Siły zbrojne

Co pozostało z marynarki wojennej Ukrainy?

Podpis na zdjęciu w rosyjskiej prasie: oficerowie ukraińskiej marynarki podnoszą 20 marca rosyjską banderę na korwecie „Łuck”– fot. PA Photos
Podpis na zdjęciu w rosyjskiej prasie: oficerowie ukraińskiej marynarki podnoszą 20 marca rosyjską banderę na korwecie „Łuck”– fot. PA Photos

Pa zajęciu Krymu przez Rosjan Ukraina będzie musiała od podstaw odbudować swoje siły morskie. I nie chodzi tu tylko o zastąpienie odebranych im okrętów, ale również o wymianę kadr, systemu dowodzenia, systemu szkolenia i taktyki, która jak się okazało zupełnie nie przystawała do nowych czasów oraz zadań.

Problem nr 1 - kadry

Rząd w Kijowie celowo lub niezamierzenie nie nadzorował tego, co się działo w ukraińskich siłach morskich. Admiralicja utrzymywała rządzących w błogiej nieświadomości, gdy tak naprawdę marynarka wojenna pod każdym względem nie była przystosowana do działania w obecnych czasach. Może wynikało to z głupoty lub krótkowzroczności, ale mogło to również być działaniem zamierzonym, o czym świadczy dobitnie zdrada Berezowskiego. Ten wysokiej rangi oficer, tylko po jednym dniu bycia dowódcą Marynarki Wojennej Ukrainy postanowił przejść na stronę Rosjan. Dodatkowego znaczenia tej sprawie nadaje fakt, że Berezowskiego wyznaczył na dowódcę floty ukraińskiej 1 marca 2014 r. nie Janukowycz, a nowy prezydent Ukrainy Oleksandr Turczynow. Ktoś mu to musiał doradzić, a więc Berezowski nie działał sam.

Problemem jednak była nie tylko sama admiralicja, ale duża część pozostałej kadry. Tak naprawdę nie wiadomo, w jaki sposób poszczególne okręty były przejmowane przez Rosjan. Większość akcji abordażowych odbywała się prawdopodobnie bez większego oporu ze strony ukraińskich załóg, które zresztą nie miały konkretnych rozkazów, co robić od władz w Kijowie i swojego dowództwa.

Najbardziej znany jest przypadek zajęcia okrętu desantowego „Konstatin Olszański”, który wcześniej zasłynął udziałem w ewakuacji cudzoziemców z Libii w 2011 r (uratował on wtedy w sumie ponad 500 osób). Stojący na jeziorze Donuzławskim okręt został zaatakowany przez rosyjski kuter z komandosami. Załoga miała się podobno bronić, później zamknęła się w pomieszczeniach, by w końcu opuścić banderę śpiewając hymn Ukrainy i na łodziach motorowych udać się na ląd. Zrobiło to jednak tylko około 20 osób, a pozostała część załogi podobno postanowiła przejść na stronę Rosjan i pozostała na okręcie.

Część ukraińskiej kadry pokazała się z jak najlepszej strony i pomimo braku konkretnych rozkazów (znowu wychodzi nieudolne dowodzenie) stawiała bierny opór do końca utrudniając Rosjanom przejęcie swoich jednostek i okrętów. To, że ostatecznie musieli się poddać nie wynikało więc z braku zaangażowania, ale z bezsensu kontynuowania oporu, przeświadczenia że zostali pozostawieni sami sobie i z troski o rodziny, które żyły w okolicy pełnej uzbrojonych rosyjskich bojówkarzy i żołnierzy.

Na długo pozostanie tajemnicą, jak to się stało, że okręty podniesione w alarmie bojowym nie wyszły na morze w rejony alarmowe, że załogi były na nich niekompletne i że dopuszczano by cokolwiek do nich podpływało, gdy już wydano zgodę na użycie uzbrojenia. Wiadomo jest natomiast, że pomimo braku wyraźnych rozkazów były próby ucieczki okrętami. Odepchnąć blokujące rosyjskie jednostki próbował m.in. trałowiec „Czerkasy”, ale Rosjanie statecznie nie pozwolili mu się wydostać.

Ukraina będzie teraz musiała odtworzyć swoje kadry tym bardziej, że część marynarzy zdecydowała się pozostać na Krymie nie chcąc opuszczać swoich domów i rodzin. Jaki to jest problem może świadczyć fakt, że 12 000 żołnierzy z 15 450, którzy tworzyli ukraińską marynarkę stacjonowało na Krymie w chwili gdy Rosjanie zaczęli interwencję, a wiec 27 lutego. Większość z nich w ciągu ostatnich trzech tygodni zrezygnowała ze służby lub przeszła na stronę Rosjan.

Ukraińska marynarka będzie miała prawdopodobnie podobny problem z fregatą „Admirał Sahajdaczny”, na której część kadry również jest związana z Sewastopolem i prawdopodobnie zdecyduje się opuścić swój okręt wracając na Krym, nie patrząc na to, do kogo on należy.

Problem nr 2 – bazy i okręty

Ukraina miała trzy duże bazy morskie, z których niestety dwie znajdowały się na Krymie. Pierwszą z nich Nowooziernoje Rosjanie zablokowali z łatwością topiąc w odpowiednim miejscu pod okiem Ukraińców swój okręt „Oczakow”. Drugą bazą krymską był Sewastopol, w którym blokadę zorganizowały pozostałe okręty Floty Czarnomorskiej.

W sumie na 17 największych okrętów ukraińskich 12 przeszło w ręce Rosjan. Większość z nich jednak ze względu na wiek na niewiele im się przyda i zostanie albo zwrócona (np. w dowód dobrych chęci), albo po prostu zezłomowana (jak np. okręt podwodny „Zaporoże”). Poza okrętem podwodnym w ręce Rosjan dostały się w porcie Sewastopol cztery duże jednostki – dwie korwety typu Grisza V: „Tarnopol” i „Łuck”, korweta typu Pauk „Chmielnicki” i okręt dowodzenia typu Bambuk „Sławutycz”. Do tego należy również doliczyć jeszcze holownik oceaniczny „Korets”.

Siedem okrętów Rosjanie przejęli po zablokowaniu bazy Nowooziernoje, gdzie zdobyto m.in. okręt desantowy typu Ropucha I „Konstantin Olszańskij” oraz trałowiec typu Natya „Czerkasy”.

Flotę ukraińską stanowi więc w tej chwili tylko kilka 5 większych okrętów w tym jeden bojowy - fregata typu Krivak „Hetman Sahajdaczny” (z zaokrętowanym śmigłowcem Ka-27). Na szczęście, w czasie rosyjskiej agresji jednostka ta była poza Sewastopolem, biorąc udział w operacji antypirackiej u wybrzeży Somalii. Pozostałe okręty to m.in. okręt patrolowy „Skadowsk” (typu Żuk z 1990 r.), okręt desantowy „Brianka” (projektu 1758), dwa okręty transportu nurków „Niertszyn” i „Paczajew” (projektu 535M) oraz barka transportowa „Swatowie” (typu Ondatra – 107 t wyporności).

Pewną poprawę jeżeli chodzi o jednostki pływające przyniesie dopiero wprowadzenie do linii w 2016 r. korwety „Wołodymir Wielikij” (projektu 58250 typu Gajduk), która jest właśnie budowana w Czarnomorskiej stoczni w Mikolaïwie.

W ręce Rosjan wpadła duża część lotnictwa morskiego chociaż tutaj odnotowano udane przypadki ewakuacji sprzętu poza Krym. Na Ukrainę odleciały 5 marca br. z lotniska Nowofiederiowka jeden śmigłowiec Kamov Ka-27PL trzy Mi-14PŁ, jedna amfibia Beriev Be-12 i dwa samoloty transportowe An-26. Ponad 10 statków powietrznych, na których prowadzono różne prace techniczne musiano tam jednak zostawić.

Gorzej, że zakłady remontowe specjalizujące się w obsłudze technicznej śmigłowców były umiejscowione w Sewastopolu, a więc przejęli je Rosjanie, podobnie jak magazyny części zamiennych. I to jest najbardziej dotkliwa strata ukraińskiej marynarki wojennej. Utracono między innymi podziemne magazyny amunicji w dolinie Inkermann znajdującej się poza Sewastopolem.

Rosjanie przejęli też budynek dowództwa i sztabu marynarki, węzły łączności z niejawnymi dokumentami łączności, posterunki obserwacji technicznej, baterie nadbrzeżne, budynki administracyjne, ośrodki szkolenia i budynki logistyczne. Opanowana przez Rosjan Cieśnina Kerczeńska pozwala dodatkowo całkowicie kontrolować morskie wybrzeże Ukrainy nad Morzem Azowskim.

24 marca przestał również istnieć elitarny, liczący 750 żołnierzy 1 Batalion Piechoty Morskiej z Teodozji. Nie udała się próba ewakuacji ze sprzętem i bronią, część żołnierzy aresztowano, a reszta musiała opuścić jednostkę z żalem i pretensjami do dowództwa, że nie potrafiono wydać rozkazów, gdy Rosjanie nie mieli jeszcze nad nimi takiej przewagi liczebnej.

W sumie Ukraina utraciła na Krymie 189 jednostek wojskowych. Poza marynarką wojenną straty poniosły przede wszystkim siły powietrzne i obrony przeciwlotniczej. 204 taktyczna brygada lotnicza utraciła między innymi 39 samolotów MiG-29 na lotnisku Balbek, 174 pułk obrony przeciwlotniczej w Fiolent utracił baterię rakiet przeciwlotniczych S-300, 55 pułk w Jewpatorije – baterię S-300 i 50 pułk w Teodozji baterię Buk-M1.

Jednak takich strat, jakie poniosła ukraińska marynarka nie odnotował żaden inny rodzaj sił zbrojnych. W tym całym tragicznym zamieszaniu jest tylko jeden plus. Rosjanie zupełnie niezamierzenie pomogli Ukrainie pozbyć się tych ludzi, którym i tak wierzyć nie było można oraz okrętów, które w większości i tak się do niczego nie nadawały.

Teraz jest tylko pytanie, na ile będący w kryzysie i okrojone z Krymu państwo ukraińskie będzie w stanie odbudować swoje siły morskie, które odpowiadałyby jego potrzebom i możliwościom. Będzie to o tyle trudne, że proces degradacji marynarki wojennej Ukrainy trwał o wiele dłużej niż tylko za rządów będącego na sznurku Rosjan Janukowycza.

Komentarze