dystansie 100 Mm wokół zgrupowania okrętów, bo takie były rozkazy. Sam heli ma zasięg ok. 800 km! Poza tym fajnie, że zasięg 200 km, że 300 km... Zapominasz tylko o jednej istotnej kwestii, a mianowicie o horyzoncie radiolokacyjnym! Heli jednak może się wznieść na wysokość większa niż znajduje się top masztu radarowego okrętu.

  5. Valdi

    Przypomnijmy 768 mln USD zapłaci 🇰🇷🇰🇷🇰🇷 za 12 sztuk helikoptera morskiego, Czyli 64 mln USD sztuka Helikopter Sikorsky.MH60R wygrywa przetarg 🇺🇲🇺🇲🇺🇲AW159 wildcat drugie miejsce

    1. KrzysiekS

      Valdi Poproszę o analizę koszt zakupu plus użytkowanie czyli cały koszt przez co najmniej 30 lat.

    2. Qba

      W programie Kondor jest limit maksymalnej masy 6 ton, co oznacza że MH-60R zostanie odrzucony jako niespełniający wymagań

    3. mick8791

      "Przypomnijmy" nie Ty ustalasz warunki i wymagania przetargów i nie Ty je rozstrzygasz więc daruj sobie z łaski swojej ferowanie wyroków!

  6. zegrz69

    Jakby to powiedział Dzielny Wojak - one są tak brzydkie że aż piękne.